| Ostatni tydzień |
| Autor Andrzej Budnik | |||
| Poniedziałek, 18 Lipiec 2011 08:44 | |||
|
Wczoraj byliśmy z Tedem na wieczorze otwierającym Sail Indonesia Rally. Średnia wieku oscylowała wokół 55 lat, więc jak się domyślacie jesteśmy jednymi z najmłodszych, ale mimo wszystko staraliśmy się nie odstawać bardzo od towarzystwa. Było pyszne jedzenie, trochę śmiechu i darmowe piwo, którym nie pogardziliśmy. Dobrze, że w Australii policja nie ma w zwyczaju odbierać prawa jazdy, gdy jeździ się na rowerze w stanie wskazującym ;) Ted (nasz nowy kapitan) dał nam jeszcze kilka rzeczy do zrobienia m.in. ułożenie w odpowiedniej kolejności około 60 map począwszy od wybrzeży Australii po cieśninę Malaka i wybrzeże Birmy? Ooo… może jednak do Birmy nie-samolotem się dostaniemy z nim, bo wygadał się, że ma takie plany na przyszły sezon, a potem Andamany i Indie… hmm.. czyżbyśmy aż tak dobrze trafili? Kilka chwil temu pożegnaliśmy się z Robem, u którego spędziliśmy ostatnie tygodnie w Darwin. To nasz skipper, który wziął nas z Timoru Wschodniego do Australii w zeszłym roku. Ech… świetny człowiek, który żeglował przez 40 lat, a raz jak wypłynął na 3 miesiące wrócił po dwóch i pół roku. Wieczory z nim i jego żoną oraz te niezliczone historie z wód całego świata, które nam opowiadali przez ostatnie kilka tygodni były bardzo inspirujące. Jutro zaczynamy żegnać się też ze wszystkimi znajomymi, których mamy w Darwin. Zejdzie nam spokojnie do piątku, bo w Australii znajomości nawiązuje się bardzo łatwo. Ludzie są tutaj niesamowicie otwarci, pomocni i aż ciężko sobie wyobrazić, jak trudno się będzie pożegnać z tym wspaniałym krajem. W piątek rano przepłyniemy łódką z mariny do Fannie Bay, gdzie rano w sobotę ma podpłynąć customs boat (celnicy) i odprawić nas z Australii. Czuję dokładnie te same emocje, które targały mną dziewięć miesięcy temu, gdy wsiadaliśmy na jacht Roba w Timorze Wschodnim. Coś się kończy, coś się zaczyna. Ach.. byle do przodu, byle przed siebie.
|
