mapa europy
English French German Russian Spanish
Strona Główna Ekwador Porady praktycze Granica Peru-Ekwador, kradzież aparatu w autobusie nocnym i okolice Cuenca
Granica Peru-Ekwador, kradzież aparatu w autobusie nocnym i okolice Cuenca
Poniedziałek, 19 Listopad 2007 17:09
Dojezdzamy do Tumbes. Wysiadamy z autobusu, szybka toaleta i bierzemy taxi na granice a dokladniej do miejscowosci Huaquillas. Po drodze zatrzymujemy sie na postarunku Policji, gdzie dostajemy "wyjazdowke" z Peru i jedziemy dalej. Dojezdzamy do Ekwadoru. Idziemy na dworzec autobusowy, kupujemy dwa bilety do Cuenci i... bierzemy taxi... dokad, no wlasnie...

Jedziemy taksowka slynna droga Panamericana do miejsca, gdzie jest posterunek policji ekwadorskiej. Dostajemy "wjazdowki" do ekwadoru i... idziemy na Panamericane, gdzie zatrzymujemy nasz autobu do Cuenci. W biegu wsiadamy do niego i jedziemy ok 5 godzin. Dziwniejszej granicy nie widzialem, a sporo juz ich bylo, nawet tych niecywilizowanych, ale coz. Nowe doswiadczenia :) A wszystko dlatego, ze autobus nie czeka na ludzi na granicy. Kto sobie nie zalatwi formalnosci wczesniej, ten zostaje.

Po ok godzinie jazdy zaczynaja sie gory. Fajnie mysle, porobie jakies fotki. Siegam do worka, wyciagam pokrowiec aparatu - jakis taki dziwnie lekki. Zmrozilo mnie. Ale nie! Nie wierze w to. Otwieram pokrowiec i zawal. Pomieszanie obledu z rozpacza!! Nie wierze swoim oczom. Prosze Elize, zeby spogladnela. Ta pobladla. To jest prawda. Zamiast aparatu w futerale jest niebieska bluza z dlugim rekawem... Rozpacz. Wscieklosc. 100 tysiecy mysl na raz. Co robic? Najpier robie burde w tym autobusie, podejrzewajac wszystkich oprocz kierowcy. Aparatu nie ma. To musialo sie stac w poprzednim autobusie z Trujillo do Tumbes, ato jest w Peru, a my juz w Ekwadorze. Ni jak sie wrocic, zreszta po co. To byly ciezkie chwile. Dojezdzamy do miejscowosci Cuenca. Idziemy na postarunek policji turystycznej. Skladam zeznania. Dostaje swistek - pewnie przyda sie tylko ksiegowej do wyksiegowania aparatu. Koszmar. Dzwonie do Polskie, aby zablokowali mi komorke, bo ta tez zginela. Tej mi nie zal, bo przezyla juz 3 lata moich podrozy i byla w stanie delikatnie mowiac oplakanym. Gorzej, ze jestesmy odcici od swiata, bo Eliza podobnie jak w Wenezueli nie ma roamingu w Erze - co za fatalna siec!!

Nic to. Uruchamiamy plan B. Odpalamy rezerwu budzetowe. Kupujemy aparat. Trzeba isc dalej do przodu. Zdjecia sie jeszcze kiedys zrobi. Czesc uda mi sie odzyskac, bo poznalem kilku gringos na trasie, do ktorych mam kontakt, wiec moze podesla plytke ze zdjeciami.

Po ciezkim dniu w koncu zasypiamy w hostelu. Jednak i ta noc nie byla spokojna. Zrywamy sie w nocy. Wszysto sie trzesie. Co to jest? O co chodzi? Zaczynaj wyc alarmy samochodow! Trzesienie ziemi. No pieknie. Meble sie trzesa, lozko sie trzesie. Szyby dugocza. Mury hostelu tez. Na szczesci nic nam nie jest. Dosc wrazen jak na dwa dni.

Rano jedziemy do Parku Narodowego Cajas. Kupujemy dwa bilety po 10 usd. Po przejsciu kilkuset metrow szlak jest coraz ciezszy. Do tego zaczyna padac deszcz. Robia sie ciezkie warunki. Decudujemy o powrocie do schroniska. Chcemy odzyskac pieniadze. Nie da rady. Kurde, o co tu chodzi myslimy...

No nic, jak na Polakow przystalo kombinujemy dalej. Podjezdza autokar. Wysiada wycieczka. Za nim podjezdza jeep sluzbowy z naklejkami parku. Wysiada z niego ktos bardziej kompetentny niz lesniczy od biletow. Tlumaczymy co sie stalo, ze chemy zwrocic bilety, bo zla pogoda etc. On na to - nie ma sprawy. Chodzcie ze mna. Idzie do lesniczego. Nastepuje wymiana zdan. Dostajemy 20 usd z powrotem! Dalo sie, mowie do lesniczego z ironia! Nie moglem sobie podarowac...

Lapiemy stopa do Cuenci i decudujemy sie wyjechac stad wczesniej mimo iz Cuenca to takie piekne miasto wpisane na liste UNESCO. Zwiedzilismy je dzien wczesniej, wiec nie mamy wyzutow sumienia. Jedziemy do miejscowosci Ingapirca, aby ogladnac najstarsze miasto inkaskie w Ekwadorze. Jedziemy na dworzec na polnocnym-wschodzie miasta. Okazuje sie, z enie ma biletu do Ingapirci a najblizszy autobus za dwie godziny. Za duza strata. Jedziemy do El Tambor, stamtad lapiemy autobus do Ingapirca - to mniej wiecej 15 km. Jest dobrze. Udalo sie. Ingapirca nam sie podobala bardziej niz Chan Chan. Do tego wsrod ruin przechadzaly sie alpaki. Porobilismy z nimi zdjecia podreptalismy po ruinach, zjedlismy objad wsrod inakskich murow i ruszylismy do El Tambor. Dojezdzamy do miasta. Wysiadamy, tzn. Eliza wysiadla a mi sie wepchalo jakies stado kobiet z tobolami. Spoko. Czekam. Wychodze z autobusu, Elizy nie ma. O co chodzi. Za chwile ktos krzyczy na mnie z nastepnego autobusu. Patrze, tabliczka Quito za szyba. Bagaz Elizy juz w luku, pedze wiec czym predzej. Wsiadam znow w biegu do autobusu. Juz sie do tego przyzwyczajam. Tu tak po prostu jest.

Pozno wieczorem jestesmy w Quito. Pierwsze wrazenie, bardoz negatywne. Byc moze dlatego, ze przejechalismy przez najbardziej obskurna czesc miasta. Wysiadamy na dworcu. Szukamy noclegu, ciemno jak diabli. Noz w pogotowiu na wszelki wypadek. Nie przydal sie na szczescie. Trafiamy na hostel. Troche drogi, ale w tych warunkach nie szukamy niczego innego. Spimy jedna noc. O 6 rano wstajemy. Szukamy noclegu na dwie kolejne noce. Jest, polowe tanszy. Przenosimy sie szybko i pedzimy na autobus do Otavalo, gdzie wlasnie tego dnia, czyli w sobote mial miejsce jak co tydzien, najwiekszy targ w Ameryce Lacinskiej. Tu znow pech. Okradli nas drugi raz. Ech... ale tym razem gringos byli sprytniejsi :)

Dodaj do:

Deli.cio.us    Digg    reddit    Facebook    Wykop    Gwar
Komentarze (8)add comment

Andrzej said:

??
znowu. co tym razem? skoro byliście sprytniejsi to pewnie wszystko ok. relacje zaniosłem do RL, myślę że w niedzielę powinna już być na antenie.
Trzymajcie się... gringos :)
pozdrawiam
 
listopad 19, 2007
Głosy: +0

Andrzej said:

sporo wrażen ;)
Jak widzę, emocje bez przerwy - prawie cały czas w biegu, gorąco, tłoczno, mokro i czasami niezbyt bezpiecznie.

Przynajmniej ciekawie i wspomnienia będą konkretne :)
 
listopad 19, 2007
Głosy: +1

Andrzej said:

?!
....a maże trochę zwolnić.
 
listopad 19, 2007
Głosy: +0

Andrzej said:

zgadzam się
z mamą Elizy - kurcze no przecież nie musicie tak gnać!...

my tu na zawał serca padniemy...
 
listopad 19, 2007
Głosy: +0

Andrzej said:

popieram
Gościu przyłączę się do słów Doroty i mamy Elizy. Nie ma co robić na siłę. Wiem, że jesteś zapaleńcem, ale dajcie sobie chwilę wytchnienia. Świat się nie skończy jak czegoś nie zobaczycie, a i sam mówiłeś, że w przyszłości - kto wie... może tam wrócicie. Na pewno na te słowa pomruczysz sobie troche (jak zwykle ;) ), ale daj trochę na looz :)
 
listopad 20, 2007
Głosy: +0

Andrzej said:

che?
Ale o co Wam chodzi? My nic nie przyspieszamy. Taki byl plan od poczatku. Jeslibysmy chieli w kazym miejscu siedziec po trzy dni, to ta wyprawa trwaaby 9 miesiecy a nie trzy. Tego chcecie? Nie ma sprawy, nastepnym razem tak bedzie. A tak na logike, przyjezdzam do Suchej Beskidzkiej i mam w niej byc trzy dni? Przeciez jeden dzien mi spokojnie wystarczy. Potem jeden dzien w Wadowicach, jeden w Osiwcimiu etc. Zupelnie nie rozumiem o co Wam chodzi.
 
listopad 20, 2007 | url
Głosy: +0

Mirek said:

Więcej zobaczycie.
Jeśli trochę zwolnicie, to więcej zobaczycie. Wreszcie chyba jesteście po tamtej stronie łącza, czytaj świata. Jak tam na równiku, z nauk pamiętam że nieugotowane jajko kręci się jak oszalałe. Czy to prawda. A tak wogóle to jak z waszą kondycją? Elizko napisz coś na pocztę. gorąco pozdrawiamy. Pa.
 
listopad 20, 2007
Głosy: +0

Eliza said:

jajko
Hmm, Andrzej sprawdzal to jajko i nie krecilo sie... Moze za slabo zakrecil :)
A jesli zwolnimy, to nie zobaczymy wiecej, tylko dluzej to samo, wiec czy jest sens. Zreszta z kondycja jak najlepiej. Nawet choroba wysokosciowa w Quito nam nie dokuczyla.

Probowalam zadzwonic, ale nie moge uzyskac polaczenia. Cos nie tak z tymi telefonami w Ekwadorze :/

Pozdrawiamy!!
 
listopad 20, 2007
Głosy: +0

Dodasz coś od siebie? :)
mniejsze okno | większe okno

security image
Poniżej Wpisz Kod bezpieczeństwa


busy
 

Najnowsze wpisy

Świat jest pełen wspaniałych ludzi! „Malaysia truly Asia” (Malezja prawdziwa Azja) to hasło...
 
Polska sałatka na krańcu Azji Po czystym relaksie na bajecznej wyspie,  wracamy z...
 
Smak raju Kojarzycie taka starą reklamę batonów Bounty, kt...
 
Malezyjskie Krupówki Prawdę mówiąc to nie zamierzaliśmy w ogóle jech...
 
Ja się pytom, gdzie jest pyton? My babies are gone! (Moje dziecinki zniknęły!) – krzykn...
 

Ostatnio komentowane

Singapore is a FINE city
mam pytanie, czy jest możliwość zamówienia w intern...
ablka

Dziewczyna z parku
świetny artykuł, byłam w Singapurze w zeszłym roku....
oliffi

Dziewczyna z parku
Polecam wam ten wykład Zimbardo: http://www.youtube.co...
Maciek

Singapore is a FINE city
a gdzie spaliście w Singapurze? bo rozumiem, że namio...
stefek

Dziewczyna z parku
Hm. Piękna opowieść, która wywołała u mnie chwil...
arica

Rozmowy polsko-chińskie
Ten hostel na wyspie Shamian to Guangzhou Youth Hostel,...
Andrzej

Denga w Tajlandii, Malezji, Si...
Dzięki Agata za poprawki Nurtuje mnie jedna kwestia...
Andrzej

Dziewczyna z parku
Od korzeni się nie ucieknie. My ludzie północy, oni ...
Zbig

W drodze od:


Podobne teksty

Popularne tematy