Start » Iran » Ramadan – krwawe święto okrutnych terrorystów
Ramadan – krwawe święto okrutnych terrorystów

Ramadan – krwawe święto okrutnych terrorystów

Ramadan – tajemnicze słowo kojarzące się z jakimś świętem, krwawym zarzynaniem barana i muzułmanami, a muzułmanie z kolei ostatnio kojarzeni są z atakami terrorystycznymi. Czym jest ten Ramadan mogliśmy przekonać się na własnej… skórze!


Ramadan, ramazan, ramzan, rozan, bo tak bywa nazywany, to nie tyle święto, co po prostu dziewiąty miesiąc roku wg muzułmańskiego kalendarza. Ramadan jest dla wyznawców islamu święty, gdyż właśnie w tym miesiącu archanioł Gabriel objawił Mahometowi pierwsze wersety Koranu, czyli świętej księgi islamu. Często mylony jest ze Świętem Ofiarowania, podczas którego rzeczywiście zabija się barana, na pamiątkę ofiary Izaaka. Tego święta nie mieliśmy okazji doświadczyć, więc wróćmy do Ramadanu.

Podczas Ramadanu obowiązuje post – nie można spożywać żadnych pokarmów ani pić napojów. Możecie sobie wyobrazić jak trudne jest utrzymanie takiego postu kiedy temperatura w ciągu dnia przekracza 30 stopni… Posiłki można spożywać tylko od zachodu do wschodu słońca. Wieczorem, po modlitwie, rodziny wspólnie zasiadają do kolacji – iftar, a krótko przed świtem jedzą obfite śniadanie – suhoor.

Z obowiązku poszczenia są zwolnieni chorzy, osoby starsze, dzieci i podróżujący (czyli my się kwalifikujemy). Jednak w ciągu dnia nie wolno objadać się publicznie, zwłaszcza w towarzystwie osób poszczących, można zrobić to w zaciszu domowym. Ramadan kończy się wielkim świętem Eid, podczas którego następuje uroczyste zakończenie postu i obchody tego święta nieco się różnią od siebie w poszczególnych krajach muzułmańskich.

Przydrożny sklepik z jedzeniem.

Przydrożny sklepik z jedzeniem.

Nam przyszło wejść w Ramadan w Iranie, a zakończyliśmy go w Pakistanie. Właściwie w dzień rozpoczęcia }miesiąca postu nic szczególnego się nie działo. Sklepy otwarte jak zawsze, można robić zakupy bez problemu, tylko brak ulicznych garkuchni, a knajpki z jedzeniem pozamykane i powyklejane gazetami od środka – dlaczego? Tego dowiedzieliśmy się w Bandar-e-Abbas w Iranie. Czekaliśmy tam na dworcu  na nasz autobus do Zahedanu. Do odjazdu były jeszcze dwie godziny, a głód zaczął dawać o sobie znać… Nie zważając na to, że jest środek dnia, Andrzej poszedł na poszukiwanie jedzenia. Wszystkie dworcowe jadłodajnie miały witryny powyklejane gazetami i wyglądały na zamknięte… pozornie! Kiedy uchyliło się drzwi jednej z nich można było zobaczyć, że w środku siedzą osoby, które z różnych powodów nie przestrzegały postu i ze smakiem zajadały buły z mięsem i warzywami na ciepło. Oczywiście z radością dołączyliśmy do nich!

Nikt nigdy nie miał do nas, jako do turystów-obcokrajowców-innowierców, pretensji o to, że coś zajadamy lub pijemy, z resztą raczej się z tym nie afiszowaliśmy. Kiedy gościliśmy u chłopaków w Marvdasht w Iranie, ich mama nawet sama ciągle nas czymś częstowała w ciągu dnia. Pamiętam kiedy przygotowała dla nas pyszny obiad, który podała nam, gdy wróciliśmy zmęczeni z warsztatów. Było nam trochę głupio, bo jedliśmy tylko my, a reszta na nas patrzyła. Wtedy dowiedzieliśmy się też, że to grzech jeść przy kimś, kto pości :) Nagrzeszyliśmy wiec co niemiara… Naszym gospodarzom to nie przeszkadzało, a mama chłopaków ciągle dokładała nam kolejne porcje to ryżu, to mięsa, to znów warzyw. Byliśmy w potrzasku, bo z jednej strony czuliśmy się nieswojo, że jemy sami, a z drugiej strony to niegrzecznie odmówić jedzenia, skoro zostało przygotowane specjalnie dla nas. Znów irańska gościnność, która nie zna granic. Mimo rozterek natury duchowej z wielką przyjemnością zjedliśmy ten posiłek, był po prostu nieziemsko pyszny!

Przyszła jednak chwila, kiedy mogliśmy wspólnie z resztą rodziny zasiąść wieczorem do kolacji i to doświadczenie było bardzo przyjemne. Drugi posiłek jedzą przed świtem, ok 4 rano i nikt nie miał sumienia, żeby nas wtedy budzić. Mogłam jednak obserwować rodzinkę spożywającą „śniadanie”. Spaliśmy wtedy na tarasie, przez sen słyszałam jakieś szuranie i dźwięk sztućców uderzających o talerze. Było jeszcze ciemno. Otworzyłam do połowy jedno oko i zobaczyłam jak cała rodzinka siedzi na perskim dywanie i zajada śniadanie. Patrzyłam tak na nich jednym okiem jak jedzą w kompletnej ciszy, przy zapalonej lampie, jak w jakiejś konspiracji. Potem wszyscy poszli spać z powrotem.

Podobnie było jeszcze w innym irańskim domu, w którym mieliśmy przyjemność gościć. Kiedy zbliżała się pora kolacji wszystkie przygotowane wcześniej potrawy wylądowały na położonej na perskim dywanie ceracie, a cała rodzina i my siedzieliśmy wokół zgromadzonego jedzenia. Z telewizora sączył się leniwie zaśpiew muezina – transmisja „na żywo” z saudyjskiej Mekki. Na co czekamy? Czekamy na moment, kiedy mułła po modlitwie powie słowa „Allach jest wielki”. Kiedy te słowa wreszcie padają, telewizor zostaje wyłączony, a my zabieramy się do konsumpcji tych wszystkich pyszności tu zgromadzonych (m.in. lasagne z wielbłąda).

Irańska kuchnia - przygotowania do wieczornego posiłku.

Irańska kuchnia – przygotowania do wieczornego posiłku.

W Pakistanie zasady Ramadanu są identyczne i również należy ich przestrzegać. W restauracjach tych przyhotelowych można było zjeść posiłek o każdej porze dnia, bez ograniczeń. Pewnego dnia, przez jedną krótką chwilę przeszło nam przez myśl, że można by spróbować pościć przez jeden dzień, tak jak muzułmanie. Pomysł szybko upadł. Jakoś trudno nam sobie wyobrazić dzień bez jedzenia i picia, a poza tym nie mamy ku temu żadnego racjonalnego powodu. W dodatku poszczenie w ciągu dnia i objadanie się na noc wydało nam się mało zdrowe…

Ramadan nie był dla nas jakoś specjalnie uciążliwy, poza tym, że ludzie przestrzegający postu wydają się mniej cierpliwi i trzeba pamiętać, żeby im nie proponować niczego do jedzenia ani do picia, bo mimo, że są głodni i spragnieni, to nie mogą przecież tego przyjąć. Mimo wszystko czekaliśmy na koniec tego świętego miesiąca  ze zniecierpliwieniem. Głównym tego powodem było to, że zostaliśmy zaproszeni w pierwszy dzień święta zakończenia postu do domu właściciela naszego hostelu „Madina” w Gilgit. Dla nas i dla reszty gości hotelowych (było nas ok. 12 osób) było to dużym zaszczytem i mieliśmy też wielką frajdę.

Dzień przed świętem, ktoś w naszym hostelu rzucił hasło, że trzeba zrobić zakupy, bo sklepy będą zamknięte przez 3 dni. To co działo się na ulicach Gilgit jest nie do opisania. Wszyscy tłoczyli się na targu i w małych sklepikach, przedświąteczny szał zakupów… Wyglądało to jak u nas przed Bożym Narodzeniem.

Na koniec Ramadanu wszyscy muzułmanie zmierzają do meczetu.

Na koniec Ramadanu wszyscy muzułmanie zmierzają do meczetu.

Rano, w pierwszy dzień święta zakończenia postu – Eid było cicho i spokojnie, ulice zupełnie puste. Wszystko pozamykane. Nagle rozległo się nawoływanie muezina. Ulice miasteczka zapełniły się muzułmanami, podążali do meczetu. Wszyscy świeżo wykąpani i wystrojeni, bo zwyczaj jest taki, że na Eid trzeba sprawić sobie nowe ubranie, często jest to bardzo popularny shalwar-kamiz. Kobiety ubierają się więc w kolorowe szaty, na dłoniach malują wzory henną i nakładają niezliczone ilości błyszczących szklanych bransoletek, które pobrzękują przy każdym ich kroku.  Po modlitwach wierni wracają do domów i w gronie najbliższej rodziny spożywają posiłek – wreszcie w ciągu dnia!

W naszym hostelu, też panowała jakaś taka podniosła, świąteczna atmosfera. Czekaliśmy na samochód, który miał nas zawieźć do domu Pana Jakuba. Kiedy radosna gromadka kilkunastu turystów wylądowała u Pana Jakuba w jego prywatnym domu, poczęstowano nas przepysznymi potrawami z mięsa, warzyw i ryżu. Na koniec typowy pakistański deser, czyli angielski custard – coś w stylu naszego budyniu.

Nie dziwił nas fakt, że przez cały ten czas nie widzieliśmy ani jednej kobiety, obsługiwali nas sami mężczyźni. Zostaliśmy poinformowani, że kobiety zwykle świętują osobno, w innym pokoju, głównie dlatego, że Panowie prowadzą długie i skomplikowane rozmowy o polityce, a Pań to nie interesuje za bardzo. Pomyślałam, że to trochę smutne, iż ten świat kobiecy jest tak cały czas oddzielany od męskiego i że nie mogą znaleźć wspólnego mianownika. Cóż istotę problemu zrozumiałam lepiej, kiedy panowie –  pensjonariusze „Madiny” zaczęli rozmowy o polityce, a trzeba przyznać, że towarzystwo było doborowe: Czesi, Holendrzy, Anglicy, Polacy, Rosjanie, Koreanka i Kolumbijczyk. Oczywiście nie muszę zaznaczać, że największe tarcie wystąpiło między stroną polską, a rosyjską… Tego można było się spodziewać! Wtedy właśnie zapytałam gdzie jest ten pokój dla Pań („pokój” w tej sytuacji nomen-omen) i wraz z innym dziewczętami udałyśmy się na babskie pogaduchy.

Męskie rozmowy o polityce podczas Eid.

Męskie rozmowy o polityce podczas Eid.

Wybór okazał się trafiony w 10. Miałyśmy okazję poznać i porozmawiać z Panią domu, zwiedzić jej projektanckie i krawieckie atelier, a na koniec zostałyśmy obdarowane pakietem kolorowych  szklanych bransoletek. Przed nami stała niezliczona ilość kartonów wypełnionych po brzegi bransoletkami, chyba o wszystkich kolorach świata. Każda mogła sama sobie wybrać kolor. Koreanka, która stała obok mnie, sprawnym ruchem przymierzała coraz to nowe szklane krążki. A dodać trzeba, że bransoletki to po prostu sztywne kółka ze szkła i nie da się ich rozciągnąć. Ja też przystąpiłam do przymierzania, ale niestety, polskie dłonie lalkarskie to nie drobne rączki Koreanki i bransoletka utkwiła na mojej ręce, zanim dotarła do nadgarstka… Nie dość, że miażdży mi dłoń, to nie chce ruszyć ani w jedną, ani w drugą stronę. Co za wstyd! Widzę jednak, że Czeszka ma identyczny problem, czyżby Słowianki miały najgrubsze nadgarstki na świecie? Z pomocą przychodzi nam gospodyni i kilkoma sprawnymi ruchami uwalnia nas od kłopotliwej biżuterii. W efekcie obie wychodzimy z pakietami bransoletek chyba największych jakie tylko są w Pakistanie.

Tak wyglądał pierwszy dzień końca Ramadanu. Przez dwa następne dni chodzi się w odwiedziny do rodziny bliższej i dalszej, wszyscy składają sobie życzenia i obdarowują się na wzajem małymi upominkami lub drobnymi sumami pieniędzy.

Po niezwykle miłym i serdecznym przyjęciu nas w domu właściciela „Madiny” Pana Jakuba wróciliśmy do hostelu. Był już wieczór. Panowie postanowili kontynuować dyskusję o polityce, która właściwie przekształciła się w spór. Nagle, debatę przerwały głośne, świszczące dźwięki. Okazało się, że to mniej rozsądna część pakistańskiego społeczeństwa oddaje w powietrze serie strzałów z karabinów Kałasznikow, chcąc w ten sposób uczcić święto. Pomysł koszmarny! Od tych wystrzałów dosłownie aż piszczało w uszach. Po ok. 30 minutach policja uporała się z problemem i „wystrzałowe” pomysły zostały stłamszone. Byliśmy zupełnie bezpieczni, ale zastanowił nas fakt, że tyle ludzi posiada we własnym domu karabin maszynowy, którym można zabić…

Kiedy Ramadan i obchody jego zakończenia dobiegły końca wszystko wróciło do normy, a przy głównej uliczce otwarto sklepiki i knajpki, które dotąd były zamknięte… zawsze to jakaś nowa atrakcja. Wreszcie można legalnie jeść i pić na ulicy!

4 komentarzy

  1. Agnieszka, specjalistka SEM

    „Krwawy miesiąc okrutnych terrorystów” ? Ten tytuł brzmi fatalnie, i właśnie tak wyświetlacie się w wyszukiwarce na zapytanie „ramadan” – chcecie być kojarzeni z nietolerancją i nietaktownością ?? Mimo, że nie chcecie tak na razie może być. Przynajmniej na pierwszy rzut oka. Warto to zmienić. 

    • Z 10 wyników wyszukiwania ten właśnie jest najmniej nudny i przykuwa uwagę. Z punktu widzenia SEO najlepiej by było nazwać go tylko Ramadan, ale z punktu widzenia SEM, właśnie tak jak jest teraz. Możemy się spierać – szkoły są dwie, a nawet trzy… 

      Kto nas zna, wie że tak nie myślimy. Kto nas nie zna, kliknie, przeczyta i zdziwi się, że tam… na Bliskim Wschodzie wcale nie jest tak strasznie… i krew się nie leje strumieniami. 
      Mimo wszystko dziękuję za uwagę i że chciało Ci się napisać :) 

  2. P. Agnieszka ma racje. Nie wszyscy przeczytaja artykuł, a tytuł pozostanie w pamieci. Jestem Muzułmanką i właśnie swietuje Ramadan. Poczułam sie zraniona. Swoja drogą to kiepski, głupi pomysl zeby wymyslec tak podly tytul tylko dla zwrocenia uwagi i „zeby nie byl nudny”. Troche wiary w siebie. DOBRY PROJEKT OBRONI SIE SAM.

    •  Tytuł został wymyslony w ten sposób, aby przyciągnąć uwagę szczególnie tych, którzy o islamie wiedzą bardzo mało, a krytukują tę religię kierując się stereotypami i plotkami. Taka osoba po przeczytaniu tego tytułu może pomyśleć, że ten wpis to „woda na jego młyn” i jednak go przeczyta. Czego się wtedy dowie? Właśnie tego czym tak naprawdę jest Ramadan.
      Tytuł wywołuje emocje i przez to prowokuje do przeczytania tekstu. Oto właśnie chodzi.

Wpisz komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie upubliczniony.Wymagane pola są oznaczone *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>