Start » Australia » 7 najpiękniejszych miejsc w Australii Zachodniej – fotogaleria

7 najpiękniejszych miejsc w Australii Zachodniej – fotogaleria

Mam ciarki na plecach, gdy patrzę na geograficzną mapę Australii Zachodniej. Tak ogromna i różnorodna zarazem, że ciężko ująć to jednym postem. Zacznijmy od tego, co kochamy najbardziej – przestrzeń i jej odcienie w wydaniu południowo-zachodnio australijskim.

Oczywiście tytuł tego posta jest naciągany jak cholera, bo to zestawienie po pierwsze jest subiektywne, a po drugie, nie jesteśmy w stanie w miesiąc objechać całego stanu tak wielkiego jak pół Europy. Odnosimy się tylko do tego co na południe i południowy-wschód od Perth. To właśnie ten skrawek Australii Zachodniej sprawił, że wsiąknęliśmy dłużej niż planowaliśmy, ale po co jest plan? Po to, aby go zmieniać! Po kolei więc!

Plaże i zatoki

Widzieliśmy już ładne plaże w Australii. Głównie na północ od Brisbane, w stronę Cairns i Cape York. Ładniejsze od tamtych są w Australii Południowej, głównie na Półwyspie Eyre, ale to co przyniosło Hrabstwo Denmark oraz Esperance, rozłożyło nas na łopatki.

Greens Pool koło Denmark to naturalny basen osłonięty od Oceanu skałami, o które rozbijają się… nie, nie… wróć… roztrzaskują się z hukiem odrzutowca kilkumetrowe fale. Kilkanaście metrów dalej tworzy się bajorko o lazurowym kolorze wody, w której aż chce się wyciągnąć i poleżeć na plecach! Gdy wyleciałem dronem, aż mi ciarki przeszły po plecach, zresztą zobaczcie sami…

Fantastyczna Zatoka zwana Greens Pool w Hrabstwie Denmark.
Fantastyczna Zatoka zwana Greens Pool w Hrabstwie Denmark.
Greens Pool a w tle rozbijające się ogromne fale.
Greens Pool a w tle rozbijające się ogromne fale.
Niesamowite fale, które co rusz rozbijają się o skały chroniące dostępu do Greens Pool.
Niesamowite fale, które co rusz rozbijają się o skały chroniące dostępu do Greens Pool.
Ciekawska mewa w dziwnej pozie :)
Ciekawska mewa w dziwnej pozie 🙂

Cape Le Gand National Park
Jeśli chcielibyście kręcić reklamę, która ma się dziać w raju, to właśnie to jest właściwy adres. Nie bez powodu nazywa się też Lucky Bay. Śnieżnobiała plaża, bardzo szeroka, lazurowe morze, wydmy, leciutkie fale – w sam raz do pluskania się, ale nie do surfingu i najważniejsze – kangury… Tak, to właśnie jest to miejsce, skąd pochodzi większość zdjęć w Australii z kangurami na plaży i wcale nie jest to Kangaroo Island, która leży niedaleko Adelajdy 🙂

Zdezorientowany kangur w Lucky Bay - opalać się czy jeść?
Zdezorientowany kangur w Lucky Bay – opalać się czy jeść?
Uff, we dwójkę raźniej :)
Uff, we dwójkę raźniej 🙂
Kangury są jak sarny! :)
Kangury są jak sarny! Serio, sami powiedzcie, czy tak nie jest? 😉
Spotkanie dwóch kangurów w Lucky Bay :)
Spotkanie dwóch kangurów w Lucky Bay 🙂

W tym samym parku narodowym znajdują się jeszcze dwie inne piękne plaże. Helfire Bay oraz Le Grand Beach. Ta pierwsza jest rajem dla surferów, a ta druga rajem dla kierowców off-roadów! Deski nie mamy, samochodu 4×4 też nie mamy, ale chyba bym umarł, gdybym nie spróbował na tę plaże wjechać. Najpierw, nauczony już doświadczeniem, zbadałem teren, po którym zamierzałem jeździć, a później odpaliłem Falcona. Drugi bieg i 4-litrowy silnik miło zamruczał, a samochodzik pomknął jak po stole. No dobra, na wydmę nie wjadę, ale co miałem frajdy to moje 🙂

Helfire Bay w Cape Le Grand National PArk.
Helfire Bay w Cape Le Grand National Park.
Ford Falcon na Le Grand Beach.
Ford Falcon na Le Grand Beach.

Ostatnia atrakcja Cape Le Grand National Park to szczyt o nazwie Frenchmans Peak, na którym góruje piękna skała będąca jaskinią zarazem. Z tym szczytem wiąże się aborygeńska legenda, bo gdy spojrzycie dokładniej na poniższe zdjęcie, to możecie sobie wyobrazić, że ta skała to ptak. Siedzi na szczycie góry od kilkunastu tysięcy lat i pilnuje, aby dwie małe wysepki znajdujące się niedaleko Helfire Bay nie zbliżyły się do lądu. Te wyspy to aborygeńskie dzieci, które pewnego dnia idąc przez busz, ukradły z gniazda ptaka dwa jajka i je zjadły. Gdy ptak spostrzegł, że gniazdo jest puste, a wokół rozbite skorupki, znalazł szybko dzieci, które to zrobiły. Chwycił oba dziobem i wyleciał z nimi w morze, a później zrzucił do wody. Gdy tylko dzieci dopływały do lądu, ptak się podrywał i znów wywlekał je w otchłań morza. Te żółte zacieki na skale to łzy rodziców, którzy spostrzegli po powrocie z Walkabout, że ich dzieci nie ma. Ojciec i matka, usiedli na szczycie góry i do dziś opłakują stratę, która ich dotknęła.

Takich legend w Australii jest mnóstwo. Pochodzą z okresu Dreamtime, który dla Aborygenów stanowi punkt odniesienia.

Frenchmans Peak w Cape Le Grand National Park.
Frenchmans Peak w Cape Le Grand National Park.

 

Góry

Mont Pingerup
Najtrudniejszą w Australii kwestią, która jest w stanie zepsuć nawet najpiękniejsze miejsca jest monotonia. Tu jednak znów nauczeni doświadczeniem z poprzedniego pobytu na tym kontynencie, wiedzieliśmy, że nawet najpiękniejsze plaże w opcji naście, nam się opatrzą. Odbiliśmy więc w góry, a te choć w Australii niewielkie, to jednak malownicze. Nic na razie nie jest w stanie przebić Flinders Ranges z Australii Południowej, ale widok z Mont Pingerup sprawił, że zastanawiamy się nad każdą, nawet najbardziej zaniedbaną brązową tabliczką przy drodze.

Było lekko przed 17, już powoli zastanawialiśmy się, gdzie będziemy spać i nagle zauważyłem zjazd na Mt. Pingerup.
– Alicja, co to jest? Masz coś o tym? – już naciskając na pedał hamulca zmusiłem do otwarcia mapy, mojego pilota.
– Nie mam. Nie wiem, ale możemy zjechać, bo droga wygląda ciekawie – spojrzała na mnie z tą iskrą w oku i od razu wrzuciłem wsteczny bieg.

Droga lekko zapuszczona, jakieś gałęzie porozwalane i widać, że nieczęsto uczęszczana. Po kilku minutach byliśmy na jej końcu i zaczęliśmy czytać tablice, które zwykle są na początku szlaków. Godzina marszu przez busz i las. Brzmi jak dobra okazja na zachód słońca. Z mapy wynikało, że to najwyższy szczyt w okolicy z widokiem na tzw. karri forest. Wzięliśmy statyw, zapasowe baterie i ciepłe ubrania i ruszyliśmy przed siebie nie wiedząc co na końcu tej drogi zobaczymy. Ta decyzja była strzałem w dziesiątkę. Od tamtego momentu zatrzymujemy się przy każdej, nawet najbardziej niepozornej i nieznanej nam nazwie, która kieruje gdzieś w bok z drogi głównej. Zakładam, że za parę lat będzie to jeden z hitów południa Australii Zachodniej.

Zachód słońca widziany z Mt Pingerup.
Zachód słońca widziany z Mont Pingerup.
Praca wre na szczycie Mont Pingerup (Australia Zachodnia).
Praca wre na szczycie Mont Pingerup (Australia Zachodnia). Cisza i spokój sprzyjają wenie 🙂

Stirling National Park
Dość oczywisty punkt na naszej trasie, bo to najbardziej znany w południowej części Australii Zachodniej górzysty fragment. Wzgórza fantastycznie pokryte jakby perskim dywanem wykonanym nie z wełny, lecz liściastej pierzynki, która się ciągnie kilometrami i znika lekką fałdą za horyzontem.

Spędziliśmy tutaj trzy dni, które były idealną odmianą dla leniwych dni na wybrzeżu. Przejechaliśmy chyba wszystkie dostępne drogi i wskrabaliśmy się na trzy szczyty. W planach był jeszcze jeden, ale przepędziła nas potworna chmura burzowa, która jak się później okazało ciągnęła się za nami przez kolejne 250 km, a na koniec „obsrała” nas gradem!

Zachód słońca widziany z Mt Hassell w Stirling National Park.
Zachód słońca widziany z Mt Hassell w Stirling National Park.
Zachód słońca widziany podczas zejścia z Bluff Knoll w Stirling Nationa Park.
Zachód słońca widziany podczas zejścia z Bluff Knoll w Stirling National Park.
Na szczycie najwyższego szczytu w Stirling - Bluff Knoll.
Na szczycie najwyższego szczytu w Stirling National Park – Bluff Knoll.
Ford Falcon na drogach Parku Narodowego Stirling.
Ford Falcon na drogach Parku Narodowego Stirling.

W drodze przez Stirling National Park.W drodze przez Stirling National Park.

Lasy

Karri oraz Tingle to dwa rodzaje lasów, które są charakterystyczne dla południa zachodniej Australii. Wjeżdżaliśmy w nie kilka razy, z różnych stron i drzewa te robią niesamowite wrażenie. Karri Forest niedaleko Margaret River wygląda tak, jakby ktoś ustawił koło siebie rakiety gotowe do wystrzelenia w powietrze. Grube i bardzo strzeliste pnie, a na ich szczycie bujna korona drzewa. Fantastyczny widok, szczególnie gdy jedzie się późnym popołudniem wijącą się jak wstążka drogą, a cienie i promienie słoneczne sprawiają wrażenie, jakby drzewa się przemieszczały. Gdzieś za Pemberton „najechaliśmy” na ogromny pożar, który mocno nas wybił z rytmu i nie był niczym miłym.

Pożar buszu w Australii ZachodniejPożar buszu w Australii Zachodniej

Tingle Trees koło Walepole to zupełnie inna bajka. Potężne i często bardzo masywne u podstawy drzewa, które mają po kilkadziesiąt metrów wysokości. Na niektóre z nich można się wspiąć, a do niektórych można wejść do środka.

Widok rozpościerający się na okolice Walepole z tzw. Giant Tinde Tree Lookout.
Widok z Tingle Tree Lookout rozpościerający się ponad koronami drzew w okolicy Walepole.
Tingle Tree nieopodal Walepole w Zachodniej Australii.
Tingle tree nieopodal Walepole w Zachodniej Australii.

W środku Giant Tingle Tree!W środku Giant Tingle Tree!

Opalony przez bushfire Giant Tinde Tree
Opalony przez pożar buszu Giant Tingle Tree.

Spędziliśmy miesiąc krążąc po południu Australii Zachodniej. Dziś wiem, że to i tak było za mało, bo nie podejrzewałem, że tyle i tak szalenie różnorodnych miejsc można tu znaleźć. Przede wszystkim byłem zaskoczony zielenią i obfitością drzew i w ogóle roślin, bo tego to spodziewałem się po Tasmanii, Victorii lub południu Nowej Południowej Walii, ale  na pewno nie Australii Zachodniej, a jednak.

Australia Zachodnia praktycznie

1. Holiday Pass do kupienia w większych miastach w punktach informacji turystycznej pozwala wjeżdżać nam przez 4 tygodnie do Parków Narodowych w Australii Zachodniej. Kosztuje 44 AUD i gdybyśmy liczyli ile razy nam się zwrócił, to pewnie byłoby to z 5 razy. Bez niego musielibyśmy za każdy dzień płacić minimum 12 AUD od samochodu w różnych parkach narodowych. W Samym Stirling NP zostawilibyśmy już 36 AUD, a gdzie reszta? Pass jest wystawiany na samochód i co ciekawe można od jego ceny odliczyć nawet wcześniej zakupiony bilet w jednym z parków w Australii Zachodniej. My przed wyjazdem na południe z Perth byliśmy jeszcze w Pinakle Desert i tam zapłaciliśmy za bilet 1-dniowy właśnie 12AUD, ale gdy pokazaliśmy ten bilet przy zakupie Holiday Pass, odliczono nam te 12 dolarów od ceny. Jednakże wtedy te 4 tygodnie zaczyna się liczyć od daty pierwszego odliczanego biletu. W naszym wypadku były to 4 dni.

Holiday Pass for Western Australians' National Parks.
Holiday Pass for Western Australians’ National Parks.

2. Caravanparki vs. bush campingi vs. rest areas.
To są trzy najtańsze opcje noclegów z tym, że z tej pierwszej nigdy nie korzystaliśmy, bo są wg nas za drogie i zatłoczone. Spaliśmy kilka razy na darmowych bush campach i wiele razy na tzw. rest areas przy głównych trasach przelotowych. Zdarzało nam się też wjeżdżać po prostu w zwykły busz.

Bush campy są darmowe i płatne. Przy bardziej popularnych parkach narodowych jak Stirling czy Cape Le Grand, bush campy są płatne. W mniejszych są albo połowę tańsze, albo wręcz darmowe – trzeba szukać. Można to sprawdzać na stronach internetowych parków narodowych, w informacjach turystycznych lub na stronie www.exploreaustralia.net.au, która jest skarbnicą wiedzy w temacie spania w samochodzie w Australii.

3. Nie spiesz się i zjeżdżaj z drogi głównej.
To nasze australijskie motto, które przyświeca nam od momentu, gdy kilka lat temu przejechaliśmy z Darwin do Cairns za pomocą relocation deal w cztery dni. Ponad 3000 tys. kilometrów i wiele miejscówek, które ominęliśmy, bo się spieszyliśmy. Tak, fajnie jest podróżować za darmo autostopem lub przez relocation deal, ale… czy po to przylatuje się na drugą półkulę, aby się spieszyć?

Rada: Australii nie da się ogarnąć na raz. Nie da się jej też zobaczyć na dwa razy. Warto sobie dawkować i skupiać się na mniejszych fragmentach jeśli mamy np. tylko 2-3 tygodnie. Skakanie po kraju wielkości Europy i zaliczanie go, zabiera nam możliwość cieszenia się wolnością i bezkresem, jaki jest wpisany w słowo Australia. O buszu i Outbacku jeszcze napiszę, więc może wtedy Cię do tego przekonam. Dziś uwierz proszę na słowo, bo nie piszę tego w żaden sposób złośliwie. Piszę to jak jakiś stary dziad, z doświadczenia :)))

Już samo jechanie australijską drogą jest fantastyczne, ale zjeżdżanie z niej, w te małe bite dróżki daje jeszcze większą frajdę. Australia jest bardzo dobrze oznakowana i naprawdę trudno coś pominąć, ale nasz patent na ten ogromny kontynent to: Mapa Google z pozaznaczanymi miejscami, które chcemy zobaczyć. Po przyjeździe do Australii idziemy do sklepu i kupujemy porządny atlas drogowy całego kraju (spinany kółkami, a nie klejony). Nanosimy na niego nasze punkty i uzupełniamy wszystko informacjami od spotkanych ludzi, siwych nomadów, którzy wynajdują fantastyczne miejscówki i wskazówkami od pań z punktów informacji turystycznej. Tak uzbrojeni nie przegapimy żadnych ciekawych miejsc. Słowo!

O autorze: Andrzej Budnik

Alternatywny podróżnik, zapalony bloger i geek technologiczny. Połączenie tych dziedzin sprawia, że w podróż przez australijski interior czy nowozelandzkie góry zabiera do plecaka drona, który pozwala mu przywieźć niepublikowane nigdzie wcześniej zdjęcia i oryginalne ujęcia wideo. Swoją duszę zaprzedał górom w północnym Pakistanie i tadżyckim Pamirze, które odkrywał podczas 4-letniej podróży lądowej przez Azję i Australię. Od wielu lat zaangażowany w aktywizację polskiego środowiska podróżniczego. Założyciel i obecnie współautor najstarszego, aktywnego bloga podróżniczego w Polsce – LosWiaheros.pl. Nominowany do Travelerów 2010 i Kolosów 2013. Zwycięzca konkursu Blog Roku w kategorii Podróże i Szeroki Świat w 2007 roku. Zawodowo licencjonowany pilot drona w firmie CrazyCopter.pl specjalizującej się w fotografii lotniczej i wideo z drona.

64 komentarze

  1. Kangury na plaży. Combo! 🙂

  2. A tutaj nawet pingwinow nie ma

  3. Boże jakie to jest cudowne!

  4. Zdjęcia są oszałamiające! A ten zachód słońca aż zapiera dech! Niesamowite

  5. No to dołożyliście do pieca 🙂

  6. A na Tasmanie sie wybieracie? Tam tez jest co focic 🙂 Pozdrowienka na Swieta!!!

  7. pozwolę sobie zacytować moją świętej pamięci babcię (traktujcie to jako badzo pozytywny wydźwięk z lekka nutką zazdrości ;p) : „A idźcie w pierony!” 🙂 SUPER wpis. Bartek Twarog dopisz do listy must see in Australia 🙂

  8. W styczniu wybieramy sie na miesiac 🙂

  9. Cieszcie się wolnością w Australii, bo jak wrocicie do kraju, to możecie być zaskoczeni zmianami

  10. Moja żona Magdalena Bereska

  11. Świetne fotki. Normalnie „czuc” zapach świeżego powietrza jak je oglądam.

  12. Wesolych Swiat Wam rowniez! I dzieki wielkie za relacje- mozemy sie upewnic w naszych planach styczniowych 😉 Praktyczne rady bezcenne! Wesolych Swiat!!!

  13. eee tam co to za kraj co nie można spać w samochodzie….

    A przy okazji jak z UAV ? na legalu i jest G do dyspozycji czy ukradkiem bo nie można ?

    Wesołych. Tu też brak śniegu 😛

    • Dla Ciebie Australia i tak za monotonna 😛
      A tak poważnie, UAV w miastach są spore restrykcje i bolesne kary. CASA, czyli taki nasz PAŻP filtruje Internet i wysyła mandaty po 850AUD. Natomiast poza miastami i zdała od lotnisk nie ma nic i latać można do woli. Bardzo zdrowe podejście maja do hobbystów tutaj 🙂

    • może i za monotonna ale kangury z tym turkusem pierwsza klasa !! Najlepszego !!

  14. Wszyacy razem I kazdy z osobna , oczami wyobrazni a odwaznym jak „losWiaheros-i” w realu….:-)

  15. Zdrowych, radosnych i gorących Świąt (podobnie jak u nas 😉 ), mimo, że na drugiej półkuli łączymy się z wami serduchami, 🙂

  16. Uwazajcie ma pozary. Czech WA sie pala na maxa

  17. Wyglada ze mówimy tu tylko o Południu WA, a jest jeszcze tyle ciekawych miejsc w kierunku Północnym i w głąb stanu…. Niestety żeby wszystko zobaczyć trzeba chyba lat!!

  18. Australia kusi, kusi tak mocno, że jest na mojej liście „w razie gdyby coś się działo…”
    No a te kangury na plaży… 🙂

  19. Kurczę, Australia to taki piękny kraj. Aż chciałoby się tam teraz być. Fajnie opisane, no i oczywiście piękne zdjęcia!

  20. Świetne zdjęcia. Australia już w najbliższych planach 🙂

  21. Wow, ale super fotki… Australia znajduje sie na mojej liscie zyczen. Razem z Nowa zelandia. przepiekne widoki i przyjazne kangury.

    Pozdrawiam
    Krzysztof

  22. Zdjęcia zapierają dech w piersiach. Są cudowne 😉

  23. Cudowne zdjęcia. Aż dech zapiera, takie widoki. Lubię podróżować, niestety nie mam na razie na to czasu. Ale chyba już wiem gdzie pojadę na urlop. A te kangury, jednak takie spotkanie to jest dopiero przeżycie.

  24. Cudowne są małe kangury 🙂

  25. Jakie piękne zdjęcia! Aż chce się rzucić wszystko i ruszyć do Australii 😀

  26. Coś pięknego! Od zawsze marzyłem o wycieczce do Australii. Ba! Chciałbym ta nawet zamieszkać, ale jak słyszę o tych nietypowych zwierzakach, wielkich owadach i pająkach, które są na porządku dziennym jak u nas komary czy muchy… to mi się trochę odechciewa 😛 To prawda, czy jednak lekka przesada?

  27. Hej;) Czy te zdjecia także robione sony a6000? Pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *