Obok Singapuru nie da się przejść obojętnie. Jedni określają to państwo jako sterylnie czyste, inni jako nudne, a spotkałem się też z określeniem: cukierkowo kolorowe. Jeśli zderzymy to z zakazem żucia gumy oraz faktem, iż gospodarka tego kraju jest obecnie najszybciej rozwijającą się na świecie, to o zawrót głowy nie trudno. Zapraszamy na kilka dni w tym przedziwnym mieście. Państwie? No właśnie...
Realia życia codziennego, tu w Azji , bardzo różnią się od naszych europejskich – o tym wszyscy wiemy. Jednak dopóki nie poczuliśmy tego na własnej skórze, nie zdawaliśmy sobie sprawy, jak wielkie są te różnice. Czego uczymy się od naszych rówieśników w Indonezji , a co możemy sami im przekazać?
„Malaysia truly Asia” (Malezja prawdziwa Azja) to hasło reklamowe Malezji skierowane do obcokrajowców. Towarzyszy nam ono od momentu wbicia malezyjskich „wjazdówek” do paszportu i muszę szczerze przyznać - im dalej w las, tym bardziej wbija mnie w Ziemie. Dlaczego?
Wyjeżdżając w kraje tropikalne bardzo często, a głownie jedynie mówi się i ostrzega o malarii. Jest to zrozumiałe, ale sporo osób zapomina o drugiej też groźnej chorobie przenoszonej przez komary. Denga lub gorączka krwotoczna to choroba, której bagatelizować nie można, a spotkać się z nią można w Tajlandii, Malezji, a nawet w bardzo sterylnym Singapurze. My o dendze też zapomnieliśmy i chyba mieliśmy sporo szczęścia...
Po czystym relaksie na bajecznej wyspie, wracamy znów do zatłoczonego i dusznego Johor Bahru. Mamy zamiar spędzić tu maksymalnie dwa dni, ale za sprawą pewnej malajskiej Chinki nasze plany zupełnie się zmieniły.
Kojarzycie taka starą reklamę batonów Bounty, której akcja dzieje się na rajskiej wyspie? Pierwszy raz zobaczyłem ją przed albo po serialu Dynastia - już dokładnie nie pamiętam. Było to dobre 20 lat temu, ale do dziś pamiętam to uczucie, które owładnęło moim chłopięcym umysłem. Zacząłem od tamtej pory marzyć, żeby kiedyś na takiej wyspie postawić swoją nogę i poczuć smak raju…
Prawdę mówiąc to nie zamierzaliśmy w ogóle jechać do Melaki, ale jakoś musieliśmy zabić czas czekając na naszych znajomych w Kuala Lumpur, więc zostawiliśmy nasze bety w mieszkaniu Jeevy i z mały plecaczkami wyskoczyliśmy na dwa dni do Melaki. Jak było? Hmm…
My babies are gone! (Moje dziecinki zniknęły!) – krzyknął z przerażeniem nasz couchsurfingowy host Jeeva. Jego dwa małe pytony, które wykluły się zaledwie dwa dni temu, wypełzły ze swojego prowizorycznego terrarium i teraz wędrują gdzieś po najciemniejszych zakątkach pokoju w którym śpimy.
Do Cameron Highlands dotarliśmy późnym popołudniem i poza wstępnym rekonesansem nic więcej nie zrobiliśmy. Mimo to, region ten pokochaliśmy miłością bezgraniczna od pierwszego wejrzenia. Nie zgadniecie dlaczego?!
Pewnie już zauważyliście, że "teleportowaliśmy" się na naszym blogu z Kambodży do Malezji. Tak naprawdę to z ciężkimi wyrzutami sumienia (bo jak widać na załączonych obrazkach działo się sporo) zdecydowaliśmy, że pominiemy teraz nasz 2-miesięczny pobyt w Tajlandii i przeskoczymy z relacjami od razu do Malezji. Dlaczego?
Po salwach śmiechu nad Waszymi zgłoszeniami przyszedł czas na wybranie zwycięzcy. Poprzeczkę zawiesiliście nam bardzo wysoko i długo spieraliśmy się, kto powinien wygrać. Nie udało nam się nawzajem przekonać do swoich racji, więc zdecydowaliśmy się już na kolejny kompromis w tej podróży - nagradzamy dwie osoby!
Malezja to kolejny kraj, w którym żadne z nas wcześniej nie było. Siłą rzeczy byliśmy go bardzo ciekawi, a słyszeliśmy interesujące opinie - rozwinięta gospodarczo, ładne pejzaże, plantacje herbaty i mieszanka kulturowa. Za nami pierwsze trzy dni w tym kraju i opinie na gorąco.
Jedni zachwycają się nim, inni traktują go jak kolejną z rzędu atrakcję w wycieczce pakietowej, a jeszcze inni nie kryją rozczarowania tym, co zobazyli. Kompleks Świątyń Angkoru - jeden z cudów świata wciąż budzi emocje. Kiedy patrzę na fotografie, które zrobiliśmy w świątyniack Angkoru, natychmiast przenoszę się do upalnej Kambodży. W tę podróż do jednego z największych Cudów Świata i Was chcemy zabrać...
Wakacje nadchodza wielkimi krokami, a tym samym i coraz blizej do wymarzonych podrozy - tych blizszych i dalszych. Zwracamy szczegolna uwage na zdrowie w podrozy. Przypominamy o szczepieniach i o profilaktyce. My np. kilka dni temu w Malezji wyladowalismy na wyspie, gdzie panowala denga - zmarla jedna osoba, a kilka powaznie sie pochorowalo. Dzieki skutecznej prewencji udalo nam sie wyjsc bez szwanku z tego zagrozenia. Ponizej nagranie odswierzajace wiedze, ktora od kilku miesiecy staramy sie Wam przekazac w dziale "Zdrowie w podróży".
Nagranie pochodzi z audycji Przed Hejnalem nadawanej w Radio Krakow.
W konkursie „Prowadź bloga w podróży” ogłoszonym przez National Geographic Polska udało nam się zakwalifikować do drugiego etapu. Tam nasz blog został nagrodzony i otrzymaliśmy laptopa Asus eeePC 1000HE. Bardzo dziękujemy za nagrodę i czujemy się jeszcze bardziej zmotywowani do lepszych wpisów na blogu.
Dziękujemy i pozdrawiamy z Malezji :) Alicja i Andrzej
Coraz mniej jest takich miejsc na Ziemi, gdzie wydawałoby się, że czas zatrzymał się w miejscu. Tym bardziej trudno o nie w krajach, do których przyjeżdżają tłumy turystów. Takim na pewno jest Kambodża, a powód to jeden z cudów świata – świątynie Angkoru.
Moja perła Kambodży jest jednak w innym miejscu. Z dala od fleszy aparatów i tłumów turystów...
Z zatłoczonego Phnom Penh uciekamy na południe kraju do sennego miasteczka Kampot. Okazuje się, że wcale nie jest ono takie spokojne na jakie pozornie wygląda.
Wydawałoby się, że era kolonializmu jest już dawno za nami. Dziś podróżując po Indiach, Wietnamie czy krajach Ameryki Łacińskiej lub Afryki możemy podziwiać ślady europejskich kolonizatorów. Kamieniczki, kościoły, budowle użyteczności publicznej stylem przypominające europejskie, ale rozsiane po innych kontynentach. Można by rzec: kolonializm to przeszłość. Nic bardziej mylnego. Kolonializm dalej istnieje i co ciekawe ma się świetnie.
Kambodża to jeden z biedniejszych krajów Azji, ale mimo to przyciąga rzesze turystów. Powodem jest kompleks świątyń Angkoru. To taka atrakcja z kategorii „must see”, ale wg mnie drugą, nie mniej ważną są wszelkie ślady, jakie po sobie zostawił Pol Pot i jego reżim Czerwonych Khmerów. Na długo zapada to w pamięci i potrzeba nieskończenie wiele czasu, aby ten terror, prześladowania, masowe mordy… zrozumieć? Nie, tego się nie da zrozumieć…
Dziedziniec liceum przekształconego w więzienie polityczne S-21