| Opowieści starej gadżeciary |
| Autor Alicja Rapsiewicz | |||
| Czwartek, 24 Luty 2011 04:29 | |||
|
Tak własnie mógłby wyglądać każdy dzień mojej podróży, a to dzięki producentom sprzętu turystycznego, którzy od kilku lat prześcigają się w pomysłach i jak grzyby po deszczu pojawiają się nowe gadżety podróżnicze. Wszystko jest lżejsze, mniejsze, dające się skompresować, złożyć, szybko schnie lub w ogóle nie nasiąka wodą. Wszystko po to, aby przyjemniej nam się podróżowało. Przed naszą podróżą przeglądalimy ofertę gadżeciarską, ale dopiero jak przyjechalimy do Australiii i odwiedzilimy kilka tutejszych sklepów turystycznych, zgodnie musielimy przyznać - oferta gadżeciarska w Australii przyprawia o istny ból głowy. Co się jednak dziwić skoro jedna z najbardziej popularnych w Polsce firm oferujących gadżety podróżnicze pochodzi włanie z Australii i systematyczniepodbija serca polskich gadżeciarzy. Komfort posiadania gadżetów ma zwykle jednak swoją cenę, bo nowinki do najtańszych nie należą. Sami jesteśmy posiadaczami kilku gadżetów, które sprawdziły się w podróży i służą nam dzielnie do dziś. Lekki ręcznik szybkoschnący to podstawa i ma go już chyba każdy, kto na swoich ramionach dźwiga własny dobytek. Miałam go i ja, ale odfrunął radośnie łopocząc z jachtu JAZ I i teraz leży gdzieś na dnie Morza Timorskiego. Trafiony, zatopiony. A szkoda, bo był naprawdę dobry... nie nasiakął wodą, bardzo szybko schnął i łatwo się go prało. Linka bezklamerkowa – nigdzie się bez niej nie ruszam! Przydaje się w wielu sytuacjach, nie tylko do rozwieszania prania. Można nią związać prawie wszystko, jest elastyczna i wytrzymała. Podobno można nawet łowić nią ryby, bo ma haczyk, a nawet dwa! Worki wodoodporne wykonane z goretexu świetnie kompresują nasze śpiwory i chronią je przed wilgocią. Przez kilkanaście miesięcy stałego używania, nie puścił ani jeden szew! Worek wodoodpornyny, ale plastikowy sprawdza się wietnie jako etui na laptopa, kiedy jest bardzo wilgotno. Można go też lekko nadmuchać i pełni on wtedy rolę poduszki. Andrzej, jako kanapowy turysta, z tej opcji korzysta najczęściej. Pokrowce na plecaki, które można zamknąć całkowicie, a końce zamka spiąć kłódką, są niezastapione. Chronią przed uszkodzenimi, zabrudzeniami i wścibskimi rączkami osób trzecich. Od razu przypomina mi się jak kiedyś w Chinach musieliśmy wrzucić plecaki do luku bagażowego. Kiedy po dotarciu na miejsce odebrałam swój plecak okazało się, że cały jest umazany jakimś lepkim świństwem o mocno rybnym zapachu. Na szczęście plecak był w pokrowcu... ufff! Pokrowiec musialam prać dwa razy, żeby pozbyć się uciążliwej pamiątki, ale lepiej prać pokrowiec niż cały plecak, czy nie?
Pokrowce na plecaki w pakistanskim srodowisku naturalnym ;)
Plastikowe zapinki do kabli (i nie tylko), których zabranie poleca pewien znany backpacker, przeleżały na dnie plecaka dobre kilkanaście miesięcy. Przydały się dopiero w Australii na zupełnym pustkowiu w drodze na Cape York. Awaryjnie przywiązaliśmy nimi odpadający bullbar i nadkole naszego samochodu (o zgrozo terenowego!) ;) W ubiegłe swięta Bożego Narodzenia dostaliśmy w prezencie cudo zwane „lifestraw” (słomka życia). Wygląda trochę jak flet prosty. Lifestraw, czyli osobisty filtr do wody, przez który można pić wodę prosto z rzeki. Jeszcze nie próbowaliśmy, ale opinie w Internecie są bardzo pchlebne.
Wiele z tych rzeczy faktycznie ułatwia życie w podróży. Jest jednak szereg gadżetów, których sensu istnienia znaleźć nie umiem. W wolnych chwilach lubię wyszukiwać takie „kwiatki”. Ostatnio zebrałam spore żniwo w tym temacie. Proszę, oto plony!
Kategoria dziwne:
Kategoria obrzydliwe, ale skuteczne:
Czyste gatki z namalowanym wymownym brudem. Służą do przechowywania pieniędzy i nie mam watpliwości, że odstraszą nawet najbardziej zawziętego złodzieja lub nadmiernie obowiązkowego celnika. Andrzej mi tu podszeptuje, że testował kilka lat temu ten patent na rosyjskich pogranicznikach, gdy szukali w jego plecaku niewymienionych na ruble dolarów... uroki wjazdu do Mongolii :) Kategoria poza granicami mojej wyobraźni:
Wynalazek „go girl” miałby mi umożliwić siusianie na stojąco... łatwy w użyciu, higieniczny, pozwala załatwić się wszędzie (?!). „Koniec z przykucaniem” głosi reklama, a motto firmy brzmi „Nie bierz życia na siedząco”. Na razie nie biorę tego wynalazku na serio. Gdybym była bogata i miała duży dom, to otworzyłabym chyba muzeum turystycznych gadżetów. Uwielbiam je!
|
