| Wyżera po smoku - Park Narodowy Komodo |
| Autor Andrzej Budnik | |||
| Wtorek, 19 Październik 2010 04:01 | |||
|
Kilka lat temu na jakimś pokazie slajdów pierwszy raz usłyszałem o waranach z Komodo. Wydały mi się one wtedy jakieś fantastyczne, aż trudne sobie do wyobrażenia. Na zdjęciach wyglądały jak smoki wprost z bajek lub legend. Wątpiłem jednak, czy faktycznie na żywo wyglądają one tak samo imponująco. Zobaczcie, co zobaczyłem… (UWAGA, niektóre zdjęcia są odrażające!)
Kamuflaż smoków Komodo to podstawowa strategia polowania. Mimo, iż potrafią poruszać się z prędkością nawet 20km/h (na krótkich odcinkach) ich ulubioną metodą polowania jest nieruchome oczekiwanie w trawie na przechodzące tuż obok stworzenia. Może to być szczur, małpa, dziki koń czy bawół błotny. Nie ważne, że niektóre z nich są większe i silniejsze niż smoki – raz ugryzione zostają zainfekowane bakteriami znajdującymi się w paszczy smoka. Śmierć nadchodzi powoli, ale jest nieunikniona. Dziś na obiad mamy bawole żeberka :) Bawół błotny, który był pożerany przez warany Komodo został zaatakowany ponad 10 dni wcześniej. Przez około tydzień czasu konał, aż pewnego dnia padł. Wtedy zgodnie z hierarchią w grupie (kto większy i silniejsze ten ma najlepsze kęsy) warany przystępują do rozszarpywania zwierzęcia. Trwa to zwykle kolejne 3-4 dni. No i co się gapicie? Jak z skończę z bawołem to się za Was zabiorę! Ludzi też pożeramy.
W historii Parku Narodowego Komodo, czyli wysp Komodo, Rinca, Padar i Gili Motong zdarzyło się już kilka krotnie, że nieuważni turyści stali się ofiarami smoków. Kilku po prostu zaginęło wędrując samotnie po wsypie (co jeszcze kilka lat temu było dozwolone), a następnych kilku podeszło zbyt blisko myśląc, że zdążą upolować lepsze zdjęcie z bliska. To jednak oni zostali upolowani. Dwie największe z wymienionych wysp są też na stałe zamieszkałe przez tubylców i mimo, iż od urodzenia żyją wokół waranów, kilku z nich stało się ofiarą przebiegłych smoków.
Smoki Komodo są zdecydowanie mięsożerne, a sposób w jaki rozszarpywały cielsko bawoła przypominał trochę ten demonstrowany przez wygłodniałe lwy afrykańskie, które oglądałem w telewizji z moim ulubionym komentarzem Krystyny Czubówny.
Na podwieczorek pożrę nogę. Ostatnie oględziny przed porzuceniem cielska ofiary. Prawie z chirurgiczną dokładnością obłupiony z mięsa szkielet bawoła. Kilka dni temu był to jeszcze zdrowy i silny okaz. Dziś już tylko szkielet.
Leniwy, śpiący waran może zaatakować w każdej chwili. Po wyżerce znów nieruchomieją czekając na następną mało roztropną zdobycz, która będzie ich przekąską (szczur, makak) lub daniem głównym (koń, bawół).
Rady praktyczne:
|
