mapa europy
English French German Russian Spanish
Strona Główna Chiny Wioska bez Coca-Coli i tarasy ryżowe
Wioska bez Coca-Coli i tarasy ryżowe
Środa, 17 Marzec 2010 22:35

Chińczycy to ponad 50 narodowości Po tygodniu spędzonym w domu Grega, wyrobieniu wizy do Wietnamu i całkowitym wyleczeniu wszelkich nieżytów, wyruszyliśmy w kierunku laotańskiej granicy. Zanim jednak tam dotarliśmy zatrzymaliśmy się na kilka dni w miejscu, które okazało się cudem natury, a do którego nie docierają (jeszcze) turyści.

Tak, tak... wszystko się zgadza. W Chinach wbrew pozorom są jeszcze takie miejsca, gdzie nie docierają turyści mimo, iż jest ono bardzo piękne i turystyka mogłaby tam wręcz kwitnąć. Co prawda trzeba się trochę natrudzić i nie dać się zwieść pozorom i fortelom Chińczyków, to jednak zdecydowanie warto.

O tarasach ryżowych w Yuanyang znalazłem informacje gdzieś w Internecie. Nasze pdf’y LP z 2007 roku jeszcze o nim nie wspominały, więc jechaliśmy pełni wigoru i zacieraliśmy ręce na coś wyjątkowego. Jak się jednak okazało później w najnowszej wersji LP Chiny 2009 Yuanyang jest już ujęte, jako alternatywa dla tarasów ryżowych koło Longsheng, które to są porażką na całej linii i do tego strasznie komercyjną.

Z Kunmingu wyjechaliśmy kursowym autobusem z dworca kolejowego położonego nieopodal głównej stacji kolejowej. Dojechaliśmy w kilka godzin bezpośrednio do miasteczka Yuanyang, skąd już było widać tarasy. Byli z nami w autobusie jacyś biali, co mnie trochę zaniepokoiło. Jeszcze wtedy nie wiedziałem, że Yuanyang jest wymieniony w najnowszym LP z 2009 roku. 99% turystów z lenistwa lub niewiedzy swoją podróż do tarasów ryżowych kończy na miasteczku Yuanyang i zadawala się widokiem z przedmieścia lub co najwyżej z tarasu widokowego oddalonego około 20 minut drogi taksówką. I bardzo dobrze, niech taki stan rzeczy dalej trwa. My trochę do interesu dołożyliśmy i poturlaliśmy się jeszcze 3 wioski dalej - około godzinę drogi. Znaleźliśmy jakiś ledwo co budujący się hotel, do którego szliśmy między polami ryżowymi przez dobre 5 minut. Hotel ten ma skończone dwoma pokoje, które jeszcze pachną świeżością. Zjedliśmy kolację z gospodarzami – oczywiście brak menu i dość proste danie oparte na ryżu z dodatkiem warzyw i szczątkowej ilości jakiegoś bliżej nieokreślonego mięsa. Wzięliśmy prysznic w zimnej wodzie i nastawiliśmy budziki na 6 rano. Cel - wstające słońce nad tarasami ryżowymi.

Widok był majestatyczny, a mój komentarz do zdjęć jest raczej zbędny.

Tarasy ryżowe
 
Yuanyang

Po południu zrobiliśmy sobie małą wycieczkę po okolicznych wioskach rozsianych dalej wzdłuż drogi, aby obejrzeć tarasy z innej perspektywy.

Tarasy niepodal Yuanyang

Poza tarasami ryżowymi spotkaliśmy się jeszcze z bardzo sympatycznymi ludźmi, którzy do nas ochoczo zagadywali i uśmiechali się, a dzieciaki ciągle biegały wokół nas chichrając się pod nosem. W pewnym momencie chcieliśmy znaleźć jakiś sklepik – zadanie okazało się awykonalne. Udało nam się tylko wypatrzeć jakiś magazyn z ryżem, solą i zupkami chińskimi w wersji instant. Cóż za odludzie nieskażone przez masową turystykę i bez puszki Coca Coli?!

Chińskie latorośle

 Następnego ranka znów poszliśmy na wschód słońca, a jak się okazało dwie wioski dalej do około południa miał miejsce targ, na który zjeżdżali się ludzie z okolicy ubrani w swoje tradycyjne stroje. Miejsca takie w Chinach można znaleźć w okolicach komercyjnych Lijiang czy Dali, ale to było zupełnie autentyczne, naturalne, piękne. Bez pozowania, tekstów typu „foto for money” (zdjęcie za pieniądze), tańczenia do aparatu, czy nagabywań - kup to i tamto. Atmosfera była podobna do niedzielnego targu w Hotan, ale w wydaniu mikroskopijnym, bardziej kameralnym.

Niestety, już w niedalekiej przyszłości czar wiosek wokół Yuanyang pewni pryśnie. Zaraz za miastem, tuż przy popularnym „hotelu u fotografa” wybudowano bramę w chińskim stylu, a koło niej budkę biletową. Chińczycy to ponad 50 narodowości Oczywiście w połowie grudnia 2009 roku projekt jeszcze nie był skończony, ale mimo to musieliśmy się zatrzymać i walczyć o swoje. Mianowicie, dwóch Chińczyków podających się za kasjerów wyległo z biura koło bramy żądając 60Y od osoby za wjazd w stronę tarasu widokowego. Rozbojem w biały dzień jest cena, a poza tym fakt, iż goście chcieli z nas kasę wyciągnąć bezprawnie. Stanąłem okoniem i trwaliśmy tak na tyle długo, aż im się udawanie kasjerów znudziło. W końcu przepuścili nas z niepysznymi minami na twarzy zobaczywszy na koniec „gest Kozakiewicza”. Wniosek jednak z tego taki, że w sezonie 2010 to miejsce będzie już zapewne napędzane maszyną parową pt. pakietowe wycieczki chińskich turystów, które mam nadzieję będą dojeżdżać tylko do tarasu widokowego, ślicznie już dziś przygotowanego dla nich. Oby nie jechali dalej, w głąb wiosek, bo zadepczą ten piękny skrawek Chin i co najgorsze, zaśmiecą, jak to oni mają w zwyczaju. Spieszcie się moi drodzy zatem, bo natura długo bronić się pewnie nie będzie mogła.

Nam się tam bardzo podobało, ale w końcu przeszedł czas, aby pożegnać się z tarasami ryżowymi. Wróciliśmy do miasteczka Yuanyang i następnym naszym celem miał być Jinghong – stolica regionu Xishuangbanna, a głównie jej okolice. Cóż się kryje pod tą dziwną nazwą opowiemy Wam w następnym odcinku.

Obejrzyj pełną galerię zdjęć z tarasów ryżowych i drugą poświęconą Chińczykom

Dodaj do:

Deli.cio.us    Digg    reddit    Facebook    Wykop    Gwar
Komentarze (6)add comment

Mara said:

...
wspaniałe widoki, piękne zdjęcia
 
marzec 18, 2010
Głosy: +0

Lukasz B. said:

...
Niestety w sierpniu nie bylo tam tak pieknie bo wszystko porosniete ryzem...
 
marzec 19, 2010
Głosy: +0

Urszulawrażenia said:

...
bardzo piękne, pare lat temu byłam nie stety trasą turystyczną ale wrażenia też były nie samowite
pozdrawiam
Urszula
 
marzec 20, 2010
Głosy: +0

Andrzej Budnik said:

...
Łukasz, mnie też bardziej podobają się niezarośnięte tarasy, ale ktoś inny może powiedzieć, że gdzie tu zieleń na tych zdjęciach tak bardzo kojarząca się z ryżem. I z takimi opiniami na temat tych zdjęć już się spotkałem... :)
 
marzec 24, 2010
Głosy: +0

Sebastian Jurgiel said:

...
Niestety Chiny stają się coraz bardziej skomercjalizowane i pazerne na pieniądze. Bramki i kasy biletowe wyrastają dosłownie wszędzie, gdzie tylko jest coś warte zobaczenia - a raczej wszędzie tam, gdzie często widuje się turystów. (dotyczy to zresztą nie tylko obcokrajowców, ale również chińskich turystów przybywających z dużych miast.) Przykre zjawisko, ale niestety znamienne dla naszych czasów - i Chiny wcale nie są tu odosobnione.
 
kwiecień 28, 2010 | url
Głosy: +0

Andrzej said:

...
Masz racje Sebastian - Chińczycy to przecież półtora miliarda ludzi. Niech tylko 3% z nich stać na wycieczki po kraju to już robi się więcej ludzi niż w Polsce mieszka. Naród ten zdecydowanie kocha wszelkiego rodzaju bramy, mostki, strumyczki, kolorowe świątynie, parki etc i za wszystko trzeba zapłacić - 5,10,15Y, ale się płaci. Chiny mają potężny tzw. "domestic demand" i im obcokrajowcy nie są tak potrzebni jak np. sąsiedniemu Laosowi, gdzie fenom jakim jest LP i wzmianka o jakimś nowym miejscu w przewodniku potrafi napędzić biznes dla nowej atrakcji turystycznej.
Na tym prostym przykładzie widać, dlaczego Tybet jest coraz bardziej zamknięty dla nas, laobajów. Powód jest prosty - jest wystarczająco dużo chińskich turystów, którzy chcą ten region odwiedzić, a przy okazji nie są oni szpiegami, ani nie obwieszają się tybetańskimi flagami, co czasem niektórym mądrym inaczej obcokrajowcom przychodzi do głowy. Sami sobie jesteśmy winni, że Tybet jest coraz bardziej szczelnie pilnowany... a takie miejsca jak to wyżej opisane, tarasy ryżowe, za 5 lat będzie wyglądać jak dzisiejsze Emei Shan. Pielgrzymka trekująca po schodkach do góry.
5 lat temu byłem w Wąwozie Skaczącego Tygrysa - tylko na końcu wąwozu był hotel i praktycznie zero ludzi. Dziś, co chwile spotkać można guest housy i małe hoteliki, a o ciszy i spokoju można na prawdę zapomnieć. Czasy się zmieniają, trzeba chwytać chwilę, pakować plecak, bo świat bardzo szybko się zmienia i za 5-10 lat połowa z tych miejsc, które mają jeszze jako taki klimat, będzie już zadeptana.
 
kwiecień 28, 2010
Głosy: +0

Dodasz coś od siebie? :)
mniejsze okno | większe okno

security image
Poniżej Wpisz Kod bezpieczeństwa


busy
Zmieniony ( Sobota, 13 Marzec 2010 05:46 )
 

Najnowsze wpisy

Świat jest pełen wspaniałych ludzi! „Malaysia truly Asia” (Malezja prawdziwa Azja) to hasło...
 
Polska sałatka na krańcu Azji Po czystym relaksie na bajecznej wyspie,  wracamy z...
 
Smak raju Kojarzycie taka starą reklamę batonów Bounty, kt...
 
Malezyjskie Krupówki Prawdę mówiąc to nie zamierzaliśmy w ogóle jech...
 
Ja się pytom, gdzie jest pyton? My babies are gone! (Moje dziecinki zniknęły!) – krzykn...
 

Ostatnio komentowane

Singapore is a FINE city
mam pytanie, czy jest możliwość zamówienia w intern...
ablka

Dziewczyna z parku
świetny artykuł, byłam w Singapurze w zeszłym roku....
oliffi

Dziewczyna z parku
Polecam wam ten wykład Zimbardo: http://www.youtube.co...
Maciek

Singapore is a FINE city
a gdzie spaliście w Singapurze? bo rozumiem, że namio...
stefek

Dziewczyna z parku
Hm. Piękna opowieść, która wywołała u mnie chwil...
arica

Rozmowy polsko-chińskie
Ten hostel na wyspie Shamian to Guangzhou Youth Hostel,...
Andrzej

Denga w Tajlandii, Malezji, Si...
Dzięki Agata za poprawki Nurtuje mnie jedna kwestia...
Andrzej

Dziewczyna z parku
Od korzeni się nie ucieknie. My ludzie północy, oni ...
Zbig

W drodze od: