| Święte miasto Qom, tam poczułem prawdziwy islam |
| Poniedziałek, 05 Październik 2009 16:29 | |||
|
Qom, to drugie święte miasto w Iranie w jakim mieliśmy przyjemność być i jakże jest inne od Mashad! Do Qom przyjechaliśmy późnym popołudniem, zwaliliśmy bety w jakimś tanim hotelu pełnym świętych mężów w turbanach i szybko udaliśmy się pod świątynię. Był to jednak czas modlitwy, więc nie chcieliśmy robić zamętu. Przyjrzeliśmy się tylko bardzo pobieżnie, co i jak wygląda, aby mieć rozeznanie na następny dzień. Alicja z Michałem zostali zagadnięci przez świętego męża i prowadzili dysputy religijne. Ja w tym czasie zasadziłem się przy murku za wózkiem i pstrykałem zdjęcia. Po około 20 minutach pojawił się Michał i głoś Alicji: „Już jesteśmy” – usłyszałem. Rozglądam się i nigdzie jej nie widzę. W końcu śmiech Michała zdradził mi, że ten ktoś przykryty czadorem i stojący nieopodal, to właśnie Alicja. Widok obłędny! Ale wolę ją jednak bez czadora ;) Jakoś tak nie dostrzegam kobiecych uroków patrząc na tą płachtę materiału (wiem, wiem... jestem bardzo krytyczny i nietolerancyjny – dajcie mi trochę czasu, żeby się przyzwyczaić ;) ). Wieczór, jak to wieczór. W sumie nic ciekawego nie przyniósł poza jednym niemałym incydentem. Siedzimy sobie z Alicją w pokoju i nagle na korytarzu słyszymy jakieś wrzaski. „O co chodzi?” – pytamy się na wzajem wzrokiem. Nagle wpada Michał i zamyka z hukiem za sobą drzwi. Pytamy, co się stało – a raczej jesteśmy w połowie werbalizacji tego pytania i nagle otwierają się drzwi do naszego pokoju i wpada rozwścieczony staruszek machający na Michała palcem i coś wykrzykujący w farsi. Zdębieliśmy na ten widok zupełnie! Co tu się kurde w tym świętym mieście dzieje????!! Jak się potem okazało, Michał był pod prysznicem i... nie, nie pomylił męskiego z damskim, ale po kąpieli wyprał swoje jedyne długie spodnie i zapomniał się, że w krajach islamskich paradowanie w majtach po korytarzu hotelowym jest wysoce niewskazane! Cóż... ot takie różnice kulturowo-religijne :) Co prawda, teraz się tu zbijamy ze śmiechu, jak to piszę, ale staruszek naprawdę wyglądał na przejętego swoją rolą obrońcy moralności kobiet. Osobiście uważam, że zasługuje to na uznanie, iż ów staruszek nie bał się zrobić awantury gościowi w swoim kraju. Rano około 4:30 obudziło nas nawoływanie muzeina do porannej modlitwy – nasze okno Bez problemu weszliśmy do środka, przez nikogo nie zaczepieni. Weszliśmy do samego centralnego Po południu udaliśmy się w trójkę na spotkanie z chłopakiem z HC, który pomógł nam wysłać przelew na konto ambasady chińskiej i zabrał nas do takich miejsc w mieście, które nie są na szlaku turystycznym. Jednym z nich był niesamowity, bardzo zaniedbany meczet. Ale miał on w sobie coś mistycznego. Aż chciało się tam siedzieć i siedzieć i siedzieć... Jak się okazało przy wyjściu, meczet ten był w remoncie i stróż poprosił nas o „dotację co łaska” w wysokości 5 usd od osoby. Szczęki nam opadły, bo po pierwsze to bilety do meczetów są zwykle w wysokości 0,5 do 1 usd a po drugie, "co łaska", to "co łaska"... Cóż... I tym oto mistycznym akcentem kończymy naszą relację z naprawdę świętego miasta Qom i w dalszym oczekiwaniu na wizę chińską udajemy się do Kaszan.
|
|||
| Zmieniony ( Czwartek, 01 Październik 2009 17:07 ) |

