Start » Arktyka » Tajemnica arktycznej Piramidy

Tajemnica arktycznej Piramidy

Marzyło mi się od dawna zobaczyć Czarnobyl – opuszczone po kataklizmie miasto na Ukrainie, ale nie udało się. Alicja pojechała sama. Dwa tygodnie temu dotarłem chyba do jeszcze bardziej dziwnego miasta, o którym do niedawna nie miałem pojęcia – Piramida na arktycznym Spitsbergenie. To miasto mnie wgniotło w ziemię.

Płyniemy zwykłym statkiem wycieczkowym o wdzięcznej nazwie Polar Girl. Po kilku godzinach od wypłynięcia z Longyearbyen cumujemy przy rozwalającym się pomoście. Już wtedy czuję, że będzie grubo, że to miejsce jest wyjątkowe.

Rozpadająca się przystań w Piramiden.
Rozpadająca się przystań w Piramiden.

Przez pierwsze dwie godziny pobytu, standardowe zwiedzanie z przewodnikiem. Około 50 turystów, gadki-szmatki, opowiadania. Mam wrażenie,  ze te historie są miejscami wyssane z palca, aby zrobiły wrażenie na zwiedzających. Chodzimy ulicami opuszczonego miasta, wchodzimy do starego domu kultury, na salę gimnastyczną i wio do statku, oczywiście po obowiązkowych zakupach w jakimś zdezelowanym muzeum, w którym stoi wypchany niedźwiedź z pomalowanym czarną farbą podniebieniem.

Nad opuszczonym miasteczkiem góruje stożkowy szczyt, to własnie od niego wzięła się nazwa tego miasta Pyramiden, czyli Piramida.
Nad opuszczonym miasteczkiem góruje stożkowy szczyt, to własnie od niego wzięła się nazwa tego miasta Pyramiden, czyli Piramida.

W czasie zwiedzania poznajemy Pana Piotra – zarządcę Piramidy z ramienia konsula Federacji Rosyjskiej. Okazuje się, że człowiek mówi dobrze po polsku, pracował w Chełmie i ma z Polską wiele wspomnień. Czy mogliśmy lepiej trafić? Gdy tylko zaczęliśmy z nim rozmawiać, już wiedzieliśmy, że będziemy mogli zostać w obrębie Piramidy dłużej niż turyści ze statków. Zostaliśmy na trzy dni. Trzy magiczne dni.

Z Piotrem, obecnym zarządcą Piramidy.
Z Piotrem, obecnym zarządcą Piramidy.

Trochę historii. Osada Pyramiden, a później prężnie rozrastające się miasteczko powstało dzięki okolicznym imponującym złożom węgla. Pracować chciał tutaj każdy, gdyż ówczesne władze ZSSR traktowały Piramidę jako miejsce o bardzo ważnym znaczeniu strategicznym i wizerunkowym. Tutaj, mimo żelaznej kurtyny, swobodnie spotykał się Wschód z Zachodem Europy. Formalnie pod zarządem Norwegii, a faktycznie pod wpływem Moskwy – Piramida rosła w siłę. Węgla wydobywano coraz więcej.

Ooo! A ktoś się zastanowił, skąd węgiel na Arktyce? Przecież nie ma tu drzew poza 2-centymetrowymi skarłowaciałymi wierzbami! Tutaj przyda się lekcja geografii i dwa hasła: Gondwana i wędrówka kontynentów. Obecny Svalbard przywędrował do Arktyki z południa. Przybyły z nim i uwięzione w skałach drzewa. Ktoś to odkrył, nietęgo się zdziwił i tak się kręci interes węglowy po dziś dzień, ale już nie w Piramidzie. Ta miała mniej szczęścia.

Lata 90 XX wieku to trudny okres dla rozpadającego się ZSSR. Gigant na glinianych nogach w końcu upada na kolana i przestaje dotować Piramidę. Zawiesza się wydobycie węgla. Wyjeżdżają stamtąd ludzie. Tak powstaje miasto duchów. Tutaj zaczyna się opowieść.

W Piramidzie było wszystko, czego potrzebowali ludzie do życia. Sklep, teatr, basen, kantyna, wielka aleja zwana żartobliwie Champs-Elysees. U jej szczytu znajduje się najbardziej wysunięte na północ popiersie Lenina. Zaś przechadzając się w dół, można było podziwiać niesamowity widok na Billefjord i ogromny lodowiec! Szczerze? Jeden z piękniejszych widoków, jakie widziałem.

Kirill, spaceruje arktyczną Champs-Elysees.
Kirill, spaceruje arktyczną Champs-Elysees.

Życie jednak nie jest tutaj proste. Przekonuje się o tym Pan Piotr i jego żona, która gotuje na potrzeby kilkunastu osób, utrzymujących Piramidę w stanie hibernacji. Plan jest wielki – zrobić z tego miejsca kierunek turystyczny. Uruchomiono już hotel, który jest poza naszym budżetem i w przyszłym roku ma ruszyć z przytupem, promocja Piramidy. Mają ściągać tutaj tylko bogaci turyści, którzy dużo zapłacą z pobyt w tym osobliwym miejscu.

Z tego też powodu od niedawna nie można się już rozbijać z namiotem w okolicy miasta. My jednak mamy chody. Wiecie – bracia Słowianie, którzy trąbią na to, co mówi wielka polityka. Przy tej całej nagonce na Rosję, uwielbiam jej mieszkańców, bo rozumiemy się w mig. Wystarczy kilka uśmiechów, kilka zdań – kontekst kulturowy mamy ten sam. Dużo lepiej dogaduję się z Rosjanami niż Amerykanami. No tak już mam.

Podobnie było z Kirilem – rosyjskim przewodnikiem po Piramidzie, który ze swoim charakterystycznym akcentem grzmiał po angielsku podczas wycieczki. Równy gość, dobry aktor i pewnie świetny człowiek – pomyślałem.

Jeszcze tego samego dnia wieczorem otworzył nam zamknięte budynki, po których zwykle nie oprowadza turystów. I to dopiero była feeria wrażeń. Weszliśmy m.in. do jednego z bloków, gdzie mieszkali kiedyś pracownicy kopalni. Czas tam tak jakby się zatrzymał. Cztery piętra. Na każdym takie same pokoje z łazienkami. W wielu z nich były dalej meble – łóżka, krzesła, wieszaki. Czasem nawet kołdry i ubrania w szafach. Na ścianach wisiały powiędłe kwiaty i kalendarze ścienne z lat 1995, 96, 98. Wtedy właśnie wyjeżdżali ostatni mieszkańcy z Piramidy. Wtedy kończyła się świetność tego miejsca. Nic tutaj nie wybuchło. Nie było katastrofy. Po prostu taki los. Zmienił się system.

Jedna z wielu półek na książki i kwiaty.
Jedna z wielu półek na książki i kwiaty.

Ludzie, którzy pracowali w Piramidzie to śmietanka najlepszych specjalistów, którzy chcieli spróbować życia na Arktyce w najlepszych możliwych warunkach. Nie podejrzewali jednak, że to pewnego rodzaju pułapka. Że żyje się jakby w więzieniu. Grasują tutaj niedźwiedzie polarne i nawet dzieci mogły się bawić tylko pod bacznym okiem kogoś z karabinem lub strzelbą.

W tej kwestii nic się nie zmieniło. Piramida dalej jest narażona na odwiedziny niedźwiedzi polarnych. Co więcej, będąc w mieście poruszamy się po przestrzeni z ograniczoną widocznością i okazać się może, że niedźwiedź jest kilka metrów od nas – za rogiem budynku. Brzmi jak bajka, ale takie wypadki już się zdarzały. Słyszeliśmy że, zaraz po naszej wizycie w Piramidzie kilkuletni niedźwiedź chodził w okolicy hotelu, więc trzeba było strzelać i go spłoszyć.

Widziałem na ścianach mieszkań kalendarze, takie ręcznie robione. Ludzie wkładali do nich codziennie nową kartkę z liczbą, a odliczali dni do wyjazdu. Czy czuli się osaczeni? Uwięzieni? Ciężko stwierdzić. Faktem jest, że to bardzo trudne do życia miejsce. Szczególnie podczas nocy polarnej, gdy nie ma przez cztery miesiące słońca.

Chodząc po opuszczonych mieszkaniach, widać było jak różni ludzie tu mieszkali. Można było to zaobserwować po tapecie, obrazkach, plakatach i różnych ozdobach, które do jednych pasują bardziej, a do innych mniej. Chciałbym poznać, choć część z tych ludzi i taka okazja może i się nadarzy, bo Kirił zabrał nas też do czegoś, co mogło być siedzibą KGB.

Porozrzucane dokumenty, akta, notatki.
Porozrzucane dokumenty, akta, notatki.

Akta walały się wszędzie – na ziemi, w biurkach, na szafkach i w koszach na śmieci. Tak jakby ktoś po prostu w wielkim pośpiechu opuszczał to miejsce. Do tego w innym pomieszczeniu wielkie konsole z mnóstwem przycisków, pancerne drzwi do jednego pomieszczenia, z którego było przejście przez kolejne pancerne drzwi do następnego, a tam znów akta. Tym razem ładnie pozamykane w teczkach i ułożone na biurkach. Zrobiłem kilkaset zdjęć tych akt. Będę szukał kontaktów podczas nudnych, zimowych wieczorów. A nóż uda mi się poznać historie tych ludzi, jakoś bliżej. Piramida bez dwóch zdań zawładnęła mną na wylot. Miejsce magiczne i straszne zarazem.


Obejrzyj powyższy film, który pokazuje pierwsze chwile w Piramidzie.

PS: Tutaj 21 filmowych relacji z Arktyki, które pokazują mówią trochę więcej o tym miejscu 🙂

O autorze: Andrzej Budnik

Alternatywny podróżnik, zapalony bloger i geek technologiczny. Połączenie tych dziedzin sprawia, że w podróż przez australijski interior czy nowozelandzkie góry zabiera do plecaka drona, który pozwala mu przywieźć niepublikowane nigdzie wcześniej zdjęcia i oryginalne ujęcia wideo. Swoją duszę zaprzedał górom w północnym Pakistanie i tadżyckim Pamirze, które odkrywał podczas 4-letniej podróży lądowej przez Azję i Australię. Od wielu lat zaangażowany w aktywizację polskiego środowiska podróżniczego. Założyciel i obecnie współautor najstarszego, aktywnego bloga podróżniczego w Polsce – LosWiaheros.pl. Nominowany do Travelerów 2010 i Kolosów 2013. Zwycięzca konkursu Blog Roku w kategorii Podróże i Szeroki Świat w 2007 roku. Zawodowo licencjonowany pilot drona w firmie CrazyCopter.pl specjalizującej się w fotografii lotniczej i wideo z drona. Łącząc od lat pracę zdalną i podróże stara się promować styl życia określany Cyfrowym Nomadyzmem.

Podobny tekst

Trekking przez Spitsbergen – fotogaleria

Spitsbergen zdecydowanie zapada w pamięć. Można tam poczuć niesamowitą potęgę natury i to, jacy jesteśmy …

27 komentarzy

  1. Super relacja. Uwielbiam czytać o miejscach, o których nie miałam pojęcia 🙂

  2. Kamyczek do ogródka @skokwbokblog?;-)

    • Skądże! Z Maćkiem bardzo się lubimy. Tak, ogólnie. FB nie lubi takich tematów. Tyle.

    • No to już tym bardziej ten temat jest spalony, bo ciepło lubi większość osób. Pewnie jeszcze jak jest ładny krajobraz, to daje radę 🙂

    • Eee nawet gdyby to był kamyczek to nie uznałem tego za coś złego. Po prostu zestawiłem poranny post Maćka z Waszym. Osobiście wolę ciepło niż zimno ale jestem pod wrażeniem, że fajnie się dogadaliście z lokalnymi mieszkańcami. To chyba nie tylko kwestia słowiańskości. Fajni ludzie zawsze się dogadają. Fajna relacja!

    • Widoczki też macie piękne tylko inne, wiec luz. Są tacy co wolą chłodniejsze klimaty 🙂

    • Andrzej, mam od roku palmy kokosy i turkusowa wodę i mnie trafia. Nie ma nic bardziej nudnego w życiu niż monotonia pogodowa. Marzymy juz by nam tyłki przemrozilo! A w szczególności na północy!;)

  3. Będzie więcej zdjęć? Fascynują mnie takie opuszczone miejsca!

  4. Aaaaa 😀 😀 😀 Znajoma gęba 😀 Ależ wódy bym się z nim napił 😀

  5. Macie lajka w tej nierównej walce z białym piaseczkiem i leżaczkami, a co! A ja mam też fajne coś na blog, ale się nie zdążyło zuploadować na piąteczek. Stanie w szranki z konkurencją przy porannej kawie w poniedziałek 😉

  6. z Krzysztofem Gonciarzem się dublujecie przypadkowo czy to jakaś szeroko zakrojona akcja promocyjna?

    • No ja Ci już pisałem, że Krzysiu był tam też z nami?
      W sumie, to nie wiem komu by miało zależeć na promowaniu tego miejsca? Może Kremlowi? 😉

    • Ahh Ci jutuberzy… wszystko się wydało 😉
      To jest dokładnie ten moment, w którym fotografuję wspomniane w tekście akta…

  7. aha sorki no i w 7:25 to Wy bestyjki:]

  8. musiałem zgubić ten komentarz, jestem w drodze i internet działa tak sobie 🙂

  9. Jazda niezła.
    Więcej fotek pliz!

    R

  10. Fantastyczna wyprawa, chyba poproszę o szczegóły jak zorganizować tam wyjazd 🙂
    Pzdr z Krk 🙂

    • Jest w planach taki wpis, bo tam można samemu też pojechać. Trochę cierpliwości, bo mamy tyle materiału, że nie wiemy w co ręce włożyć 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *