mapa europy
English French German Russian Spanish
Strona Główna Wyprawa lądem do Chin Mongolia Park Narodowy Terlej i pierwszy kontakt z Chinami - Armia Terakotowa
Park Narodowy Terlej i pierwszy kontakt z Chinami - Armia Terakotowa
Wtorek, 19 Lipiec 2005 19:20
"Are you from Israel?" - takie pytanie zadają nam niektórzy Chińczycy, z którymi przychodzi się nam targować o prawie każdą rzecz. Wniosek z tego, nie chwaląc się oczywiście, że Mongolia nas dość dobrze zaprawiła w negocjowaniu cen i teraz nam to nieźle wychodzi. :P
Jak już się pewnie domyśliliście, od kilku dni jesteśmy w Chinach, a dokładnie w chwili obecnej w Xi'an, ale może od początku.

Tak jak pisałem ostatnim razem, przed wyjazdem z Ułan-Bator wybraliśmy się do  parku narodowego, który okazał się naprawdę przepiękny - przeszliśmy prawie 35 kilometrów, co nas trochę wykończyło, zważywszy, że było około 35 stopni w cieniu, ale było warto. Na swojej drodze spotkaliśmy owce, kozy, jaki i nawet wielbłądy, nie wspominając o susłach, które czmychały nam pod nogami.

Wieczorem w planach mieliśmy kolację w naszej ulubionej restauracji, jednak jak przyszliśmy to była już zamknięta. Mimo tego zapukaliśmy do drzwi i ku naszemu zdziwieniu drzwi się otwarły. Jedzonko zaserwował nam sam szef, którego poznaliśmy poprzedniego dnia. Było jak zwykle pyszne. Na odchodnym powiedzieliśmy mu, że musi dodać do wiszących w restauracji flag jeszcze jedną - polską. Przyjął to bardzo dobrze i powiedział, że następnego dnia postara się ją kupić i zawiesić - tak się też stało :)

14 lipca zgodnie z planem wyjechaliśmy w stronę granicy z Chinami, gdzie spodziewaliśmy się podobnych wrażeń, jak na granicy rosyjsko-mongolskiej - niestety ;) wszystko poszło sprawnie i po ok. godzinie od "zaokrętowania się" w wynajętym busie, przejechaliśmy granicę i byliśmy już w Chinach, które przywitalny nas tęczą i napisem WELCOME TO CHINA. W Erlian - przygranicznym mieście zetknęliśmy się po raz pierwszy z językowymi problemami i dookoła otaczającymi nas "krzaczkami" ;) Po krótkim szoku, jednak otrząsnęliśmy się i poszliśmy na stację kolejową, żeby kupić bilet. Okazało się, że najbliższy pociąg mamy dopiero za 20 godzin. Został więc autobus do Jinning i stamtąd pociąg do Datongu. W Datongu spędziliśmy dwie pierwsze noce na chińskiej ziemi. Same Chiny od razu nam się spodobały - nie da się ich porównać do żadnego innego kraju. Nawet sąsiadująca Mongolia jest zupełnie inna. Dużym plusem są niskie ceny, oczywiście poza miejscami turystycznymi (wstępy są makabrycznie drogie). W restauracji można się najeść już za pół dolara. Noclegi i przejazdy też są tanie - zostajemy tu na dłużej;)
Jak się pewnie domyślacie, próbujemy różnych chińskich potraw - z różnym skutkiem. Jedne są wyśmienite, inne trochę gorsze, lecz trzeba ryzykować. Najlepszą metodą jest wejście do kuchni danej restauracji i pokazanie palcem, co się chce zjeść. W "kulinarnych podbojach" prym wiedzie Konrad, który najbardziej eksperymentuje.

  Wracając jednak do naszej trasy. W Datongu i okolicach zobaczyliśmy, co było najważniejszego do zobaczenia i 17 lipca czmychnęliśmy do Xi'an, z którego już jutro wyjeżdżamy. Do Xi'an jechaliśmy pociągiem przez 18 godzin w najtańszej klasie "hard seater" wraz z rzeszą Chińczyków. Dostanie się do pociągu graniczyło z cudem, ale udało się, a po chwili jazdy nawet mieliśmy miejsca siedzące. Ciekawostką jest sam "proces" wsiadania do pociągu. Najpierw na dworcu, skanowany jest bagaż, potem wszyscy zbierają się w jednym holu, gdzie od wejścia na peron dzielą nas bramki. Po przyjeździe pociągu na peron, bramki się otwierają i wszyscy w szaleńczym pędzie (my też) biegną do pociągu - tam kolejny bój o wejście do wagonu, a jak i ta sztuka się uda, to czeka nas kolejne starcie tym razem o miejsce siedzące, gdyż klasa "hard seater" charakteryzuje się tym, że nie ma miejscówek. W samym pociągu jest też dość klimatycznie - co chwila przejeżdżają środkiem wózki z różnym jedzeniem lub piciem, połowa Chińczyków pali papierosy, a druga połowa charczy i pluje na podłogę. O śmieceniu już nie mówię... do tego chyba trzeba się po prostu przyzwyczaić, choć widok młodej i ładnej dziewczyny odchrząkującej i spluwającej trochę nas zaskoczył! Wracając jeszcze na peron - tam właśnie spotkaliśmy się po raz pierwszy z "segregacją ludzi". Bardziej wpływowi obywatele wchodzą na peron bocznym wejściem poza kolejnością i zajmują najlepsze miejsca w wagonie - wszystko to dzieje się na oczach innych.

Po przyjeździe do Xi'an zakwaterowaliśmy się w hostelu studenckim i ruszyliśmy na miasto. Wszystko byłoby w porządku, gdyby nie klimat, który tu panuje. W sumie nie jest tak gorąco, ale jest tu bardzo wilgotne powietrze, co sprawia, ze człowiek nawet jak siedzi w bezruchu, to po kilku minutach jest cały mokry. Ale co to dla nas;) Zwiedziliśmy sobie dwie pagody, świątynie i meczet. Oraz dzielnicę islamską. Dziś byliśmy zobaczyć Terakotową Armię i trochę się rozczarowaliśmy. Pomijam cenę za wstęp - 90Y (prawie 9 USD bez zniżek studenckich), chodzi tu przede wszystkim o komercję. My nazwaliśmy to wręcz fabryką, która zarabia ciężkie pieniądze. Fakt faktem, że nie można tego miejsca ominąć będąc w Chinach, ale to co się tam dzieje, przechodzi wszelkie granice. Spokojnie można by tu popolemizować na temat chłonności turystycznej. No cóż, ale to już nie nasz problem. My pooglądaliśmy, porobiliśmy fotki i wróciliśmy na kolację do Xi'an. Jutro wyjeżdżamy do Louyang, które jest miejscem wypadowym do klasztoru Shaolin (tu pozdrowienia dla Bogusi) :) Dobra, na razie to tyle - niedługo następny meldunek.

PS: Może Wy znacie odpowiedz, na nurtujące nas ciągle pytanie - "Dlaczego Chińczycy myślą, że wszyscy rozumieją ich język?" Ja wiem, że jest ich ponad 1,2 miliarda, ale to przecież nie cała populacja naszej planety;) No cóż, oni do nas po chińsku, my do nich po polsku;), oni znów po chińsku i dobijamy targu - liczy się efekt ostateczny - dobicie targu.

Dodaj do:

Deli.cio.us    Digg    reddit    Facebook    Wykop    Gwar
Komentarze (0)add comment

Dodasz coś od siebie? :)
mniejsze okno | większe okno

security image
Poniżej Wpisz Kod bezpieczeństwa


busy
Zmieniony ( Wtorek, 19 Styczeń 2010 09:07 )
 

Najnowsze wpisy

Świat jest pełen wspaniałych ludzi! „Malaysia truly Asia” (Malezja prawdziwa Azja) to hasło...
 
Polska sałatka na krańcu Azji Po czystym relaksie na bajecznej wyspie,  wracamy z...
 
Smak raju Kojarzycie taka starą reklamę batonów Bounty, kt...
 
Malezyjskie Krupówki Prawdę mówiąc to nie zamierzaliśmy w ogóle jech...
 
Ja się pytom, gdzie jest pyton? My babies are gone! (Moje dziecinki zniknęły!) – krzykn...
 

Ostatnio komentowane

Singapore is a FINE city
mam pytanie, czy jest możliwość zamówienia w intern...
ablka

Dziewczyna z parku
świetny artykuł, byłam w Singapurze w zeszłym roku....
oliffi

Dziewczyna z parku
Polecam wam ten wykład Zimbardo: http://www.youtube.co...
Maciek

Singapore is a FINE city
a gdzie spaliście w Singapurze? bo rozumiem, że namio...
stefek

Dziewczyna z parku
Hm. Piękna opowieść, która wywołała u mnie chwil...
arica

Rozmowy polsko-chińskie
Ten hostel na wyspie Shamian to Guangzhou Youth Hostel,...
Andrzej

Denga w Tajlandii, Malezji, Si...
Dzięki Agata za poprawki Nurtuje mnie jedna kwestia...
Andrzej

Dziewczyna z parku
Od korzeni się nie ucieknie. My ludzie północy, oni ...
Zbig


Podobne teksty

Popularne tematy