mapa europy
Polacz z Facebook
Strona Główna Podróż lądem do Chin Chiny Mit o chińskich pociągach
Mit o chińskich pociągach
Czwartek, 15 Styczeń 2009 01:15
Spis treści
Mit o chińskich pociągach
Klasy chińskich pociągów
Chiński pociąg od wewnątrz
Wszystkie strony

Artykuł tłumaczący zjawisko, jakim jest podrózowanie w chińskich pociągach. Bynajmniej nie jest to tak normalne, jak przejazd PKP - wszystko zaczyna się na kilkanaście godzin przed odjazdem pociągu.

Pociąg relacji Shang Hai - Bei Jing
 
Ciężko nie przyznać racji temu, kto powie, że najwygodniejszym środkiem transportu jest samolot. Jeszcze większym jego atutem jest szybkość, z jaką pokonuje się odległości, ale są i mankamenty. Latanie jest droższe niż transport naziemny i co chyba najbardziej przemawia za tym, aby podróżować pociągami, czy autobusami, to fakt, że nie można się dobrze zintegrować ze środowiskiem odwiedzanym - w pociągach jest o wiele ciekawiej. My, podczas naszego pobytu w Chinach, zdecydowaliśmy się właśnie na tanie pociągi, chcieliśmy zobaczyć, jak to wygląda "od kuchni", a może chcieliśmy obalić krążące mity o chińskich pociągach - nie udało nam się. To wszystko jest prawdą. Jednak, żeby się o tym przekonać trzeba było najpierw wsiąść do pociągu, co jednak wcale nie jest takie proste i wymaga sporego wysiłku fizycznego, jak i umysłowego... Dlaczego?

Jak wszyscy dobrze wiedzą, Chiny to kraj, w którym mieszka ponad 1,5 miliarda ludzi i jak pewnie domyślacie się podróżowanie po tym kraju jest dość uciążliwe, tym bardziej jeśli się założy przed wyjazdem, że "im taniej, tym lepiej". My właśnie mieliśmy taki plan, jednak trochę zdrowia nas to kosztowało. Ale od początku...

Rozkład jazdy w Pekinie


Pierwsze trudności spotykamy oczywiście jeszcze kilka dni przed... odjazdem pociągu. Wszystko zaczyna się na stacji, gdzie trzeba kupić bilet. Jak wspominałem Chińczyków jest ogromna ilość i to daje się we znaki na każdym kroku - na dworcach jednak szczególnie. W dużych miastach kas biletowych na dworcach jest od 20 do 50, często około 90% z nich jest otwartych, a mimo to są spore kolejki. Najpierw trzeba "rozeznać się w terenie" i jakimś cudem zgadnąć, w której kasie można kupić bilet na interesującą nas trasę. Dobrym sposobem jest tutaj podejście do pierwszej z brzegu kolejki i wepchanie się zaraz do okienka, poproszenie o bilet na takiej czy innej trasie - zaraz zostanie nam wskazana właściwa kolejka. Czasem zdarza się też, że kiedy kasjerzy widzą białych turystów, to sprzedają im bilet na trasę, która ich interesuje nawet, jeśli przy tym okienku obsługiwane są inne połączenia - jedno z nielicznych ułatwień dla "bladych twarzy". Zwykle jednak kierowani jesteśmy do odpowiedniego "ogonka". Problem jednak w tym, że te kolejki bardzo wolno się przesuwają, a czasem prawie w ogóle stoją w miejscu. Powodem takiego stanu rzeczy jest pewien proceder stosowany przez Chińczyków - wcale nie chodzi tutaj o wpychanie się. To jest normalne i nikogo nie dziwi w tym kraju, poza "białymi", których krew zalewa. Potem jednak i "biali" zaczynają tak robić - po tym miedzy innymi można poznać, jak długo ktoś jest w Chinach;)

Wracając jednak do zastanawiającego procederu... Bardzo dziwiło nas zachowanie ludzi, którzy od 15 minut stoją już przy samym okienku biletowym i ciągle im się ktoś wciska. W Chinach nikt nikomu nie zwraca uwagi, kiedy ktoś się wpycha. To jest po prostu niesamowite! My jednak kilku Chińczyków zawróciliśmy na koniec kolejki - nerwy czasem strasznie puszczają, szczególnie, jeśli brakuje czasu. Dobrym manewrem strategicznym było kupowanie biletów we dwoje lub troje. Jedna osoba stała w kolejce, a dwie z boku ją "ubezpieczały", żeby nikt się nie wpychał. Sami Chińczycy byli pod wrażeniem tej strategii, gdyż nie tylko pomagała ona nam, ale i tym, którzy stali przed nami. (Mała uwaga techniczna - w Chinach przed kasami biletowym są przymocowane specjalne bramki metalowe, które ciągną się przez kilkanaście lub kilkadziesiąt metrów. Wszystko po to, aby kolejka przypominała kolejkę. Decydując się na daną kasę biletową wchodzi się w taką bramkę, która ciągnie się aż do samego końca okienka. Niestety jest ona na tyle szeroka, że małej postury Chińczycy spokojnie mogą się przecisnąć, co z resztą notorycznie czynią.) Bywało i tak, że gdy byliśmy już dwie lub trzy osoby przed okienkiem wciskali się nam jacyś Chińczycy. Kiedyś nawet wepchał mi się jeden jak już rozmawiałem z kasjerką. Coś do niej powiedział, wepchnął pieniądze pod moją ręką i wziął bilet. Wtedy miarka się przebrała. Kolejne podobne próby kończyły się tym, że braliśmy danego delikwenta i najpierw delikatnie go "odsuwaliśmy", a jeśli to nie skutkowało to siłą odpychaliśmy go, jeśli nie na koniec to przynajmniej za nas. Po około tygodniu pobytu w Chinach byliśmy całkowicie wyzuci z uczuć, przynajmniej na dworcach i w pociągach. Tam po prostu panuje jedna reguła - kto pierwszy ten lepszym, a jeśli jesteś słabszy to Twój problem. Przykre to trochę, ale niestety prawdziwe...

Po dojściu do kasy zaczynały się kolejne problemy, tym razem językowe. Znajomość języka angielskiego w Chinach jest raczej mizerna, choć zdarzają się wyjątki - nawet na kilka trafiliśmy;) Zwykle jednak nawet jak Chińczycy umieją cokolwiek po angielsku (mowa tu raczej o języku chinglish), to ich wymowa jest na tyle niewyraźna, że trzeba się sporo nakombinować, żeby zrozumieć o co chodzi. Niech żyje kontekst! Po kilku tygodniach w Chinach, nauczyłem się jednak kilkunastu słówek i zwrotów, które pozwalały na w miarę swobodne kupienie biletu. Najważniejszą rzeczą było poprawne wypowiedzenie nazwy miejscowości, do której się chciało jechać. Najlepiej jednak, dla bezpieczeństwa mieć ją napisaną na kartce, przez znajomego Chińczyka i pokazanie pani w okienku karteczki z nazwą naszej destynacji. Zdarzało się, przede wszystkim na początku pobytu w Chinach, że w momencie, gdy nie mogłem poradzić sobie z "kasjerką" podchodził jakiś anioł i pytał po angielsku - "May I help you?" To było bardzo miłe z ich strony i co trzeba tutaj podkreślić nie rzadkie zachowanie ze strony Chińczyków - są ogólnie bardzo pomocni i przyjacielscy (poza sklepikarzami i handlarzami, którzy chcą Cię naciągnąć z każdej strony).



Zmieniony ( Niedziela, 04 Kwiecień 2010 14:32 )
 

Reklama

Chcesz zamieścić tutaj swoją reklamę
- poznaj statystyki bloga

Profesjonalne tłumaczenia użytkowe.
Bilety Lotnicze

Śledź bloga poprzez:

Kanał RSS   iGoogle

lub wpisz swój email, aby otrzymywać powiadomienia na swoją skrzynkę:

Czy to jest bezpieczne?
Tak, przeczytaj więcej na ten temat.

Ostatnio komentowane

Nasze wspomnienia z 2011

W drodze od:

Już teraz zaplanuj wczasy 2011! Kliknij i sprawdź pełną ofertę noclegową z całej Polski!