| Kinder niespodzianka po indonezyjsku! |
| Autor Andrzej Budnik | |||
| Środa, 06 Październik 2010 11:44 | |||
|
Gekony to taki bonus do pokojów, toalet, lokalnych knajpek, który nadaje kolorytu i ożywia czasem dość senną atmosferę panującą w wielu miejscach Azji Południowo-Wschodniej. Powiem szczerze, że nawet je polubiłem, bo nie są szkodliwe, nie gryzą, za to wyłapują gryzące nas komary. Niech sobie są i to w jak największych ilościach. Inną zaletą gekonów jest np. to, że można łatwo poznać, czy Twoi nowi sąsiedzi z pokoju obok dopiero co przylecieli z Europy, czy już są w tym regionie świata od dłuższego czasu. Jeśli z podnieceniem fotografują gekona na ścianie, to nawet nie trzeba pytać, kiedy przylecieli ;) Wracam jednak do mojej kawy po krótkiej wizycie w toalecie… Zostało jej już może 1/5 szklanki, więc biorę ją na raz. Nagle przeszywa mnie jakieś nieznane uczucie – po języku prześlizguje się niezidentyfikowany obiekt pływający, a kątem oka widzę jakby koniec ogona wystającego z moich ust. Momentalnie uruchamia mi się odruch wymiotny i tu bardzo przydaje się szklanka, którą miałem w ręce. Gdy chwilę ochłonąłem i spojrzałem na dno szklanki ujrzałem gekona, który oparty jedną łapą o dno szklanki sprawiał wrażenie jakby się świetnie bawił na swoich wakacjach, a moje myśli natychmiast uciekły mi do kolekcji kolorowych i uśmiechniętych krokodyli z „jajek niespodzianek”, które dawno temu zbierałem... Gekon utopiony w kawie
Człowiek uczy się całe życie... a ja chyba dostałem nauczkę za to, że kiedyś w Kambodży (patrz drugi od końca filmik) nabijałem się z gekonów, iż świetnie nadają się na kolację. Hmm… chyba jednak nie :/
|
