Start » Hiszpania » Być jak niemiecki emeryt, czyli jak odczarowaliśmy Teneryfę

Być jak niemiecki emeryt, czyli jak odczarowaliśmy Teneryfę

Planując cztery miesiące na Teneryfie, często zastanawialiśmy się, jaka jest ta wyspa? Czy to faktycznie mekka niemieckich emerytów, czy wulkaniczna zagadka, która kusi swoim księżycowym krajobrazem? Czy uciekniemy z niej po miesiącu, czy zakochamy się w pięknych widokach Parku Narodowego Teide? Czy odnajdą się w niej lepiej imprezowicze czy poszukiwacze adrenaliny? Obstawiamy?

Mija miesiąc od przylotu na Teneryfę, a to dopiero pierwszy post, jaki stąd piszę. Ostatnio ciągle odwiedzając jakieś nowe miejsca, mam dziwne wrażenie, że za mało o nich wiem, aby móc ubrać myśli w słowa i coś Wam tutaj pokazać. Czy miesiąc obserwacji, poznawania wyspy i przeżywania jej bardziej niż zwiedzania wystarczy? Nie wiem, ale spróbujmy…

Być jak niemiecki emeryt!

Większość osób, które dowiadywały się, że zimę 2016/17 spędzimy na Teneryfie, zastanawiało się, czy ich wkręcamy? Aby im nie ułatwiać zadania, dodawałem szybko, że jedziemy robić badania na temat „niemieckich emerytów szukających słońca podczas zimy”. Zamiast salwy śmiechu, odbierane to było z pełnym zrozumieniem i akceptacją pomysłu: „Ale świetny pomysł! Jak na to wpadliście?” – usłyszeliśmy co najmniej kilka razy. No i tutaj następował ten moment, w którym odkrywaliśmy karty i znów wyrywaliśmy rozmówców ze stanu zrozumienia i akceptacji naszej fanaberii, tłumacząc jaki faktycznie jest powód naszego wyjazdu na popularne Kanary. A powód był prosty: ucieczka przed zimnem i poszukiwanie miejsca, w którym nie jest szaro i buro! Pomysł dokładnie taki, jak tysięcy niemieckich emerytów! 🙂

Wyspy Kanaryjskie, a w szczególności Teneryfa i Gran Canaria mają zdecydowanie dwa oblicza – to koszmarnie turystyczne, gdzie rzeczywiście roi się od autokarów, hoteli przy plaży i nocnych klubów oraz takie, które nie różni się niczym od życia w małym beskidzkim miasteczku.

Adeje, w którym zakotwiczyliśmy na Teneryfie do kwietnia jest zwykłą mieściną, a dla nas bazą na bliższe i dalsze wycieczki piesze i rowerowe. Spotkaliśmy tu może kilkunastu zabłąkanych turystów, ale też prawdą jest, że sporo czasu spędzamy na Teneryfie przy komputerze pracując i nadrabiając zaległości, które nagromadziły nam się w Polsce.

Po dwóch tygodniach od przylotu i przedreptaniu Adeje i objechaniu rowerem okolicznych miejscowości (tych turystycznych też!) świerzbiły nas tyłki na tyle mocno, że zdecydowaliśmy się spakować plecaki i ruszyć gdzieś dalej. Najprostszy plan, jaki nam się ułożył, to przejście szlaku GR-131, który przecina całą wyspę z płd-zach wyspy na jej płn-wsch kraniec, nie omijając największej atrakcji Teneryfy, czyli Parku Narodowego Teide.

GR-131 – szlak trekingowy w poprzek wyspy

Objaśnienie szlaków na Teneryfie
Objaśnienie szlaków na Teneryfie

Wspomniany wyżej szlak, którego nazwa brzmi bardziej jak symbol jednostki wojskowej, ma ponad 80 km i zaczyna się oficjalnie w miejscowości La Esperanca (wschód wyspy), a kończy się w miasteczku znajdującym się nieopodal Adeje, z którego to my zaczynaliśmy wycieczkę. Teoretycznie powinno się tę trasę zacząć od wschodu, bo podejście jest łagodniejsze i przynajmniej na początku jest gdzie uzupełniać zapasy wody, ale jakoś na to nie wpadliśmy. Przypadkowo więc wybraliśmy sobie trudniejszą wersję od strony Arony, jednak werwy i zapału nam nie brakowało i 25.12 wyruszyliśmy zmotywowani na szlak.

Przygnieceni ciężarem jedzenia i dużą ilością wody, człapaliśmy niespiesznie wdrapując się na główną kalderę wulkanu, a przewyższenie jakie musieliśmy pokonać w dwa pierwsze dni wynosiło 1700m (600 – 2300 m npm). Łatwa kalkulacja uświadomiła nam, że dwa pierwsze dni będą najtrudniejsze, a trzeciego dnia powinniśmy po raz pierwszy zobaczyć pełen obraz wulkanu Teide z kaldery i zarazem granicy Parku Narodowego Teide.

Szlak GR-131 jest świetnie oznaczony i nie potrzeba map, ani nawigacji, aby nim przejść. W ogóle wszystkie szlaki w Parku Narodowym też są bardzo przejrzyście oznaczone, a odlegości podawane w kilometrach, a nie godzinach. Na końcu tekstu zamieściłem Wam orientacyjnie trasę GR-131 w Google Maps, którą stworzyłem na nasze potrzeby, ale w sumie okazało się to zbędne.

Szlak trekingowy GR-131 jest fenomenalnie oznaczony i dla Polaków nie do pomylenia ze względu na kolory

Początkowo szlak kręci jak szalony pomiędzy wąwozami i półkami skalnymi. Schronieni w cieniu sosny kanaryjskiej nie odczuwamy też tak bardzo silnego słońca operującego na Teneryfie. My też dodatkowo mieliśmy szczęście w nieszczęściu zobaczyć zasnuty horyzont drobinkami piasku przywianymi znad Sahary. Z jednej strony ograniczało nam to kompletnie widok na Ocean, który powinien być widoczny na horyzoncie, ale z drugiej strony mogliśmy podziwiać magię tej kanaryjskiej anomalii pogodowej jaką jest Kalima.

Kalima nawiewająca saharyjski piasek nad Wyspy Kanarysjkie
Szlak z Arony do Vilaflor wśród lasów sosny kanaryjskiej
Wzdłuż szlaku GR-131 co rusz mijaliśmy gromady kaktusów

Drugiego dnia, po dojściu do miejscowości Vilaflor postanowiliśmy uzupełnić zapasy wody i wyruszyliśmy na drugą część podejścia pod kalderę. Przez parę kilometrów na trasie zaczęliśmy spotykać większą ilość turystów, a to dzięki połączeniu się naszego szlaku z pętlą Paisaje Lunar, która jest całodzienną, szalenie widokową trasą pełną księżycowych krajobrazów.

Fragment trasy GR-131 pokrywa się z pętlą Paisaje Lunar, która wije się nad Vilaflor
Pierwsze łaty śniegu wskazują, że już jesteśmy coraz bliżej kaldery
Biwak pod kalderą od strony Vilaflor

Trzeci dzień to w końcu podejście pod na samą kalderę i w końcu pierwsze spojrzenia na wulkan Teide i sąsiadujący z nim Pico Viejo. Mieliśmy dużo szczęścia, bo Kalima zupełnie nie wpłynęła na widoczność wewnątrz dużej kaldery całego Parku Narodowego Teide i naszym zachwytom nie było końca, a posiłek ugotowany na kuchence turystycznej smakował o niebo lepiej z widokiem na Teide i marsjańskie formacje powulkaniczne.

Zejście z kaldery do wnętrza wulkanu i zarazem Parku Narodowego Teide

Zejście z kaldery do środka Parku Narodowego przysporzyło nam trochę trudności, bo szlak był pokryty zamarzniętym śniegiem, a w sumie to wyślizganym i lekko podtopionym lodem, więc każdy krok trzeba było przekalkulować i zanim zeszliśmy na ubity trakt w środku kaldery trochę czasu minęło. W samej kalderze idąc kilometrami wśród plątaniny rudych i rdzawo-brązowych kolorów miejscami wydawało nam się, że teleportowaliśmy się do Australii. Nie wiem, dlaczego akurat w tym kierunku nam te myśli uciekały, ale zobaczcie sami – czy ten krajobraz poniżej nie przypomina miejscami australijskiego Outbacku?

Szlak GR-131 wewnątrz biegnący równolegle do dużej kaldery Parku Narodowego Teide
Iście australijskie krajobraz, gdyby nie ten śnieg 😉

Park Narodowy Teide

Największą atrakcją turystyczną Teneryfy jest zdecydowanie właśnie ten park narodowy. Rocznie odwiedza około 3 mln turystów i jest drugim najczęściej odwiedzanym parkiem narodowym w Europie. Te dane nas trochę sparaliżowały, ale mimo wszystko nie zniechęciły. Od początku był on głównym naszym celem, jednak trzeba się trochę natrudzić, aby na niego wejść. Głównie są to utrudnienia logistyczno-organizacyjne, ale o tych napiszemy w następnym wpisie poświęconym już samemu wejściu na wulkan.

Wulkan Teide dla górali Guanczo, którzy żyli tutaj przed najazdem Hiszpanów na Teneryfę i byli rdzenną ludnością wyspy, stanowił tak samo ważny symbol, jak Góra Olimp dla Starożytnych Greków. Tłumacząc „Teide” bezpośrednio na język polski otrzymalibyśmy „ognista góra”, co raczej dziwić nie powinno, bo to najwyższy wulkan na wyspie, który wraz z kraterem sąsiedniego Pico Viejo ukształtował Teneryfę. Na przestrzeni wieków wyrzucał z siebie lawę, skały i wszystko, co do dziś u podnóży wulkanu świetnie się zachowało, a co stanowi tzw. dużą kalderę i jest częścią Parku Narodowego Teide.

Szlak GR-131 wewnątrz kaldery w stronę Las Canadas

Chcąc wejść na El Teide trzeba jednak być choć trochę zorganizowanym, a my tym razem tacy nie byliśmy. Nie mieliśmy ani pozwolenia, o które aplikuje się tutaj, ani zarezerwowanego noclegu pod szczytem Teide w schronisku Altavista, które rezerwuje się tutaj i zwalnia nas z posiadania zezwolenia na wyjście na szczyt, ale tylko do godziny 9:00 następnego dnia. Jedno lub drugie pozwoliłoby nam wejść na szczyt bez łamania prawa. Tym razem się nie udało, ale już dwa dni po zejściu ze szlaku GR-131 byliśmy z powrotem pod wulkanem i na El Teide weszliśmy, ale o tym już w następnym poście wraz ze szczegółami, jak to zorganizowaliśmy i różnymi wariantami, które są dostępne.

Las Cañadas i wschodnia część trasy

Po całym dniu maszerowania wzdłuż kaldery doszliśmy w końcu do Las Cañadas, które jest sztucznie utworzoną wioską / osadą z infrastrukturą turystyczną (hotele, restauracje). Padając na pysk w cieniu jakiegoś zamkniętego sklepu z pamiątkami zaczęliśmy robić obiad i gotować herbatę, co niczym niezwykłym nie jest i raczej nie zasługuje na wspominanie o tym w tekście, ale… wydarzyło się tam coś, co nas mocno zaskoczyło. Po chwili na ławeczce kilkanaście metrów od nas, usiadła hiszpańska rodzinka i zaczęła się raczyć – nie da się ukryć – zapierającym dech w piersiach widokiem na kalderę. Nie mieliśmy siły na żadną interakcję z naszej strony, ale nie musieliśmy wychodzić z inicjatywą, bo ku naszemu zaskoczeniu, głowa rodzinny podeszła do nas z dużym termosem i papierowymi kubkami mówiąc: „Hola amigos! Café con leche?” Serio, to był tak miły i spontaniczny gest z jego strony, że ciepło na sercu utrzymywało nam się już do końca dnia!

W Las Cañadas uzupełniliśmy zapas wody i powoli zaczęliśmy się żegnać z PN Teide, idąc przez kilka kilometrów wzdłuż drogi asfaltowej do skrzyżowania w El Portillo, gdzie znów dołączyliśmy na szlak GR-131, z którego zeszliśmy wchodząc do Las Cañadas. Granica PN oznaczała też wyjście z wulkanicznego krajobrazu i wejście w las, w którym planowaliśmy nocleg, bo słońce zachodziło coraz szybciej, a biwakowanie w Parku Narodowym Teide jest zabronione. Po kilkudziesięciu minutach marszu znaleźliśmy wystarczająco dużo płaskiego terenu wyścielonego miękkimi igłami sosen kanaryjskich, których szpilki co prawda są bardzo długie, ale niesamowicie elastyczne.

Wschodnia część trasy GR-131 jest dużo bardziej łagodna niż podejście pod kalderę od strony Arony. Czyni ją przez to łatwiejszą, a wędrowanie w lesie sprawia, że chce nam się mniej pić. Problemem jednak są rowerzyści górscy, którzy nagminnie łamią zakazy wjazdu na szlaki piesze i dwa razy o mało nas nie potrącili swoimi rozpędzonymi rowerami. Przy pierwszym incydencie po prostu podniosło mi się ciśnienie, ale następnym razem słysząc charakterystyczny szum roweru pędzącego gdzieś za zakrętem, stanąłem na środku ścieżki, rozłożyłem ręce i byłem gotów na pełną konfrontację z grupą pięciu rowerzystów. Po wymianie kilku zdań, zdecydowałem się zrobić im zdjęcie i zgłosić fakt złamania zakazu, na policję. Od razu uprzedzę, że wpierdol nie dostałem, choć „hijo de puta” zrozumiałem dosadnie.

Trzeci, czwarty i piąty taki sam incydent z jednej strony mnie jeszcze bardziej wkurzył, a z drugiej sprawił, że poczułem się bezradny. No, bo sami powiedźcie, czy powinienem za każdym razem dążyć do konfrontacji i wszystkich fotografować i zgłaszać na policję? W Polsce ten sam proceder wkurza mnie tak samo jak na Teneryfie i zwykle też nie pozostaje obojętny (tak, mam w sobie iskrę idealisty!), z tą jednak różnicą, że na Teneryfie rowerzyści górscy naprawdę mają gdzie jeździć i szlaków dla nich nie brakuje. W Polsce z tym bywa różnie. Rozumiem też, że szlaki piesze są ciekawsze, węższe i podnoszące bardziej adrenalinę na zjazdach, ale nie chcę być w skórze tego, kto zderzy się z rozpędzonym rowerzystą na wirażu z nie własnej winy. Ja bym pewnie dokonał samosądu, o ile by mnie nie wcześniej nie jegomość nie połamał.

Teoretycznie na szlak GR-131 nie mogą wjeżdżać rowerzyści, niestety dwa razy o mało nas nie staranowali rozpędzeni szaleńcy!
Widok na El Teide od wschodniej strony

Oczywiście zejść ze szlaku można gdzie się tylko chce. Wschodnia część trekkingu jest mniej ciekawa niż zachodnia i środkowa. Zdecydowanie jednak fajniej jest zaczynać tę trasę od strony La Esperanca, bo wolniej się męczymy i bardziej rośnie nasz apetyt na piękne widoki. Wschód wyspy też jest dużo bardziej wilgotny, co może obfitować deszczami i wilgotnymi nocami. Na kalderze prawie na pewno będzie sucho i pogodnie. Gdybyście jednak decydowali kończyć treking wcześniej niż w La Esperanca, to szczególnej uwadze polecamy wam postkolonialne miasteczko La Orotava, które wręcz przyklejone jest do zbocza, a stromizna ulic sięga tam nawet 22%.

Odpowiadając na pytanie z początku tekstu: Teneryfa jest i taka i taka. Jest… dziwna i dość różnorodna w krajobrazach, ale na pewno nie tylko oblężona przez niemieckich emerytów i imprezowiczów. Swoje miejsce znajdą na niej takie osoby, jak my i to bez większego wysiłku. Podczas czterech dni marszu szlakiem GR-131 mijaliśmy ludzi z częstotliwością nie większą niż na mało popularnym beskidzkim szlaku.
Da się!

Wejście na wulkan Teide w tym poście!

Mapa Teneryfy ze szlakiem GR-131 oraz darmowymi kempingami oraz innymi punktami

Praktyczne wskazówki:

  1. Na Teneryfie mieliśmy problem z kupieniem gazu do kuchenki turystycznej. Nie braliśmy maszynki multifuel, bo pomyśleliśmy, że Teneryfa jest na tyle turystyczna i z gazem nie będzie problemu – to był błąd. Dwa dni straciliśmy na szukanie kartusza z gazem, który udało się kupić w „sklepie żelaznym” zwanym tutaj „ferreteria” znajdującym się w Adeje. Ci z Was, którzy będą zaczynać trasę GR-131 od strony La Esperanca mogą szczęścia próbować w tym Decathlonie La Laguna w Santa Cruz – tam szanse są dużo większe.
  2. Najtrudniejszą kwestią podczas trekkingu jest brak wody na trasie. W czasie, gdy my go robiliśmy, wszystkie potoczki, strumienie i nawet większe rzeczki z wodospadami były wyschnięte, więc całą wodę musieliśmy dźwigać w plecaku. Przed wejściem na kalderę od strony Arony i Vilaflor pojawiły się łachy śniegu, który można było topić, bo był czysty. Natomiast w samej kalderze poza hotelami i schroniskiem oraz miejscowościami Los Canades i El Portillo wody nie ma skąd nabrać. My trzeciego dnia uzupełnialiśmy wodę w ubikacji jednej z restauracji w Los Canades, bo koszt butelki wody w barze nas zbulwersował.
  3. Ubrania na cebulkę to podstawa na tym szlaku. Temperatura zmienia się bardzo i raz jest upalnie gorąco, a gdy wychodzi się na kalderę robi się szybko zimno przez hulający wiatr. Po wejściu do kaldery znów jest bezwietrznie, ale za to słońce jest bezlitosne.
  4. Koniecznie trzeba pamiętać o kremach przeciwsłonecznych z dobrymi filtrami, bo jeśli tego zapomnicie, możecie być pewni, że po dwóch dniach będziecie mówić „japa pali!”.
  5. Track GPS w różnych formatach plików odpowiadający dość dokładnie trasie (GR-131 z opcją wejścia na Teideo) w terenie można pobrać stąd.
  6. Więcej szlaków trekkingowych w Parku Narodowym Teide znajdziecie tutaj.
  7. Bilet wstępu do PN Teide nie obowiązuje, ale wejście na szczyt El Teide jest tylko za okazaniem zezwolenia, które wyrabia się tutaj ze sporym wyprzedzeniem. Na jedną osobę można zarezerwować tylko jedno zezwolenie, chyba że użyjemy raz dowodu osobistego, a drugi raz paszportu. Lekko oszukamy system, ale czy to grzech? 😉
  8. Nocleg w namiocie na terenie PN Teide jest zabroniony tak samo jak chodzenie poza szlakami i po zmroku, ale to chyba nic zaskakującego.
  9. Mapa darmowych kempingów na Teneryfie dostępna jest na tej stronie.
  10. Do Arony i La Esperanca można dostać się lokalnymi autobusami kursującymi dość często. Natomiast gdyby się okazało, że musicie nagle wyjechać z PN, na wschód lub zachód wyspy to w obu kierunkach autobus wyjeżdża tylko raz po południu. Do PN zarówno z zachodu jak i wschodu wyspy przyjechać autobusem można też tylko jednym porannym kursem. Szczegóły na stronie TITSA.com.

O autorze: Andrzej Budnik

Alternatywny podróżnik, zapalony bloger i geek technologiczny. Połączenie tych dziedzin sprawia, że w podróż przez australijski interior czy nowozelandzkie góry zabiera do plecaka drona, który pozwala mu przywieźć niepublikowane nigdzie wcześniej zdjęcia i oryginalne ujęcia wideo. Swoją duszę zaprzedał górom w północnym Pakistanie i tadżyckim Pamirze, które odkrywał podczas 4-letniej podróży lądowej przez Azję i Australię. Od wielu lat zaangażowany w aktywizację polskiego środowiska podróżniczego. Założyciel i obecnie współautor najstarszego, aktywnego bloga podróżniczego w Polsce – LosWiaheros.pl. Nominowany do Travelerów 2010 i Kolosów 2013. Zwycięzca konkursu Blog Roku w kategorii Podróże i Szeroki Świat w 2007 roku. Zawodowo licencjonowany pilot drona w firmie CrazyCopter.pl specjalizującej się w fotografii lotniczej i wideo z drona.

Podobny tekst

Pocztówki z Nepalu – Annapurna Circuit

Trekking wokół Annapurny to marzenie tych wszystkich, którzy w Himalajach jeszcze nie byli, a góry …

67 komentarzy

  1. Nowy rok na Teide?! To był mój pomysł 😉 ale w zeszłym roku go zamkneli na 2 tgodnie z powodu wiatrów, sniegu, oblodzenia. Trzymam kciuki za wejscie.

  2. Zazdroszczę, piękne widoki. My bylismy niecałe 2 lata temu, ale na trekking z dzieckiem 3-letnim nie możemy się zdecydowac…. Jaka szkoda, naprawdę super przeżycia…

  3. A gdzie lasek wawrzynowy? Pamietam ze byl gdzies po drodze

  4. Wcale mi się nie podoba ;P

  5. Byliśmy w marcu ’16. Wybraliśmy się na wyspę z namiotem. Śniegu było ponoć najwięcej od 35 lat i szlak był zamknięty. Wdrapaliśmy się za to na Pico Viejo. Sąsiedni i trochę niższy, ale ponoć (zdanie pracownicy parku) znacznie ładniejszy. Polecam!

    • Wlasnie na Pico Viejo chcemy schodzić z Teide. Tam jest taki mniej uczęszczany szlak od zachodu.

      Nieźle z tymi śniegami! Gosia, to te wspominałaś?

    • Nie mam przed sobą mapy, ale nie wracajcie z Viejo tym krótszym szlakiem (bliżej kolejki linowej). Stromo, pełno pyłu, piargów i słabe widoki 😉 Wychodzi się koło krzyżówki. Ten fajniejszy jest trochę dłuższy i kończy się na parkingu (ok2-3km powyżej krzyżówki). Powodzenia!

  6. Andrzej, super sprawa z tą Teneryfą. Po pierwsze blisko. Po drugie, poza sezonem, a jak wiadomo – zupełnie inny klimat! Nawet jeśli trochę mroźno w górach, to przynajmniej słoneczko poprawia humory.
    Też kiedy tylko mogliśmy uciekaliśmy z Polski zimą (najgorszy zawsze był listopad), a cholera tym razem zjechaliśmy do Polski jak głupi, buahahaha… Zamiast przyjechać na wiosnę to zamarzyły się nam święta w domu, trochę przedłużone 😉
    W każdym razie dzięki za wyczerpujące informacje – zaraz powstanie solidna notatka na przyszłość. A co do rowerzystów – pewnie liczyli, że poza sezonem nie będzie piechurów. Chociaż wiesz jak jest w Hiszpanii… prawo jest po to, żeby sobie z niego czasami robić jaja 😀 Mówimy to z pełną świadomością – polsko-hiszpańska z nas para.
    Dzięki za wyczerpujące informacje – zaraz powstanie solidna notatka na przyszłość.
    Pozdrowienia z mroźnej Polski!! K. + V.

    • Jestem koszmarnie cięty zarówno na quady na szlakach rowerowych czy pieszych, jak i rowery na pieszych. 0:1 podchodzę do pewnych spraw, szczególnie gdy staje się to niebezpieczne. Po krótkiej rozmowie z tymi rowerzystami, zaczęli się tłumaczyć, że nie mają gdzie jeździć na rowerach, co obśmiałem dość wymownie. Tutaj są kilometry fantastycznych tras, ale pewnie za szerokich dla ambitnych rowerzystów!
      Więcej szczegółów będzie przy wpisie dotyczącym Teide – zapraszam ponownie!

  7. Joanna Cybulska-Mika Tomasz Proć Kristina Mrozek

  8. Z tym chodzeniem po zmroku w PN Teide to ciekawa sprawa bo za diabła nie da się zdążyć wejść na pierwszą turę na szczyt (9-11) nie idąc choć trochę po ciemku. A nawet nocując w schronisku żeby zdążyc zejść z wierzchołka przed 9 też trzeba wyjść po ciemnocku. Co do darmowych kempingów to serdecznie polecam, bo są naprawdę bardzo dobrze przygotowane i w zimie puste. Na nie też trzeba uzyskać zezwolenie (wystarczy mail tydzień przed planowanym noclegiem). Zezwolenia sprawdzają skrzętnie nawet w największej dziczy. Jak nam tłumaczył miły pan z obsługi zezwolenia są głównie ze względów ppoż. Żeby w razie pożaru (które są ponoć dość częste) wiedzieli że mają kogoś do ewakuacji z danego pola. Na wszystkich kempingach jest woda i kamienne grile. Często toalety i prysznice.

    • Tak, na łażenie po ciemku w okolicy schroniska przymyka się oko. I tak samo jest z tym zezwoleniem, które nie obowiązuje tych, którzy śpią w schronisku. Też wyłapałem te nieścisłości, ale wydaje mi się, że to chodzi bardziej o „turystów masowych”, żeby nie odchodzili po zmroku od hoteli. Jutro jedziemy rowerami do PN i będziemy spać na jednym kempingu poza kalderą w stronę Vilaflor i faktycznie dostaliśmy odpowiedź na maila dość szybko. Nie wiedziałem o wodzie na kempingach – to super wiadomość 🙂 Dzięki!

    • Zezwolenie jest sprawdzane dopiero przy górnej stacji kolejki. Jak ja byłam to w ogóle nie sprawdzali, bo nie chodziła kolejka (chyba dlatego). Sam szczyt Teide jest strony, jest tam dość wąska ścieżka, na górze też nie ma za dużo miejsca.. Zezwolenia wynikają głównie ze względów bezpieczeństwa, jak również z ochrony terenu – tak przynajmniej na stronie PN można wyczytać. Ze schroniska Alta Vista (uwaga – nie ma co liczyć, że w ciągu dnia można będzie się tam umyć, skorzystać z toalety ect – wszystko zamknięte na głucho) trasa na szczyt zajmuje ok 40 min-1 h. Mnie trasa w dwie strony zajęła około 9 godzin. Ale było to dość ciężkie, zwłaszcza powrót – z każdym metrem czułam narastające pulsowanie w głowie, na koniec potworny ból. No ale to jakby nie było różnica poziomów jest znaczna – o 5:30 wyruszyliśmy znad poziomu morza by po kilku godzinach być na prawie 4000 🙂 Na pewno było warto!!!!! Mam nadzieję, że wkrótce tam wrócę!

  9. Jeżdżę od lat do Hiszpanii w szczycie sezonu i w 8/10 udaje mi się uniknąć turystycznych tłumów.
    Super, że zdecydowaliście się na Kanary w tym roku. Niewątpliwą zaletą jest bliskość do Europy. Byliśmy tam w 2008, na własną rękę, podróżowaliśmy między Teneryfe, Gran Canarią i Lanzarote.
    Wydaje mi się, że krajobrazy Lanzarote i Fuertaventura Wam się spodobają. Na Lanzarote bardzo chronili krajobraz przed zakusami deweloperów, nie ma wieżowców – poza jednym hotelem w stolicy.
    Ciekawe, czy kiedyś odczarujecie Majorkę 😃😃 Podobno się da 😃😃

    • Alicja zaraz jedzie na Gomerę, a ja chcę obczaić Fuertaventurę, tylko te promy trochę drogie :/ Lanzarote nie było w planach, ale skoro tak mówisz, to przyjrzę się jej. Tutaj na Teneryfie widać piękny podział: zamurowane wybrzeże i nietknięty Park Narodowy w kraterze, więc jest enklawa spokoju 🙂
      Nie podjudzaj z tą Majorką, bo jeszcze przyjmiemy wyzwanie 😛

      • Witam. Nie jestem specjalistą ale pamiętam że były opcje excursion (wycieczka zorganizowana) Tak wiem… Ale np na Gomere to był jedyny transport. W miarę tani. Poza tym sa linie lotnicze zapewniające połączenia po miedzy wyspami i … wrażenia 😆

  10. Ale super! Aż normalnie samemu się chce spakować i ruszyć na ten szlak :-))
    Może i sama ucieczka przed zimnem na Kanary jest niemiecko-emerycka, ale sposób jej spędzania (łażenie takich pięknych tras) na pewno nie! 🙂
    Ruszacie też na Góry Anaga? Strasznie mnie zaintrygował ten rejon już jakiś czas temu gdy sobie leniwie oglądałam google maps, a jeszcze nie znalazłam stamtąd porządnej i dobrej relacji 😉 Wygląda mi to trochę jak Madera.

    • Kochana, poprzewracała nam ta Teneryfa w głowie! Wczoraj trzeci raz już wróciliśmy z PN Teide, tym razem rowerami, i dalej nie mamy dość. Kosmicznie, albo raczej księżycowo to wygląda a rowerem mogliśmy się zatrzymać wszędzie tam, gdzie samochodem się nie dam, bo nie ma jak przy drodze stanąć! Bardzo polecam!
      Ananga koniecznie, tylko że chcemy to połączyć z karnawałem w lutym i zrobić dłuższy wyjazd na północ wyspy. Na razie na tapecie jest Gomera! Też ponoć przepiękna, no zobaczymy 🙂
      Dla nas to w ogóle pierwsza z tych emeryckich destynacji, ale skoro udało się Teneryfę poskromić, którą nas większość rozmówców straszyła, że taka zadeptana, to jestem pozytywnie nastawiony też na pozostałe. Wyspy Zielonego przylądka mi też chodzą po głowie!

      • Widzę właśnie, że poprzewracała ;-))
        Ja w ogóle też mega pozytywnie zaskoczona byłam Fuertą :-)) Myślę, że i tam by i się Wam BARDZOOO spodobało. I Lanzarote to samo. Takie atlantyckie Islandie troche momentami z tych wysp.
        To ja czekam niecierpliwie na Anangę! Mega jestem ciekawa.
        Mi się wydaje, że każdą emerycką destynację da się poskromić, trzeba jedynie mądrze czas wybrać no i już na miejscu dobrze cele i zajęcia ułożyć. A tak w ogóle – wyspy na Atlantyku rulezz ;-)) Islandia też fajna, też byście mieli używania!

      • Na Wyspy Zielonego Przylądka można „wyskoczyć” liniami Binter Canarias. Cena podobno bardzo korzystna. A linie świetne. Pozdrawiam

  11. Ostatnio szukałam natchnienia gdzie by tu pojechać no i jest

  12. Teneryfa to jeden z moich Topów 🙂 Sczególnie okolice wulkanu Teide.

  13. Byłam na wyspie jest pięknie , zazdroszczę troszeczkę tej wyprawy 😊Pozdrawiam

  14. Za przewóz rowerów w autobusie jest jakaś dodatkowa opłata?

  15. Będąc na Teneryfie nie zmarnujcie niepowtarzalnej okazji i koniecznie zróbcie chociaż krótki wypad do San Escobar!
    Z Teneryfy to już przecież rzut beretem.

  16. Alicja i Andrzej podrozuja z wilczurem. :):):) To niespodzianka. Dlaczego o nim nic nie wspominaja? Tak sobie pomyslalam (przez kilka sekund) gdy zobaczylam 7-me zdjecie z podrozy po Teneryfie. Oczywiscie szybciutko sie zorientowalam ze ten wilczur to po prostu cien Andrzeja, cien w takim ciekawym krztalcie.

    My z mezem zawsze podrozujemy z nasza psinka. Piesek, nawet nieduzy, to nie tylko poczucie dodatkowego bezpieczenstwa w podrozy – szczekanie ostrzega o nieoczekiwanym przybyszu. Plus piesek to takze ogromna szansa na poznanie dodatkowych przyjaciol no bo przeciez ktory podroznik nie lubi pieska? Podczas naszych podrozy spotykamy duzo przyjaciol ktorzy do nas podchodza wlasnie dlatego ze mamy nasza psinke. I chca nie tylko pieska poznac ale takze opowiedziec nam o swoim wlasnym czworonogim przyjacielu.

    Los Wiaheros czytam od lat, prawie od samiutkiego poczatku. Jest to wspanialy blog.

    • Hej Grażyna! Gratuluję wspaniałego kompana w podróży! Podziwiam osoby, które mają na tyle stabilizacji, żeby mieć psa i z nim podróżować. Też bardzo byśmy chcieli, ale jednak tryb życia i pracy nam na to nie pozwala. A powiedź mi proszę co robicie na granicach? Nie dopadają Was problemy kwarantanny dla psiaka? Papierologii jest dużo?

      • Nasze podroze z psinka ograniczaja sie do podrozy po Stanach, po Kanadzie oraz po Meksyku. Zawsze zabieramy dokumenty ze szczepionkami – (ze psinka miala szczepionki) na wscieklizne, bordetella, DHP,corona oraz parvo, plus oczywiscie, ze nie ma pasozytow i robakow i ze jest zdrowa. Niektore ze szczepionek musza byc zrobione nie dawniej niz 3 miesiace przed podroza. Szczesliwie, przekraczajac granice do Kanady oraz Meksyku, (plus z powrotem) nie ma kwarantanny dla pieska, ale sluzby graniczne bardzo starannie sprawdzaja dokumenty od weterynarza. Co ciekawe, podczas podrozy po Stanach niektore stany (na przyklad Arizona) czasem (nie zawsze) tez sprawdzaja dokumenty od weterynarza. Wiec takie dokumenty zawsze mamy ze soba. Otrzymanie takich dokumentow od weterynarza nie jest skomplikowane, zwlaszcza jesli sie do weterynarza chodzi regularnie i weterynasz zna pieska. Jest tej dokumentacji 3 strony. Weterynarz wypelnia i zatwierdza wszystkie „potrzebnosci,” podpisuje i dokumenty gotowe. Te dokumenty zawsze zalatwiamy jakis tydzien przed podroza.

        Nasza najfajniejsza podroz z pieskiem byla w 1992 roku gdy chcielismy przejechac calutka Alaska Highway podczas 50-tej rodznicy jej budowania, oczywiscie z pieskiem. Leciec na Alaske nie chcielismy bo piesek by musial leciec w bagazu. Nasza psinka to bagaz? Nigdy! Wiec pojechalismy samochodem. Cala podroz (10,500 mil tam i z powrotem) byla wspaniala no i oczywiscie fakt ze mielismy pieska zwiekszyl numer znajomosci oraz przyjazni z podroznikami ktorych spotkalismy podczas tej fantastycznej podrozy.

        Nasze pieski (mielismy 2) to zawsze znajdy. Pierwsza to byla Cookie a druga to Sabunia. Sabunia byla mieszanka jamniczka oraz Welsh corgi. Sabcia zyla 21 lat, czyli 147 w naszych ludzkich latach. :):):)

  17. Gustavo Woltmann

    Piękne zdjęcia! Teneryfa to od zawsze moje marzenie, no ale te największe podróże wciąż jeszcze przede mną. Pozdrawiam serdecznie, Gustavo Woltmann

  18. Słuchałam dziś w Trójce Waszej opowieści o Teneryfie. Była tam w ubiegłym roku moja siostra na dość ekstremalnej wyprawie (noclegi gdzie noc zastanie:)) Po jej opowieściach nabrałam ochoty, żeby tam pojechać. Teraz chce mi się tam wybrać jeszcze bardziej. Pozdrawiam serdecznie

  19. Teneryfa wzięta pod lupę. Niemiecki emeryt wie co dobre 🙂 🙂

  20. Teneryfa jest piękna, bardzo zróżnicowana, ciekawa! Zwiedzałam ja niemal dokładnie rok temu… Teide zdobyłam, choć były miejsca, które trzeba było przemierzać w tunelu śnieżnym o wysokości około 1,5 m. (w kwietniu!). I potwornym wietrze! (nawet kolejna była nieczynna). Z serca polecam też Góry Anaga – najstarsze wzniesienia wyspy, potężne góry o łagodnych stokach, pulsujące bujną roślinnością,. Zauroczyło mnie także miasteczko rybackie, w którym mieszkałam – Los Abrigos – słynące z wyśmienitych restauracji rybnych. Planując swoją wyprawę korzystałam z bloga Marcina – jeśli mogę polecić to – teneryfamniejznana.wordpress (…) – przy tej okazji bardzo mu dziękuję. Z ogromną przyjemnością będę śledzić Wasze przygody. Mam nadzieję, że wkrótce i ja wrócę na wyspę. Póki co – Gran Canaria – spotkanie drugie. Już za 3 miesiące 😀 Pozdrawiam serdecznie! Ps. Gratuluję audycji w PR3! No i zazdroszczę pomysłu na życie! – kapitalny!

  21. Dzięki za inspirację!

    A da się na Teneryfie ogarnąć jakiś niedrogi pokój, chcąc tam pracować zdalnie? Jak Wy sobie z tym poradziliście?

  22. najlepiej jak Teide jest zamknięte z powodu wiatru bo wtedy strażniki zmykają do budki i nie ma milionów turystów przywiezionych kolejką. Uwaga na samym szczycie bo wszystko pokryte siarką i skóra potem przez kilka dni pamięta że się chwytaliśmy kamieni. na szczyt ścieżka jest z łańcuchami więc wiatr niestraszny. Co ciekawe jest bardzo dobry zasięg GSM. Jak jest akurat bezkalimnie to widać cztery wyspy.
    Pojedźcie do Los Gigantes- zarąbiste kilkusetmetrowe klify. Jak się wybierzecie ścieżką do santiago del teide to możecie użyć tunelu do dinotopii 🙂
    http://teneryfanadluzej.blogspot.com.es/2012/03/tunel-pod-gora-koo-tamaimo-kilometrowy.html
    na punta blanca bez przerwy ktoś biwakuje także jak macie namiot to fajna miejscówka

    pozdro

  23. Siemka! Lecimy na teneryfę za niecaly miesiąc i chcieliśmy być niezależni i sobie tam połazić po wyspie śpiąc w namiocie na dziko. Jednak jak okazuje się jest to nielegalne.. Faktycznie jest to respektowane? Bo tam miejscami może być chyba trudno znaleźć ustronne miejsce w krzakach (no, nie zawsze chyba są 😛 ) Możecie napisać coś o tych darmowych kempingach na teneryfie? Bo to trzeba iść do Cabildo de Tenerife i tam się zgłosić i zapisać z tygodniowym wyprzedeniem? (tak przeczytaliśmy na ich stronie). Pozdrawiamy z zimnej polski 😛

  24. Dzięki Wam już wiem jaki jest problem proceduralny z wejściem na wulkan… Byliście przy willi Winter?

  25. Świetny wpis. Obraz „Waszej” Teneryfy jest daleki od stereotypowej wyspy niemieckich emerytów. 😉 Do tej pory byłem na Lanzarote, która zachwyciła mnie swoim tajemniczym, księżycowym krajobrazem. Mam nadzieję, że w przyszła zimę uda mi się zorganizować wylot na Teneryfę i wtedy na pewno wrócę do Waszego wpisu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *