| Telenowele brazylijskie |
| Środa, 07 Listopad 2007 10:54 | |||
|
Pierwszy raz zwrocilam na to uwage juz na dworcu w Boa Vista. Poczekalnia z krzeselkami, na nich pasazerowie oczekujacy na autobus - I wszyscy wpatrzeni w jeden punkt: w telewizor wiszacy przy suficie. Wszyscy z zapartym tchem sledza wydarzenia na ekranie - kolejny odcinek telenoweli. Niby nic w tym dziwnego, trzeba cos robic, czekajac na swoj odjazd. Calkiem to niezle wladze dworca pomyslaly. Ale... Podchodze do barku kupic jakies kanapki - kelnerka zapatrzona w telewizor, stojacy na lodowce. Kanapki zrobila nie odrywajac wzroku od ekranu. Przynajmniej nie stracila watku. I jak to dobrze, ze sie nie pokaleczyla... W recepcji hostelu, w ktorym spalismy, to samo - telewizor, a w nim telenowele. Obled jakis. Kiedy rowniez w restauracji wszyscy siedzieli I wpatrywali sie w kolejna telenowele (a moze te sama?), pomyslalam, ze przeginaja. Mialam juz powyzej uszu tych oper mydlanych. Wtedy nie wiedzialam jeszcze, ze na statku tez beda telewizory... Wlaczone sa non-stop. Dwa na pokladzie do spania I jeden na gornym. Okropnosc. Zasypiam przy telenowelach I budze sie przy nich. Na dokladke wszystkie postaci na nich glownie krzycza i wrzeszcza. Ech... slow brakuje na wyrazenie tego. Ponoc jesli wroga nie mozna pokonac, to nalezy sie do niego przylaczyc. Z checia, gdyby byly hiszpanskojezyczne. Wtedy I podstawowe zwroty byl moza bylo przyswoic. Niestety co mi po portugalskim, tylko pomiesza mi sie wszystko... Uzbrajam sie zatem w cierpliwosc. Bo co mi pozostalo? A wiecie co jest najgorsze? Po kilku dniach na statku i mnie zaczela akcja wciagac. A przynajmniej na tyle, ze odrozniam poszczegolne telenowele.
|
|||
| Zmieniony ( Czwartek, 22 Kwiecień 2010 23:38 ) |

