mapa europy
Polacz z Facebook
Strona Główna Kącik kulinarny Potrawy w Ameryce Południowej (Łacińskiej) Sok z żaby na śniadanie, świnka morska na kolację
Sok z żaby na śniadanie, świnka morska na kolację

UWAGA!!! DOZWOLONE OD 18 LAT! KATEGORYCZNIE ZABRANIA SIĘ CZYTANIA TEGO TEKSTU DZIECIOM MAJĄCYM ŚWINKI MORSKIE, CHOMIKI, SZCZURY LUB MYSZY... I ŻABKI!!

TO NIE ŻARTY!

 

Arequipa urzekła mnie od pierwszego wejrzenia. Prześliczne miasto, śliczne zabytki i te klimatyczne uliczki... ale najlepszego się nie spodziewaliśmy. Tzn. spodziewaliśmy się tylko połowy, druga wyszła przypadkowo...

Z Nazca do Arequipa dojechaliśmy wczesnym rankiem. Znaleźliśmy hostel, ale z racji tego, że była 7 rano, to tylko zostawiliśmy bagaże w przechowalni i poszliśmy na miasto. Ssało nas niemiłosiernie, więc pierwsze kroki skierowaliśmy w stronę targu. Nie pomyliliśmy się - jedzenia było pod dostatkiem. Picia także! ;)

Na pierwszy ogień poszedł sok z mango, ale na mleku. Można by to nazwać polskim koktajlem. Coś pysznego. Pierwszy głód zaspokojony. Krążymy dalej po targu i nagle Eliza dostrzega napis "Jugo de rana", co znaczy mniej więcej tyle "sok z żaby"! Zatkało nas. Podeszliśmy bliżej i faktycznie - akwarium, a w nim sok z żabyokoło 50-60 małych żabek na dnie. Jest i mikser!! Noo... apetycznie wygląda. Pani pyta czy chcemy? Najpierw zobaczymy, jak się to robi. Dwie żabki wyciągnięte z akwarium, ubrane rękawiczki, żabka chwycona za tylne nogi, rąbnęła głową o krawędź stołu i zaczęła wyciągać flaki. Następnie wrzuciła do gotującej się wody i do innego naczynia zaczęła dodawać miód, przyprawy, piwo w proszku i inne specjały. To wszystko wymieszała i wlała do miksera. Następnie wyciągnęła żabki (już ugotowane) i też dodała do miksera. Założyła wieczko i bziiuuuuuuu. Trochę poskwierczały kostki i już zaczął się tworzyć koktajl w kolorze piasku zmieszanego z wodą. Klient obok wypił. Napis koło stoiska głosił, że ten sok pomaga na pamięć. Przyda się więc na pewno. Do tego był zawieszony artykuł z gazety, która opisuje tę panią i jej specjał - Jugo de rana! No co było robić. Skusiliśmy się na szklankę na pół. Smak... hmm... nie umiem go opisać. Zalatywało trochę miodem, trochę gliną i czuć było jakby piasek na zębach - to pewnie kości żaby, nie wiem... No to tyle na ten temat. Zapraszamy do galerii zdjęć. Filmik z ubijania żaby po przyjeździe.

Następne kroki skierowaliśmy na Plaza de Armas. To już trzeci plac, który mi się podoba po Limie i Trujillo, ale ma trochę inny styl. Bardziej orientalny, a to pewnie ze względu na to, że wszystkie budowle wokół są wykonane z białej skały pochodzenia wulkanicznego, co nadaje tym budowlom specyficzny charakter. Zawiewa trochę arabskim orientem...

Zresztą Arequipa jest nazywana "białym miastem", więc coś w tym jest. Najlepsze jednak miało nastąpić wieczorem. Odgrażaliśmy się tym bardzo dawno i w końcu się stało. Przyczyniliśmy się do śmierci futrzastej świnki morskiej, zwanej tutaj "cuy". Cóż... najpierw na targu, zresztą koło małych piesków i soku z żaby, były one do kupienia za 5 soli/sztuka. Takie trochę małe, niepodtuczone. 5 soli to jakieś 4 zł - tak a propos, po ile u nas są świnki morskie w sklepach zoologicznych? Można by import uruchomić ;) Zdjęcie świnek, których finalna destynacja to talerz, również w galerii z Arequipy.

Idziemy do knajpy, dobra - restauracji, bo tylko w tych lepszych podaje się świnki morskie. Raz się można splamić taką restauracją ;) Zamawiamy świnkę morską - 23 sole z mate de coca do popicia. Czekamy, czekamy, herbata nam ostygła - chyba świnka im zwiała spod noża... W końcu pojawia się talerz. Pierwsze wrażenie - hmmm... ten ryjek można było jeszcze pewnie dzisiaj pogłaskać. Widać ząbki, oczodoły, resztki sierści - czuję się prawie jak Alf ;)

 

Świnka morska w PeruW końcu wbijamy widelec i nóż w naszą potrawę. Chrupiąca skórka ustępuje naciskowi noża i pęka. Oczom naszym ukazuje się białe mięsko. Pierwszy kęs... hmm... mówię do Elizy - "Paweł miał rację, smakuje jak kurczak". Jednak jest trochę inne. Połączyłbym smak kurczaka z rybą. Mięsko nie było do końca wysmażone, ale też nie było krwiste. Całkiem zjadliwe. Mi osobiście najbardziej smakowała skórka! Wiecie, co jest najgorsze? To, że tym człowiek w ogóle się nie naje. Trzeba by takie 4 świnki spałaszować, żeby coś z tego było. Niby była duża, ale co z tego. Dodatkowo mięso świnki morskiej bardzo ciężko odchodzi od kostek, ale można ja ogryzać jak udko kurczaka, np. ukręcając tylną łapkę od reszty ciała małej, bezbronnej świnki.

Taaa... czy będziemy mieć jeszcze jakichś odwiedzających tę stronę po tym artykule? Wiem, znęcam się nad wszystkimi miłośnikami futrzaków, ale tu po prostu traktuje się je na równi z kurczakiem i tyle na ten temat. Takie zwyczaje, taka kultura. Więcej ich jeść nie będziemy, bo za dużo zabawy z tym i najeść się nie da rady. Jutro jedziemy do kanionu Colca na trzy dni, więc chwilę nas nie będzie w eterze.





 

Reklama

Chcesz zamieścić tutaj swoją reklamę
- poznaj statystyki bloga

Profesjonalne tłumaczenia użytkowe.
Bilety Lotnicze

Śledź bloga poprzez:

Kanał RSS   iGoogle

lub wpisz swój email, aby otrzymywać powiadomienia na swoją skrzynkę:

Czy to jest bezpieczne?
Tak, przeczytaj więcej na ten temat.

Ostatnio komentowane

Nasze wspomnienia z 2011

W drodze od: