| Teheran - wrogie miasto? |
| Poniedziałek, 14 Wrzesień 2009 23:00 | |||||||||||
|
W związku ze wspomnianymi opiniami nie planowaliśmy długiego pobytu w Teheranie, niestety los tak sprawił, że wracaliśmy do niego aż trzy razy, a wszystko to było spowodowane perturbacjami z wizą chińską, a raczej z formalnościami i upartością chińskich urzędników przy swoich dziwnych wymaganiach. Dni robocze w Iranie to od niedzieli do czwartku, bo w piątek jest coś na kształt naszej niedzieli (dzień święty i wolny od pracy), a sobota jak sobota, to część weekendu. Rano z Alicją poszliśmy na Imam Khomeini Sq, gdzie wpakowaliśmy się na mototaxi i pokazując napisany w farsi (j. perski używany w Iranie) adres chińskiej ambasady udaliśmy się w teorii zamierzonym kierunku. To jak się jeździ mototaxi i fakt, że kierowca nie do końca miał pojęcie, gdzie jechać okazało się w drodze, gdyż naszym motorkiem krążyliśmy po stolicy prawie dwie godziny w pewnym momencie nawet wylądowaliśmy na autostradzie, która jechaliśmy przez 20 km, bo nie było zjazdu (kierowcy ten kurs się nie opłacił na pewno). My mieliśmy trochę frajdy, ale czas leciał. Dojechaliśmy do ambasady chińskiej z wypełnionymi formularzami i potrzebnymi dokumentami, a tu mi Pani w okienku w „języku chinglish” (kocham ten angielski z chińskim „akcentem”) mówi, że potrzeba jeszcze jakiś list polecający z rodzimej ambasady (w tym wypadku polskiej). Hmm... no to już wiemy, że w Teheranie trochę pobędziemy. Dziwnym trafem znajduję w notesie adres polskiej ambasady zapisany w alfabecie łacińskim i zanim pokarzę, go taksówkarzowi muszę go przetransferować na farsi, więc wcześniej szukam kogoś, kto zna dobrze angielski i farsi. Udaje się – jedziemy taksówką w stronę polskiej ambasady niestety taksówką z taksometrem, czyli nie wiemy ile na koniec zapłacimy. Zależało nam na czasie, bo polska ambasada też jest otwarta do 13, a był1 12:30, jak wyjechaliśmy z chińskiej. Nie muszę oczywiście wspominać, że taksometr w taxi wyświetlał sumę tylko w alfabecie perskim, my jednak liczb już się zdążyliśmy nauczyć, czego nasz taksówkarz się nie spodziewał. Dojechaliśmy więc pod budynek, nad którym dumnie powiewała flaga biało-czerwona i pytamy taksówkarza – ILE (wiedząc dokładnie, że 3500 tomanów, czyli 35 tys. riali :) a ten do nas z sumą oczywiście zaokrągloną nawet nie do 4 a do 5 tys. tomanów. No więc na to Alicja z dziką satysfakcją wyciągnęła palec i wskazała nim na taksometrze sumę 3,5 tys. Zobaczyć minę taksówkarza – bezcenne :) Dostaliśmy się po weryfikacji i oględzinach do wnętrza naszej ambasady i nakreślamy problem, jaki powstał w ambasadzie chińskiej. „Proszę czekać, Pan Konsul zaraz przyjdzie.” I faktycznie Pan konsul się pojawił, jednak nie sam – z Michałem, który przyjechał w tej samej sprawie, ale ten sam papierek potrzebny mu był do wizy pakistańskiej (której w efekcie nie wyrobił i rozłączył się od nas w Iranie lecąc do Nepalu samolotem). W ambasadzie przyjęci zostaliśmy bardzo miło, aż się nie spodziewałem. Niestety, gdy z niej wyszliśmy było już za późno, aby jechać do ambasady chińskiej. Była prawie 14, czyli weekend, a jutro piątek, czyli nasza niedziela. Musieliśmy czekać ze złożeniem wniosków do naszej niedzieli rano, kiedy to ambasada chińska w Iranie zaczynała na nowa pracę po weekendzie. Aaaa, o najważniejszym bym zapomniał – w polskiej ambasadzie wszyscy w trójkę skorzystaliśmy z ubikacji. Ach, co za rozkosz, wejść do czystej, pachnącej toalety, gdzie jest normalny tron. Usiąść sobie na nim wygodnie i chwilę podumać.... ach... wróciliśmy naszymi wspomnieniami do polskiej rzeczywistości na chwilkę... Po wyjściu z ambasady szybka decyzja – mamy do zagospodarowania cały weekend, którego nie chcemy spędzać w Teheranie. Jedziemy pociągiem do Mashad, czyli świętego miasta szyitów w Iranie, które można spokojnie porównać do naszej Częstochowy. Zobaczymy, jak wygląda Islam w jego głównym wydaniu. Szybko kontaktujemy się z Martą i mówimy o naszych planach. Marta miała około 10 sierpnia wracać do Polski, więc wiz nie potrzebowała i w spokoju sama zwiedzała sobie Teheran, ale teraz przyszedł czas rozstania. Chciała przede wszystkim zobaczyć Esfahan, który jest podobno najpiękniejszym miastem w Iranie. Musieliśmy się więc rozdzielić. Walki o wizę chińską w Iranie c.d. :) Komentarze (3)
![]()
maccarrena
said:
|
|
... Bardzo podoba mi się podoba ta relacja....wiem cos o tym kraju, gdyz mam okazje przebywać w nim juz od prawie roku/Teheran/.... mam jednak jedną uwagę, a mianowicie ...Ambasada nasza pracuje od 8.00 do 16.00 odniedzieli do czwartku. Nie wiem dlaczego napisałes , że w czwartek tylko do 13.00 ????/ Pozdrawiam G. |
|
|
... Grzesiek, dzieki za sprostowanie informacji o godzinach urzedowania ambasady. My dostalismy inforamcje dzien wczesniej od naszego recepcjonisty, ktory wygladal na dobrze zorientowanego, ze ambasada dziala do 13. Moze chodzilo o przerwe obiadowa... kiedy chcielismy oposcic ambasade po godz 13, musielismy poczekac jakies 10-15 min na otwarcie bramy, bo wszyscy udali sie na posilek, ochroniarze tez. Z reszta nie ma sie co dziwic, bo po przyjemnym zapachu ktory roznosil sie po ambasadzie, mozna bylo wywnioskowac, ze obiadek byl smakowity ;) |
|
| < Poprzednia | Następna > |
|---|
|
• Singapore is a FINE city mam pytanie, czy jest możliwość zamówienia w intern... |
| ablka |
|
• Dziewczyna z parku świetny artykuł, byłam w Singapurze w zeszłym roku.... |
| oliffi |
|
• Dziewczyna z parku Polecam wam ten wykład Zimbardo: http://www.youtube.co... |
| Maciek |
|
• Singapore is a FINE city a gdzie spaliście w Singapurze? bo rozumiem, że namio... |
| stefek |
|
• Dziewczyna z parku Hm. Piękna opowieść, która wywołała u mnie chwil... |
| arica |
|
• Rozmowy polsko-chińskie Ten hostel na wyspie Shamian to Guangzhou Youth Hostel,... |
| Andrzej |
|
• Denga w Tajlandii, Malezji, Si... Dzięki Agata za poprawki
Nurtuje mnie jedna kwestia...
|
| Andrzej |
|
• Dziewczyna z parku Od korzeni się nie ucieknie. My ludzie północy, oni ... |
| Zbig |