mapa europy
English French German Russian Spanish
Strona Główna Chiny Prawdopodobnie największy bazar w Azji Centralnej – Hotan
Prawdopodobnie największy bazar w Azji Centralnej – Hotan
Poniedziałek, 15 Luty 2010 07:24

Z Kaszgaru wybraliśmy się w stronę Hotan na niedzielny bazar, który przeszedł nasze najśmielsze oczekiwania. Tym samym postanowiliśmy dalej przemierzać trasę Jedwabnego Szlaku, na którym znajdujemy się juz od kilku miesięcy i powoli zmierzamy do jego końca.

Zanim jednak do Hotanu dojechaliśmy czekał nas cały dzień drogi w autobusie. Carlos nie przyjmował do wiadomości możliwości jechania stopem, a my mu obiecaliśmy, że rozdzielimy się dopiero w Golmud, więc obietnicę ciężko było złamać – pojechaliśmy autobusem i tak na prawdę nic by w tym nie było nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, iż nasz autobus był pełnoletni i... hehe, a to za chwilę.

Zacząć muszę od drogi, która przez całą swoją długość powinna mieć co 100 metrów znak, który ostrzega przed nierównościami na drodze. Połączywszy to z nadmiernie (!!) miękkim zawieszeniem, efekt był takie, że autobus skakał i kiwał się jak najlepsza huśtawka. Przez pierwsze pół godziny mieliśmy z Alicją świetną frajdę, ale nasze dziecinne uśmiechy stygły, gdy patrzyliśmy na przerażonego Carlosa, który czuł swoim szóstym zmysłem, że coś się stanie! Nie mógł się mylić ;) Po prawie trzech godzinach bujania nagle coś gruchnęło, a nasz autobus zaczął nagle zjeżdżać w prawo do rowu. „Cholera jasna, wykrakał” – pomyślałem. Kierowca autobus opanował i zatrzymaliśmy się na pustynni. Wokół tylko piach. Brak samochodów, ludzi. Tylko równa linia oddzielająca niebieskie niebo i żółte połacie piasku :) Ślicznie! Po chwili tę idyllę przerywa głos Carlosa, który wraca ze wstępnych oględzin do autobusu: „Oh me puta!” – woła od drzwi. Uszy postawiłem na baczność, bo takie słowa w jego wykonaniu to rzadkość i tłumaczyć mi ich tu nie wypada. „Urwało nam się koło, a oni próbują to związać jakimiś cienkimi drucikami! Ja dalej nie jadę tym autobusem” – kończy Carlos. Hmm... znamy Carlosa już od ponad dwóch miesięcy, więc wiemy, że gorącokrwisty Latynos często wyciąga pochopne wnioski z zaistniałych sytuacji. Alicja wysyła mnie na zwiady. Idę obadać sytuację i śmieję się w duchu, gdy widzę, co dzieje się pod autobusem. Kombinerki, zwój jakiegoś drutu i naderwany wahacz. Chłopcy jednak robią to na tyle sprawnie, że jestem pewien, iż to nie pierwszy ich raz. Chwilę potem jedziemy dalej, a Carlos co jakiś czas nakreśla nam katastroficzne wizję dotyczące naszego autobusu ;) Na prawdę bardzo lubimy naszego latynoskiego przyjaciela :)

Dojeżdżamy do Hotanu, miasta położonego o jeden dzień drogi od Kaszgaru. Jest ono atrakcyjne z trzech względów:
  1. 90% mieszkańców stanowią Ujgurzy,
  2. najlepsze miejsce na Ziemi, aby nabyć jadeit w każdej postaci i fazie obróbki
  3. w niedziele rano miasto to zamienia się w największy bazar w Azji Centralnej.
Przed wyjściem rano na miasto zastanawialiśmy się, czy znajdziemy ten bazar. Śmiech! Cale centrum miasta zamieniło się w jeden ogrooomniasty bazar. Kilkanaście długaśnych ulic – ciężko tego nie zauważyć ;)  Biżuteria i nieobrobione kamienie Zaczęliśmy od części z jadeitami. Cala jedna ogromna ulica była zastawiona straganami z jadeitem począwszy od malutkich kamyczków, poprzez kilkudziesięciokilowe głazy, a skończywszy na gotowej biżuterii. Łaziliśmy oślepieni tymi kamykami, poczyniliśmy pewne zakupy świąteczne i zaczęliśmy penetrować kolejne ulice. Garnki, przybory kuchenne, armatura, piece, krzesła, stoły i inne meble, przeróżne rodzaje owoców, przyprawy, mięso pod każdą postacią i w końcu trafiliśmy na kury, kaczki, króliki, ale cięgle nie mogliśmy znaleźć tego, co było naszym głównym celem. Przy okazji zgłodnieliśmy – Carlos wciągnął jakąś zupę z makaronem, ale nam ona nie pasowała. Szukaliśmy dalej. W końcu Alicja dojrzała ciekawie wyglądające ciastka i zapodała mi temat! Heh... i kto to ciastko kupił? No, ja, na moją zgubę! Wyglądały one trochę jak nasz sernik. Delikatnie przypieczone od góry – trzy warstwy, w tym środkowa biała. „Rany, jak ja dawno nie jadłem sernika” - pomyślałem. Analizuję, czy to możliwe tutaj – no tak, kóz dużo, owiec też, Carlos z Andrzejem na targu w Hotan krowy też są. Ujgur sprzedawca. Możliwe, więc że ma i ser. Wącham, pachnie czymś słodkim, ale coś mi nie pasuje. Jakiś dziwny ten ser. Decyduję się w końcu i biorę mój sernik. Carlos i Alicja przyglądają mi się z ciekawością, jak zareaguję i czy warto kupić, czy nie. Pierwszy gryz – czuje słodycz. Jest ok. Ciasto też dobre, ale ten ser jakiś dziwny! Co oni z nim robią? Po chwile, gdy ten „ser” ląduję na tylnej warstwie języka już jestem pewien. To nie ser! Otwieram oczy ze zdziwienia, które jasno mówią – moi drodzy, wpuściliście mnie w to kozie gówno! Co prawda, nie było to gówno, ale kozi tłuszcz nasycony cukrem do tak przeraźliwego stopnia, że nie dało się z zewnątrz poznać iż to tłuszcz. To na prawdę najdziwniejszy sernik, jaki kiedykolwiek jadłem. Dodam tylko na koniec, że przemogłem się i męczyłem to pół godziny, ale potem gdy przyszedł czas kolacji nie byłem zupełnie głodny. Tłuszczyk trzymał do rana. Jakoś sobie na pustyni trzeba radzić, co? W końcu Hotan to taka trochę miejska wyspa a wokół piach...


Nietypowa motoriksza.

Po przepysznym „obiedzie” w końcu trafiliśmy na trop. Okazało się, że cześć targu, której szukamy jest oddalona o około 3 km od właściwego targu, na którym byliśmy. Wydało się to logiczne. Wsiedliśmy, więc na pakę motorikszy (taka jeszcze nigdy nie jechałem) i popędziliśmy w odpowiednia cześć miasta. Krowy i owce prowadzone ulicą kazały nam sądzić, że trop jest dobry. W końcu motoriksza się zatrzymała, kierowca wskazali nam wejście, zapłaciliśmy po 1Y od gilowy za transport i weszliśmy na ten specyficzny targ, gdzie handluje się wszystkim, co się rusza i jest większe od kaczki i nie większe niż... wielbłąd!!

Owce

Aby przejść trzeba było przedzierać się między owcami i kozami, ale warto było. Niestety strasznie nas zasmucił widok, jak przewozi się tam zwierzęta. Jednego faceta trzymającego dwie owce ze związanymi 4 nogami zatrzymałem, a ten z bezzębnym uśmiechem pokazał mi gest podrzynanego gardła :/ Chyba ubił dobry interes i bardzo się spieszył, aby sprzedawca się nie rozmyślił.. Zresztą zobaczcie sami na zdjęciach, co tam się dział.

Trochę futrzaków na „zwierzęcej części” bazaru

Pod koniec tej części targu w końcu zobaczyliśmy te zwierzęta, dla których tu głównie jechaliśmy - wielbłądy! Piękne, dostojne, czekające na nowego właściciela. Dwugarbne i jednogarbne, małe i dorosłe, brązowe i białe - przepiękne!
Wielbłąd

Na koniec jeszcze włożyłem głowę do rzeźni, ale wycofałem się po 5 krokach z odruchem wymiotnym. Alicja i Carlos widząc mój wyraz twarzy, nie próbowali już tam wchodzić. Znów bawiłem się w królika doświadczalnego, myślałem, że będę twardy, a mało się po prostu nie porzygałem... tego się nie da opisać słowami. Wybaczcie.

Wieńczącym ten dzień momentem był spacer po alejce pełnej wyrobów z jedwabiu, jak w końcu na Hotan przystało. Jest to jedno z tych miast na południowej odnodze Szlaku Jedwabnego, w którym zatrzymać się trzeba. Kolejne jak Cherchen czy Charklik już tylko pozwalają podziwiać kolejną atrakcje tego regionu - Pustynie Taklamakan.

Obejrzyj pełną galerię zdjęć z bazaru w Hotan oraz o Ujgurach

Dodaj do:

Deli.cio.us    Digg    reddit    Facebook    Wykop    Gwar
Komentarze (2)add comment

kola morada said:

...
Mam pytanko o fotki - czy ten watermark w każdym zdjęciu musi być aż tak duży? Połowe mniejsze by nie starczyło? Trochę to drażni, przynajmniej mnie... I jakby fotki się wyświetlały w większym rozmiarze to by było cacy :) Pozdrawiam
 
luty 15, 2010
Głosy: +0

Kaśka said:

...
Pod zdjęciem jest lupa - wystarczy na nia kliknąć by zobaczyć zdjęcie w nowym oknie w większym rozmiarze. Można też kliknąć na zdjęcie, efekt jest taki sam. A i watermark przy powiększonym obrazie wydaje się zupełnie mały.
 
luty 16, 2010
Głosy: +0

Dodasz coś od siebie? :)
mniejsze okno | większe okno

security image
Poniżej Wpisz Kod bezpieczeństwa


busy
Zmieniony ( Niedziela, 14 Luty 2010 07:05 )
 

Najnowsze wpisy

Świat jest pełen wspaniałych ludzi! „Malaysia truly Asia” (Malezja prawdziwa Azja) to hasło...
 
Polska sałatka na krańcu Azji Po czystym relaksie na bajecznej wyspie,  wracamy z...
 
Smak raju Kojarzycie taka starą reklamę batonów Bounty, kt...
 
Malezyjskie Krupówki Prawdę mówiąc to nie zamierzaliśmy w ogóle jech...
 
Ja się pytom, gdzie jest pyton? My babies are gone! (Moje dziecinki zniknęły!) – krzykn...
 

Ostatnio komentowane

Singapore is a FINE city
mam pytanie, czy jest możliwość zamówienia w intern...
ablka

Dziewczyna z parku
świetny artykuł, byłam w Singapurze w zeszłym roku....
oliffi

Dziewczyna z parku
Polecam wam ten wykład Zimbardo: http://www.youtube.co...
Maciek

Singapore is a FINE city
a gdzie spaliście w Singapurze? bo rozumiem, że namio...
stefek

Dziewczyna z parku
Hm. Piękna opowieść, która wywołała u mnie chwil...
arica

Rozmowy polsko-chińskie
Ten hostel na wyspie Shamian to Guangzhou Youth Hostel,...
Andrzej

Denga w Tajlandii, Malezji, Si...
Dzięki Agata za poprawki Nurtuje mnie jedna kwestia...
Andrzej

Dziewczyna z parku
Od korzeni się nie ucieknie. My ludzie północy, oni ...
Zbig

W drodze od: