| Odcienie backpackera |
| Autor Andrzej Budnik | |||
| Poniedziałek, 06 Czerwiec 2011 03:49 | |||
|
Gdy prawie dwa lata temu wyruszałem w naszą podróż bez większego zastanowienia nazywałem się backpackerem. Widziałem wcześniej kawałek Azji, trochę Ameryki Południowej i spory kawał Europy. Od dobrych kilku lat obserwowałem "polski świat podróżniczy" i wydawało mi się, że to określenie dobrze mnie definiuje - dziś powiedziałbym, wtłacza w ramy. Od tamtej pory jednak sporo się zmieniło. Przeglądając ostatnio forum podróżnicze Travelbit.pl, trafiłem na pewien wątek i trochę się uśmiałem, ale z drugiej strony skłonił mnie on do refleksji.
Backpackers, Hostel w Dili, Timor Wschodni
Podróżując po Australii backpackerów spotyka się dość często. Są ich tutaj tysiące. Australia jest bardzo popularna wśród młodych ludzi z Zachodniej Europy czy USA, którzy długo podróżują (albo zamierzają podróżować) po Azji, Ameryce Łacińskiej czy Afryce. Przyjeżdżają oni do Krainy Kangurów, bo to świetne miejsce, aby podreperować swój budżet i coś pobieżnie zobaczyć. Na granicy Irańskiej - wczoraj backpacker, dziś kanapowy turysta ;)
Co Wy na to? Mi osobiście ta druga definicja jeszcze kilka lat temu bardzo się podobała, ale po przyjeździe do Australii trochę zgłupiałem. Nie byłem nigdy w USA i Kanadzie, a to też kraje angielskojęzyczne, więc ciekaw jestem, jak tam się definiuje backpackera? Na domiar złego niechęć do globalnej popkultury backpackerskiej przyniosła moja wizyta w Azji Południowo-Wschodniej. Jak widziałem takie sceny, jak ta poniżej, to aż mnie mdliło:
Vang Vieng w Laosie, backpackerska stolica wstydu! ;)
Wiem, że to jest skrajność, ale kto trochę jeździł po świecie, na pewno widział niejeden raz takie lub podobne sceny. Zaprzeczają one zupełnie polskiemu postrzeganiu backpackera i pewnie dlatego tak bardzo nas (mnie na pewno) to oburzało. Ci ludzie na filmie podchodzą jednak do backpackerstwa zupełnie inaczej - dla nich wyjazd do krajów Azji to żadna tam wielka podróż. Jest to głównie okazja do imprezy, poznania nowych ludzi (innych backpackerów), no i zobaczenia czegoś w okolicy - tutaj bardzo pomocne są agencje turystyczne i przygotowane przez nich oferty szyte na potrzeby backpackerów. Kilka lat temu zażarcie odróżniałbym polskich backpackerów od zachodnich twierdząc, że ta hołota z Zachodu psuje świat (miejsca przez nich odwiedzane). My się jednak od nich niczym nie różnimy (zwykle, poza podróżowaniem na niższym budżecie). Poczekajcie jeszcze 10 lat, a moja teza się sama obroni. Dla przeciętnego Polaka dalekie podróże zaczęły się 10-15 lat temu. Nasi sąsiedzi z Zachodu tego typu wyjazdy uskuteczniają już od kilku dekad i nikt z tego nie robi wielkiego halo! Podróż z plecakiem do Azj czy Afryki to po prostu kolejny wyjazd do egzotycznego kraju, ale zorganizowany mniej więcej na własną rękę. Sam, zdecydowanie nie czuję już wewnętrznej potrzeby, aby ktoś nazywał mnie backpackerem czy podróżnikiem. Przyznać się jednak muszę, że jeszcze kilka lat temu, cholernie łechtałoby to moje ego. Długa podróż zdecydowanie coś we mnie zmieniła. Na pewne kwestie mogę spojrzeć z innej perspektywy, wyrwałem się skutecznie z polskiego podwórka i co najważniejsze nie mam żadnych motywów, aby bronić dawnego stanowiska. Do definiowania swoich "wyczynów" podchodzę teraz z dużym przymrużeniem oka. Hehe, dawno temu, na którymś z for internetowych w głupiej, zażartej dyskusji (niestety nie pamiętam w jakim temacie), ktoś nazwał mnie kanapowym turystą. Wtedy się wkurzyłem, dziś mi się to strasznie podoba! Cóż.. zatem kanapowy turysta pozdrawia bardzo serdecznie z Zachodniej Australii i zostawia z dylematem oraz pytaniem kim jest backpacker? Jedno jest pewne, nic tutaj nie jest czarno-białe.
PS: Jeśli ktoś doszuka się w tym tekście jakichś "osobistych wycieczek" to zaręczam, że to nadinterpretacja. Dystansu do siebie trochę życzę :)
|
