| Pełny przygód wyjazd z Iraku... |
| Środa, 19 Sierpień 2009 13:05 | |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
|
Wcześnie rano wyjeżdżamy z Erbil w stronę granicy iracko-tureckiej. Śpieszy nam się, bo tego samego dnia wieczorem Bartek ma samolot z Diyarbakir do Stambułu, skąd poleci do Polski. Mieliśmy więc 10 godzin, aby pokonać około 800 km, przejechać granicę iracko-turecką i kupić bilet do Stambułu na lotnisku. Cóż... nie wszystko wzięliśmy pod uwagę, lub jak kto woli, życie zafundowało nam dodatkowe atrakcje. Opuszczamy nasz hotel i jedziemy dwiema taksówkami na coś w rodzaju dworca autobusowego. Jednak jest to dworzec w wydaniu lokalnym i nie ma tam autobusów a tylko taksówki. Wszystko to spowodowane tym, iż w irackim Kurdystanie nie istnieje jeszcze transport publiczny. Wszędzie jeździ się samochodami. Bierzemy samochód z Erbil do granicy iracko-tureckiej za 80 tys dinarów irackich i mkniemy ile samochód daje rady. Dojeżdżamy do Dohul, który obadaliśmy pierwszego dnia pobuty w Kurdystanie i udajemy się do centrum handlowego Mazi Market, aby wydać ostatnie dinary i kupić jakiś jakieś jedzenie na drogę. Godzinę potem jesteśmy na granicy i tu się zaczyna cała przygoda :) Jeszcze z samochodu dzwonimy do tureckiego Kurda, który świadczy usługi transportowe przez granicę. Umówiliśmy się z nim w drodze do Iraku, że obsłuży nas też w drodze powrotnej za 20 usd od samochodu. Dziś jednak cena była inna – 50 usd. Zagotowało w nas, bo nie byliśmy na to przygotowani i nie mieliśmy zamiaru wydawać tyle kasy. Zaczęliśmy szukać na granicy jakiegoś taniego transportu. Niestety zmowa kierowców była na tyle mocna, że nikt nie chciał zejść poniżej 40 usd. W sumie cwanie robili, bo byli wszyscy z jednej korporacji i z czyichś usług musieliśmy w końcu skorzystać, a że na granicy monopol to im się nie spieszyło. Nam za to bardzo. W końcu prowadzeni naszym cwaniactwem i doświadczeniem podeszliśmy jednego z kierowców na boku. Zapytaliśmy go o transport nie zaraz za granicę a do miasta Batman, które jest oddalone o około 200 km od granicy. Cena zawierała transport przez granicę w wysokości 20 usd (czyli tyle ile chcieliśmy wydać) i przejazd dalej po normalnej stawce do Batman. Zadziałało. Patent okazał się na tyle skuteczny, że pozostali kierowcy, gdy dowiedzieli się, że ten kierowca się zgodził na nasz fortel, zaczęli na niego naskakiwać i wydzierać się po nim. W tym oto momencie wkroczyliśmy do akcji i wyjechaliśmy z polską wiązanko do nich, co wprowadziło ich w osłupienie i się przymknęli. Nasz kierowca poczuł do nas sympatię, że stanęliśmy w jego obronie... hmmm... kto by nie stanął w tym wypadku ;) Czas jednak leciał i Bartek coraz bardziej nerwowo zaczął spoglądać na zegarek. Atmosfera była bardzo napięta. Dodatkowo formalności po stronie irackiej zatrzymały nas na kolejne 20 minut. W końcu wsiedliśmy do taksówki, aby przejechać około 500 metrów i utknąć w gigantycznym korku na moście granicznym między Irakiem i Turcją. Byliśmy 84 samochodem, a gdy podszedłem pod samą rampę i zdałem sobie sprawę, żę odprawa jednego samochodu zajmuje około 8 minut byłem prawie pewien, że nie zdążymy na wieczór do Diyarbakir. Barti widać było złapał poważnego nerwa. Kombinował z każdej strony, ale na nic nie pomagało. Nagle... samochody ruszyły i to w dość dużym tempie. Okazało się, że trafiliśmy na zmianę warty i że nowi pogranicznicy tureccy są bardziej żwawi. W około 30 minut byliśmy już przy rampie, a potem nasz kierowa, który zrozumiał, że nam się spieszy wkroczył do akcji. Zaczął omijać poboczem inne auta, jeździł po krawężnikach, trawie i miedzy kolczatkami. Zachowywał się, jakby był u siebie na podwórku, a nie na granicy. Doszliśmy po prostu do wniosku, że ma tu układy i wie, co i gdzie szybko załatwić. Po około 20 minutach byliśmy już po odprawie granicznej, na której nota bene skanowano nasze bagaże, co Alicji było na rękę, bo zgubiła gdzieś swój scyzoryk, a wiadomo, na ekranie skanera wszystko można łatwo dostrzec ;) Po 10 minutach byliśmy już w Silopii, gdzie zrozumieliśmy fortel, tym razem naszego kierowcy. Zatrzymał samochód przed spożywczym, wywlókł mnie z auta i zaprowadził do sprzedawcy. Ten czystą angielszczyzną wytłumaczył mi, że zmieniamy auto i że jedziemy zwykłą taksówką turecką, którą on nam złapie, bo on po Turcji swoim autem nie może jeździć. Ściema niezła, ale nie ważne. Ważniejsze było to w jaki sposób załatwił kierowcę tej taksówki. Nam powiedział, że finalnie rozliczamy się nowym taksówkarzem i jemu nic nie płacimy, a sam wziął 40 usd od taksówkarza. Wyszło na to, że nowy taksiarz stracił na całej operacji 20 usd, ale nas to jakoś nie martwiło. Po prostu zmieniliśmy auto i ruszyliśmy dalej. Jeśli myślicie, że to koniec przygód, to się głęboko mylicie. Teraz się dopiero zaczęło! Do przejechania mieliśmy kawał drogi jeszcze – ponad 400 km. W trakcie jazdy zmieniliśmy jeszcze nasze docelowe miasto z Batman na Diyarbakir dopłacając za to 10 usd :) Na prawdę nieźle wyszliśmy na tej całej operacji z transportem z granicy do Diyarbakir. 4 godziny drogi, upał jak diabli, lekko buja – idealne warunki do snu. Dla nas pasażerów oczywiście tak, ale nie dla kierowcy. Po około godzinie jazdy Bartek mówi do mnie: „Andrzej, kierowca chyba przysypia. Trzeba go pilnować!” Adrenalina mi się oczywiście podniosła, tym bardziej, że Alicja i Marta obok spały, a Barti siedząc obok kierowcy widział wyraz twarzy kierowcy. Po około 15 minutach i on przysnął. Walczyłem więc ze sobą, aby być przytomnym i opłacało się. Nagle patrząc na drogę wiedzę, że nasz samochód zjeżdża na lewo, a z naprzeciwka jedzie jakiś TIR, który zaczął mrugać światłami!! Oprzytomniałem od razu i plaskaczem walnąłem kierowcę dodając do tego polskie: „Nie śpij stary...!” Zadziałało! Chwile potem byliśmy już na właściwym pasie, a Alicja, Marta i Bartek zerwali się prawie na równe nogi wlepiając we mnie ślepia i pytając wzrokiem: „Czemu ich budzę?” ;) Jak już wszystkim wytłumaczyłem sytuację, nikt nie miał ochoty na sen. Szybko tez zatrzymaliśmy się na przerwę, gdzie kierowca kupił sobie orzeszki i trzasnął turecką herbatę. Po około godzinie jazdy, sytuacja się powtórzyła. Tym razem jednak zadziałał Barti, który kulturalnie acz dosadnie trzasnął kierowcę po raz drugi, podał mu orzeszki i skwitował wszystko: „Wpierniczaj te orzeszki i nie śpij!” Gość już drugi raz nie odważył się zasnąć, wręcz powiedziałbym, że się nas bał i „biegającym” wzrokiem rozglądał się po aucie i lusterkach. W ten oto sposób dojechaliśmy do Diyarbakir, od razu do kas biletowych, aby sprawdzić czy są jeszcze bilety. Były! Ale system nie przyjmował Bartka karty kredytowej! Cóż... emocje trzymały do końca. W końcu udało się wszystko załatwić i w spokoju mogliśmy się w już w trójkę rozglądać za jakimś noclegiem. Udajemy się więc do kafejki internetowej blisko lotniska i próbujemy szczęścia na Hospitality Club. Dzwonimy do kilku osób, ale bez powodzenia: tego nie ma w mieście, tamtego akurat odwiedziła babcia, a jeszcze inny podał zły nr telefonu. W końcu lituje się nad nami Mehmet, który po 10 minutach od rozmowy telefonicznej zjawia się na parkingu lotniska i z uśmiechem zabiera nas do siebie. Najpierw jednak żegnamy się czule z Bartim, z którym świetnie nam się podróżowało po Turcji i Kurdystanie, no w końcu Bart to profesjonalista – pilot wycieczek :) Po nieustających „miśkach” i zapewnieniach, że będziemy się odzywać w miarę możliwości, ładujemy się do samochodu naszego hosta Mehmeta i ruszamy w kierunku jego mieszkania, gdzie czekała na nas kolejna niespodzianka i pełny wrażeń kolejny dzień. Kto zgadnie kim był Mehmet i człowiek jakiej narodowości z minuty na minutę pomaga nieznajomym ludziom oferując im nocleg? Komentarze (29)
![]()
pier
said:
|
|
... uff, ale agresji w tej opowiesci. czytalem zalozenia waszej podrozy i czegos tu nie rozumiem. mieliscie niby to wydawac malo kasy na transport(i nie tylko) a tu w jeden dzien poszla niezla sumka. poza tym skad ten pospiech? ta "szalencza" jazda nijak sie wpisuje w plan waszej KILKULETNIEJ podrozy. troche to wszystko mi sie nie podoba. poza tym nie wspomne juz ze kierowca ktorego wynajeliscie z tego co opisujecie lamal prawo wymijajac z prawej(chyba ze ruch jest tam lewostronny), jezdzac po kraweznikach?! czy taka forma postkolonialnych, wypchanych kasa bialych podrozy, niezwazajacych na spokoj i lad publiczny autochtonow wam odpowiada? zycze mniej agresji slownej, rozwazniejszego planowania trasy i wiecej szacunku dla CZASU. pzdr |
|
|
... Widzisz, iracki Kurdystan to nie jest zwykly kraj. Nie wszystko da sie tu zaplanoac mimo iz bardo bysmy chcielismy. Zgadzam ie z Toba, ze poszla niezla sumka, jednak dzielona na 4 osoby czyni ja duzo mniejsza od razu, a i nie codziennie jezdzi sie po irackim Kurdystanie. Transport tam jest jednak dosc drogi nawet biorac pod uwage, ze benzyna jest tania. N temat podrozowania po irackim Kurdystanie bedzie specjalny artykul poswiecony tylko poradom praktycznym o cenom. Na pewno troche Ci to rozjasni sytuacje. Czas - tak to prawda, ale wlasnie ten ponad tygodniowy pobyt w Iraku byl zupelnie nie zgodny z naszymi zalozeniami. Wyrwany jest z kontekstu, ale nie wstydzimy sie o tym pisac, bo pojechalismy do Kurdystanu po to, aby go teraz promowac. Mam nadzieje, ze skutecznie :) Nerwy - czasem sie pojawiaja. Blog jest niecenzurowany - jednym sie podoba, innym nie bardzo. Zycie bywa jednak nie zawsze kolorowe i czasem trzeba reagowac agresywnie i stanowczo. Poskolonilizm - nie przypominam sobie, aby Polska miala kolonie, a to ze w Azji sie ta jezdzi nikogo tam nie dziwilo. Ludzie raczej patrzyli z podziwem na jego umiejetnosci - ja tez :) Ot takie roznice kulturowe. Pozdro i dzieki za konstruktywna krytyke! Prosze tym samym o wiecej. |
|
|
... Andrzeju, jak dla mnie nie ma w tej relacji tragedii, wręcz przeciwnie, jest to wszystko naturalne i pełne młodzieńczej, czy też "ułańskiej fantazji" właśnie takie historie wspomina się do końca życia! Przynajmniej ja nie zapomnę w jaki sposób wracaliśmy z koncertu Perl Jam w 2000 roku ze Spodka z kierowcą, który łapał pobocze i przysypiał, a mnie mimo ogromnego zmęczenia adrenalina nie dała zasnąć i też nie raz "wyprostowałem" drogę kierowcy, ale bez plaskacza (!) jakoś nie miałem odwagi :))) p.s. Samarytanin z polskimi korzeniami ;) |
|
|
... Hehe, wygladam na przejetego? Czytajac tn tekst o autochtonach i milym ich traktowaniu przypomnial mi sie napad w Boliwii - pewnie wtdy powinienem grzecznie powiedziec. "Przepraszam, czy moglibyscie mnie nie porywa? Dziekuje :)" Tak, Jakub - takie rzeczy sie najfajniej wspomina i z ulanska namietnoscia mam zamiar wszystko to tez opisywac ;) |
|
|
... Pier: jesli przeczytalbys dokladnie to co Andrzej napisal w relacji, wiedzialbys skad ten pospiech :)) Poza tym to z Twojego komentarzy zalatuje agresja! Andrzej: Przygoda goni przygode :) Chyba niezla ksiazka moglaby powstac z tego co do tej pory Was spotkalo :) Pozdrowienia i usciski z upalnego Krakowa, trzymajcie sie cieplo! :) A Mehmet jest pewnie lokalnym mafiosa i handluje benzyna ;P |
|
|
... Byłem niedawno w Tunezyjskim Sousse. 12 godzina na środku skrzyżowania pełno pustych aut- wszyscy poszli się modlić, a jak wrócili to zaczęło się jedno wielkie trąbienie :) Pier- w krajach arabskich jest prawo silniejszego, słyszałem gdzieś, że prawo jazdy dostaje się tam jak do urzędu przyjdzie się z kimś kto umie jeździć i potwierdzi, że kandydat też potrafi- więc niz dziwnego że taksówkarz nie jechał po "europejsku" ;) Mój typ- Mehmet jest sprzedawcą kebabów z Rosji. |
|
|
... agresywny szyderca, he, niezle. Andrzej nie mialem na mysli kolonializmu polskiego, takiego de facto nie bylo. postkolonializm lub moze inaczej neokolonializm wg mnie to taka sytuacja kiedy biedne kraje szeroko rozumianego Poludnia uginaja sie pod pregiezem z pieniedzy Zachodu. czytajac "chocby" opisy z podrozy Kazimierza Nowaka latwo zrozumiec co znaczy podrozowanie w sposob kolonialny a co znaczy podroz w sposob niekolonialny. to pewne porownanie. czy pisac jasniej? moze tylko dodam ze rozumiem lokalna sytuacje transportowa Iraku i to ze wasz pobyt byl jak to ujoles odnosnie czasu "...byl zupelnie nie zgodny z naszymi zalozeniami", (byc moze to nadaje mu charakter wspanialem dzikiej przygody) jednakze pospiech i pomysl przejechania w 10h 800km to przy zalozeniu KILKULETNIEJ podrozy NADAL wydaje mi sie farsa. nic dziwnego ze pojawiaja sie NERWY. a propos na nerwy polecam medytacje i buddyzm. Jakub ja w tej relacji tez nie widze tragedi, bylaby taka gdyby poganiany kierowca taxi zabil jakiegos przechodnia,etc. a odnosnie twojego powrotu ze Spadka w 2000 roku, to gratulacje za odpowiedzialnosc. nic dziwnego ze na polskich drogach ginie ponad 5000 ludzi rocznie. Arica, Dominika - bez komentarza. Jeszcze raz zycze relaksu i usmiechu w podrozy, trzymam kciuk obyscie nie zostali porwani w tej czesci swiata. |
|
|
... No to kim był w końcu Mehmet?? hehe Fajny post, pachnie prawdziwymi emocjami a nerwy w podróży, to jedna z tych rzeczy, które najfajniej się wspomina :) Ja tam lubię te wszystkie wyjazdowe dramaciki, które dobrze się kończą. Pier, nie znam Cię i nie wiem, czy miałeś kiedykolwiek okazję jeździć po Azji samochodem, ale styl kurdyjskiego kierowcy wpisuje się doskonale w ogólnie pojętą miejscową normę prowadzenia i przystawianie do tego europejskich reguł zachowania na drodze jest pozbawionym sensu wołaniem kota na puszczy. W moim odczuciu ten "szaleńczy" styl jazdy jest miejscową specyfiką, której po prostu żal nie skosztować, jeśli pełniej chcemy doświadczyć odwiedzanego miejsca :) Pozdrawiam! |
|
|
... s3quin - gratuluje. Mehmet jest Kurdem z krwi i kosci! :) pier - masz oczywiste prawo do wyrazania swoich opinii, a ja i inni do negowania ich. Zapraszam do Azji, np. do chinskiej kasy biletowej na dworcu kolejowym. Moze zrozumiesz o co nam chodzi. To nie Europa, kto nie ma jaj, ten traci. Nowak, coz... to zupelnie inny styl. On byl strasznie zawziety... "Psy szczekaja, karawana idzie dalej..." |
|
|
... @pier z ciebie to musi być jakiś okropny sztywniak, dobrze że się nie znamy... rozumiem, że ty błędów nie popełniasz i jesteś nieomylny i wszystko masz zaplanowane min. 5 lat do przodu? W życiu różnie się plecie, tak się zastanawiam... a może zamiast wracać wolałbyś spędzić noc na katowickim dworcu w czerwcu 2000 :) |
|
|
... Andrzeju, a nie przyszłoby Ci czasem do głowy żeby nastawić Nikona na krótkie czasy, wysokie ISO i walić fotki podczas jazdy po chodnikach? Przecież to piękny materiał ;) Czytamy z Agą każdego posta, przecieraj szlaki, zdobywaj kontakty. Może się przyda :) Pozdrawiam z zimnej północy GooRooo |
|
|
... Czołgiem ekipo! To i ja wtrącę swoje 3 grosze... PIER - widzę, że albo nie chcesz zrozumieć, albo nie potrafisz czytać ze zrozumieniem (pomijam Twoje komentarze i teksty pod którymi się podpisujesz...). A mianowicie jeżeli jeszcze do Ciebie nie dotarło DLACZEGO jechaliśmy z Hewleru do Dyarbakir w takim tempie i TAKIMI (taksówki) środkami transportu to napiszę Ci jeszcze raz - ŚPIESZYŁEM SIĘ NA SAMOLOT - dlaczego - NIE MUSISZ tego wiedzieć a i nie musi Cię to chłopie obchodzić! Niektórzy nie mogą sobie pozwolić na dłuższy wyjazd... A to że Alicja, Marta i Andrzej postanowili mi towarzyszyć w tym wyścigu z czasem, świadczy tylko dobrze o nich, że są przyjaciółmi - nie wiem czy wiesz co znaczy to słowo ?! Po pierwsze postanowili jechać ze mną do miasta które było nie do końca na ich trasie (z Kurdystanu mieli kierować się nad Van i dalej do Iranu), a po drugie - opłata za taksę dzieliła się na 4. Nie musiałem jej płacić sam? Kumasz już - czy jeszcze nie ? To tak słowem wyjaśnienia :)) Peace chłopie! Barti P.S. A jeżeli chcesz swoimi postami wywołać tylko jakąś "dziwną" dyskusję i "podziwiać" jak Cię większość butuje (może Cię rajcuje takie S/M... to chyba pomyliłeś strony internetowe:) Powodzenia! |
|
|
... Wystarczy, że PIER czytałby ze zrozumieniem i nie byłoby tej dyskusji... Transport czasami jest drogi, ale czasem zdarza się przejechać kawał drogi za darmo. A kwota była podana średnio na dzień, a nie dziennie. Jeśli chodzi o pośpiech to w niektórych sytuacjach jest nieunikniony, nawet podczas tak długiej podróży można być zmuszonym do dotarcia w jakieś miejsce w określonym czasie. |
|
|
... nie wiem wlasciwie po co to pisze ale nich tam ostatni post i spadam. 1. jak czytam cel/zalozenia podrozy i wzniosle teksty o przerwanym wyscigu szczurow az mnie mdli, chyba jednak wyscig szczurow w ktorym uczestniczyles przezarl cie glebiej niz myslales "kolego" jezeli nie zauwazasz ze znowu gdzies sie spieszysz, tym razem ze swoim koleszka, ktory zapewne tkwi w swoim wyscigu szczurow wiec mogl przyleciec tylko na tydzien. wiec usprawiedliwic latwo trzaskanie po pysku autochtona i gnanie aby osiagnac cel. Cel i celowosc, nie wdajac sie juz w Taoizm za bardzo bo i tak nie zrozumiecie, to glowne przyczny wlasnie takich rzeczy jak wyscig sczurow, prosciej dla was " po trupach do celu". Jak na takich macho podroznikow z wielkimi jajami co to juz wszedzie byli i wszystko widzieli to plan zrobienia 800km w 10h poprzez granice byl zenujacy. czego wy sie spodziewaliscie? 2. Oczywiscie znajdzie sie kolo wzajemnej adoracji w postaci chocby koleszki co to wraca po nocach ze spiacym kierowca rwac pobocze nie zwazajac na bezpieczenstwo innych. przez mysl mu nie przejdzie ze czasami trzeba sie zatrzymac, nawet jezeli to oznacza spedzenie nocy na dworcu w katowicach, pelnego narkomanow i brudnego jak sumienie stalina, ale tez miejsca bezpiecznego, gdzie jest policja i sok-i. juz nawet nie chce mi sie pisac o innych mozliwosciach. jeszcze typ ma czelnosc aby nie widziec w tym nic zdroznego - jezeli ktos bliski tobie zginalby potracony przez takiego kierowce-idiote ciekawe co bys myslal. i tak masz racje, w zyciu popelnia sie bledy tylko trzeba umiec sie do nich przyznac a u ciebie jakos nie widze refleksji nad swoim zachowaniem. ulanska fantazja,taa. 3.co do podrozowania i posiadania jaj to nie ma najmniejszego sensu chwalic sie moimi podrozami, miedzy innymi do azji, tylko dodam ze to wlasnie przez moja pasje podroznicza czytam/czytalem ten chlam w postaci waszych relacji. Nie wiem jak twoja parterka w podrozy znosi ta szowinistyczna retoryke "posiadani jaj". przypomina mi sie piosenka Kur - nie mam jaj. mam nadzieje ze trauma po przejsciach w ameryce lacinskiej nie daje ci sie we znaki. czy ty uwaszasz ze trzaba miec "jaja" aby podrozowac? naprawde?! to tylko pytanie retoryczne, nie odpisuj bo nie bede uczesticzyl wiecej w tej pseudo dyskusji. 4.no bartek z ta przyjaznia to juz poleciales, to juz jest ponizej wszelkiej krytyki. ale znize sie. rozumienie przez ciebie przyjazni jest iscie macho stylowe. kolega skacze w ogien, ja tez. sarmacja, bij zabij. na koniec piszac pierwszy post slusznie odczytany przez andrzeja jako konstruktywna krytyka spodziewalem sie ze to koniec. porownanie do postkolonialnych podrozy choc moze za ostre mialo na celu uczulic was i moze podpowiedziec ze nie warto sie "mordowac" z czasem. dokladnie rozumiem sytuacje jaka wam sie przytrafila, i dodalem tylko(jak mi sie wydawalo) pewna sugestie do calosci. moze powinnienem jednak dopisac wiecej cieplych slow. niewazne. interpretacja innych komentatorow przeszla moje najsmielsze oczekiwania, a i sloma z butow w tym kole wzajemnej adoracji wyszla i andrzejowi. coz rozne sa podroze i rozni podroznicy "Zwycięstwo nad samym sobą jest daleko lepsze niż zwycięstwo nad innymi" |
|
|
... Tyle jadu w jednym komentarzu dawno nie widziałem! wiesz Pier... są takie fora jak gazeta.pl, onet.pl - tam się bardziej nadajesz z twoim poziomem kultury, osobiście takiego pieniacza zbanowałbym, ale to nie mój blog, a Andrzej postąpił inaczej, napisał "Pozdro i dzieki za konstruktywna krytyke!" wybacz, ze ja tego nie napiszę Pier..... |
|
|
... PIER, właściwie to o co Ty sie tak sadzisz? Żal się zrobiło, że nikt Ci nie przyklaskuje? Swoim ostatnim wywodem pokazałeś, komu tak na prawdę słoma z butów wyłazi. Dyskusja jest ok, kaźdy może mieć inne zdanie, inaczej podchodzić do pewnych spraw ...ale sztuką jest akceptacja tego faktu. Ty zaś najpierw z pretensjami wyskakujesz, a potem jeszcze zaczynasz obrażać. -małostkowość i ewidentny brak kultury. Weź wyluzuj, bo Ci jeszcze żyłka pęknie i będzie tragedia. Skorzystaj ze sowjej rady "a propos na nerwy polecam medytacje i buddyzm". Autochtoni, post czy neokolonializm - ja to widzę inaczej. Nie da się podróżować po świecie nie ingerując w mniejszym lub większym stopniu w życie napotkanych na swojej drodze ludzi. Chyba, że wędrujesz tylko palcem po mapie. Ingerencją jest już samo pojawienie się europejczyka w wielu regionach świata - więc nie podróżować wcale? A może ograniczyć się do pobytu w hotelu czy na przyhotelowym basenie? Sztuką samego podróżowania nie jest tylko i wyłącznie nieingerowanie w życie napotkanych ludzi. To bardziej umiejętność obserwacji i adaptacji, nie mówiąc o przełamywaniu barier językowych, religijnych czy kulturowych. Za to właśnie podziwiam Andrzeja i Alicję - są zaradni! Kiedy trzeba się targować, będą się targować, kiedy trzeba się wpychać do pociągu czy autobusu, kiedy trzeba grzecznie poprosić, kiedy trzeba się o coś wykłucić, coś pokombinować ...albo dać z plaskacza kierowcy - zrobią to. Do tego jednak faktycznie trzeba "mieć jaja" jak tych dwoje, bo inaczej zginie się marnie. -wątpie by Alicja pozcuła się urażona ;-) ps. PIER, tak, należę do "kółka wzajemnej adoracji" i jestem z tego dumny! Kochani, szerokiej drogi ...i z wiatrem. A my już czekamy na dalsze relacje i zdjęcia ;-) |
|
|
... Szkoda nerwów na takie dyskusje Panowie. To są zaczepne posty i trzeba je zignorować, bo się gosc tylko nakreca. Szkoda tak swietnego bloga na tak zenujace dyskusje. A Wy (Andrzej i Alicja) piszcie czesciej, wiem wiem trudne to. Ale to jak nałóg i codziennie sie sprawdza czy napisaliscie cos nowego ;) Dominika - tez z tego kolka wzajemnej adoracji ;) |
|
|
... Hej, hej Wczoraj wrocilismy z 2 tygodniowej wyprawie po turcji autostopem. Chociaz troche poczulem to, co opisujecie. Do Istambulu samolotem, dalej stopem do Ankary - Goreme - Adana - Anamur - Ankara - Istambul. Ludzie naprawde sa rewelacyjni, nigdy nie lapalismy stopa dluzej niz 10 minut. Oczywiscie kazdy kierowca zapraszal na czaj, niektorzy takze na posilek. Notes wypelniony adresami mailowymi i zaproszeniami do odwiedzenia. Strasznie Wam zazdroscimy i trzymamy kciuki. |
|
| Następna > |
|---|
|
• Singapore is a FINE city mam pytanie, czy jest możliwość zamówienia w intern... |
| ablka |
|
• Dziewczyna z parku świetny artykuł, byłam w Singapurze w zeszłym roku.... |
| oliffi |
|
• Dziewczyna z parku Polecam wam ten wykład Zimbardo: http://www.youtube.co... |
| Maciek |
|
• Singapore is a FINE city a gdzie spaliście w Singapurze? bo rozumiem, że namio... |
| stefek |
|
• Dziewczyna z parku Hm. Piękna opowieść, która wywołała u mnie chwil... |
| arica |
|
• Rozmowy polsko-chińskie Ten hostel na wyspie Shamian to Guangzhou Youth Hostel,... |
| Andrzej |
|
• Denga w Tajlandii, Malezji, Si... Dzięki Agata za poprawki
Nurtuje mnie jedna kwestia...
|
| Andrzej |
|
• Dziewczyna z parku Od korzeni się nie ucieknie. My ludzie północy, oni ... |
| Zbig |