Strona Główna Pakistan Ramadan - krwawe święto okrutnych terrorystów
Ramadan - krwawe święto okrutnych terrorystów
Wtorek, 05 Styczeń 2010 20:41
Ramadan – tajemnicze słowo kojarzące się z jakimś świętem, krwawym zarzynaniem barana i muzułmanami, a muzułmanie z kolei ostatnio kojarzeni są z atakami terrorystycznymi. Czym jest ten Ramadan mogliśmy przekonać się na własnej... skórze!
Ramadan
Ramadan, ramazan, ramzan, rozan, bo tak bywa nazwywany, to nie tyle święto, co po prostu dziewiąty miesiąc roku wg muzułmańskiego kalendarza. Ramadan jest dla wyznawców islamu święty, gdyż właśnie w tym miesiącu archanioł Gabriel objawił Mahometowi pierwsze wersety Koranu, czyli świętej księgi islamu. Często mylony jest ze Świętem Ofiarowania, podczas którego rzeczywiście zabija się barana, na pamiątkę ofiary Izaaka. Tego święta nie mieliśmy okazji doświadczyć, więc wróćmy do Ramadanu.

Podczas Ramadanu obowiązuje post – nie można spożywać żadnych pokarmów ani pić napojów. Możecie sobie wyobrazić jak trudne jest utrzymanie takiego postu kiedy temperatura w ciągu dnia przekracza 30 stopni... Posiłki można spożywać tylko od zachodu do wschodu słońca. Wieczorem, po modlitwie, rodziny wspólnie zasiadają do kolacji – iftar, a krótko przed świtem jedzą obfite śniadanie – suhoor.

Z obowiązku poszczenia są zwolnieni chorzy, osoby starsze, dzieci i podróżujący (czyli my się kwalifikujemy). Jednak w ciągu dnia nie wolno objadać się publicznie, zwłaszcza w towarzystwie osób poszczących, można zrobić to w zaciszu domowym. Ramadan kończy się wielkim świętem Eid, podczas którego następuje uroczyste zakończenie postu i obchody tego święta nieco się różnią od siebie w poszczególnych krajach muzułmańskich.

Nam przyszło wejść w Ramadan w Iranie, a zakończyliśmy go w Pakistanie. Właściwie w dzień rozpoczęcia Podczas Ramadanu tak są oblepione knajpy z jedzeniem :) Kontrabanda na całego! miesiąca postu nic szczególnego się nie działo. Sklepy otwarte jak zawsze, można robić zakupy bez problemu, tylko brak ulicznych garkuchni, a knajpki z jedzeniem pozamykane i powyklejane gazetami od środka – dlaczego? Tego dowiedzieliśmy się w Bandar-e-Abbas w Iranie. Czekaliśmy tam na dworcu  na nasz autobus do Zahedanu. Do odjazdu były jeszcze dwie godziny, a głód zaczął dawać o sobie znać... Nie zważając na to, że jest środek dnia, Andrzej poszedł na poszukiwanie jedzenia. Wszystkie dworcowe jadłodajnie miały witryny powyklejane gazetami i wyglądały na zamknięte... pozornie! Kiedy uchyliło się drzwi jednej z nich można było zobaczyć, że w środku siedzą osoby, które z różnych powodów nie przestrzegały postu i ze smakiem zajadały buły z mięsem i warzywami na ciepło. Oczywiście z radością dołączyliśmy do nich!

Nikt nigdy nie miał do nas, jako do turystów-obcokrajowców-innowierców, pretensji o to, że coś zajadamy lub pijemy, z resztą raczej się z tym nie afiszowaliśmy. Kiedy gościliśmy u chłopaków w Marvdasht w Iranie, ich mama nawet sama ciągle nas czymś częstowała w ciągu dnia. Pamiętam kiedy przygotowała dla nas pyszny obiad, który podała nam, gdy wróciliśmy zmęczeni z warsztatów. Było nam trochę głupio, bo jedliśmy tylko my, a reszta na nas patrzyła. Wtedy dowiedzieliśmy się też, że to grzech jeść przy kimś, kto pości :) Nagrzeszyliśmy wiec co niemiara... Naszym gospodarzom to nie przeszkadzało, a mama chłopaków ciągle dokładała nam kolejne porcje to ryżu, to mięsa, to znów warzyw. Byliśmy w potrzasku, bo z jednej strony czuliśmy się nieswojo, że jemy sami, a z drugiej strony to niegrzecznie odmówić jedzenia, skoro zostało przygotowane specjalnie dla nas. Znów irańska gościnność, która nie zna granic. Mimo rozterek natury duchowej z wielką przyjemnością zjedliśmy ten posiłek, był po prostu nieziemsko pyszny!

Przyszła jednak chwila, kiedy mogliśmy wspólnie z resztą rodziny zasiąść wieczorem do kolacji i to doświadczenie było bardzo przyjemne. Drugi posiłek jedzą przed świtem, ok 4 rano i nikt nie miał sumienia, żeby nas wtedy budzić. Mogłam jednak obserwować rodzinkę spożywającą „śniadanie”. Spaliśmy wtedy na tarasie, przez sen słyszałam jakieś szuranie i dźwięk sztućców uderzających o talerze. Było jeszcze ciemno. Otworzyłam do połowy jedno oko i zobaczyłam jak cała rodzinka siedzi na perskim dywanie i zajada śniadanie. Patrzyłam tak na nich jednym okiem jak jedzą w kompletnej ciszy, przy zapalonej lampie, jak w jakiejś konspiracji. Potem wszyscy poszli spać z powrotem.

Podobnie było jeszcze w innym irańskim domu, w którym mieliśmy przyjemność gościć. Kiedy zbliżała się pora Kuzynka Amira podczas przygotowań posiłku iftar kolacji wszystkie przygotowane wcześniej potrawy wylądowały na położonej na perskim dywanie ceracie, a cała rodzina i my siedzieliśmy wokół zgromadzonego jedzenia. Z telewizora sączył się leniwie zaśpiew muezina - transmisja „na żywo” z saudyjskiej Mekki. Na co czekamy? Czekamy na moment, kiedy mułła po modlitwie powie słowa „Allach jest wielki”. Kiedy te słowa wreszcie padają, telewizor zostaje wyłączony, a my zabieramy się do konsumpcji tych wszystkich pyszności tu zgromadzonych (m.in. lasagne z wielbłąda).

W Pakistanie zasady Ramadanu są identyczne i również należy ich przestrzegać. W restauracjach tych przyhotelowych można było zjeść posiłek o każdej porze dnia, bez ograniczeń. Pewnego dnia, przez jedną krótką chwilę przeszło nam przez myśl, że można by spróbować pościć przez jeden dzień, tak jak muzułmanie. Pomysł szybko upadł. Jakoś trudno nam sobie wyobrazić dzień bez jedzenia i picia, a poza tym nie mamy ku temu żadnego racjonalnego powodu. W dodatku poszczenie w ciągu dnia i objadanie się na noc wydało nam się mało zdrowe...

Ramadan nie był dla nas jakoś specjalnie uciążliwy, poza tym, że ludzie przestrzegający postu wydają się mniej cierpliwi i trzeba pamiętać, żeby im nie proponować niczego do jedzenia ani do picia, bo mimo, że są głodni i spragnieni, to nie mogą przecież tego przyjąć. Mimo wszystko czekaliśmy na koniec tego świętego miesiąca  ze zniecierpliwieniem. Głównym tego powodem było to, że zostaliśmy zaproszeni w pierwszy dzień święta zakończenia postu do domu właściciela naszego hostelu „Madina” w Gilgit. Dla nas i dla reszty gości hotelowych (było nas ok. 12 osób) było to dużym zaszczytem i mieliśmy też wielką frajdę.

Dzień przed świętem, ktoś w naszym hostelu rzucił hasło, że trzeba zrobić zakupy, bo sklepy będą zamknięte przez 3 dni. To co działo się na ulicach Gilgit jest nie do opisania. Wszyscy tłoczyli się na targu i w małych sklepikach, przedświąteczny szał zakupów... Wyglądało to jak u nas przed Bożym Narodzeniem.

 Wszyscy muzułmanie zmierzają do meczetu

Rano, w pierwszy dzień święta zakończenia postu – Eid było cicho i spokojnie, ulice zupełnie puste. Wszystko pozamykane. Nagle rozległo się nawoływanie muezina. Ulice miasteczka zapełniły się muzułmanami, podążali do meczetu. Wszyscy świeżo wykąpani i wystrojeni, bo zwyczaj jest taki, że na Eid trzeba sprawić sobie nowe ubranie, często jest to bardzo popularny shalwar-kamiz. Kobiety ubierają się więc w kolorowe szaty, na dłoniach malują wzory henną i nakładają niezliczone ilości błyszczących szklanych bransoletek, które pobrzękują przy każdym ich kroku.  Po modlitwach wierni wracają do domów i w gronie najbliższej rodziny spożywają posiłek – wreszcie w ciągu dnia!

W naszym hostelu, też panowała jakaś taka podniosła, świąteczna atmosfera. Czekaliśmy na samochód, który miał nas zawieźć do domu Pana Jakuba. Kiedy radosna gromadka kilkunastu turystów wylądowała u Pana Jakuba w jego prywatnym domu, poczęstowano nas przepysznymi potrawami z mięsa, warzyw i ryżu. Na koniec typowy pakistański deser, czyli angielski custard – coś w stylu naszego budyniu.

Nie dziwił nas fakt, że przez cały ten czas nie widzieliśmy ani jednej kobiety, obsługiwali nas sami mężczyźni. Podczas święta Eid u Pana Jakuba (1 od lewej) w domu Zostaliśmy poinformowani, że kobiety zwykle świętują osobno, w innym pokoju, głównie dlatego, że Panowie prowadzą długie i skomplikowane rozmowy o polityce, a Pań to nie interesuje za bardzo. Pomyślałam, że to trochę smutne, iż ten świat kobiecy jest tak cały czas oddzielany od męskiego i że nie mogą znaleźć wspólnego mianownika. Cóż istotę problemu zrozumiałam lepiej, kiedy panowie –  pensjonariusze „Madiny” zaczęli rozmowy o polityce, a trzeba przyznać, że towarzystwo było doborowe: Czesi, Holendrzy, Anglicy, Polacy, Rosjanie, Koreanka i Kolumbijczyk. Oczywiście nie muszę zaznaczać, że największe tarcie wystąpiło między stroną polską, a rosyjską... Tego można było się spodziewać! Wtedy właśnie zapytałam gdzie jest ten pokój dla Pań („pokój” w tej sytuacji nomen-omen) i wraz z innym dziewczętami udałyśmy się na babskie pogaduchy.

Wybór okazał się trafiony w 10. Miałyśmy okazję poznać i porozmawiać z Panią domu, zwiedzić jej projektanckie i krawieckie atelier, a na koniec zostałyśmy obdarowane pakietem kolorowych  szklanych bransoletek. Przed nami stała niezliczona ilość kartonów wypełnionych po brzegi bransoletkami, chyba o wszystkich kolorach świata. Każda mogła sama sobie wybrać kolor. Koreanka, która stała obok mnie, sprawnym ruchem przymierzała coraz to nowe szklane krążki. A dodać trzeba, że bransoletki to po prostu sztywne kółka ze szkła i nie da się ich rozciągnąć. Ja też przystąpiłam do przymierzania, ale niestety, polskie dłonie lalkarskie to nie drobne rączki Koreanki i bransoletka utkwiła na mojej ręce, zanim dotarła do nadgarstka... Nie dość, że miażdży mi dłoń, to nie chce ruszyć ani w jedną, ani w drugą stronę. Co za wstyd! Widzę jednak, że Czeszka ma identyczny problem, czyżby Słowianki miały najgrubsze nadgarstki na świecie? Z pomocą przychodzi nam gospodyni i kilkoma sprawnymi ruchami uwalnia nas od kłopotliwej biżuterii. W efekcie obie wychodzimy z pakietami bransoletek chyba największych jakie tylko są w Pakistanie.

Tak wyglądał pierwszy dzień końca Ramadanu. Przez dwa następne dni chodzi się w odwiedziny do rodziny bliższej i dalszej, wszyscy składają sobie życzenia i obdarowują się na wzajem małymi upominkami lub drobnymi sumami pieniędzy.

Po niezwykle miłym i serdecznym przyjęciu nas w domu właściciela „Madiny” Pana Jakuba wróciliśmy do hostelu. Był już wieczór. Panowie postanowili kontynuować dyskusję o polityce, która właściwie przekształciła się w spór. Nagle, debatę przerwały głośne, świszczące dźwięki. Okazało się, że to mniej rozsądna część pakistańskiego społeczeństwa oddaje w powietrze serie strzałów z karabinów Kałasznikow, chcąc w ten sposób uczcić święto. Pomysł koszmarny! Od tych wystrzałów dosłownie aż piszczało w uszach. Po ok. 30 minutach policja uporała się z problemem i „wystrzałowe” pomysły zostały stłamszone. Byliśmy zupełnie bezpieczni, ale zastanowił nas fakt, że tyle ludzi posiada we własnym domu karabin maszynowy, którym można zabić...

Kiedy Ramadan i obchody jego zakończenia dobiegły końca wszystko wróciło do normy, a przy głównej uliczce otwarto sklepiki i knajpki, które dotąd były zamknięte... zawsze to jakaś nowa atrakcja. Wreszcie można legalnie jeść i pić na ulicy!

Dodaj do:

Deli.cio.us    Digg    reddit    Facebook    Wykop    Gwar
Komentarze (6)add comment

Aneta said:

...
Szefowie sobie pojechali na wakacje więc wreszcie mam czas na nadrobienie czytania :)
Świetnie się czyta Wasze relacje, szkoda, że na książkę będzie trzeba jeszcze czekać te 3 do 5 lat ale myślę, że warto.
Życzę więcej wielu niezapomnianych przygód :)
 
stycznia 06, 2010
Głosy: +0

c.! said:

...
Dżihad to samodoskonalenie. Niektórzy mylą go ze świętą wojną :)
Zdrowia.
 
stycznia 06, 2010
Głosy: +0

Ewa said:

...
Odezwę się nie dla radamanudla hostelu...
dziwnie mi nie smakuje to słowo...
organizacja w której jestem członkiem planowała założenie HOS-TELU ( rozdzielenia używam tylko dla definiowania ) miała to być placówka łącząca w sobie walory HOS-pisjum i MO, lub HO-TELU,
to miejsce w którym osoby głębiej upośłedzone czy z niepełnosprawnościami sprzężonymi moglyby otrzymać mmożliwość czakwaterowania z opieką pielęgniarską, lekarską czy choćby tylko asystenta...
a jak rozumieś słowo HOSTEL używany przez Was?
 
stycznia 06, 2010 | url
Głosy: +0

Andrzej Budnik said:

...
http://www.loswiaheros.pl/paki...use-gilgit - to jest dla mnie hostel i nie za bardzo wiem o czym piszesz. Pozdrawiam!
 
stycznia 07, 2010
Głosy: +1

Ewa said:

...
Piotrek- dzięki wielkie za wyjaśnienie. Było nie było ten z którym się spotkałam jaki pierwsze to właśnie te o którym pisałam, stąd moje niezrozumienie. *D
 
stycznia 09, 2010
Głosy: +0

Napisz Komentarz
mniejsze okno | większe okno

security image
Ponizej Wpisz Kod bezpieczeństwa


busy
Zmieniony ( Środa, 20 Styczeń 2010 18:31 )
 

Najnowsze wpisy

Wieże diaolou wokół Kaipingu Z Kantonu zrobiliśmy mały skok do miasta Kaiping. ...
 
To w końcu Kanton czy Guangzhou? Kanton jest specyficznym miastem na warunki chińskie. Po pi...
 
Rozmowy polsko-chińskie Do Kantonu przyjeżdżam po raz pierwszy. Słyszałe...
 
Moda (ślubna) w Chinach! Dzisiaj coś dla dziewczyn. Będą suknie ślubne, m...
 
Xiamen - kochana wiosna, bożonarodzeniowe ozdóbki i 32h w najtańszym pociągu W pociągu do Xiamen mieliśmy okazję poobserwować w jaki ...
 

Ostatnio komentowane

Wieże diaolou wokół Kaiping...
A dziś na stronie startowej portalu gazeta.pl jest Was...
10/03/10 10:37
KAROLA

Sok z żaby na śniadanie, św...
podziwiam Was. nie macie bariery psychicznej biorąc si...
10/03/10 10:19
Mara

Wieże diaolou wokół Kaiping...
Tak w Polsce śmieci nikt nie wyrzuca do rzeki, my woli...
10/03/10 09:42
Marek

To w końcu Kanton czy Guangzh...
Ja niestety w Kantonie bylem tylko przejazdem i jedyne ...
10/03/10 01:53
Lukasz Beluch

Klasztor Shaolin, groty Longme...
Hej! Na obronę Klasztoru Shaolin dodam tylko, że otac...
09/03/10 20:29
Kasia

Autostopem do Iraku
Tak, Polacy do Iraku wizę potrzebują, jednak do Irack...
07/03/10 16:40
Andrzej

Autostopem do Iraku
Mam pytanie czy do iraku jest potrzebna wiza??
06/03/10 21:24
Monika shaema

Sok z żaby na śniadanie, św...
Ola, właśnie jesteśmy w miejscu, gdzie jaja z zarodk...
06/03/10 12:36
Andrzej