|
Sobota, 22 Grudzień 2007 15:16 |
|
Jak juz mniej wiecej zorientowalismy sie w nazwach roznych rodzajow miesiwa wystepujacego w Peru, wiedzielismy co dostaniemy po zamowieniu konkretnej rzeczy. Bardzo praktyczna i pomocna wiedza :) Wiedzielismy tez w jakie miejsca chodzic, zeby dostac to, na co akurat mamy ochote. A wszystko dzieli temu, ze lokale w swoich nazwach maja to, co serwuja. |
|
Więcej…
|
|
Czwartek, 20 Grudzień 2007 15:07 |
|
Wstajemy wczesnie rano. Udajemy sie na dworzec Quillabamba, skad odchodzi o 8:00 i 8:10 autobus wlasnie do Quillabamby zatrzymujacy sie w Santa Maria. Koszt tego przejazdu to 15 soli. Po 6 godzinach jazdy ladujemy w Santa Maria, skad musimy sie dostac do Santa Teresa. Tu zaczely sie schody, bo to wiocha zakuta dechami, do ktorej jedzie sie przez las 2 godziny, a colectivo odjezdzaja tylko wtedy, gdy zbierze sie wystarczajaca liczba osob. W naszym bylo za malo i za przejazd kierowca krzyknal 20 soli. Zguplo go do reszty. Siedlismy wiec pod murkiem obok drogi do Santa Teresa, wraz Hiszpanami spod Granady i zaczelismy wypatrywac jakiegos transportu. Co jakis czas kierowca namawial nas na te 20 soli i ze juz dzis dotrzemy do Santa Maria i ze nie bedziemy musieli tutaj nocowac i ze nam sie to oplaci. "Grazias, no quieremos" (Dziekujemy, nie chcemy) padala odpowiedz. Po kilku minutach zbiera sie pokazna grupa osob, ktora udaje sie w kierunku Santa Teresa, a dokladniej do miejscowosci w polowie trasy od Santa Maria do Santa Teresa. Taxi. Oficjalnie 5-osobowe. Kto zgadnie ile osob sie zmiescilo? 2 osoby na przednim siedzeniu obok kierowcy, 5 na tylnym siedzeniu + co nas najbardziej ubawilo 1 osoba w bagazniku samochodu typu sedan... Ja wiem, ze rekordy na miasteczku studenckim w Krakowie byly wieksze i to w maluchu, ale nikt nie jechal nim przez godzine po wybojach... My czekamy dalej. |
|
Więcej…
|
|
Środa, 19 Grudzień 2007 15:00 |
|
Z Areuipy do Cuzco wyjechalismy wraz z transportem swinek morskich. W sumie juz nas to nie dziwilo, ze trzyma sie je w klatkach, pakowane po 25 lub 50, ale to co zobaczylismy w Cuzco znow nas zaskoczylo. |
|
Więcej…
|
|
Poniedziałek, 17 Grudzień 2007 14:51 |
|
Kiedy po raz pierwszy uslyszelismy to pytanie, zatkalo nas ze zdziwienia. No jak to w jakim? Oczywiste jest, ze w Polsce mowi sie po polski, tak jak w Niemczech po niemiecku, Francji po francusku, etc. Oczywiste to jest, ale tylko w Europie, nie tutaj. A przyczyna jest prosta: cala Ameryka Lacinska (za wyjatkiem Brazylii i dwoch francuskojezycznych krajow) mowi po hiszpansku. Dlatego dziwi sie wiekszosc, ze w Europie nie ma jednego jezyka. Hmmm... Nie o jezykach jednak mialo byc, ale o Polsce. Jakie sa skojarzenia miejscowych z naszym krajem? |
|
Więcej…
|
|
Sobota, 15 Grudzień 2007 14:49 |
|
Wiecie, jak to fajnie byc Polakiem. Pewnie wiecie;) , ale nie wiecie, jak to fajnie jest byc Polakiem w Ameryce Poludniowej... a jesli chce sie ktos dowiedziec, to zapraszamy do Kanionu Colca. |
|
Więcej…
|
|
Piątek, 14 Grudzień 2007 14:47 |
|
Rzecza, ktora najbardziej bedzie mi sie kojarzyla z Peru, sa taksowki. Glownie zolte, ale nie tylko. Kolor zalezy od tego, czy taksowkarz jest zrzeszony w korporacji, czy dorabia na wlasna reke. Jednak niezaleznie od tego, jaka by nie byla forma dzialalnosci, fakt jest jeden: w Peru taksowek jest PELNO. Moze nie rzucalo sie to tak w oczy w Limie, gdzie bylo wiecej prywatnych samochodow. Jednak w pozostalych miastach czy wioskach przewazajaca liczba samochodow to taksowki. |
|
Zmieniony ( Czwartek, 26 Marzec 2009 06:45 )
|
|
Więcej…
|
|
Niedziela, 09 Grudzień 2007 14:35 |
|
UWAGA!!! DOZWOLONE OD 18 LAT! KATEGORYCZNIE ZABRANIA SIE CZYTANIA TEGO TEKSTU DZIECIOM MAJACYM ŚWINKI MORSKIE, CHOMIKI, SZCZURY LUB MYSZY... I ZABKI!! TO NIE ZARTY! Arequipa - urzekla mnie od pierwszego wejrzenia. Przesliczne miasto, sliczne zabytki i te klimatyczne uliczki... ale najlepszego sie nie spodziewalismy. Tzn. spodziewalismy sie tylko polowy, druga wyszla przypadkowo... :D
|
|
Więcej…
|
|
Sobota, 08 Grudzień 2007 14:32 |
|
Mieszkajac w Polsce tak na prawde nie zdajemy sobie sprawy z tego, czym jest trzesienie ziemi. Znamy to pojecie, slyszelismy, ze niesie za soba wiele szkod i wlasciwie tyle. My uswiadomilismy sobie bardzo wyraznie czym ten kataklizm jest. Mimo ze po trzesieniu ziemi w Pisco minelo juz kilkanascie tygodni, to jednak jego slady w miescie sa wciaz wyrazne, a skutki wciaz widoczne. Zburzone domy, ludzie mieszkajacy w namiotach, gruz na ulicach - to wszystko wywarlo na nas ogromne wrazenie. |
|
Więcej…
|
|
Piątek, 07 Grudzień 2007 14:28 |
|
Linie w Nazca. Rysunki w Nazca. Kilka nazw okresla to samo niesamowite zjawisko, jakim sa rysunki na Plaskowyzu Nazca. Po o powstaly? Kto je wykonal? Kiedy? Teorii jest wiele, przypuszczen jeszcze wiecej. Fakt, faktem, ze dojezdzajac do miasta Nazca i bedac w nim, nie sposob zapomniec o tych rysonkach - sa wszedzie. Na lawkach w Parku, na scianach domow, na samochodach, autobusach. Na obraniach ludzi - wszedzie. Nie dziwne, bo intryguja tez wszystkich. Osobiscie jednak sie na nich zawiodlem... |
|
Więcej…
|
|
Czwartek, 06 Grudzień 2007 14:17 |
|
Glowna atrakcja Pisco i okolic jest Park Narodowey Paracas oraz wyspy Islas Ballestas, ktore zwane sa "Galapagos dla ubogich". zaraz po przyjezdzie w pierwszym hostelu zaproponoano nam wycieczke na wyspy, ktore chcielismy zobaczyc. Cena dla gringos = 60 soli/os. Dla "nas" = 50 soli/os. Tylko, abysmy nie mowili innym ine placimy, bo wszyscy placa po 60. Taka sciema to nie po miesiacu w Ameryce Poludniowej... |
|
Zmieniony ( Środa, 22 Październik 2008 14:27 )
|
|
Więcej…
|
|
Środa, 05 Grudzień 2007 14:07 |
|
Nie bede ukrywac - jestem zachwycona komunikacja miejska w Peru. A szczegolenie w Limie. Tutaj jest najbardziej wyrazne to, jak bardzo rozni sie ona od europejskiej. Ma swoj indywidualny charakter i unika wielu problemow, ktore pojawiaja sie u nas.* |
|
Zmieniony ( Wtorek, 21 Październik 2008 14:27 )
|
|
Więcej…
|
|
Wtorek, 04 Grudzień 2007 14:00 |
|
Nocnym autobusem dojechalismy do Puno. Bylo wczesnie rano, kolo 5 i wsciekle zimno, bo to rano i co wazniejsze ponad 3500 m n.p.m. Tego czego bylismy pewni, po przejechaniu przez miasto do dworca, to to, ze chcemy stad uciekac jeszcze tego samego dnia, bo miasto jest okropne, jednak wczesniej zahaczylismy o Wyspy Uros. |
|
Więcej…
|
|
Poniedziałek, 03 Grudzień 2007 17:56 |
|
Drugiego dnia naszych podboi Cordiliera Blanca padlo na Lodowiec Pastoruri. Od dawna marzylo mi sie wdrapanie na jego zbocze i w koncu stalo sie, ale od poczatku... |
|
Więcej…
|
|
Niedziela, 02 Grudzień 2007 17:14 |
|
Dojechaismy do Trujillo, pochodzilismy po miescie w celu nadrobienia zaleglosci w fotografiach spowodowanych kradzieza aparatu. Zajelo nam to sporo mniej czasu niz za pierwszym razem, bo miasto juz znalizmy na wylot i wiedzielismy, co jest warte sfotografowania. Po kolo trzech godzinach zaczelismy kombinowac, jak tu dojechac do Huaraz, czyli naszej bazy wypadowej w Cordiliera Blanca. |
|
Więcej…
|
|
Sobota, 01 Grudzień 2007 17:07 |
|
Dojechalismy do Piury, do miasta gdzie mieszka nasz przyjaciel Victor, u ktorego to spedzilismy trzy dni. Sam pobyt, dom i rozne temu podobne opisala juz Eliza, wiec ja sie powtazac nie bede. Skupie sie na innym temacie, ale zanim to, trzeba wyjasnic, jak znalezlismy sie w Piurze. |
|
Więcej…
|
|
Sobota, 01 Grudzień 2007 17:04 |
|
Bedac goscimi w domu peruwianskiej rodziny, chcielismy naszego Amigo Peruwiano wyciagnac na dyskoteke. Fajnie by bylo, ale okazalo sie, ze na ten dzien mozemy miec ciekawsza impreze. Tego dnia byly chrzciny jednego z chlopcow mieszkajacych w tym domu. I z tej okazji domownicy szykowali fieste. |
|
Więcej…
|
|
Poniedziałek, 26 Listopad 2007 16:56 |
|
Nie raz juz przewijal sie w naszych tekstach Amigo Peruwiano. Pewnie nie jedni sa ciekawi, kim ta tajemniecza postac jest. Dzis, po kilku dniach spedzonych w jego domu, mozemy zdradzic ten sekret :) Wiktora poznalismy na statku z Manaus do Tabatingi. Przez 6 dni spedzonych razem mozna sie zakolegowac - zwlaszcza gdy ma sie doczynienia z tak otwartym na ludzi czlowiekiem. Jest bardzo przyjacielski, ale przy tym strasznie dziwny... |
|
Więcej…
|
|
Sobota, 24 Listopad 2007 16:51 |
|
Wiem, moze sie wydawac, ze wpadlismy w jakas paranoje. Ale po dokladniejszym przyjrzeniu sie tutejszym ludziom okazuje sie, ze nie tylko my tak miejscowych postrzegamy. Tutaj sasiad boi sie sasiada i widzi w nim zlodzieja. Smielismy sie ze sklepow, do ktorych nie mozna wejsc, bo dostepu chroni krata. Wyglada to w ten sposob, ze klient podchodzi do kraty, mowi czego chce. Soprzedawca bierze ten towar, otwiera okienko w kracie i podaje towar. Wczesniej oczywiscie trzeba za niego zaplacic przez te kraty. Smielismy sie z tej paranoi... |
|
Więcej…
|
|
Piątek, 23 Listopad 2007 16:48 |
|
To, ze nie mam aparatu i komorki juz wiecie. Ale pewnie nie domyslacie sie, ze stracilem tez przy okazji WSZYSTKIE adresy, sooo... jak ktos chce kartle z AP to prosze o maila na adres e-mail zamieszczony w kontakcie z tytulem "adres". Ulatwi mi to bardzo sortowanie poczty. AB
|
|
Niedziela, 18 Listopad 2007 16:29 |
|
W Limie jak to w wielkiej stolicy. Trzeba Wam wiedziec, ze Lima jest drugim co do wielkosci miastem na swiecie, ktore jest wybudowane na pustyni... to chyba wszystko tlumaczy. Do Limy przelecielismy poznym wieczorem. Na lotnisku w Iquitos spotkalismy trojke Polakow, z ktorymi zabralismy sie do ich hostelu i przez to taniej mielismy taksowke. Na szczescie okazalo sie, ze byly dwa wolne miejsca. |
|
Więcej…
|
|
|