| Irańska gościnność po raz pierwszy... i nie ostatni |
| Sobota, 05 Wrzesień 2009 21:37 | |||||||||
|
Pierwszy dzień w Iranie minął nam bardzo szybko. Być może dlatego, że chłonęliśmy wszystko, co widzieliśmy garściami. Wszystko było dla nas nowe – język alfabet, sposób bycia ludzie, architektura, zwyczaje i reguły w tym kraju panujące, a zwłaszcza... pieniądze.
Jak się robi owocowe "szejki" w Iranie W Iranie obowiązującą walutą jest Rial. W przeliczeniu 1 $ to 10 000 Riali, ale aby nie było za prosto, w powszechnym obiegu walutą jest nieistniejący Toman, a dokładniej to Rial, ale przeliczany na Tomany. Dziwne? Bynajmniej... jest to jak najbardziej logiczne i naturalne. Jak pytasz ile kosztuje szejk bananowy, to odpowiedź brzmi 600, a tak na prawdę trzeba zapłacić 6000, czyli 0,6 USD. No, to teraz jak to wygląda w praktyce pierwszego dnia pobytu w Iranie? Chcę kupić piwo – nierealne, My też się odwdzięczyliśmy polskimi wierszami i piosenkami po czym kończąc 10 z rzędu wspólną sesję zdjęciową udajemy się zaproszeni przez wujka Rocalle do wesołego miasteczka, gdzie nas po prostu wgina w ziemię. Irańczycy, a głównie Iranki, które przemykają w swoich czadorach przez ulice ożywają po zmroku w parkach rozrywki. Jeżdża na czym się da i jak się da wydając przy tym wszelkie możliwe dźwięki przystające do zachwytu i podniecenia o piskach nie wspominając. Szok!!!
Największe jednak wrażenie zrobiła na mnie ciotka Roghayeh, która w swoim czarnym czadorze zjeżdżała Koło południa dnia następnego wykwaterowaliśmy się w Tabrizie z hotelu i wylegliśmy na ulicę w liczbie osób 4 plus nasi znajomi z wczoraj, którzy nas żegnali. Zacząłem łapać taxi, ale wszystko akurat jechało pełne aż w końcu zatrzymał się samochód, w którym siedziało dwóch młodych chłopaków. Zapytali, czy mogą pomóc. Opowiedziałem, że staram się znaleźć jakieś taxi do dworca autobusowego, na co oni otwarli klapę bagażnika i równocześnie powiedzieli: „Ładujcie się!” Podwieźli nas na dworzec i nie chcieli żadnych pieniędzy mimo iż naciskaliśmy 3 razy jak to w zwyczaju irańskim jest przyjęte. Zaprowadzili nas do autobusu do Adrabilu i chcieli jeszcze zapłacić za nasze 4 bilety, ale już tym razem stanowczo się oparliśmy i zapłaciliśmy za nie sami. A to naprawdę dopiero początek irańskiej gościnności, która w Iranie nas spotkała. Do Ardabil jechaliśmy starym Mercedesem... fajny gruchot na krótkie trasy. Po dotarciu na miejsce skontaktowaliśmy się z naszym hostem, który poinstruował taksówkarza, gdzie nas powinien podwieźć i po 15 minutach byliśmy po raz pierwszy w prawdziwej irańskiej rodzinie. Wrażenie było niesamowite! Najważniejsza kwestia to, aby przy powitaniu nie wyciągnąć ręki (mężczyzna) do muzułmanki, bo to straszny nietakt. Trzeba się mocno kontrolować w tej kwestii. Mieszkanie, jak mieszkanie z tą różnicą, że nie ma mebli, że są perskie dywany i że się je, śpi i siedzi na podłodze. Jest klimacik. Pierwszy raz robi spore wrażenie tym bardziej jeśli jest się przyjmowanym przez tak fajną rodzinę jak Karima, który jednak szczególnie zszokował nas dnia następnego, ale o tym później. Karim zabrał nas do parku i nad jezioro pod wieczór i jak na nieirańską pogodę przystało było stosunkowo zimno – przydał się polar, bo Ardabil jest położony w górach. Następnego dnia już wyjeżdżaliśmy w stronę Teheranu, bo czas nas trochę ograniczał weekendem, który nadchodził i tym, że musimy złożyć wniosek wizowy w chińskiej ambasadzie, a w Iranie niedzielą jest piątek, więc musieliśmy z Ardabil wyjechać najpóźniej we wtorek wieczorem. Po śniadaniu Karim dał nam szansę zobaczyć jak świetnie gra na santoor – irańskim instrumencie. Długo nie mogliśmy wyjść z podziwu. Na filmiku poniżej dołączyła do niego jeszcze jego siostra na bębnie. Sami zresztą posłuchajcie jak to wyszło: Do godziny 19, kiedy to mieliśmy autobus do Teheranu mogliśmy zagospodarować jeszcze całe popołudnie, więc pierwszy wybraliśmy się do Wieczorem wyjechaliśmy w stronę Teheranu, dopiero w którym przyszło nam poznać Iran, a w szczególności jego szaleńczy ruch uliczny, którego staliśmy się uczestnikami. Komentarze (5)
![]()
podlus
said:
|
|
... Siedze na nocce w pracy.. a wy takie rzeczy wysylacie ;-) Piekna architektura, zawsze chcialem zobaczcyc (i tak tez zrobie) meczet z prawdziwego zdarzenia. Iranki rownie piekne i urokliwe ;) Czy naprawde nikt nie wie ze te panie zjezdzaja po nocach ze slizgawek czy jest na to przyzwolenie? Wlasnie te roznice kulturowe sa takie interesujace. Pozdrawiam goraco! |
|
|
... "najgrozniejszy kraj" Zastanawiam sie co to ma oznaczac dokladnie? Stwierdzenie jest dosc enigmatyczne, a przede wszytkim wyrwane z kontekstu, wiec trudno mi sie do niego odniesc. Najgrozniejszy, czyli czyms komus zagraza, domyslam sie, ze mowa pewnie o programie nuklearnym Iranu. Tylko, ze przecietny obywatel ma tyle wspolnego ze wzbogacaniem uranu "co ja z drogimi samochodzmi, czyli nic". Co zwykli ludzie moga poradzic na to, ze w polityce dzieje sie tak, a nie inaczej? Tam akurat nic nie moga zrobic, my z reszta tez nie mamy wplywu na to co wyrabiaja nasi polscy politycy... W tym "najgrozniejszym kraju" spedzilam kilka najpiekniejszych chwil mojego zycia jak narazie i nawet przez pol sekundy nie czulam sie w jakis sposob zagrozona czymkolwiek. |
|
| < Poprzednia |
|---|
|
• Singapore is a FINE city mam pytanie, czy jest możliwość zamówienia w intern... |
| ablka |
|
• Dziewczyna z parku świetny artykuł, byłam w Singapurze w zeszłym roku.... |
| oliffi |
|
• Dziewczyna z parku Polecam wam ten wykład Zimbardo: http://www.youtube.co... |
| Maciek |
|
• Singapore is a FINE city a gdzie spaliście w Singapurze? bo rozumiem, że namio... |
| stefek |
|
• Dziewczyna z parku Hm. Piękna opowieść, która wywołała u mnie chwil... |
| arica |
|
• Rozmowy polsko-chińskie Ten hostel na wyspie Shamian to Guangzhou Youth Hostel,... |
| Andrzej |
|
• Denga w Tajlandii, Malezji, Si... Dzięki Agata za poprawki
Nurtuje mnie jedna kwestia...
|
| Andrzej |
|
• Dziewczyna z parku Od korzeni się nie ucieknie. My ludzie północy, oni ... |
| Zbig |