Start » Miejskie inspiracje » Tajemnicze lotnisko w Berlinie

Tajemnicze lotnisko w Berlinie

Przyzwyczailiśmy Was do opisywania dalekich krain, różnic kulturowych dziwnych dla nas zwyczajów w krajach Azji. Jadąc ostatnio do Berlina zacząłem się zastanawiać, czy wyeksploatowana turystycznie stolica Niemiec jest w stanie mnie czymś zaskoczyć? OK, przestrzeń i charakterystyczna zabudowa miasta to jedno, ale coś więcej? Coś nietypowego? Okazało się, że tak! Tym miejscem jest… lotnisko, a raczej pas startowy lotniska, po którym można jeździć na rolkach albo na rowerze!

Najszersza trasa rowerowa w Berlinie - pas startowy lotniska Tempelhof
Najszersza trasa rowerowa w Berlinie – pas startowy lotniska Tempelhof
– To co robimy w weekend – pytam naszych przyjaciół, podekscytowany na samą myśl wyjazdu za miasto.
– To zależy od pogody, ale gdy jest ładnie… – odpowiadają przeciągając długo.
– No, no? – wlepiam oczy w ich uśmiechnięte twarze.
– Gdy jest ładnie, bierzemy rolki i jedziemy na lotnisko – pada zaskakująca odpowiedź.
– Na lotnisko? Na rolkach? Po lotnisku w Niemczech można jeździć na rolkach? – dziwię się jak dziecko wystrzeliwując pytania jak z karabinu maszynowego.
– No tak. Sam zobaczysz jutro – odparła Kerstin uśmiechając się tajemniczo do swojego partnera.
Uwierzcie lub nie – spać nie mogłem, bo oczywiście nie powiedzieli mi o co dokładni chodzi. Rano wstałem pierwszy. Dalej w głowie nie mogłem sobie ułożyć, że można jeździć po lotnisku na rolkach. No właśnie – po terminalu czy po pasie startowym, czy może po jakimś parkingu przed lotniskiem? Kerstin i Bernie nic nie chcieli powiedzieć…
Wsiedliśmy po śniadaniu w shared car i po kilkunastu minutach byliśmy na miejscu… pod płotem przypominającym stary sowiecki garnizon wojskowy. Bynajmniej nie wyglądało to jak lotnisko, ale chwile później miałem zrozumieć wszystko.
Trochę historii.
Po zakończeniu II Wojny Światowej Berlin został podzielony na cztery części – francuską, angielską i amerykańską oraz sowiecką. Trzy pierwsze tworzyły Berlin Zachodni, który połączony był z RFN eksterytorialnym kanałem drogowym oraz podniebnym mostem, który zaczynał się właśnie tutaj – na berlińskim lotnisku Tempelhof.
Budynek lotniska Tempelhof w Berlinie
Budynek lotniska Tempelhof w Berlinie
Tempelhof to relikt. Wielkie betonowe lotnisko wyglądające z zewnątrz jak baza wojskowo, a gdy bliżej mu się przyjrzeć, trochę jak schron przeciwlotniczy. Być może pół wieku temu spełniał obie te funkcje, co w sumie ma sens, bo stacjonowało tu m.in. amerykańskie wojsko. Dziś lotnisko Tempelhof już nie przyjmuje komercyjnych lotów. Jest zamknięte, ale powoli zaczyna zamieniać się w centrum rekreacyjne Berlina. No bo przecież, gdzie lepiej jeździ się rowerem jak nie po jednym z dwóch pasów startowych? Czy można sobie wymarzyć lepszą trasę do jazdy na rolkach? No na pewno nie szerszą!
Kerstin na rolkach po pasie startowym lotniska Tempelhof
Kerstin na rolkach po pasie startowym lotniska Tempelhof
To tutaj w wolnych chwilach spotykają się znajomi i ścigają się na rowerach, jeżdżą na wrotkach, rolkach, deskorolkach. Przychodzą całe rodziny z dziećmi i pchają po płycie lotniska wózki ze swoimi pociechami. Latem podobno czuć tutaj iście piknikową atmosferę – rodzinne grille, a na nich kiełbaski i steki popijane niemieckim piwem. W tle ogromny budynek lotniska Tempelhof.
Rodzinka na spacerze - lotnisko Tempelhof
Rodzinka na spacerze – lotnisko Tempelhof
Na spacer lub na rower - wszyscy się pomieszczą na pasie startowym.
Na spacer lub na rower – wszyscy się pomieszczą na pasie startowym.
Niedzielne popołudnie na płycie lotniska Tempelhof w Berlinie
Niedzielne popołudnie na płycie lotniska Tempelhof w Berlinie
Okazała się, że znajomy naszych przyjaciół pracuje w firmie IT, której siedziba znajduje się na najwyższym piętrze dawnego lotniska. Poszliśmy więc i tam, obejrzeć jak to wygląda od środka. Gdy wchodziliśmy do budynku czułem się jakbym wkraczał do jakiegoś innego świata. Grube mury, ściany obite pilśnią charakterystyczną dla budynków z lat 50-60-tych. Wszystko to takie jakby znajome i ta atmosfera podejrzliwości spotęgowana pomieszczeniem z lustrami weneckimi. to tam właśnie podobno przyglądano się podejrzanym pasażerom przetaczającym się przez lotnisko.
Tory kolejowe prowadzące do terminala lotniska Tempelhof w Berlinie
Tory kolejowe prowadzące do terminala lotniska Tempelhof w Berlinie
Biura na samej górze to już XXI wiek. Wydzierżawione od miasta za samą adaptację pomieszczeń do użytku. Bardzo przestrzennie i nowocześnie zarazem. Sala konferencyjna, gabinet CEO (otwarty!), małe pokoje spotkań zespołowych, duże pomieszczenia ze stanowiskami dla programistów i grafików, zaplecze kuchenne, toalety, a nawet prysznice – typowe korpo, ale w lotnisku z widokiem na dwa pasy startowe!!
Płyta lotniska Tempelhof widziana z okna firmy IT.
Płyta lotniska Tempelhof widziana z okna firmy IT.
W dolnej części lotniska odbywają się eventy firmowe, albo niewielkie koncerty i ponoć klimat tam panujący jest niebywały. Takich po części opuszczonych miejsc w Berlinie jest dużo i odkrywanie ich to jakby cofanie się w przeszłość o kilkadziesiąt lat. My, Polacy jesteśmy to w stanie świetnie zrozumieć, bo ta sama historia działa się w Polsce i chyba dlatego tak bardzo podobało mi się w Berlinie – inny kraj, nowe miejsce, ale jest ten sam kontekst kulturowy i historyczny. Bardzo łatwy dla nas do zrozumienia. To nie Azja, którą trzeba zwykle rozkminiać i analizować na każdą możliwą stronę, aby na końcu się okazało, że i tak się mylimy… 😉
Kusiło nas też, żeby odwiedzić trochę tropikalnej Azji w Niemczech. Zastanawialiśmy się nad fenomenem Tropical Island pod Berlinem. Ktoś z Was tam był? Ciekawiło nas, co sprawia, że ludzie tam tak tłumnie jeżdżą? Tylko, to że można się wygrzać, czy faktycznie czuć, że jesteśmy w tropikach? Kiedyś może uda nam się to sprawdzić. Tym razem skupiliśmy się na reliktach Zimnej Wojny, która o zgrozo wróciła na pierwsze strony gazet właśnie wtedy, kiedy byliśmy w Berlinie. Historia zatacza krąg. Ukraina stoi przed widmem utraty Krymu i podziału na dwie części. Już niedługo na blogu przemyślenia Alicji z trwającej właśnie wycieczki na Ukraine i m.in. do Kijowa.

O autorze: Andrzej Budnik

Alternatywny podróżnik, zapalony bloger i geek technologiczny. Połączenie tych dziedzin sprawia, że w podróż przez australijski interior czy nowozelandzkie góry zabiera do plecaka drona, który pozwala mu przywieźć niepublikowane nigdzie wcześniej zdjęcia i oryginalne ujęcia wideo. Swoją duszę zaprzedał górom w północnym Pakistanie i tadżyckim Pamirze, które odkrywał podczas 4-letniej podróży lądowej przez Azję i Australię. Od wielu lat zaangażowany w aktywizację polskiego środowiska podróżniczego. Założyciel i obecnie współautor najstarszego, aktywnego bloga podróżniczego w Polsce – LosWiaheros.pl. Nominowany do Travelerów 2010 i Kolosów 2013. Zwycięzca konkursu Blog Roku w kategorii Podróże i Szeroki Świat w 2007 roku. Zawodowo licencjonowany pilot drona w firmie CrazyCopter.pl specjalizującej się w fotografii lotniczej i wideo z drona. Łącząc od lat pracę zdalną i podróże stara się promować styl życia określany Cyfrowym Nomadyzmem.

Podobny tekst

Spontaniczny wypad do Norwegii

Ta monotonia dnia codziennego zaczęła nas powoli przytłaczać. Ile można siedzieć przy komputerze i nigdzie …

15 komentarzy

  1. notjustthedreams.wordpress.com

    Ehh, moje wspomnienia z Tempelhof nie są takie różowe. Był 1 stycznia. Mnóstwo śniegu, jakieś -10 stopni. Znajomy wyciągnął mnie na spacer. A że spacerować lubię to oczywiście Tempelhof wydawał mi się doskonałym pomysłem. W pierwszej chwili zachwyciłam się ideą chodzenia po płycie a także licznymi osobami biegającymi na nartach. Tyle, że przejście całego lotniska to nie pięć minut. W międzyczasie zrobiło się ciemno, a my na samym środku płyty zastanawialiśmy się czy przypadkiem po zmroku nie zamykają bram. W butach miałam lodowatą kałużę, a płotu jak nie było widać tak nie było… Nie wiem ile ta gehenna trwała, ale w końcu udało nam się – za trzecim razem – znaleźć otwartą bramę i jakoś doczłapać do metra. Następnym razem lotnisko zostawię sobie na lato 😉

    • Śnieg w styczniu? Toż to jakaś anomalia! 😉
      A tak całkiem serio, to faktycznie słaba akcja! Mogłaś się wczuć w sowieckiego szpiega podchodzącego nocą do amerykańskich baz! 😀
      Też chciałbym tam latem wrócić, jak te wszystkie grile będą się tlić… Mniam 🙂

  2. Cudze chwalicie, swego nie znacie:) A co to nie mamy lotniska w Czyżynach?

  3. w TI czuć… chlor.

    miejsce jednak jest warte odwiedzenia ze względu na dwie rzeczy:
    – duży kompleks saunowy, można się porządnie zregenerować i zaliczyć kilka/kilkanaście aufgussów (naparzanie sauny olejkami i ziołami, często przy muzyce i wiatraku ręczników)
    – samą halę – robi ciekawe surrealistyczne wrażenie z industrialnym dachem na górze i wszystkimi tymi palmami na dole.

    a tak poza tym to zgiełk, komercja, nieco „podupadający” standard, fastfoodowe jedzenie i drogo jak cholera. w urodziny wjazd jest za free, warto się wstrzelić (szczególnie jak ktoś ma urodziny zimą) 🙂

  4. Oj tak, rozkminianie Azji może być frustrujące, też zawsze w Europie doceniam bliskość kulturową, a najbardziej – możliwość POROZMAWIANIA. W Azji niestety często kontakt werbalny jest strasznie utrudniony. Oczywiście, że da się i na migi, ale szybko dochodzi się do ściany, gdzie dalej każdy się uśmiecha i tyle. Wiele osób ma w tej sytuacji tendencję do projektowania własnych wyobrażeń o interlokutorze (typu: uśmiecha się, więc jest szczęśliwy).

    • Nie mogę się nie zgodzić. Szczególnie w temacie projekcji wyobrażeń i oglądania świata z perspektywy zachodniej, ale z drugiej strony… dajmy i innym się tego nauczyć 🙂

      • Nie chciałam zniechęcać do podejmowania prób zrozumienia tych trudniejszych światów, o nie! Zresztą to jest wciągające. Ale czasami fajnie gdzieś pobyć bez łamania sobie głowy 😉

        • Pełna zgoda!! :)) Bardzo wciągające, aczkolwiek czasem frustrujące… sama pewnie wiesz najlepiej na ile sposobów można interpretować kiwnięcie głową mieszkańca Indii 😀

  5. Dzisiejszy sposób eksploatowania Tempelhof to już jak widać „nowa, świecka tradycja”

  6. Dwa razy w roku hale lotniska wraz z jego sporą częścią zamieniają się na centrum targowe – dzieje się tu Bread & Butter. Wielka impreza fashion. Pojawiają się baseny, sceny, ogrody, centra relaksu, przedziwne pomysły jak porozbijane samochody, fascynujące pojazdy mechaniczno-elektryczne czy tańczące roboty przy rurach. Świetna impreza wpasowująca się idealnie w klimat Tempelhof.

    • Kurcze, ale to musi ekstra wyglądać! Dzięki za cynk, może nawet się wybierzemy, bo bilet z Krk do Berlina na Polskiego Busa jest śmiesznie tani.

  7. Niemcy do dziś odczuwają w jaki sposób ich historia najnowsza zaważyła na rozwoju ruchu lotniczego w Berlinie. Lata mijają i bałagan rośnie: http://szewo.com/balagan-z-lotniskami-w-berlinie/

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *