| Arequipa, czyli sok z żaby na śniadanie i świnka morska na kolację |
| Niedziela, 09 Grudzień 2007 14:35 | |||||||||||||||||||||||||||
|
UWAGA!!! DOZWOLONE OD 18 LAT! KATEGORYCZNIE ZABRANIA SIE CZYTANIA TEGO TEKSTU DZIECIOM MAJACYM ŚWINKI MORSKIE, CHOMIKI, SZCZURY LUB MYSZY... I ZABKI!! TO NIE ZARTY!
Z Nazca do Arequipa dojechalismy wczesnym rankiem. Znalezlismy hostel, ale z racji tego, ze byla 7 rano, to tylko zostawilismy bagaze w przechowalni i poszlismy na miasto. ssalo nas nieilosiernie, wiec pierwsze kroki skierowalismy w strone targu. Nie pomylilismy sie - jedzenia bylo pod dostatwkiem. Picia takze!!! ;) Na pierwszy ogien poszedl sok z mango, ale na mleku. Mozna by to nazwac polskim koktajlem. Cos pysznego. Pierwszy glod zaspokojony. Krazymy dalej po targu i nagle Eliza dostrzega napis "Jugo de rana", co w znaczy mniej wiecej tyle "sok z zaby"! Zatkalo nas. Podeszlismy blizej i faktycznie - akwarium a w nim okolo 50-60 malych zabek na dnie. Jest i mikser!! Noo... apetycznie wyglada. Pani pyta czy chcemy? Najpierw zobaczymy jak sie to robi. Dwie zabki wyciagniete z akwarium, ubrane rekawiczki, zabka chwycona za tylne nogi, rabnela ich glowa o krawedz stolu i zaczela wyciagac flaki. Nastepnie wrzucila do gotujacej sie wody i do innego naczynia zaczela dodawac miod, przyprawy, piwo w proszku i inne specjaly. To wszystko wymieszala i wlala do miksera. Nastepnie wyciagnela zabki (juz ugotowane) i tez dodala do miksera. Zalozyla wieczko i bziiuuuuuuu. Troche poskwierczaly kostki i juz potem zaczal sie tworzyc koktajl w kolorze zmieszanego piasku z woda. Klient obok wypil. Napis kolo stoiska glosil, ze ten sok pomaga na pamiec. Przyda sie wiec na pewno. Do tego byl zawieszony artykul z gazety, ktora opisuje te Pania i jej specjal - Jugo de rana! No co bylo zrobic. Skusilismy sie na szklanke na pol. Smak... hmm... nie umiem go opisac. Zaltywalo troche miodem, troche glina i czuc bylo jkaby piasek na zebach - to pewnie kosci zaby, nie wiem... No to tyle na ten temat. Zapraszamy do galerii zdjec. Filmik z ubujania zaby po przyjezdzie. Nastepne kroki skierowalismy na Plaza de Armas. To juz trzeci plac, ktory mis ie podoba po Limie i Trujillo, al ma troche inny styl. Bardziej orientalny, a to pewnie ze wzgledu na to, ze wszystkie budole wokol sa wykonane z bialej skaly pochodzenia wulkanicznego, co nadaje tym budowla specyficzny charakter. Zawiewa troche arabskim orientem... Idziemy do knajpy, dobra restauracji, bo ylko w tych lepszych podaje sie swinki morskie. Raz sie mozna splamic taka restauracja ;) Zamawiamy swinke morska - 23 sole z mate de coca do popicia. Czekamy, czekamy, herbata nam ostygla - chyba swinka im zwiala z pod noza... W koncu pojawia sie talerz. Pierwszy wrazenie - hmmm... ten ryjek mozna bylo jeszcze pewnie dzisiaj poglaskac. Widac zabki, oczodoly, resztki siersci - czuje sie prawie jak Alf;) W koncu wbijamy widelec i noz w nasza potrawe. Chrupiaca skorka ustepuje naciskowi noza i peka. Oczom naszym ukazuje sie biale miesko. Pierwszy kes... hmm... mowie do Elizy - "Pawel mial racje, smakuje jak kurczak". Ale nie, jednak jest troche inne. Polaczyl bym smak kurczaka z ryba. Miesko nie bylo do konca wysmazone, ale tez nie bylo krwiste. Calkiem zjadliwe. Mi osobiscie najbardziej smakowala skorka! Ale wiecie co jest najgorsze? To, ze tym czlowiek w ogole sie nie naje. Trzeba by takie 4 swinki morskie spalaszowac, zeby cos z tego bylo. Niby byla duza, ale co z tego. Dodatkowo mieso swinki morskiej bardzo ciezko odchodzi od kostek, ale mozna ja ogryzac jak udko kurczaka, np. ukrecajac tylna lapke od reszty ciala, malej bezbronnej swinki morskiej. Taaa... czy bedziemy miec jeszcze jakichs odwiedzajacych te strone po tym artykule? Wiem, znecam sie nad wszystkimi milosnikami futrzakow, ale tu po prostu traktuje sie je na rowni z kurczakiem i tyle na ten temat. Takie zwyczaje, taka kultura. Wiecej ich jesc nie bedziemy, bo za duzo zabway z tym i najesc sie nie da rady. Jutro jedziemydo Kanionu Colca na trzy dni, wiec chwile nas nie bedzie w eterze. Komentarze (12)
![]()
Luke
said:
|
|
Odwiedziny na chwilkę Udało mi się dziś zajrzeć w przerwie ze szkolenia na waszą stronkę, a tu oczom nie wierzę. Relacja jak z jakiegoś komedio-horroru ;). Oj nie wiem czy odważyłbym się to zjeść, nie mówiąc nawet o przyglądaniu się temu, jak powstają te "delicje". Jedno jest pewne trzeba wszytskiego spróbować, a że dziś jestem po wczorajszej imprezie, dłużej się nie wczytuje ;) Pozdrowionka |
|
|
nie ma jak rosół Tak czytam i przypomina mi się ten program z Polsatu, gdzie ludzie za grube pieniądze zjadają różne obrzydlistaw... brrrr!!!! A tutaj okazuje się, że podobne obrzydlistwa można zjadać dla przyjemności :)) p.s. Mimo wszytko cieszę się, że przeczytałem i obejrzałem to już po obiedzie i kolacji! |
|
|
żaba Jędrek, jeżeli ty w domu powiesz, że czegoś nie lubisz to ja tego nigdy nie przyjmę do wiadomości. Ja nie mogę z tą zmiksowaną żabą, no ale jeżeli to ma poprawiać pamięć to ho, ho. Dobra czekam na opis kaniunu, siedzę nad atlasem i wodzę po nim palcem. Jeszcze wam troche zostało. No to z wiatrem wiaheros, z wiatrem. Pozdrowienia Tata. |
|
|
No to już wiem... Wiem kto weźmie udział w Nieustraszonych (bo chyba tak nazywa się ten program). Andrzeju, Elizo - jak będzie polska wersja programu - możecie śmiało się zgłaszać w końcu czym jest karaluch, czy zmiksowana wątróbka wobec surowych/zmiksowanych żab, żółwi, czy świnek morskich itp.????? |
|
|
prośba Kochani włóczykije, mam do Was troszkę nietypową prośbę. Otóż w przyszłym roku wybieram się do Peru na 2-miesięczną wędrówkę, której głównym punktem będzie spływ którymś z dopływów Amazonki. W związku z tym, proszę, jeżeli to możliwe, dowiedzcie się za ile można w Peru kupić sporą, drewnianą łódż? Taką, powiedzmy, o długości 6 metrów. Będę Wam bardzo wdzięczny za wszelkie informacje. Na razie czytam Wasze relacje i szczerze Wam zazdroszczę, ale trzymam jednocześnie mocno za Was kciuki. Pozdrawiam Darek |
|
|
prośba Witam Was drodzy włóczykije. Mam do Was trochę nietypową prośbę. Otóż w przyszłym roku wybieram się na 2 miesiące do Peru i głównym punktem wyprawy będzie spływ jednym z dopływów Amazonki. W związku z tym proszę, dowiedzcie się, jeśli to możliwe, za ile w Peru można kupić solidną, drewnianą łódż? Taką, powiedzmy o długości 6 metrów. Będę Wam bardzo wdzięczny za wszelkie informacje, a na razie czytam wszystkie Wasze relacje i szczerze Wam zazdroszczę, jedna trzymam mocno za Was kciuki. Pozdrawiam serdecznie Darek |
|
| < Poprzednia | Następna > |
|---|
|
• Singapore is a FINE city mam pytanie, czy jest możliwość zamówienia w intern... |
| ablka |
|
• Dziewczyna z parku świetny artykuł, byłam w Singapurze w zeszłym roku.... |
| oliffi |
|
• Dziewczyna z parku Polecam wam ten wykład Zimbardo: http://www.youtube.co... |
| Maciek |
|
• Singapore is a FINE city a gdzie spaliście w Singapurze? bo rozumiem, że namio... |
| stefek |
|
• Dziewczyna z parku Hm. Piękna opowieść, która wywołała u mnie chwil... |
| arica |
|
• Rozmowy polsko-chińskie Ten hostel na wyspie Shamian to Guangzhou Youth Hostel,... |
| Andrzej |
|
• Denga w Tajlandii, Malezji, Si... Dzięki Agata za poprawki
Nurtuje mnie jedna kwestia...
|
| Andrzej |
|
• Dziewczyna z parku Od korzeni się nie ucieknie. My ludzie północy, oni ... |
| Zbig |