mapa europy
English French German Russian Spanish
Strona Główna Iran Prawdziwi nomadowie ciągle żyją!
Prawdziwi nomadowie ciągle żyją!
Czwartek, 05 Listopad 2009 14:23

Namioty nomadów nocą Zainspirowani książką hiszpańskiej pisarki Anny Briongos „W jaskini Alibaby”, postanowiliśmy sprawdzić jak żyją nomadowie w irańskich górach. Prawie cała akcja książki dzieje się w Esfahanie, ale pewnego dnia bohaterka wyjeżdża na prowincję w góry Zagros, aby spotkać się z prawdziwymi irańskimi nomadami - Bahtiarami. Postanowiliśmy podążyć jej śladami.

Na pace w stronę gór Zagros

Cała ta eskapada była możliwa dzięki Habibowi, któremu będąc jeszcze w Polsce wspomnieliśmy o nomadach z gór Zagros. Gdy dojechaliśmy do Esfahanu czekała na nas niespodzianka – kilkudniowy wypad do nomadów. Liczba uczestników: 5, czyli Habib, jego przyjaciel Hasan, Michał i my.

Zaczęło się niewinnie. Wyjazd lokalnym autobusem z Esfahanu do małego miasteczka, a potem do jeszcze mniejszego, gdzie spędziliśmy przemiły wieczór u przyjaciela Hasana :) Perskie dywany u kumpla naszego hosta Świetna kolacja, tradycyjne irańskie jedzenie na zrobionym przez ich mamę perskim dywanie. Uwierzycie, że taki cały dywan robi się ręcznie i trwa to od 8 do 18 miesięcy w zależności od wielkości? Nieraz takie dywany są jak obrazy i każdy kolor wykorzystany w dywanie jest pozyskany w sposób naturalny. Noc też przespaliśmy na tym dywanie, przykrywając się tylko śpiworem. Pomyślicie pewnie, że to straszna męka, ale nam spało się bardzo wygodnie, bo dywan był mięciutki. Trochę „gryzł”, bo był przecież wykonany z prawdziwej, naturalnej wełny...

Dnia następnego, wcześnie rano wreszcie udaliśmy się w góry. Góry Zagros, bo o nich mowa, są idealne dla nomadów zaliczanych do grupy Bahtiari. Góry te są gęsto porośnięte rozmaitą roślinnością, w 90% dolin jest źródło wody, więc owce i kozy mają się gdzie paść. Po przejściu dwóch przełęczy weszliśmy w dolinę, gdzie zauważyliśmy pierwsze namioty. Jak się okazało, były to jurty nomadów, ale takich bardziej cywilizowanych – mieli radio, generator prądu, komórki i wiele rzeczy, które ułatwiają dzisiaj życie. Było nie było, czuliśmy spore podnieceniem tym faktem, że jesteśmy na dobrej drodze. Co ciekawe głowa rodziny nie miała nic przeciwko temu, W pierwszym namiocie nomadów aby jego mały synek bawił się strzelbą. Zresztą, całkiem nieźle z nią wyglądał i mając pewnie coś koło 2 lat, rozumiał już, że ze strzelbą wygląda bardziej dostojnie. Od nich dowiedzieliśmy się, że idąc dalej tą doliną i przekraczając kolejne dwie przełęcze dotrzemy do ludzi, którzy żyją w dużo bardziej surowych warunkach.
Dowiedzieliśmy się, że ci Bahtiarzy obozują w tej dolinie każdego lata przez 4 miesiące i zajmują się tu wypasem owiec i kóz. Potem przez prawie 2 miesiące wędrują z całym swoim dobytkiem na południe kraju gdzie spędzają 4 zimowe miesiące i znów wracają w góry Zagros przez ok 2 miesiące. Ciężkie życie, zwłaszcza w dzisiejszych czasach, gdy nomadowie widzą, że można żyć w bardziej komfortowych warunkach i coraz więcej rodzin rezygnuje z wędrownego typu życia i osiada na wsiach albo nawet w mniejszych miastach. Zgodnie stwierdziliśmy, że nasza wycieczka w góry Zagros była strzałem w 10, bo prawdopodobnie za kilka lat po prawdziwych nomadach Bahtiari pozostaną tylko opowieści.

Następnego dnia wstaliśmy wcześnie rano, Habib i jego kolega już prawie gotowi do marszu, a my się guzdrzemy strasznie rozespani. Tak nawiasem mówiąc, to właśnie na tym trekkingu nasz namiot przechodził chrzest przed górami Pakistanu. Zdał egzamin w warunkach letnich wyśmienicie :) Ruszyliśmy w kierunku wspomnianym przez nomadów napotkanych dnia poprzedniego. Dotarliśmy szybko do pierwszego obozowiska. Mieliśmy szczęście, bo akurat nie było tam mężczyzn, a tylko same kobiety i dzieci. Wszyscy Zmywanko mężczyźni poszli na ślub gdzieś do sąsiedniej doliny. Wiadomo, kobiety pracują a mężczyźni się bawią... Ta sytuacja była dla nas wymarzona, gdyż reguły są takie, że z gośćmi, szczególnie nieznanymi, rozmawiają tylko mężczyźni, a kobiety powinny się schować. Tym razem jednak nie musiały się przed nami ukrywać, a nawet ochoczo zaczęły rozmawiać z naszymi irańskimi kolegami. Mieliśmy więc okazję dowiedzieć się jak wygląda ich codzienne życie. Pytaliśmy o mnóstwo zwykłych, ale ciekawiących nas rzeczy. Niestety tutaj pojawiły się pierwsze problemy językowe, gdyż ta osada nomadów nie mówiła czystym perskim, tylko jakimś dialektem, ale jeszcze nie było tak źle. Habib trochę rozumiał, ale jego kolega Hasan porozumiewał się bardziej swobodnie, gdyż znał pewne dialekty.

Bahtiarki zademonstrowały nam jak doją kozę, jak przechowują mleko, jak myją naczynia, jak przędą wełnę, ale najciekawsze było wypiekanie chleba, czyli okrągłych płaskich placków. Jedna z nomadek wprawnymi rękoma formowała placki i je piekła na płaskim, metalowym okręgu nad ogniskiem. Zapytaliśmy, czy możemy to nagrać, ale usłyszeliśmy odmowę. Bahtiarki są muzułmankami i nie pozwalają utrwalać swojego wizerunku w żaden sposób.

Kobieta dała się jednak przekonać, gdy zapewniliśmy ją, że na filmie będzie widać tylko jej dłonie i że zależy nam tylko na czynności, którą wykonuje. Zgodziła się, a efekty możecie zobaczyć sami.

Z wielką radością przyjęliśmy od nomadek prezent w postaci kilku świeżo upieczonych placków... Mmm palce lizać! W zamian zostawiliśmy torbę słodyczy dla dzieciaków.

Za następną przełęczą, godzinkę marszu dalej, trafiliśmy na następne „osady”. W jurtach spotkaliśmy tylko kobiety i starszych ludzi. Nomadowie w Iranie - dzieciaki z czwartej osady Ze zmęczonych, pociętych licznymi zmarszczkami twarzy tych ludzi można było wyczytać, że ich życie nie było łatwe i kolorowe. Znów wypytaliśmy ich o rozmaite rzeczy, a potem wręczyliśmy im kilka listków leków przeciwbólowych. Nomadowie rzadko ich używają, tylko wtedy, kiedy jest to naprawdę konieczne i dlatego takie leki są dla nich bardzo skuteczne. Bardzo się z nich ucieszyli.
Bahtiarzy mieszkają w bardzo skromnych warunkach. W jednym namiocie mieszka cała rodzina. Często namiot to po prostu jedna wielka płachta wsparta spadziście o drewniane drągi. Jest tam miejsce na ognisko, podłoga wyłożona jest starymi, wytartymi dywanami. Na noc rozwijane są materace, które w ciągu dnia leżą zrolowane pod ścianą namiotu.

Wracając w stronę naszego pierwszego obozowiska, spotkaliśmy grupki dzieci, których zadaniem jest wypas owiec i kóz. To trudne zadanie, ale te dzieciaki radziły sobie świetnie, widać było, że się przy tym świetnie bawiły. Ubrane w kolorowe, wytarte i wybrudzone do granic możliwości ciuchy, z potarganymi włosami, ze spieczonymi od słońca polikami i z zaschniętymi gilami pod nosem i tak wydawały się szczęśliwe. Jeden z chłopców przyznał się nam, że czeka na powrót na południe kraju, bo wtedy chodzi do szkoły, którą bardzo lubi...

Po tym dniu pełnym wrażeń wróciliśmy w pobliże miejsca, w którym spaliśmy wczoraj. Postanowiliśmy tu powróci, gdyż miejsce było naprawdę urokliwe: mała, zielona dolinka przecięta wzdłuż górskim strumykiem. Łatwo też było znaleźć drewno na małe ognisko, na którym gotowaliśmy sobie pożywną zupkę z soczewicy. Nasza ulubiona nomadka Zapach naszej wyśmienitej zupy gotowanej przez Habiba przyciągnął wścibskie nosy nomadów, którzy przybyli do nas z wizytą. Nagle wywiązała się jakaś ożywiona dyskusja między naszymi „przewodnikami” a Bahtiarami. Okazało się, że jeden z mężczyzn powiedział, że „miastowi” nie są prawdziwymi, twardzielami, na co Habib i Hasan bardzo się oburzyli i stanowczo zaprotestowali. „W takim razie wskocz do tego potoku” – jeden z nomadów zaczął podpuszczać Habiba. Ten niewiele myśląc zdjął T-shirt i wskoczył do lodowatego górskiego strumyka i leżał w wodzie chyba z minutę! Zyskał sobie tym samym podziw Bahtiarów, bo ci stwierdzili, że nie zrobiliby tego.
Wieczór minął nam w miłej atmosferze okraszonej „występami artystycznymi” w postaci rzewnych pieśni śpiewanych przez młodego nomada i opowieściami starszych Bahtiarów.


Oprócz spotkań z tymi niesamowitymi, serdecznymi ludźmi, bawiliśmy się świetnie obozując w górskich warunkach. Najpierw szukanie dobrego miejsca pod namiot, zbieranie chrustu na ognisko i wreszcie rozpalanie samego ogniska i przygotowywanie jedzenia, mycie w zimnym potoku to jest to, co tygryski lubią najbardziej. Przypomniały mi się stare, dobre harcerskie czasy...

Nasza wizyta u Bahtiarów, nomadów z gór Zagros, była krótka, ale udana i pełna wrażeń. Po kilku dniach Mehdi chłodzi tyłek w źródełku górskiej wędrówki wróciliśmy znów kombinowanym transportem do Esfahanu. Wieczorem, zmęczeni, ale zadowoleni oglądaliśmy nasze plony fotograficzne oplątani dymem z mieszanki suchych ziół. Przypominało to trochę zapach naszego kościelnego kadzidła. Habib wyjaśnił nam, że taki dym („espand + zaj”) w religii islamu tworzy „świętą atmosferę”, ale ma także właściwości lecznicze, a Habib czuł się trochę podziębiony po swojej kąpieli w rzeczce... Taka jest cena bycia twardzielem :)

Zobacz pełną galerię zdjęć z wycieczki do nomadów irańskich

Dodaj do:

Deli.cio.us    Digg    reddit    Facebook    Wykop    Gwar
Komentarze (5)add comment

stani said:

...
Po kibelku "Na Małysza" bardzo ładny wpis, który się czyta jak bajkę, nie mówiąc o bardzo ciekawych zdjęciach i filmikach. Myślę, że ci nomadowie są szczęśliwi, nikt ich nie katuje aferami, pasą swoje kozy, śpiewają, dzieci mają bardzo ładne. Bardzo wam zazdroszczę tego wszystkiego. No nic wędrujcie dalej i piszcie.
 
listopad 05, 2009
Głosy: +0

aga said:

...
piękne wspomnienia będziecie mieć...zazdroszczę:) pozdrawiam
 
listopad 06, 2009
Głosy: +0

basia said:

...
Świetnie się to czyta, aż chciałoby się tam być. Naprawdę warto czekać na Wasze relacje:) Pozdrawiam i czekam na kolejne. Powodzenia:))
 
listopad 06, 2009
Głosy: +0

Justyna said:

...
Super:))). Aż Wam pozazdrościłam :)))...Może kiedyś i mnie w tym życiu uda się zrealizowac z kimś chocy 2 tygodniową przgodę ... To o wiele ciekawsze od zwiedzania świata w 5 gwiazdkowych hotelach ....
 
listopad 06, 2009
Głosy: +0

Balbina Rap said:

...
Mnie tylko interesuje, że skoro oni tak mieszkają na kupie w tym namiocie z całą rodziną, to jak i kiedy oni TO robią. Czy udają się na stronę?
 
listopad 16, 2009
Głosy: +0

Dodasz coś od siebie? :)
mniejsze okno | większe okno

security image
Poniżej Wpisz Kod bezpieczeństwa


busy
Zmieniony ( Czwartek, 22 Kwiecień 2010 18:15 )
 

Najnowsze wpisy

Świat jest pełen wspaniałych ludzi! „Malaysia truly Asia” (Malezja prawdziwa Azja) to hasło...
 
Polska sałatka na krańcu Azji Po czystym relaksie na bajecznej wyspie,  wracamy z...
 
Smak raju Kojarzycie taka starą reklamę batonów Bounty, kt...
 
Malezyjskie Krupówki Prawdę mówiąc to nie zamierzaliśmy w ogóle jech...
 
Ja się pytom, gdzie jest pyton? My babies are gone! (Moje dziecinki zniknęły!) – krzykn...
 

Ostatnio komentowane

Singapore is a FINE city
mam pytanie, czy jest możliwość zamówienia w intern...
ablka

Dziewczyna z parku
świetny artykuł, byłam w Singapurze w zeszłym roku....
oliffi

Dziewczyna z parku
Polecam wam ten wykład Zimbardo: http://www.youtube.co...
Maciek

Singapore is a FINE city
a gdzie spaliście w Singapurze? bo rozumiem, że namio...
stefek

Dziewczyna z parku
Hm. Piękna opowieść, która wywołała u mnie chwil...
arica

Rozmowy polsko-chińskie
Ten hostel na wyspie Shamian to Guangzhou Youth Hostel,...
Andrzej

Denga w Tajlandii, Malezji, Si...
Dzięki Agata za poprawki Nurtuje mnie jedna kwestia...
Andrzej

Dziewczyna z parku
Od korzeni się nie ucieknie. My ludzie północy, oni ...
Zbig

W drodze od:


Popularne tematy