| Środki lokomocji w Wenezueli i Brazylii - komunikacja |
| Wtorek, 06 Listopad 2007 09:20 | |||
|
Nigdy jeszcze nie podrozowalam tyloma rzeczami co w ciagu tych kilku dni w Ameryce. Opowiem o tych, ktore do tej pory byly. A wpis ten dedykuje Edycie I jej blednikowi :p Autobusy. Tych zaliczylismy dwa rodzaje: nocne I lokalne. Nocne jezdza na dlugich dystansach I sa idealnym rozwiazaniem dla nas. Dzieki nim nie wydawalismy za duzo pieniedzy na nocleg. Bo moglismy sie w nich prawie dobrze wyspac (odsylam do notatki o klimatyzacji), a przy tym pokonywalismy nawet 1000km. W Brazylii znacznie drozsze niz w Wenezueli, ale I tak warto. Lodzie. Tych tez dwa rodzaje. Lodka typu curiara, ktora plywalismy w PN Canaima. Wystrugana z pnia drzewa, z laweczkami. I gdyby nie silnik na koncu, bylaby prawie jak tradycyjna indianska. Samoloty. A raczej w samej Ameryce byl jeden, bo te rejsowe samoloty z Europy sie nie licza ;) Awionetka z Ciudad Boliwar do Canaimy. Niewiarygodnie rozklekotana, az dziw, ze byla w stanie wzniesc sie jeszcze w powietrze. Maksymalnie mozna w nia zapakowac 5 pasazerow I pilota. Ciagle mi dreszcze po plecach przechodza, jak sobie pomysle o tym... Wypada jeszcze wspomniec o metrze w Caracas. W sumie nic nadzwyczajnego, nie wiele rozniace sie od innych, ktore spotkalam w Europie. Moze tylko bardziej szare (tylko ta szarosc byla w czerwonym kolorze) I bardziej obskurne. A poza tym to samo co u nas. A czemu ten wpis Edycie dedykowalam? Kochana, wszedzie trzesie niemilosiernie. I nie ma opcji zatrzymania pojazdu, zeby zaczerpnac powietrza. Bo niby jak zatrzymac taka awionetke? W miare malo trzesie w autobusach nocnych. A reszta - szkoda gadac... Chociaz nie, jezcze na lodziach nie trzesie - tutaj buja. Ale czego sie spodziewac, spiac na hamakach? :)
|

