| Dziwny Sylwester... w Sydney |
| Autor Andrzej Budnik | |||
| Sobota, 01 Styczeń 2011 04:14 | |||
|
Atmosfera była iście nieświąteczna (jak dla nas), ale ciekawie było popatrzeć, jak w tym okresie roku zachowują się mieszkańcy Sydney. Kobiety w bikini, czasem bez ;) mężczyźni w kąpielówkach i z czapkami Św. Mikołaja. Do tego garść dzieci, zapach grillowanego mięsa i ogólna atmosfera "wyluzowania", która i nam się udzieliła. Czas nam leciał dość szybko tym bardziej, że w polskim gronie umilaliśmy go sobie… grą w karty – padło na Makao. Reguły owej gry każdy z nas znał inne, więc trzeba było je trochę uśrednić i pójść na liczne kompromisy ;) Oj dobrze było się tak spotkać w większym gronie i pogadać swobodnie, tak aby każdy rozumiał dobrze kontekst poruszanych tematów i żeby nie trzeba było wszystkiego tłumaczyć mówiąc: bo w Polsce to mamy taki film albo bo w latach 80-tych w Polsce to… itd. Tego nam zdecydowanie brakowało. Święta minęły, a my zastanawialiśmy się gdzie dalej jechać. Planowaliśmy Sylwestra spędzić na jakiejś pustyni, ale nasze możliwości poruszania się po kraju ograniczyła dość szybko natura, a dokładnie mówiąc powódź, która nawiedziła wschodnią część Australii. Poza tym nie będziemy ukrywać, że w domu Dominiki i towarzystwie jej oraz jej Mamy było nam bardzo dobrze. A że niedługo miał być Sylwester, a my byliśmy w Sydney, czyli mieście które słynie z najlepszych pokazów noworocznych sztucznych ogni, stwierdziliśmy/ulegliśmy namowom, aby zostać tutaj dłużej. Szczerze musimy przyznać, że to był jeden z najciekawszych Sylwestrów w naszym życiu. Po pierwsze, że w Australii. Po drugie, że ludzie którzy na niego przyszli byli w podobnym typie do nas, czyli nie interesowały ich nadęte imprezy, czy siedzenie w jakimś pubie. Po trzecie, towarzystwo było super otwarte i bardzo zróżnicowane pod kątem kulturowym (mi najbardziej podeszły rozmowy z Hindusem, Jordańczykiem i Australijczykiem, bo wszyscy pracowali w IT i mogliśmy się wymienić ciekawymi spostrzeżeniami). Po czwarte, nie musieliśmy się tłoczyć od wczesnych godzin porannych, aby mieć dobre miejsce na obejrzenie fajerwerków. Po piąte, jeszcze nigdy w życiu nie witaliśmy Sylwestra na wodzie, nie mówiąc o kajaku. Było bardzo śmiesznie i na pewno będzie to niezapomniane wrażenie, bo znaleźliśmy się w samym centrum akcji i siedząc w kajakach czuliśmy się jak w kinie bujając się delikatnie w takt subtelnych fal wód Sydney Harbour. Było przednio!
|
