Start » Hiszpania » Wulkan Teide – najwyższy szczyt Hiszpanii, który jest w Afryce

Wulkan Teide – najwyższy szczyt Hiszpanii, który jest w Afryce

Dlaczego my to sobie robimy – pomyślałam, gdy po raz kolejny brakło mi tchu! Czy nie mogliśmy w zamian pojechać na malowniczą plażę? W końcu jesteśmy na wyspach Kanaryjskich, a nie w mroźnej Skandynawii? Po chwili odpoczynku przychodzi otrzeźwienie: koniec roku trzeba zamknąć z przytupem, najlepiej wdrapując się na najwyższy szczyt w okolicy!

Sercem Teneryfy jest stożek, który swoją rangę postanowił podkreślić wzrostem. Prawie udało mu się być najwyższym wulkanem na świecie, ale jest trzeci w kolejności. Jego wierzchołek wystaje 3718 metrów ponad poziom morza, a jeszcze drugie tyle kryje się pod wodami oceanu. Czy się na niego wdrapaliśmy? Tak! Chcesz wiedzieć jak tam jest? Chodź z nami!

Park Narodowy Teide to jest miejsce, które przypomina mi jakimi jesteśmy krasnoludkami w porównaniu z tym, co potworzyła tu natura. Za chwilę wejdziemy na szlak numer 7 i nieznacznie powiększymy liczbę statystyk turystycznych, bo Park odwiedza około 3 milionów turystów rocznie.

Zygzak wyryty na zboczu wulkanu jak tatuaż, którego nie można się pozbyć, zaprowadzi nas do schroniska Altavista na 3260 metrów nad poziomem morza. Trzeba będzie się fizycznie wysilić, ale Internet i broszurki zapewniają, że spędzimy tam niezapomnianą noc – blisko gwiazd. Pójdziemy tam, a potem przed świtem wdrapiemy się na sam wierzchołek wulkanu Teide, bo jak to tak, być blisko i nie zdobyć najwyższego szczytu Hiszpanii?! Zaraz, chwileczkę… jak to najwyższy szczyt Hiszpanii, skoro geograficznie jesteśmy w Afryce?

Na razie jemy kanapki. Siedzimy na kamiennym murku przy drodze te ef dwadzieścia jeden i patrzymy przed siebie. Czy my jeszcze jesteśmy na Ziemi? Czy może szczęśliwie i jakoś niepostrzeżenie samolot zabrał nas nie na Teneryfę tylko na Księżyc albo na Marsa? Albo na coś jeszcze bardziej odległego? Przed nami tylko piaszczyste wzgórza i przedziwne kształty zastygłej lawy.

Co tu się wyprawiało przez miliony lat, wiedzą tylko te kamloty wyplute wprost z wnętrza ziemi. Szkoda, że z takim kamieniem pogadać nie można… Mają różne kształty, strukturę, gama ich kolorów też jest imponująca. Mają jednak dość dużą wadę. Gdy się przysiądzie na takiej porowatej i chropowatej skałce, to wstając można mieć pewność, że w spodniach z delikatniejszego materiału pojawi się dziurka. Takie skały, choć wyglądają niepozornie są całkiem ostre, a ich ulubionym zajęciem jest cięcie spodni turystów.

Tak, tak… siadać na nich nie polecam, ale do szorowania brudnych pięt byłyby idealne. Od razu przychodzi myśl, żeby wrzucić kilka takich szorstkich egzemplarzy do woreczka i zabrać do domu. Nic z tego. Nie wolno! Jesteśmy na terenie Parku Narodowego i jedyne co można stąd zabrać to miłe wspomnienia. Z resztą wyobraźcie sobie: gdyby każdy turysta, który tu przyjeżdża, a przypominam, że jest ich około 3 milionów rocznie, chciałby wziąć sobie taki worek pumeksów? Co prawda wulkan raczej nie zmniejszyłby się przez to, ale i tak delikatny już ekosystem zostałby znacznie naruszony.

Ten szorstki, kosmiczny krajobraz, akurat przyprószony jest śniegiem, co przypomina nam, że jednak jesteśmy na naszej planecie Ziemi. Szlak początkowo wiedzie szerokim traktem i zamienia się wreszcie w wąską ścieżkę, która regularnymi zygzakami pnie się w górę. Legenda mówi, że to tutaj Zorro ćwiczył swój podpis. Szablą ciachał litery „Z” jedną nad drugą i tak powstał szlak do schroniska Altavista 😉 Niestety, to nie prawda. Takiej legendy nie ma, a szkoda.

Szlak z Montana Blanca w stronę schroniska Altavista

Idzie się dobrze, bo szlak jest przygotowany perfekcyjnie, ale coraz bardziej odczuwa się, że powietrze zaczyna być lekko rozrzedzone. Oddycha się trudniej z każdym krokiem i łatwo też wpaść w zadyszkę. Nie widać tego jednak po dziarskim dziadku, który chyba o świcie wbiegł na wulkan, bo teraz truchta w dół. Przebiera nogami jak młoda sarna i żywo opowiada jakąś historię swoim towarzyszom. Na udach i łydkach opiętych spodniami sportowymi ostro rysują się kontury mięśni. Dziadek uśmiecha się do nas szeroko i pozdrawia. Patrzymy zazdrośnie, bo jego kondycja naprawdę budzi szacunek.

Takich grupek biegaczy spotykamy po drodze jeszcze kilka, ale już nie w tej kategorii wiekowej. Biegną o wiele młodsi. Oczywiście wśród śmiałków musiał się trafić pan w sandałach, krótkich spodniach i lekkiej koszuli, który też zbiega w dół, tylko z zimna, a nie dla wyrabiania kondycji.

Schronisko Altavista

W schronisku jesteśmy na tyle wcześnie, że wszystko jeszcze jest pozamykane, ale można ogrzać się w małym holu, gdzie stoją automaty z gorącymi napojami. Jest nawet kominek, ale nie wygląda na to, żeby miało w nim tego wieczoru przyjemnie trzaskać ogniem, bo stoi przed nim plastikowa choinka „udekorowana” niedbale białą taśmą.

Wieczór spędzamy w typowo schroniskowej atmosferze. W kuchni krzątają się turyści, zalewają wrzątkiem herbatę, ktoś szuka widelca, ktoś kubka, a ktoś ociera łzy krojąc górę cebuli na sos do makaronu, który spałaszuje 15-osobowa grupa turystów. My zaś czekamy na tę magiczną noc pod gwiazdami, która była nam obiecana, ale akurat zebrało się sporo chmur i niewiele tych gwiazd widać… Tak liczyliśmy na rozgwieżdżone niebo, bo Teneryfa jest podobno jednym z najlepszych miejsc do obserwacji astronomicznych, a tu nic. Klops. Może trzeba będzie tu jeszcze raz wrócić?

Schronisko Altavista pod szczytem Wulkanu Teide

Zrywamy się z łóżek długo przed świtem, prawie pierwsi w schronisku. Przed nami wstał tylko przewodnik tej 15-osobowej grupy, dla której wieczorem szatkował cebulę. Teraz wycierając z oczu resztki snu nastawia wielki gar wody. Widać, że chętnie jeszcze by pospał. Za to my już w pełnej gotowości, bo nie chcemy się spóźnić na wschód słońca. Wychodzimy na szlak i oświetlając sobie ścieżkę idziemy w milczeniu. Zmarznięty śnieg chrupie pod nogami w rytmie kroków.

Budzące się ze snu Puerto de la Cruz

Szczyt Wulkanu El Teide

No i po co tak wcześnie wyszliśmy? Trzeba było wziąć przykład z tego przewodnika, którego leniwe ruchy wskazywały na to, że jeszcze z godzinkę pewnie posiedzi w schronisku. Na szczyt dotarliśmy dobre pół godziny za wcześnie. Zamiast w spokoju dopić gorącą kawkę, rzuciliśmy się na szlak. Teraz przez to musimy się dogrzewać wulkanicznymi wyziewami wylatującymi z dziur między skałami. Dają co prawda ciepło, ale też okadzają nasze ciuchy ostrym siarkowym zapachem.

Uff, na szczycie El Teide!

Czekamy, czekamy i czekamy aż to słońce wzejdzie nad horyzont. Niestety chmury są dość gęste i wschód nie wygląda tak spektakularnie, jak sobie to wyobrażaliśmy. Nie szkodzi. Przynajmniej najwyższy szczyt Hiszpanii mamy już zdobyty!

Chociaż nie. To przecież nie tak. Trzeba jeszcze zejść do drogi. Szczyt będzie dopiero zdobyty jak z niego zejdziemy. Tylko jak to zrobić, gdy strażnicy zamknęli wszystkie szlaki z powodu złych warunków i można zjechać tylko kolejką. Tłumaczymy, prosimy, wyjaśniamy, że my wolimy na własnych nogach, że będziemy ostrożni i w ogóle, a przepraszamy, ale na czym te złe warunki polegają? Szlaki są oblodzone, więc są zamknięte i tyle.

Nie poddajemy się. Czekamy na szefa strażników. Szef  z uwagą przygląda się naszym butom i pyta czy jesteśmy członkami jakiegoś stowarzyszenia górskiego, bo jeśli tak to nas puści. Hmmm warto mieć w podobnej sytuacji legitymację potwierdzającą takie członkostwo. My nie mamy, ale szef każe nam się wpisać na jakąś listę, podpisać ją i sio. Możemy sobie legalnie przeskoczyć przez zamkniętą bramkę na szlak. Idziemy w stronę Pico Viejo, krateru, który coraz bardziej pokazuje nam wnętrze swojej czerwono szarej paszczy.

Zejście zboczem Pico Viejo

Zejście to już niezła zabawa. Miejscami zjeżdża się z całym tym materiałem wyrzuconym przez wulkan. Jest śmiesznie, ale nie dla butów, spora warstwa podeszew została już na zawsze na tych pumeksach. Okrutnie i bezlitośnie wycierają wszystko, co na nich stanie.

Cała wycieczka zajęła nam dwa dni. Bez pospiechu, kontemplując te przedziwne krajobrazy i ciesząc się dobrym towarzystwem zdobyliśmy szczyt El Teide na własnych nogach. Nie bijemy rekordów, nie jesteśmy wyczynowcami. Ot tak, lubimy sobie trochę połazić po górach.

Informacje praktyczne

Muszą być. Nie musisz tego czytać jeśli nie masz zamiaru zdobywać szczytu Wulkanu Teide, ale napiszę jak to wygląda od strony logistyczno-praktycznej, bo wiem, że kolejka chętnych jest długa.

Pozwolenie

Jeśli chcesz zdobyć najwyższy szczyt Hiszpanii, musisz wcześniej postarać się o pozwolenie. Nie jest to trudne. Wszystko załatwia się on-line pod tym linkiem, a samo pozwolenie jest bezpłatne i ważne na określoną datę i godziny, ale… trzeba o jego wyrobieniu pomyśleć o wiele wcześniej. Naprawdę o wiele wcześniej. Piszę ten tekst 4 lutego, a pierwsze wolne terminy pozwoleń są na 20 marca. O spontanicznym wypadzie na szczyt nie ma więc co marzyć.

Nie ma się też co oburzać na taki stan rzeczy. To nie jest absurdalny wymysł znudzonego urzędasa. Na szczycie Pico del Teide jest naprawdę mało miejsca, a chętnych na jego zdobycie wielu. Nawet nie chcę sobie wyobrażać jak by to wyglądało gdyby ruch turystyczny nie był tu regulowany. Każdego dnia pozwolenie otrzymuje 200 osób i dzięki temu nie ma tłumu, nie stoi się w kolejce żeby dojść na szczyt i jest bezpiecznie.

Wulkan Teide od strony Pico Viejo

Noc bliżej gwiazd

Jeśli się spóźnisz i nie otrzymasz pozwolenia, jest jeszcze jedno wyjście – nocleg w schronisku Altavista. Jeśli czujesz się na siłach, aby dojść do schroniska, które znajduje się na wysokości 3260m n.p.m. i spędzić tam noc, to do godziny 09:00 następnego dnia możesz wejść na szczyt bez pozwolenia. Rezerwację noclegu możesz zrobić tylko on-line  na stronie schroniska, gdzie znajdziesz też sporo praktycznych informacji. Jest to dziecinnie proste, tym bardziej, że wszystko jest przetłumaczone na język polski.

Z dostępnością bywa różnie. Czasem miejsce można zarezerwować z dnia na dzień, ale na przykład w okresie świąteczno-noworocznym o rezerwacji warto pomyśleć co najmniej dwa tygodnie wcześniej. Znaczenie ma też data, na którą chcesz zrobić rezerwację, bo są „dni zielone”, gdy zapłacisz 25 euro od osoby i są „dni pomarańczowe”, gdy zapłacisz 21 euro od osoby.

Jeśli zamierzasz spać w schronisku, nie musisz zabierać ze sobą śpiwora. Na miejscu są poduszki i kołdry. Ewentualnie, jeśli posiadasz, możesz wziąć ze sobą lekką wkładkę do śpiwora, bo raczej nie wygląda na to, żeby pościel w schronisku była zmieniana codziennie.

Na miejscu jest do dyspozycji kuchnia, w której możesz przygotować sobie posiłek. Jest kuchenka, czajnik elektryczny, garnki, talerze, kubki i sztućce. To, co musisz przynieść ze sobą na górę to na pewno jedzenie, bo nie ma tu bufetu, ani kawiarni. Są co prawda automaty z batonikami, kawą, herbatą i czekoladą, ale za naparstek gorącego napoju zapłacisz 2 euro. W automacie można kupić wodę mineralną, ale cena też jest odpowiednia. Woda z kranu jest oznaczona jako niezdatna do picia. Piliśmy ją przegotowaną i ciągle żyjemy.

Pamiętaj, aby wydrukować swoją schroniskową rezerwację i wziąć ją ze sobą razem z dokumentem tożsamości. Pracownik schroniska spisze Twoje dane i wskaże miejsce, które możesz zająć. Sprawdź i dopytaj, o której godzinie wschodzi słońce, warto być na szczycie chwilkę wcześniej. Możesz do tego celu też użyć aplikacji Sun Surveyor.

Na szczyt idzie się w ciemności, pamiętaj więc o latarce. Bez niej łatwo zgubić drogę w nocy. Droga ze schroniska na szczyt zajęła nam 1,30h normalnym tempem bez szczególnego spięcia, ale też się nie ociągaliśmy. Ze szczytu trzeba zejść do górnej stacji kolejki linowej do godziny 09:00, bo od tego momentu strażnicy stoją na bramce i sprawdzają czy turyści mają pozwolenia.

Polecam też zabrać swoje sprawdzone leki przeciwbólowe. Objawy choroby wysokościowej mogą Cię dopaść nawet na wysokości 3000m n.p.m. Jeśli leki nie dadzą efektu, jedyne co możesz zrobić to zejść niżej.

Zjazd kolejką Teleferico czy zejście szlakiem z Wulkanu Teide?

Jeśli nie chcesz korzystać z kolejki linowej, ale zejść którymś ze szlaków z Pico del Teide, to masz kilka możliwości. Możesz pójść szlakiem nr 7 w stronę schroniska Altavista i dalej zygzakiem w dół do Montana Blanca i do drogi TF-21.

Kliknij, aby pobrać PDFa z dokładną mapą tras trekkingowych

Jeśli zechcesz zejść na drugą stronę wulkanu możesz przejść szlakiem nr 12 do punktu widokowego Mirador Pico Viejo i dalej szlakiem nr 9. Gdy miniesz kalderę Pico Viejo możesz kontynuować szlakiem nr 9 lub zejść w dół szlakiem nr 23 do dolnej stacji kolejki linowej lub szlakiem nr 28, który zaprowadzi Cię do skrzyżowania Boca de Tauce. Tu zatrzymuje się autobus nr 342, a nim dojedziesz do Villaflor, Los Cristianos lub na koniec trasy, czyli do dworca w Costa Adeje.

Trasa nr 9 w stronę Pico Viejo

Jak dojechać do kolejki i wejść na szlak?

Dojazd do dolnej stacji kolejki i na start szlaku nr 7 jest banalnie prosty. Jeśli masz wynajęty samochód sprawa jest jasna. Jeśli chcesz skorzystać z transportu publicznego wszystko zależy od tego, po której stronie wyspy jesteś.

Z południa jedyną opcją jest autobus linii nr 342, który każdego dnia rano wyjeżdża z dworca w Costa Adeje. Zatrzymuje się on też w Los Cristianos, ale zdarza się, że zanim tam dojedzie jest już pełny i kierowca odmawia wejścia do autobusu, jeśli nie ma już miejsc siedzących. Można kupić wcześniej (48h) bilet przez internet, jest wtedy kilka euro droższy niż kupowany u kierowcy, ale przynajmniej miejsce w autobusie zagwarantowane.

Dla tych, którzy stacjonują na północy Teneryfy opcją jest autobus linii nr 348, który wyjeżdża rano z Puerto de La Cruz.

Chcąc iść szlakiem nr 7 do schroniska Altavista, wysiądź na przystanku Montana Blanca. Jeśli wjeżdżasz na górę kolejką, autobus podwiezie Cię pod samą dolną stację Teleferico.

Te same autobusy wracają po południu w te same miejsca, czyli 342 do Costa Adeje, a 348 do Puerto de La Cruz. Aktualny rozkład jazdy i ceny biletów sprawdzisz na stronie Titsa dla nr 342 i dla nr 348. Pamiętaj, że na tych dwóch liniach nie jest uznawana karta BonoVia i za bilet płaci się gotówką, o ile nie masz wcześniej zakupionego biletu przez internet.

Tyle informacji praktycznych. Więcej o ubiorze, jedzeniu oraz kempingach znajdziesz w poprzednim naszym wpisie z Teneryfy. Może jeszcze tylko jedna: szanuj zieleń!

I może jeszcze taka zachęta: czasem nie trzeba tak w 100% wiedzieć wszystkiego i warto zostawić sobie przestrzeń do improwizacji. Po co pozbawiać się niespodzianek? 😉

O autorze: Alicja Rapsiewicz

Alicja Rapsiewicz
Z zamiłowania i wykształcenia aktor-lalkarz. Pracowała przez 8 lat na różnych scenach w kraju i za granicą grając rozmaite role (od Krowy przez Anioła na Świętej skończywszy). Kilka zwrotów akcji w jej życiu i ciężki, ale ciekawy żywot wędrownego artysty, zaowocowały pomysłem aby objechać świat dookoła. Podróżowanie to jej największa pasja. Spędziła 4 lata w drodze przemieszczając się pieszo, autostopem, rowerem i jachtem. Odwiedzając rozmaite zakątki świata lubi przyglądać się codziennemu życiu mieszkańców i ich zwyczajom. Nie lubi się spieszyć. Nie wierzy w zdanie "nie da się", zdecydowanie jest zwolennikiem myśli "lepiej żałować, że coś się zrobiło, niż żałować, że się w ogóle nie spróbowało."

Podobny tekst

Rakietnica oraz biały nabój hukowy. Czerwony to flara sygnałowa. Po prawo naboje do Mausera.

O czym trzeba pamiętać wybierając się na trekking w Arktyce?

Wydawałoby się, że tygodniowy trekking nie wymaga zabierania jakiegoś specjalnego sprzętu. Jednak jeśli to trekking …

91 komentarzy

  1. Kasia Zajkowska

    Gratulacje! Zimnawo 😀 Ps.Kupiłam bilet, więc w marcu nie ma zmiłuj się, Teide musi paść 🙂

  2. Pełną Parą

    Gratuluję!! 😉 my byliśmy w maju. Wrażenia niesamowite 🙂

  3. Justyna Zielińska

    Byłam kiedyś, w październiku 2009. Ciepełko. Nie uwierzyłabym, że może być tam tak zimno! 😀

  4. Bartek Dobroch

    Uuu, wygląda, że zimno było 🙂

  5. Henryk Juchnik

    No ciepło chyba nie ma . A jak z tym śniegiem i oblodzeniem? Gratulacje .

  6. Mecaz Anita Marenimbus

    Piękny wyczyn na zakończenie roku Gratulacje 😉

  7. Dominika Trzebinska

    Piękne zakończenie roku! Gratki!

  8. Wioletta Dunst

    Gratulacje i wszystkiego dobrego na Nowy 2017 Rok

  9. Arkadiusz Krawczyyk

    Tak się składa że właśnie wplywam do Santa Cruz . Jesteście tu jeszcze a jeśli tak to gdzie ? I jaki plan na sylwka ?

  10. Est Jarz

    Gratulacje, najlepsze życzenia na Nowy Rok

  11. Tomek Swiniarski

    Brawo, wbiegalem i zbiegalem kiedyś z/na niego

  12. Ewa Żmuda

    pojechaliście przecież w ciepłe kraje….

  13. Anna Jarota

    Wszystkiego najsuper przygodowego !!

  14. Tomek Larek

    Andrzej to ty tam byleś????? 🙂

  15. Pawel Jablonski

    Pozazdroscic takim powalonym. Brawo.Naj. z Nowym Rokiem

  16. Z Podróży PL

    Cudowne miejsce! Też spędziłem 3 tygodnie na Teneryfie i La Gomerze, tyle że wróciłem przed świętami 😉

  17. Danuta Baliczek

    Jakie piękne ubrania i ta LATARKA w CZAPCE ! pierwszy raz widzę i już mi się marzy haha

  18. Aga Gersimi

    a propos wulkanów , polecam Etne, najlepiej noca do wschodu slońca:)chyba, ze juz byliscie:)

  19. Kasia Zajkowska

    hmm,chyba sobie zły dzień wybrałam, bo wschód o 8 rano 😛 ( zmiana czasu) więc zaraz trzeba będzie się zwijać na dół. Ale słyszałam, że nie ma problemów z zejściem po 9 😛 Jak długo schodzi się ze szczytu do tej ” bramki”? Ja to mam jeszcze inną opcję – iść na zachód słońca ( w końcu strażnicy tylko do 17 stoją, nie?)

  20. Michal

    Ja tu wlasnie planuje marcowe wejscie na teide, a Wy tu z takim wpisem!! Dzieki wielkie!

  21. Marcin Nowak

    Jesli ktoś woli opierać sie na geografii społeczno-ekonomicznej to jesteście w Europie. Jesli fizycznej to w Afryce 😉

  22. Vamos

    Teide robi wrażenia już od samego patrzenia… co dopiero gdy się je zdobywa!

  23. raftingpieniny

    Robi wrażenie, to musiała być niesamowita podróż. Piękne widoki, uwielbiam takie górzyste tereny 😉 Pozdrawiam !

  24. Anna Konopka

    Dzięki za wpis 🙂 dużo praktycznych i sprawdzonych informacją, na pewno się przydadzą podczas kwietniowego wejścia na Teide

  25. Maciej

    Dużo śniegu mieliście. My wychodziliśmy 5 lutego i śniegu było już bardzo niewiele (w zasadzie trochę oblodzona była ścieżka ze schroniska na szczyt). Dzieciaki doszły do Jaj Teide i na szczęście, po drodze znalazła się jakaś ukryta w cieniu łacha bo inaczej chyba by nie odpuściły. Za to słońce przypiekało niesamowicie.

  26. kopieniec

    Super wycieczka ! Takie górskie klimaty i wspinaczki to zdecydowanie coś co bardzo lubię. Ekstra fotki, bardzo piękne widoki i krajobrazy 😉 Pozdrawiam serdecznie !

  27. Magazyn Tenisa
    Magazyn Tenisa

    Świetne zdjęcia i naprawdę mocno zazdroszczę 🙂 Takie widoczki na żywo to muszą być niesamowite. Powoli myślę, że czas się tam wybrać 🙂

  28. Adam

    Przepiękne miejsce! Uwielbiam takie klimaty 🙂

  29. Kamil

    Hiszpania to miejsce na mapie świata, które mam jeszcze do odwiedzenia i pewnie będę tam wracał wielokrotnie 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *