Start » Cyfrowi Nomadowie » Samochód mobilnym domem – jak wybieraliśmy?

Samochód mobilnym domem – jak wybieraliśmy?

W sierpniu zaczęliśmy nowy etap w naszym życiu. „Przeprowadziliśmy się” do samochodu i zaczęliśmy w nim podróżować po Polsce, a w trakcie zarabiać pieniądze. A może na odwrót? Dziś spojrzenia na temat od strony praktycznej…

– Gdzie mieszkacie? – słyszymy to pytanie dość często. Odpowiedź na proste pytanie, jest dla nas mocno kłopotliwa, bo ciężko wytłumaczyć jednym zdaniem, że… tak naprawdę to NIGDZIE? Często po prostu mówimy, że gdzieś pomieszkujemy. Dwa tygodnie na Pomorzu, tydzień na Mazurach, tydzień w Niepołomicach pod Krakowem, kilka dni w dolnośląskiem, a jak pada i wieje, to wracamy w Beskidy w moje rodzinne strony. Większość czasu od sierpnia do końca października spędziliśmy jednak w samochodzie krążąc po Polsce i realizując różne zlecenia na zdjęcia lotnicze z drona.

Najtrudniejszym zadaniem, jakie przed nami stało na początku tego roku, było wybranie optymalnego dla nas samochodu. Specjalnie używam słowa optymalny, a nie idealny, bo wybrać samochodu idealnego to się nie da. Każdy typ, czy dalej model samochodu będzie miał swoje wady i zalety, ale na coś w końcu trzeba się zdecydować.

Przed kupnem samochodu zadaliśmy sobie następujące pytania:

  1. Dokąd będziemy nim jeździć?
  2. Po jakich drogach będziemy jeździć i czy będzie to też off-road?
  3. Gdzie będziemy parkować na noc?
  4. Czy będziemy gdzieś zostawiać samochód na dłużej?
  5. Czy będziemy pokonywać szybko duże dystanse?
  6. Czy będziemy pracować w samochodzie, czy tylko się nim przemieszczać?
  7. Czy będziemy jeździć tylko we dwójkę czy może też brać więcej osób?

Gdy odpowiedzieliśmy sobie szczerze na te pytania, wybór bardzo się zawęził.

Terenówka?

Dla nas najwspanialszą opcją, która do tej pory kojarzyła się z mieszkaniem w aucie, była australijska przygoda. Ogromny kraj, dużo opcji na jeżdżenie po trudnym terenie i mnóstwo czasu, który wtedy mieliśmy. Pierwszą myślą było kupienie samochodu terenowego, bo taki mieliśmy w Australii i spisał się wyśmienicie.  Można nim było przejechać dosłownie wszędzie, ale wadą terenówek jest to, że są nieekonomiczne w utrzymaniu – spalanie i koszty wymiany części oraz napraw są odczuwalne dla portfela. Wiedzieliśmy też, że będą takie sytuacje, które zmuszą nas do bardzo szybkiego poruszania się po Polsce, co wiązałoby się ze sporymi wydatkami na paliwo. Zastanawialiśmy się czy na pewno potrzebujemy terenówkę, jeśli decydujemy się na jeżdżenie głównie po Polsce i Europie?

Dlaczego nie bus albo kampervan?

Jednym z oczywistych rozwiązań, które nasuwało się samo był jakiś bus lub campervan. Znamy sporo par, które tak podróżują. Było i jest to bardzo popularne w Australii, a w Polsce między innymi przyglądałem się mocno furze Karola i Oli, gdy robiliśmy im zdjęcia dronem. Była to kusząca opcja, bo te stare VW T3 jak i nowsze oraz mniej zawodne VW T4  są faktycznie przestronne i można sobie w nich uwić miłe gniazdko, a i o części do nich dość łatwo na całym świecie, ale…

To co mnie zniechęcało do tego typu samochodu to fakt, że rzucają się w oczy. I to nawet nie dlatego, że bus jest cały wymalowany w hipsterskie kolory, ale po prostu widać, jak go gdziekolwiek zaparkujemy, że ktoś w tym aucie mieszka lub śpi. Jeśli mieszka, to może akurat zostawił tam swój sprzęt, bo poszedł na spacer po mieście, a dalej to sobie już dopiszcie swoje historie, które mogą się wydarzyć… Potrzebowaliśmy samochód, który bez stresu zostawimy wszędzie. Ot taka polska przypadłość 🙂

Spać gdzie popadnie

Może mam paranoję, a może jestem po prostu przezorny i chcę mieć samochód, w którym możemy się przespać nawet w centrum dużego miasta nie zwracając na siebie uwagi. Już nie raz to testowaliśmy i działa wyśmienicie!  Autko sobie stoi zaparkowane na ulicy, ludzie obok łażą chodnikiem, a my kimamy w centrum po to, żeby mieć blisko i zrobić ujęcia z drona tuż po wschodzie słońca. Nie musimy wynajmować pokoju, płacić za hostel, albo wstawać w środku nocy i gdzieś dojeżdżać. Wstajemy rano, 10 minut i jesteśmy gotowi do pracy. No i w nocy zwykle nie płaci się za parkingi w centrum dużych miast 🙂

Chcieliśmy też takie auto, które moglibyśmy zostawić na kilka dni, gdzieś na parkingu i wsiąść w pociąg, albo autobus jeśli trzeba nam gdzieś szybciej dojechać i byłaby to tańsza opcja.  Padło więc na niepozornego minivana, którego widzicie poniżej.

Zrządzenie losu – wybór modelu nadwozia

Wiele dyskusji mieliśmy z Alicją na temat rodzaju samochodu, jaki chcemy kupić. Przez kilka miesięcy nie mogliśmy znaleźć modelu nadwozia i ciągle przeskakiwaliśmy w ofertach na portalach z ogłoszeniami. Kompletny chaos! Decyzję o zakupie takiego a nie innego typu samochodu podjąłem, gdy wracaliśmy z gryfińskiego Włóczykija. To wtedy jadąc ze Szczecina do Berlina wziął nas na stopa do swojego VW Caddy pewien Polak i to właśnie wtedy zdałem sobie sprawę z tego, jaki to jest fajny samochód do mieszkania – niby osobowy, a jednak przestrony i o czym zapewniał właściciel – ekonomiczny w utrzymaniu.

Zacząłem więc polować w sieci na VW Caddy, ale większość które były w naszym budżecie, to sprowadzane z Niemiec auta po tym, jak zostały sprzedane przez tamtejszą pocztę. Mocno wyhukane i zużyte. Za coś konkretnego w dobrym stanie i roczniku trzeba było wyłożyć około 20 tys zł – za dużo. Zdecydowana większość Caddy na polskich drogach to żółte fury, sprowadzane z Niemiec. 🙂

Trochę z bezsilności zacząłem więc szukać innych marek samochodów, które mają podobne modele i pewnego majowego dnia, trafiłem na ogłoszenie, że pod Krakowem jest do sprzedania Opel Combo. Pojechaliśmy z moim tatą go od razu obejrzeć. Przejechałem się tym Oplem. Tata też. Wjechaliśmy nim na kanał. Sprawdziliśmy czy nie kradziony i bum! Zadzwoniłem do Alicji, żeby zrobiła przelew na wskazane konto. Kupiliśmy samochód… dla nas prawie idealny.

Konstrukcja nadwozia

Gdy już zdecydowaliśmy się na typ samochodu zacząłem filtrować oferty pod kątem użyteczności. Znalazłem jednego VW Caddy w bardzo dobrym stanie i cenie, ale bez bocznych otwieranych drzwi. Otwierał się tylko tył i to na boki. Niestety do naszych potrzeb nie wchodziło to w ogóle w grę, bo chcieliśmy zrobić sobie pracownio-sypialnię i potrzebowaliśmy dostępu do „paki” też z boku. Ważne więc było, ile jest drzwi z tyłu i jak się otwierają oraz czy samochód ma wystarczająco wysoki dach, żeby móc wygodnie usiąść przy „biurku” z komputerem.

Niezbędne minimum, które chcieliśmy to:

  • przesuwane drzwi z prawej strony lub najlepiej z obu stron,
  • otwierany tył, ale do góry, a nie na boki,
  • brak szyb w tylnej części samochodu,
  • możliwość montażu kratki i zarejestrowania auta na ciężarowe,
  • min. 175 cm długości tylnej części samochodu tak, aby móc się w nocy wygodnie wyciągnąć;

Księgowość i rozliczenia

Wybraliśmy samochód, który można łatwo zarejestrować jako ciężarowy. Ma on co prawda tylko dwa miejsca „wbite” w dowodzie rejestracyjnym i nie możemy nikogo zabrać, ale mamy zamontowaną kratkę i używając samochodu do pracy, możemy odliczać sobie 100% VATu, co też nie jest kwestią marginalną. Zdaję sobie jednak sprawę, że dla osób, które kupują samochód tylko do podróży lub rekreacyjnie, nie ma to raczej żadnego znaczenia, bo wtedy kosztów z autem związanych odliczać nie można.

Przeróbki

Gdy już kupiliśmy samochód od razu zaczęliśmy kombinować, jak go „udomowić”. Trzy podstawowe kwestie, które musieliśmy dostosować do naszych potrzeb, to: spanie, wożenie rzeczy oraz prąd.

Prąd

Zacznę od tej najbardziej kluczowej dla nas sprawy – energii. Jeżdżąc po Polsce i wykonując zdjęcia lotnicze potrzebowaliśmy przede wszystkim dużoooo prądu. Baterie ładowane do dronów, ale też komputery, na które wszystko zgrywaliśmy, selekcjonowaliśmy i często obrabialiśmy zdjęcia, potrzebowały masy energii.

Poza podstawowym akumulatorem, który jest obok silnika, za tylnym siedzeniem pasażera zamontowaliśmy drugi akumulator połączony z przetwornicą na 220V. Ten obieg jest połączony z pierwszym akumulatorem i alternatorem, ale podczas postoju mogę go odłączyć tak, aby nie zdażyło się, że rozładujemy oba akumulatory. Gdy ruszamy w trasę, drugi obieg otwieram i dodatkowy akumulator automatycznie się ładuje.

Drugi akumulator i przetwornica na 220V.
Drugi akumulator i przetwornica na 220V.

Niestety pobór prądu generowany przez ładowarki dronowe był tak duży, że przy niektórych zleceniach druga bateria przestała nam wystarczać. Musiałem kupić trzecią, którą mam na wymianę. Jeśli jest okazja to wyładowany akumulator  ładuje prostownikiem prosto z gniazdka w domu lub gdzie się akurat da, aby nie obciążać zbytnio alternatora. Kusiło mnie, aby zamontować panele słoneczne. Wtedy czy się stoi czy się jedzie (jeśli tylko jest słońce), prąd by się sam wytwarzał. Niestety… wszelkie obliczenia i konsultacje, które poczyniliśmy z firmami sprzedającymi panele, nie pozwoliły mi optymistycznie patrzeć na pozyskiwanie dużej ilości energii słonecznej. Polska dostaje za mało słońca i tylko w miesiącach letnich czerwiec –  sierpień moglibyśmy liczyć na to, że to rozwiązanie się sprawdzi.

No właśnie, jeśli czyta ten tekst, ktoś kto ma zamontowane panele słoneczne w samochodzie i zna jakiś cudowny patent, który sprawdza się w Polskich warunkach, to bardzo proszę o kontakt! 🙂

Montaż i zakup paneli, kabli oraz regulatorów to też nie jest mały koszt, bo szacowaliśmy między 1500 a 2000 zł. No i kwestia najważniejsza – panele byłyby na stałe na dachu i zaczęłyby zwracać uwagę, co bardziej spostrzegawczych osób. Parkując samochód na ulicy, osoby idące około 15 cm wyższym chodnikiem, łatwo są w stanie zobaczyć co jest na dachu tego minivana.

Spanie i konstrukcja nośna z tyłu

Z tyłem samochodu było najwięcej problemów. Mieliśmy na to jakiś pomysł. Pomierzyliśmy samochód. Pomierzyliśmy nas i nasze drony i zaczęliśmy rysować. Prototyp powstawał w bólach, ale po około dwóch dniach wiedzieliśmy, jak miałaby wyglądać pierwsza wersja naszej sypialnio-pracowni. Gdy już cały koncept został wymyślony, skontaktowałem się z moim wujkiem z Marcinkowic i zapytałem czy pomoże.

Pospawana konstrukcja nośna.
Pospawana konstrukcja nośna.

Złota Rączka – człowiek, który potrafi zrobić wszystko i myśli bardzo koncepcyjnie. Wujek Jurek do naszego planu wprowadził kilka poprawek i stwierdził, że w jeden dzień wszystko jesteśmy w stanie ogarnąć poza malowaniem. Dwa dni później byłem już w małej wiosce pod Nowym Sączem i robiliśmy zakupy części, które były potrzebne. W sumie za kątownik, kilka zawiasów oraz kawał dość grubej sklejki zapłaciłem mniej niż 200 zł.

Konstrukcja nośna z zamontowanymi płytami na zawiasach.
Konstrukcja nośna z zamontowanymi płytami na zawiasach.
Malowanie konstrukcji nośnej. Alicja nawdychała się farby ;-)
Malowanie konstrukcji nośnej. Alicja nawdychała się farby 😉
Malowanie sklejki farbą, która się w połowie skończyła.
Malowanie sklejki farbą, która się w połowie skończyła.

Śpimy na naszych materacach Thermarest, kupionych w Bangkoku na potrzeby rowerowej podróży przez Azję. Do tego koce, które mamy jeszcze z Australii, a jak temperatury spadają do zera, to jeszcze wyciągamy śpiwory. Zresztą, kto ogląda naszego Snapchata (loswiaheros) to już wszystko widział i wie, jak to wygląda „od kuchni” 🙂

Toaleta i kuchnia

Nie da się ukryć, że nasze autko mieszkalno-biurowe to jednak prowizorka na razie i nie ma tam toalety ani kuchni. Kiedy wiemy, że będziemy spać w mieście, wszelkie potrzeby toaletowe załatwiamy na stacjach benzynowych, parkingach wyposażonych w sanitariaty lub restauracjach. Jeśli noc się zapowiada w bardziej leśnych warunkach to nie ma w ogóle problemu. Wozimy ze sobą turystyczny, mobilny prysznic i butlę wody, ale jeszcze z tej opcji nie mieliśmy okazji skorzystać, bo do tej pory nie było takiej potrzeby – zawsze prysznic gdzieś się znalazł.

Przód naszego auta, które może być biurem zamienia się czasem w kuchnię. W dwóch skrzynkach mamy zapakowane sprzęty do gotowania, kuchenkę mulitfuel (gaz + benzyna) i  podstawowe produkty. Gotujemy sobie proste potrawy, ale też jeżdżąc po różnych zakątkach Polski chętnie próbujemy lokalnej kuchni. Tego lata akurat sporo czasu spędziliśmy na wybrzeżu i korzystaliśmy z lokalnego dobrodziejstwa jakim są świeże ryby. Smażony, świeżutki śledzik na obiad stał się szybko naszym hitem…

Poranna toaleta!
Poranna toaleta!

Czy coś byśmy zmienili?

Na chwilę obecną raczej niewiele. Po roku używania tego samochodu, w tym ponad PÓŁ ROKU Bardzo aktywnego przemieszczania się po całej Polsce, stwierdzamy, że to był dobry wybór. Główne założenia się sprawdziły, jednak na pewno trzeba się do takiego życia przyzwyczaić, no i samochód ma kilka wad, które wypisaliśmy poniżej. Wad, które jednocześnie są zaletami. Trochę nie wyobrażamy sobie jednak spędzać w ten sam sposób zimy w Polsce. Ktoś kto chciałby kontynuować takie życie „cyfrowo-nomadyczne” raczej musiałby wynająć mieszkanie, lub jeśli nie ma zobowiązań w Polsce, wyjechać gdzieś na południe Europy albo w ogóle wylecieć gdzieś do ciepłych krajów.

Wady:

  • brak opcji zabrania trzeciego i czwartego pasażera,
  • brak szyb z boku w tylnej części samochodu, czasem utrudnia jazdę po mieście, szczególnie podczas wyjeżdżania z ukośnych uliczek – trzeba dokleić malutkie lusterka do głównych bocznych,
  • ciut za niskie zawieszenie – konieczny był montaż solidnej płyty metalowej pod miską olejową,
  • samochód nienadający się na jazdę po drogach z wysokimi koleinami,
  • silnik 1.3 TDi „rozchodzi się” dopiero powyżej 2500 obrotów/sek i w jeździe po mieście czasem brakuje szybkiego przyspieszenia,
  • nie jest to samochód, w którym można spędzić zimę;

Zalety:

  • niskie spalanie 4,5-5l/100km,
  • bezawaryjność – po 40 tys. km wymieniona jedna żarówka z przodu i filtry i oleje, czyli standard,
  • nawet po drogach bitych czy piaszczystych, ale równych autko sunie przyjemnie do przodu – nigdy się nie zakopaliśmy,
  • niezależność i spanie gdzie popadnie i kiedy przyjdzie zmęczenie,
  • przestronna i pakowna paka samochodu,
  • w jeździe czuć, że to autko jest zwrotne i ciągle dość łatwo się nim parkuje;

To chyba tyle na razie. Chwilowo kończymy bardziej stacjonarnie nasze lotnicze projekty, więc jakby ktoś miał pytania, to mamy chwilę na odpisywanie na komentarze, zanim wdrożymy plan zimowy 🙂

O autorze: Andrzej Budnik

Alternatywny podróżnik, zapalony bloger i geek technologiczny. Połączenie tych dziedzin sprawia, że w podróż przez australijski interior czy nowozelandzkie góry zabiera do plecaka drona, który pozwala mu przywieźć niepublikowane nigdzie wcześniej zdjęcia i oryginalne ujęcia wideo. Swoją duszę zaprzedał górom w północnym Pakistanie i tadżyckim Pamirze, które odkrywał podczas 4-letniej podróży lądowej przez Azję i Australię. Od wielu lat zaangażowany w aktywizację polskiego środowiska podróżniczego. Założyciel i obecnie współautor najstarszego, aktywnego bloga podróżniczego w Polsce – LosWiaheros.pl. Nominowany do Travelerów 2010 i Kolosów 2013. Zwycięzca konkursu Blog Roku w kategorii Podróże i Szeroki Świat w 2007 roku. Zawodowo licencjonowany pilot drona w firmie CrazyCopter.pl specjalizującej się w fotografii lotniczej i wideo z drona.

Podobny tekst

Australijski off-road!

Nigdy wcześniej nie podróżowałem samochodem – zawsze wyższy priorytet dostawały podróże z plecakiem, rozmowy z …

50 komentarzy

  1. Witajcie w rodzinie combomaniakow. To najlepsze auto jakie mielismy! Nawet z dziecmi spimy w nim, piotrkowi zamontowalismy tez hamak nad tylnym siedzeniem, w czasie postoju mogl sie tam schowac i spac, a my zyskiwalismy przestrzen dla siebie na calej dlugosci 🙂

  2. Busa można tak zrobić, że prawie nie widać, że ktoś w nim mieszka. Może być blaszak bez szyb, a jak za ciemno w środku, to jakieś okno dachowe. No i z racji tego, że jest wyższy, to prawie nie widać na nim paneli słonecznych 😉

    • Gdybym się kiedyś decydował na busa, to byłaby to Westfalia California z podnoszonym podwoziem i napędem na 4 koła. Na razie jednak poza naszym budżetem i potrzebami. Może kiedyś…

  3. Andrzej, super ciekawy poradnik. Nie wiem czy miałeś okazję spojrzeć, ale nasi znajomi z Barcelony jadą przez Azję samochodem, co prawda nieco większym, ale podobnie podeszli do tematu. Oczywiście ze względu na drogi, potrzebowali czegoś z wyższym zawieszeniem (strona niestety po katalońsku, więcej widać na ich facebooku – http://www.rodarpelmon). Sporo fajnych rozwiązań zastosowali. Sergi jest właśnie taką złotą rączką jak Wasz wujek Jurek. My telepiemy się rowerami i czasami trochę zazdrościmy zmotoryzowanym 😉 ale tylko czasami! Pozdrowienia serdeczne z Bukowiny, jutro wjeżdżamy do Rumunii!

    • Bardzo mi brakuje, że nie mam takich zdolności jak mój wujek, ale cóż… nie da się umieć wszystkiego.
      Stronę Waszych znajomych zaraz obejrzę – dzięki 🙂
      Co do rowerów, to w ogóle nie ma co porównywać. Nie że lepsze czy gorsze, ale zupełnie inne patrzenie na świat. Wiele razy się na tym łapaliśmy przez te kilka miesięcy… Rower daje przede wszystkim czas i prowokuje spotkania. To jest bezcenne. W samochodzie jesteśmy zamknięci, jak w konserwie i mało kto zagaduje.
      Wszystko ma swoje wady i zalety 🙂 Powodzenia w Rumunii!

  4. Wrzućcie kilka fotek jak ten samochód wygląda w środku ze wszystkimi bagażami.

    PS. Tutaj podobna zabudowa, może jakiś pomysł przyda się – http://www.smartcamp.pl/product3.html

    • Co Was do niego przekonało?

    • Założenia były w sumie dosyć podobne. Niepozorny na mieście, wygodny do pracy (laptop), w miarę tani w jeździe i serwisie, całoroczny.
      Z tym, że musiał w porywach pomieścić do 4 osób.
      Niepozorność mam zamiar podnieść oklejając go reklamą zaprzyjaźnionej firmy remontowej. Ucieszą się 😉
      Jako że szyb sporo na miasto bierzemy dodatkowo wewnętrzne zasłony. Panele są – z ulicy nie widać.

      • Faktycznie, pomysł z reklamą dobry ;)!

      • Przemku, a jak rozwiązaliście kwestię ergonomicznego miejsca do pracy w aucie? Podzielisz się jakimiś fotkami? Ostatnio zaprząta mnie ten problem i póki co mam dwa pomysły, ale żaden nie jest idealny:
        1) Albo dwa fotele kapitańskie i rozkładany stolik na całą szerokość auta
        2) Albo łóżko na antreosoli i pod spodem biurko z dwoma fotelami

        Sytuację komplikuje to, że potrzebujemy auta, w którym dwie osoby mogą wewnątrz pracować przy komputerach dzień w dzień po 8h przez rok czy dłużej.

    • Spoko! Rozwaliłeś mnie patentem z reklamą! 😀
      A jak z panelami słonecznymi? Jakiś konkretny zestaw jesteś w stanie polecić, który się sprawdza?

  5. https://www.youtube.com/watch?v=SpKGm3TC5jc zerknijcie na to! tak żeby sobie pomarzyć razem z nami 🙂

  6. Czekam na więcej zdjęć 🙂 życie w samochodzie to bliski mi temat- Naszym domem przez 3 miesiące był akurat stary golf 1 🙂 tu akurat samochód został kupiony wcześniej, więc ze względu na miłość chłopaka do tego auta, musieliśmy go dostosować do nowej roli. Udało się, a przygoda niezapomniana 😀

  7. Akurat T4 w dzisiejszych czasach to wół roboczy większości krajów, więc też nie rzucałby się tak w oczy:) Aczkolwiek Opel pod tym względem bije T4 znacznie 🙂 W sumie to Multipla jest autem, które można zostawić otwarte z dronami w środku i nikt do niego nawet nie podjedzie, hehe 😛

  8. superowski pomysł i fajne wykonanie.
    jaka pojemność wszystkich baterii zusamen?
    kup panele cienkowarstwowe i przyklej na dachu na klej poliuretanowy taki do szyb – jako dystanse 6mm średnicy rurka tlenowa do kupienia w sklepach akwarystycznych- wypełnienie/wyrównanie//aerodynamika pianka PU
    panele 50W kosztują ok 70-100pln. ilość to już sobie dobierzesz do powierzchni ale 2szt już wystarczą(0,3-1,3kWh w zależności od dnia). Panele cienkowarstwowe dobrze znoszą wysokie temperatury więc nie ma potrzeby bawić się z rusztem/bagażnikiem do ich montażu można kleić bez dylatacji- ze względu na wibracje polecam jednak tę rurkę albo tanią skakankę PCV- tez jest robiona na rurkach tlenowych ;-). Kłopotem jest napięcie robocze i będziesz potrzebował przetwornicy stepdown do zasilania 12V baterii ale to jest koszt kolejnych 50-100pln.
    2szt paneli powinny dać Wam dość energii nawet zimą bo cienkowarstwowe będą wtedy i tak miały powyżej 15V czyli będzie ładowanie ;-).
    całość to max 350pln bo klej do szyb samochodowych to ok 50pln.
    Dla większych mocy warto przemyśleć przejście na 48V(b.tanie przetwornice o dużej mocy nawet 3000W mocy ciągłej) tak jak to zrobiło ostatnio audi żeby mieć elektroturbo.
    jakie masz napięcie baterii w dronach? 3,7V? więcej?
    nie ma sensu iść 12VDC-230VAC-ileśtamVDC bo przetwarzanie też nie jest bezstratne- może od razu ładować z 12V?

  9. Jakbym pokazała to swojemu Łukaszowi, to też by pewnie zaczął szukać podobnego autka i przerabiać na spanie… 🙂 Dla tych co chcą podróżować bardziej ekonomicznie i mieć też ta pewną niezależność (gdzie schować bagaż, czy brać nocleg jeśli chcemy robić nocne zdjęcia itd.) w końcu formują sobie w głowie podobne plany auta udomowionego. U nas były pomysły jeszcze tego typu, żeby na pełną pakę chować prócz bagaży także nasze rowery, które wzięlibyśmy jeszcze chętniej, gdyby były schowane, a my moglibyśmy iść zwiedzać na pieszo. Fakt – większy bus nie jest już do końca zwykłym autem na parkingu, ale przy naszych potrzebach, chyba musiałby to być właśnie bus, bo obecnie, jeśli jedziemy z rowerami, to na trasie nie ma zwiedzania dalszego niż 10 m od auta, gdzie z tyłu na wieszaku wiszą nasze piękne rowerki…

  10. Ja mam troszkę łatwiej na co dzień jestem kurierem więc mam busa który zarabia, a na wakacjach również się znakomicie sprawdza gdyż ogranicza koszty. W chłodne dni webasto..ale trzeba mieć minimum dwa akumulatory… paka pozwala trzymać rowery w środku i duży materac do spania, pompowany duży ponton wraz z silnikiem, a oklejenie go międzynarodową marka kurierską powoduje ze w wielu krajach gdzie ta firma funkcjonuje nie płace za parking tylko na granicach nas trzepią czy nie mamy paczek celnych. Parkowanie w mieście nie zwraca niczyjej uwagi. Przyzwyczaisz się do tej tzw. ograniczonej widoczności… ja mając za sobą kilka lat, mam odczucie ze manewrowanie dużym busem jest znacznie łatwiejsze niż osobówka. Spalanie jest znacznie większe niż u Andrzeja i Alicji bo na poziomie 9-10l. to taka norma przy busach z silnikami 2-2.8cm3 diesel. Ważna cechą jest wysokość na pace, jestem wyprostowany i znacznie łatwiej zrobić wiele rzeczy. W AU jaki wybierzecie tym razem środek lokomocji?

  11. Zamiast paneli raczej wolalbym kupić dodatkowe akumulatory do drona i ladowarke procesorową zasilaną 12V. Dodatkowo awaryjnie naladujesz akumulatorki paluszki jaki i doladujesz akumulator samochodowy. Jest to uklad bardziej uniwersalny i pewny.
    Pytanie Jeżeli jeden akumulator jest naladowany a drugi rozladowany podlaczenie je równolegle nie powoduje przeplywu chwilowego dużego prądu wyrównawczego ? Nie wiem jak to jest w praktyce czy trzeba się tym przejmować.
    Życzę wspanialej wyprawy do krainy kangurów.

    • Wiesz, generalnie chodzi o cenę. Jedna bateria do małego drona kosztuje 650 zł, zaś dwie baterie, które tworzą zestaw do większego drona to wydatek 1000 zł. Li-Po są niestety bardzo drogie i taniej było mi kupić drugi akumulator samochodowy, niż kolejne baterie.
      Elektryk, który robił mi tę instalację wspominał o tym zagrożeniu, o które pytasz – ponoć obszedł to cieńszymi kablami i jakimś czymś, co spowalnia ten nagły przepływ. Nie do końca chce się tutaj wypowiadać na ten temat, bo to nie jest moja mocna strona. Aha i jeszcze przetwornica ma takie zabezpieczenie, że piszczy jak napięcie w drugim akumulatorze będzie niebezpiecznie niskie. Po pół roku pierwszy akumulator ma się bardzo dobrze, więc jakoś to działa 🙂

      • Drugi akumulator samochodowy to świetny pomysl z pewnością go wykorzystam może nie do dronów ale do roweru elektrycznego. Z waszego doświadczenia taki akumulator ile moze realnie naladowac tych lipo od dronów? Wasze drony jakie potrzebują aku? Ja do roweru mam od drona 22,2V 15ah i zaplacilem 540zl. Wasz dron musi być naprawdę duży jak potrafi tak ciężki akumulator podnieść że o kamerze nie wspomnę. Widzialem w akcji tylko takie zabawkowe, fajna sprawa.

  12. e tam kamper, ja chcę nazwę farby, którą Alicja malowała konstrukcję nośną 😛

  13. Poradnik pierwsza klasa. Na pewno będzie przydatny dla wielu z nas. Sam się kiedyś zastanawiałem nad takim czymś ale jakoś ten pomysł wypadł mi z głowy. Czytając ten artykuł jakoś dalej mnie nachodzi na organizacje takiego właśnie samochodu. Zobaczymy co przyniesie czas – na pewno ten artykuł mi się jeszcze przyda 🙂 Pozdrawiam

    • Do dużego potrzebuje na jeden lot pakiety 2×8000 mAh i jestem w stanie je naładować cztery razy, czyli osiem baterii.
      Do małego jeden pakiet 4480 mAh i nie brakło mi nigdy akumulatora przy tym, więc nie wiem ile jest w stanie obsłużyć.

      Tak, hexacopter jest dość duży. Wejdź sobie tutaj http://www.crazycopter.pl i na stronie startowej go zobaczysz.
      Pozdrawiam!

  14. Model auta nie najgorszy 🙂 Jak widać trochę pieszczot i wszystko można przystosować pod swoje wymagania. Życzę wielu bezawaryjnych tysięcy kilometrów pełnych przygód !
    Pozdrawiam

  15. Ja VW Caddym przejechałem 200 000 tyś jako Camper, uważam że zawieszenie jest prawie terenowe, można nim rozjeździć wszystkie drogi(pól drogi, ćwierć drogi, góre, gliniane itp). Tani, praktyczny, wygodny, oszczędny, niezawodny, przestronny, nie rzuca się w oczy,. Nigdy bym innym samochodem nie dotarł npz Polski do granicy z Iranem bo bym się np bał że mi ukradną, albo rozbiją, a tak mozna go nawet wrzucic „w koszta” w razie czego. Zasięg na baku ma około 1100 km przy jeździe wolnej ale bezpiecznej około 90kmh, lepiej wolno, ostatnia rzecz na jaką człowiem ma chęc to zbierać samochód z drogi w nieznanym kraju, i nie daj Boże jeszcze być usiłowanym uznania za sprawcę. Caddym w wersji Tramp objechał jakiś nasz znany Polak świat dookoła. Duże Campery sa raczej niebezpieczne bo sugerują że jest w nich coś wartościowego, np właściciel 🙂

  16. Super pomysł! Całe życie marzyłam o zakupie kampera… teraz widzę, że o wiele praktyczniejsza jest po prostu przeróbka zwykłego wozu 🙂 Zainspirowaliście mnie

  17. Bardzo fajnie rozwiązana kwestia noclegu, jednak moim zdaniem o wiele wygodniej jest zatrzymywać się w hotelach lub hostelach 🙂
    [three_fourth]

    • A jeszcze wygodniej latać prywatną awionetką, pływać jachtem i spać w apartamentowcach. Tylko zapomniałeś, że życie zaczyna się tam, gdzie kończy się nasza strefa komfortu i wygody…

  18. Poranna toaleta po kolejnej nocy w aucie. Mycie zębów na pierwszym porannym spacerze, czesanie się przeglądając się w szybie, mycie buzi wacikiem nasączonym niedopitą zieloną herbatą, a nawet pełen prysznic obok auta woda z 5-litrowego baniaka. Kocham ten live! Best stories! Powodzenia! 😀

  19. haha super wpis, mam Forda Expressa i nikt ze znajomych za cholerę nie wie dlaczego jeżdżę takim czymś, a ja jeżdżę vanem dokładnie z takich powodów jak Wy, i pomimo kąśliwych uwag właścicieli wypasionych fur jeździ mi się idealnie (pomimo lat) dlatego że od początku dokładnie wiedziałem co chcę i po co to chcę. żal mi się będzie z nim rozstawać bo przeszedł nie mało
    z rad praktycznych:
    -podwyższyłem (tz. mechanik mi podwyższył) przód o 5 cm, bo tylko tyle się dało bez zmiany parametrów samochodu
    -ponieważ tył ma drzwi dzielone, wożę ze sobą plandekę (przydaje się w różnych sytuacjach) i dwa składane kije (przydają się w różnych sytuacjach) z których to robię kuchnię i living room przymocowując plandekę do samochodu za pomocą dużych magnesów (przydają się w różnych sytuacjach) ze śmietnika „elektrowni”
    pozdrawiam i szerokiej drogi

    • Haha! Ludzię lubią oceniać po samochodzie, a my tez to mamy w nosie. Niech sobie mówią co chcą i płacą za noclegi za każdym razem, a my możemy kimnąć wszędzie – na trasie, w mieście, w lesie. Dokładnie tam, gdzie nam się zachcę lub poczujemy zmęczenie.
      Fajny patent z magnesami – dzięki! Nie znałem, a rzeczywiście ma to sens. Zastanawiałem się kiedyś nad takim namiotem dostawianym do samochodu, ale ciągle go nie kupiliśmy, więc w sumie nie jest tak bardzo konieczny. U nas kolejny wydatek to będą panele słoneczne, bo jednak trochę energii nam brakuje niestety 🙂
      Szerokiej drogi dla Ciebie też!

  20. Świetna alternatywa na podróżowanie. Lubię takich ludzi z pomysłem na siebie 😉 Też miałem kiedyś podobny epizod w życiu jak byłem młodszy.

  21. Ale to jest super pomysł z tym wielofunkcyjnym samochodzikiem! Na pewno jest to dużo ciekawsza forma podróżowania niż kupić bilet i jechać autobusem czy pociągiem 🙂

  22. MOŻNA NA PANELACH ZAMONTOWAĆ LUSTERKA ALE TO RACZEJ NA DOM BO AUTEM NIE MONA BY SKR

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *