Start » Podróże rowerowe » Podlasie: Stamtąd już nie wrócisz

Podlasie: Stamtąd już nie wrócisz

To jest takie miejsce, które wyśmiewa się w żartach, bo tam jest koniec wszystkiego. Pierwsze skojarzenia to zacofanie, Polska B, księżycówa no i może żubry. I to wszystko prawda, ale tylko częściowo. Wiele jest ciekawych miejsc w Polsce, ale Podlasie jest dla mnie cały czas naj. Jest w tym regionie coś, co cały czas trąca struny moich emocji. Muszę tam wracać co jakiś czas.

Już od zimy kombinowałam, kiedy i jak wybrać się na Podlasie. Udało mi się wreszcie pojechać tam rowerem na przełomie czerwca i lipca. Przez prawie dwa tygodnie samotnie krążyłam po drogach, które już od dawna znałam z mapy. Nadal nie jestem w stanie precyzyjnie określić dlaczego właściwie to Podlasie tak mnie zauroczyło. Jest wiele powodów, ale żaden nie jest jednoznacznie mocny. Właściwie mogłabym podzielić je na dwie grupy: gęsto i mało. Do tych grup należą poszczególne elementy, które tworzą cały obraz, albo raczej moje wyobrażenie o Podlasiu.

Pas graniczny, dalej jest już Białoruś
Pas graniczny, dalej jest już Białoruś

Gęsto: las, puszcza, rezerwat, zwierzęta, przestrzeń, niebo, myśli w mojej głowie, zapach drzew iglastych, serdeczność miejscowych, dziwne historie, opowieści o szeptuchach, mieszające się kultury, bliskość granicy z Białorusią, bociany, łąki, wieczorna i poranna mgła i dużo, dużo więcej. Mało: zgiełk, zakłócanie myśli, gęstość zaludnienia, pęd za uciekającym wciąż czasem, duszące powietrze, ograniczona przestrzeń.

loswiaheros_polska_podlasie_puszcza_bialowieska_i00381
Słońce i deszcze w tym samym czasie, czyli magia Podlasia

Nie, ten podział, też nie w pełni oddaje to, co chciałabym powiedzieć. A może tego po prostu nie da się wyrazić słowami. No bo jak opisać emocję, która towarzyszyła mi, gdy samiusieńka krążyłam rowerem po ścieżkach puszczy, wypatrując rysia w gęstych zaroślach? Albo kiedy okazało się, że na nocleg wybrałam to samo miejsce co dzik? Albo jak po latach znów mogłam skosztować lokalnej delicji białostockiej – serniczka ze śmietaną? Albo jak cerkiew cała wibrowała, gdy śpiewał chór? A jeszcze jak lało bezkompromisowo, a przez strugi deszczu przebijały się promienie słońca? I jak się jedzie i jedzie przez las i żywej duszy nie spotkasz. No i Grabarka, góra usłana krzyżami, a potem meczet, ruiny synagogi, drewniane cerkwie i przydrożne kapliczki. A co powiecie na najprawdziwsze historie o lokalnych znachorkach? I jeszcze dużo innych cudów…

loswiaheros_polska_podlasie_i00637
Miła niespodzianka zaraz po burzy

O to właśnie chodzi. Na Podlasiu gęsto od tego, co lubię, co mnie ciekawi, lekko przeraża i zaskakuje. Z kolei mało tu rzeczy nieistotnych, takich, których mam w nadmiarze dnia każdego. O wiem, już wiem! Podlasie to dla mnie takie odtrucie. Dosłownie, bo powietrze tu najczystsze, ale też dusza odpoczywa.

Przyznaję, jest też sentyment. Pozostał z czasów studenckich. W Białymstoku spędziłam prawie cztery lata, ale studia całkowicie pochłonęły moją uwagę i wtedy mało poznałam ten region. Jak mało wiem o Białymstoku, uświadomił mi pewien tajemniczy, starszy pan, który porwał mnie na przechadzkę po mieście. Przez ponad godzinę opowiadał najciekawsze historie i anegdoty z życia rodziny Branickich, oprowadził po Pałacu, zabrał do dawnego Pałacyku Gościnnego, co dziś pełni funkcję Urzędu Stanu Cywilnego. Zabawiał ciekawą rozmową, tak po prostu, bo miał czas. Elegancko, trochę szarmancko, z żarcikiem i na poważnie.

Skoro o ludziach mowa. Nie da się ukryć, że życzliwość jest tu codziennością, ale to, co mnie zawsze ciekawiło i ujmowało w jakiś sposób, to te drewniane ławeczki przed ogrodzeniem każdego domu na wsi. Wieczorkiem niewiele z nich stoi pustych. Siedzą na nich mieszkańcy i rozmawiają, albo po prostu patrzą, obserwują, zwłaszcza gdy przez wieś przejeżdża turystka na rowerze.

loswiaheros_polska_podlasie_masiewo_wschod_i00677
Poranki na wsi podlaskiej…

Obrazek smutnawo-nostalgiczny to wsie, trochę zapomniane, prawie opustoszałe, ze starymi drewnianymi domami. Im bliżej granicy, tym bardziej puste. Jaki czeka je los łatwo przewidzieć. Młodzi nie chcą tu mieszkać, ciągnie ich do miasta. Niektóre tylko domy pięknie odremontowane – albo agroturystyka, albo dacza miastowych.

Fascynująca rzecz – w województwie o najmniejszej gęstości zaludnienia spotkasz bogaty miks etniczny, kulturowy i religijny. Ciekawe co? Od stuleci żyli tu Polacy, Białorusini, Litwini, Żydzi, Tatarzy, Ukraińcy. Mieszają się narodowości to i religii znajdziesz tu kilka: chrześcijanie katoliccy i prawosławni, starowiercy, wyznawcy judaizmu, muzułmanie, a od kilku lat widać wyraźne odrodzenie rodzimowierstwa. Czy ci wszyscy ludzie żyją w zgodzie? Czasem tak, czasem nie. Wybuchają konflikty, większe i mniejsze, są te już dawno zażegnane i te co drzemią tylko. Są też bezsensowne akty wandalizmu, jak ten niedawno w Kruszynianach. Ktoś nocą pomalował sprayem stary, zabytkowy meczet i groby na pobliskim mizarze. Bezsens. Kompletna bezmyślność, no bo jak to inaczej nazwać?

loswiaheros_polska_podlasie_kruszyniany_meczet_i00971
Dzień później na meczecie był już ślady wandalizmu…

Jest jeszcze jedna rzecz ściśle związana z Podlasiem i dla mnie samej będąca też miejscem ważnym. Teatr Wierszalin, zupełnie autorskie dzieło Piotra Tomaszuka. Ten teatr to jego akwarium z jego rybkami, to jego własny „karton po butach, w którym bawi się wyciętymi przez siebie aktorami.”(1) A dla mnie Wierszalin to naprawdę daleka podróż i to w charakterze widza i też tego aktora w tym „pudełku po butach”.

Już sama siedziba teatru jest niezwykła. Zabytkowy, drewniany budynek w urokliwym miasteczku Supraśl. Wierszalińskie spektakle to zupełnie osobny świat, ale nieoderwany od rzeczywistości i wszelkich ziemskich rozterek, bo mówi się tu o ludziach i ich przedziwnej naturze. Niejeden już mógł się tu przejrzeć jak w lustrze. Brzmi to może tajemniczo i w sumie tak ma być. Spektakli Wierszalina się nie ogląda, je się przeżywa.

Dlaczego uważam, że z Podlasia nie można wrócić? To miejsce wciąga. Te wszystkie dziwaczne historie, które się tam dzieją, dzika przyroda i specyficzni ludzie sprawią, że trudno będzie mi o tym wszystkim zapomnieć. Możliwe, że jestem tylko stukniętą fanatyczką, a już na pewno idealizuję to miejsce, ale jest tam coś, co nie daje mi spokoju i mam ochotę tam wracać. Sprytna jestem, bo pewnie kiedy przyszłoby mi tam mieszkać, znalazłabym mnóstwo wad i całą tę mistyczną tajemniczość diabli by wzięli.

loswiheros_polska_podlasie_kwiatek_i00067
Kontrasty Podlasia

A dlaczego pojechałam sama? Bo tak mi się chciało. Już od dawna myślałam, żeby wybrać się rowerem gdzieś w Polskę, bez towarzystwa. Samotne jeżdżenie ma wiele plusów, na przykład mogłam do woli, bez ograniczeń i poczucia winy fotografować kwiatki na łące. Są też minusy – nieswojo mi było, gdy nie miałam obok nikogo, z kim mogłabym się podzielić radością chwili. Wracając do tematu kwiatków, chyba zrobię z tego osobny wpis z galeryjką zdjęć …

(1)Reżyser, Piotr Tomaszuk gdy przychodził na próby, przynosił często nowe pomysły na sceny i mówił: „A co wy myślicie, że ja po próbie kładę się w domu spać? Ja sobie Was wycinam z papieru i bawię się Wami w kartonie po butach!”

O autorze: Alicja Rapsiewicz

Z zamiłowania i wykształcenia aktor-lalkarz. Pracowała przez 8 lat na różnych scenach w kraju i za granicą grając rozmaite role (od Krowy przez Anioła na Świętej skończywszy). Kilka zwrotów akcji w jej życiu i ciężki, ale ciekawy żywot wędrownego artysty, zaowocowały pomysłem aby objechać świat dookoła. Podróżowanie to jej największa pasja. Spędziła 4 lata w drodze przemieszczając się pieszo, autostopem, rowerem i jachtem. Odwiedzając rozmaite zakątki świata lubi przyglądać się codziennemu życiu mieszkańców i ich zwyczajom. Nie lubi się spieszyć. Nie wierzy w zdanie "nie da się", zdecydowanie jest zwolennikiem myśli "lepiej żałować, że coś się zrobiło, niż żałować, że się w ogóle nie spróbowało."

Podobny tekst

Najdziwniejszy nocleg w podróży

Pewnie każdy z nas, zapytany o najdziwniejszy nocleg w podróży mógłby znaleźć ten swój, jedyny, …

35 komentarzy

  1. Coś dla mnie, bo zaraz tam jadę 🙂

  2. Z ciekawością śledziłam Twoją samotną podróż, bo właśnie sama też się wybieram w trasę na rowerze i też pierwszy raz bez towarzystwa 🙂
    I czekam na galerię kwiatków 😉

    • Alicja Rapsiewicz

      Polecam, bardzo polecam rowerek samotnie. A na Podlasiu to już szczególnie.
      A dokąd się wybierasz, w Polskę czy gdzieś dalej?

      • Ze Śląska nad morze i z powrotem i właśnie myślę nad opcją powrotu – albo w stronę Kaszub i Borów Tucholskich albo w stronę Mazur i Podlasie 🙂

        • Alicja Rapsiewicz

          Oooo to dłuższa wycieczka się zapowiada. Obie opcje są akurat bardzo ciekawe.

          • I obie jeszcze przeze mnie nie odkryte 🙂 Jak tak analizuję mapy dochodzę do wniosku, że Polska ma naprawdę dużo do zaoferowania, nie tylko dla miłośników dwóch kółek 🙂

  3. No w końcu! Alicja Rapsiewicz – wielki blogowy powrót 😉 A z tym fotografowaniem kwiatków… to musisz się wybrać z taką jedną Marzeną kiedyś gdzieś 🙂

  4. Karton po butach mnie rozbroił 🙂 Po przeczytaniu Twoich przemyśleń, cieszę się jeszcze bardziej, że postanowiłam się wybrać m. in. w tamte rejony i też na rowerze i też sama. Tylko mam nadzieję, że dzik nie będzie wybierał tych samych miejsc na noclegi, co ja i że nie będzie tak lało.

    • Alicja Rapsiewicz

      Gdyby nie różne zajęcia obowiązkowe, które muszę odrobić, to wskoczyłabym na rower i wyjechała Ci na spotkanie 🙂

  5. Oj Ala – ładnie powiedziane to co i mi w duszy grało. A na Podlasiu dusza mi sie prostuje – z takiej pogniecionej i zakurzonej zmienia sie w łączkę pachnącą 🙂

    • Alicja Rapsiewicz

      No właśnie.
      Tylko Magda, nie mów Chińczykom, że mamy w Polsce takie Podlasie… bo w najlepszym wypadku wybudują sobie jego kopię u siebie 😛

      • No właśnie mają przyjechać – ale w listopadnie 😉 A wtedy to ładnie jest tylko na dzikiej plaży – i niech kopiują do woli, będzie czym oddychać 😉

  6. Cudny post. Pochodze z Podlasia wiec tym bardziej jest milo ze tak go wychwalasz. Tak na prawde zaczelam doceniac to miejsce jak juz sie wyprowadzilam I za kazdym razem jak odwiedzam rodzinne strony staram sie wszystko na nowo poznawac. 🙂

  7. Bardzo miły tekst i zdjęcia cieszą oko.

  8. „A co wy myślicie, że ja po próbie kładę się w domu spać? Ja sobie Was wycinam z papieru i bawię się Wami w kartonie po butach!” <3 <3 <3

  9. A ja kocham takie miejsca, gdzie czas jakby się zatrzymał i biegnie bardzo leniwie. Dla mnie to idealna urlopowa lokalizacja. Świętego spokoju i obcowania z naturą mam tam pod dostatkiem.

  10. Monika, cieszę się – oczywiście, choć to pewnie i tak tylko oficjalna wersja 🙂

  11. No a co, byś chciał tak wszystko od razu, kawa na ławę? Jeszcze byś gorączki z wrażenia dostał.

  12. O tak, Wierszalin! Kocham :). Z Podlasia dopiero co wróciłam, ale po przeczytaniu Twojego tekstu mam ochotę być tam znów 🙂

  13. Strasznie fajne podróżnicze emocje 🙂

    PS. Przy okazji też rowerowego, też po Podlasiu, w końcu – też dzielnej kobiety, rowerowania, podsuwałem pod rozwagę (b)Anicie ten prawdziwy Wierszalin – dwie drewniane chałupy porzucone kilkadziesiąt lat temu i zarośnięte cerkwisko w lesie. Może czytający Ciebie ludkowie znajdą odrobinę zapału i siły, by prawdziwego Wierszalina poszukać?

    Fajnie pisze o wszystkim Ewa Zwierzyńska:

    http://ewazwierzynska.pl/blog_entry/show/161

    Ściskam! :]

    • Alicja Rapsiewicz

      Widzę Szymon, ze temat zgłębiłeś poważnie 🙂
      Jeśli chodzi o Wierszalin ten właściwy, to jednak trzeba coś o tym wiedzieć, żeby te dwie chałupy wrażenie robiły. Najlepiej chyba przeczytać najpierw „Reportaż o końcu świata” W. Pawluczuka.

  14. ze wszystkich naszych urlopów i podróży, ten po Podlasiu był dla mnie najbardziej wypoczynkowi i duchowy. klimat tych miejsc jest niesamowity. chętnie wrócę 🙂

  15. A w Drohiczynie byłaaaaa? A słyszała chociaż? 😉
    Mi Podlasie się marzy, bo… pochodzę z Podlasia i po prostu je kocham, ale – jest ZA BLISKO domu. Paradoksalnie lepiej znam okolice Rzeszowa, gdzie kilka lat pracowałam, niż okolice mieściny, z której pochodzę. To boli…. Ale chyba nie jestem w tym odosobniona – wielu Rzeszowiaków wie z kolei mniej o Podkarpaciu niż ja. Oczywiście to wszystko dzięki wyjazdom rowerowym.
    Podlasie jest uśpione i choć wynika to z zastoju, niejakiego marazmu, stanowi tą pewną wartość, którą można tylko utracić. Tego właśnie zawsze się boję wracając do domu na weekendy czy święta – że nie zaznam już takiego spokoju, że czas zacznie pędzić tam tak wszędzie indziej. Uwielbiam te czarne podlaskie noce, kiedy o 23 w miasteczku palą się już tylko pojedyncze światła w oknach, a nieprzenikniona ciemność nie pozwala wychwycić oczom linii horyzontu. Świat staje się jedną wielką czarną masą cykających świerszczy. Luksus.
    Pozdrawiam serdecznie i zapraszam nad Bug 🙂

  16. Jest szansa na mapkę z Twoją trasą? 🙂

  17. Witam serdecznie!
    Przeraziłem się czytając o tym, że Podlasie to Polska B. Najgorsze jest to, że po wyprowadzce z Podlasia do Krakowa zauważyłem, że tak ludzie naprawdę myślą o tym rejonie, o ludziach. Studiuję w Małopolsce już 4 rok, ale tęsknie z roku na rok coraz bardziej za moim domem, gdzie żyję się nie patrząc na cięższy (przez zegarek) nadgarstek. Tutaj, mam wrażenie, ludzie nie doceniają przyrody i spokoju tak jak powinno się to robić będąc człowiekiem. Boli mnie, że będąc w bliskości tak dużej liczby ludzi, ciężko jest znaleźć osoby, które kochają to co ja i chcieliby np. wsiąść na rower i jechać w siną dal! Mimo wielu znajomych można poczuć się samotnym.

  18. A może ktoś wybiera się do rowerowego raju – Bornholmu? Szukam współuczestniczącej w wyprawie osoby. Czas pobytu na wyspie 10 dni, od 17.06.15 do 27.06.15. Jestem 60+. Doświadczenie w wyprawach rowerowych – dość dobre. Udzielę wszelkich szczegółowych informacji, piszcie.

  19. Tęcza mnie uwiodła 🙂
    Jadę tam!

  20. Krzysztof Rychter z Lasu

    A mnie, poza wszystkim, ujęła Twoja polszczyzna. Pięknie piszesz, a to rzadkość!

  21. Miałem wielkie szczęście w życiu. Moi ukochani Dziadkowie byli rdzennymi mieszkańcami Podlasia. Jako dzieciak dużo czasu spędziłem w tych okolicach (powiat hajnowski, niedaleko przejścia granicznego w Połowcach). Babcia opowiadała mi mnóstwo historii związanych z… No właśnie, z czym? Te historie bardzo głęboko wchodziły w to co nazywamy mistycyzmem albo magią. Zostały mi tylko wspomnienia… babcinego chleba, tych najdziwniejszych historii, pestek dyni trzymanych w papierowych torebkach nad piecem, dobrotliwych spojrzeń babci i dziadka, starej szklanki jeszcze ciepłej po wypitej herbacie. Zostały mi wspomnienia… I tęsknota, która narasta. To prawda. Podlasie wciąga, wzywa, każe o sobie myśleć i tęsknić. Mam nadzieję, że kiedyś tam wrócę…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *