| Sok z żaby na śniadanie, świnka morska na kolację |
|
UWAGA!!! DOZWOLONE OD 18 LAT! KATEGORYCZNIE ZABRANIA SIĘ CZYTANIA TEGO TEKSTU DZIECIOM MAJĄCYM ŚWINKI MORSKIE, CHOMIKI, SZCZURY LUB MYSZY... I ŻABKI!! TO NIE ŻARTY! Arequipa urzekła mnie od pierwszego wejrzenia. Prześliczne miasto, śliczne zabytki i te klimatyczne uliczki... ale najlepszego się nie spodziewaliśmy. Tzn. spodziewaliśmy się tylko połowy, druga wyszła przypadkowo... Z Nazca do Arequipa dojechaliśmy wczesnym rankiem. Znaleźliśmy hostel, ale z racji tego, że była 7 rano, to tylko zostawiliśmy bagaże w przechowalni i poszliśmy na miasto. Ssało nas niemiłosiernie, więc pierwsze kroki skierowaliśmy w stronę targu. Nie pomyliliśmy się - jedzenia było pod dostatkiem. Picia także! ;) Na pierwszy ogień poszedł sok z mango, ale na mleku. Można by to nazwać polskim koktajlem. Coś pysznego. Pierwszy głód zaspokojony. Krążymy dalej po targu i nagle Eliza dostrzega napis "Jugo de rana", co znaczy mniej więcej tyle "sok z żaby"! Zatkało nas. Podeszliśmy bliżej i faktycznie - akwarium, a w nim Następne kroki skierowaliśmy na Plaza de Armas. To już trzeci plac, który mi się podoba po Limie i Trujillo, ale ma trochę inny styl. Bardziej orientalny, a to pewnie ze względu na to, że wszystkie budowle wokół są wykonane z białej skały pochodzenia wulkanicznego, co nadaje tym budowlom specyficzny charakter. Zawiewa trochę arabskim orientem... Zresztą Arequipa jest nazywana "białym miastem", więc coś w tym jest. Najlepsze jednak miało nastąpić wieczorem. Odgrażaliśmy się tym bardzo dawno i w końcu się stało. Przyczyniliśmy się do śmierci futrzastej świnki morskiej, zwanej tutaj "cuy". Cóż... najpierw na targu, zresztą koło małych piesków i soku z żaby, były one do kupienia za 5 soli/sztuka. Takie trochę małe, niepodtuczone. 5 soli to jakieś 4 zł - tak a propos, po ile u nas są świnki morskie w sklepach zoologicznych? Można by import uruchomić ;) Zdjęcie świnek, których finalna destynacja to talerz, również w galerii z Arequipy. Idziemy do knajpy, dobra - restauracji, bo tylko w tych lepszych podaje się świnki morskie. Raz się można splamić taką restauracją ;) Zamawiamy świnkę morską - 23 sole z mate de coca do popicia. Czekamy, czekamy, herbata nam ostygła - chyba świnka im zwiała spod noża... W końcu pojawia się talerz. Pierwsze wrażenie - hmmm... ten ryjek można było jeszcze pewnie dzisiaj pogłaskać. Widać ząbki, oczodoły, resztki sierści - czuję się prawie jak Alf ;)
|

