Start » Polska » Żubry, dziki i tarpany, czyli w poszukiwaniu zimy!

Żubry, dziki i tarpany, czyli w poszukiwaniu zimy!

Szczerze? Straciłem wiarę w to, że prawdziwa zima zawita do Polski. Po zeszłorocznej ściemie w postaci jednego tygodnia ze śniegiem, postanowiliśmy wziąć sprawy w swoje ręce i poszukać jej sami, co radzimy zrobić też Tobie.

Okazja nadarzyła się wyśmienita. Akurat byliśmy w Warszawie, gdy dowiedzieliśmy się, że w Białowieży jest śnieg, mróz i ponoć chrupie pod stopami! Długo nie czekaliśmy i popędziliśmy do Hajnówki z planem pochodzenia po puszczy. Z nami i spontanicznymi planami jest taki problem, że nie przewidzieliśmy, co zrobić z laptopem, drugim plecakiem i masą zbędnych bambetli, które w lesie są ostatnie w łańcuchu potrzebnych rzeczy. Alicja tyrknęła do Agnieszki – koleżanki poznanej w Turcji, która pochodzi z Hajnówki. Okazało się jednak, że Aga jest w Warszawie, ale obiecała, że popyta koleżanki, czy nam nie przechowa rzeczy.

Tak oto wylądowaliśmy u Asi, która dopiero co wróciła ze Szkocji i powoli dochodzi do normalności. W sumie wpadliśmy zostawić tylko plecak, ale jakoś tak nam się rozmowa zaczęła kleić, że zostaliśmy na noc. W ogóle to trochę mi było głupio, bo opanowaliśmy Asi mieszkanie – ja zacząłem trzeć ziemniaki i smażyć placki, Alicja pomagała przy krojeniu dyni. Wieczór spędzony w kuchni – czy mogło być lepiej? Zasypiając przypomniały mi się najbardziej spontaniczne zaproszenia do obcych domów w Iranie. Poczułem się znów w drodze, znów robiąc rzeczy na wariata jakoś tak się potoczyło, że poznaliśmy na podróżniczym szlaku kolejną super sympatyczną istotę. Asia – dzięki za gościnę!

Spacer
Zaopatrzeni w mapę Puszczy Białowieskiej i praktyczne rady od Asi dotyczące miejsc, w których możemy rozbić namiot, ruszyliśmy w stronę puszczy. To dziwne, ale czułem takie samo podniecenie, jakbyśmy ruszali na szlak górski gdzieś w górach Karakorum czy Pamiru. To samo uczucie, ten sam stań – co zobaczymy, kogo spotkamy, czy w ogóle kogoś spotkamy?

W drodze do Białowieży.

Las się zagęszczał, robiło się coraz więcej śniegu. W końcu zdecydowaliśmy się zejść ze szlaku. Weszliśmy na nieużywane tory kolejowe i tak szliśmy w ciszy złamanej tylko przez trzeszczący pod butami śnieg. Dawno nie widziałem takiej zimy poza fragmentami, gdy jechaliśmy rowerami przez Kirgistan, ale wtedy nam nie było do śmiechu. Wtedy byliśmy kompletnie przemarznięci, bo brakowało nam dobrych ciuchów.

No to w drogę! W poszukiwaniu żubrów, dzików i tarpanów!

Norweskie powiedzenie
Często spotykam się ze stwierdzeniem, że ktoś nie lubi marznąć. I jak my to robimy, że nam to nie przeszkadza?! Ależ skąd ten pomysł? Nam też to przeszkadza!? My też nie lubimy czuć dreszczy na plecach, przeszywającego zimna, które wdziera się przez wiejący wiatr. Gdy byliśmy na Spitsbergenie, wybraliśmy się ostatniego dnia z tamtejszymi studentami na lodowiec i górę Trola. Gdy schodziliśmy ze szczytu powiedziałem takie zdanie: „Trochę nam się pogoda zepsuła. Zima się robi.” Na co jedna z dziewczyn z Norwegii uśmiechnęła się do mnie i powiedziała: „Wiesz, u nas w Norwegii jest takie powiedzenie. Nie ma złej pogody, tylko ty się źle ubierasz.” Zapadło mi to bardzo mocno w pamięć i wtedy wszystko zrozumiałem. No tak – jest mi zimno, bo jestem źle ubrany. Jakie to proste, prawda?


Szczerze powiedziawszy to podobne myśli nachodziły mnie w tropikach. Wtedy żar lał się z nieba, wilgoć nas kompletnie obklejała i marzyliśmy o chłodzie oraz powiewie zimnego wiatru. Nic z tych rzeczy. Nie stało się. Wtedy uknułem sobie taką teorię, że wolę jednak zimne regiony, bo przynajmniej mogę się ubrać. A tu, w tym upale przecież nie ściągnę z siebie skóry. Trzeba się przyzwyczaić, albo zmienić region.

Długie noce
Poza tym, że chcieliśmy w końcu poczuć prawdziwą zimę, pospać w namiocie i po prostu się zmęczyć, na Podlasie przyjechaliśmy po to, abym mógł w końcu zobaczyć żubra. Tak, wiem. Pewnie teraz powiecie, że pół świata zjeździł, a żubra nie widział! Dokładnie tak było. Co więcej, nigdy nie byłem na Mazurach, prawie w ogóle nie znam Dolnego Śląska i ogólnie to jak ktoś z zagranicznych znajomych mnie zapyta, co warto zobaczyć w Polsce, to lecę jakąś sztampą. Czas to zmienić, tym bardziej, że na swój kraj spoglądam z zupełnie innej perspektywy. Po powrocie przede wszystkim doceniłem to, że Polska jest niesamowicie atrakcyjnym i pięknym krajem, a jeśli ktoś tak nie twierdzi, to chętnie podejmę polemikę w komentarzach.

Gdy szliśmy przez puszczę trafiały nam się stada dzików. Zwykle locha z tegorocznymi małymi i starszymi dziczkami z poprzednich lat. Mogliśmy podejść bardzo blisko, bo dopóki locha się nie zorientowała, a zwykle była zajęta ryciem w ziemi, to cała reszta gawiedzi spokojnie na nas patrzyła. Gdy ta podnosiła głowę, to instynktownie zawijała się do lasu lub w krzaki. Jednak, co zobaczyliśmy to nasze.

Alicja wczuwa się w rolę dzika! Całkiem nieźle jej to wychodzi!
Alicja wczuwa się w rolę dzika! Całkiem nieźle jej to wychodzi!

Spotkać żubra było dużo trudniej. Miejscowi mówili, że one nawet podchodzą pod domy czasami i ogryzają jakieś drzewka. Znaleźliśmy też kilka miejsc, gdzie są paśniki i ludzie im dowożą siano. Problem tylko w tym, że gdy zatrzymywaliśmy się na 15-20 minut, to nam się robiło zimno z bezruchu. Przy -10 trochę średnio przyjemnie czatuje się przez dłuższy czas. Taktyka, którą obraliśmy to czatowanie w namiocie i nasłuchiwanie. W ogóle z tym spaniem w namiocie w zimie, to wiążą się różne historie, ale nie będę się powtarzał, bo pisałem już o tym na Facebooku. Kto nie widział, to do poczytania poniżej.

Post użytkownika LosWiaheros.

Pod tym zdjęciem urzekł mnie szczególnie komentarz Natalii Mińskiej. „Oj znam to doskonale. Nasza noc w Namibii zaczynała się ok. 18-19, kończyła o 6 rano. Noc zimna i długa, a na dodatek karmiłam piersią córeczkę i byłam w 6 miesiącu w drugiej ciąży. Ciągle wydawało mi się, że ktoś, coś chodzi wokół namiotu lub po nim. I tak przez miesiąc. Cieszcie się, że macie śpiwory tylko dla siebie . Pozdrowienia!”  – Natalio, pisałem to już raz, ale jeszcze powtórzę. Jestem pełen podziwu dla Ciebie!

Język i siki żubra
Idąc przez zamarznięte łąki, albo jakieś krzaki przypominało mi się, gdy opowiadałem czasem znajomym w Chinach o żubrówce, a dokładniej o tym, jak ona powstaje. Dlaczego w Chinach to robiłem? A no dlatego, że Chińczycy, jako naród podobno jedzą wszystko pod każdą postacią, faktycznie czasem raczyli nas różnymi specjałami, które wydawały się być okropne. Musieliśmy się z tym mierzyć, a potem padało zwykle to samo pytanie:

– A co u Was dziwnego można zjeść?
– Hmm… a u nas to można wypić taką specjalną wódkę – zaczynałem snuć opowieść. Aby miała ona odpowiedni aromat, trzeba znaleźć odpowiednią trawę, którą wsadzamy do wódki.
– Aaaa, to tak samo, jak u nas np. wsadza się do wódki węże – przytakiwali niektórzy ze zrozumieniem.
– No nie do końca tak samo, bo na węża pewnie nikt wcześniej nie sikał – dopowiadałem.

Tutaj musielibyście widzieć zdziwienie moich rozmówców! Wyrazy twarzy warte tysiące juanów!

– Sikał? Po co sikać na węża? – ktoś w końcu wyrwał.
– W tym samym celu, w którym żubr (używałem słowa bizon) sika na trawę, którą później wsadzamy do tej wódki. Wódka zabarwia się na kolor żółty i jest bardzo smaczna – tłumaczę z pełnym spokojem, w duchu parskając śmiechem. Czasem nawet Alicja już mnie szturchała, żebym tak tego nie koloryzował, bo to nie ma nic wspólnego z prawdą, ale ja miałem tyle frajdy opowiadając tę historię…
– A co to jest bizon? – zapytał szef szkoły angielskiego (tej samej, w której nota bene poczęstowali nas zupą z psa).
– Jak to co to jest bizon? – dziwiłem się, że nie wiedzą.
– Bizon to dzika krowa (dosłownie „wild cow”) –  odpowiedziała jedna z uczennic szybko sprawdzając na swoim elektronicznym translatorze i dumnie machając nim nauczycielowi przed nosem.
– To nie jest żadna dzika krowa – aż się zagotowałem…. ale wytłumacz tu w Chinach czym jest żubr. Chwyciłem za Google i wyszukałem w grafikach żubra.
– No tak, to jest dziki byk – odparł nauczyciel.

Opadły mi ręce.

No i tak drepcząc po zamarzniętych łąkach białowieskich zacząłem się faktycznie zastanawiać, skąd się wzięła ta legenda o posikanej trawie w żubrówce? Ktoś wie?

Żubr przeżuwający!
Żubr przeżuwający!
Białowieski żubr podgryzające choinkę!
Białowieski żubr podgryzające choinkę!

No ale wracając do żubrów! W końcu udało mi się je zobaczyć. Są piękne. Ogromne i uwielbiają obgryzać gałązki świerka lub jodły. Mlaszczą przy tym bardziej niż mój pies, a językiem zwinniej wywijają niż kot, który chłepce mleko! To w ogóle było niesamowite odkrycie – co tam, że żubr ogromny, ale jaki ma jęzor? Jaki wielki, ale przy tym jaki kolorowy! Trójkolorowy! Tym samym spełnił się jeden z moich punktów na liście marzeń.

Tryb odbierania świata
Gdy przeglądałem zdjęcia w aparacie, już będąc w drodze z Białegostoku do Warszawy, uderzyła mnie szczególnie jedna myśl. „Będąc w drodze, w podróży inaczej ustawiam się na odbieranie świata”. Nie wiem, czy wiesz o co mi chodzi, ale zobrazuje to przykładem. Załóżmy, że weźmiemy te kilka zdjęć łani, które są poniżej. Co jest w nich takiego szczególnego? Dlaczego tak dużo uwagi i koncentracji poświęciłem na to, żeby zrobić im zdjęcia akurat w okolicy Białowieży? Przecież takie same łanie (no prawie!) przychodzą pod mój dom, a zimą czasem nawet na samo podwórko. Dlaczego wtedy nie wyciągam aparatu i nie pstrykam im fotek? Czy Ty też masz tak, że to, co wokół miejsca, w którym mieszkasz traktujesz jakoś coś normalnego, oczywistego? Nie robisz przecież codziennie zdjęć wokół domu?! No właśnie!

Podlaskie sarny z okolic Białowieży.
Podlaska łania z okolic Białowieży.
Czuć miłość na odległość!
Czuć miłość na odległość!

Ostatnio na Festiwalu Terra w Warszawie rozmawiałem z bardzo znanym i cenionym fotografem. Po swoim pokazie powiedział coś takiego: „Wiele osób wyjeżdża gdzieś daleko w poszukiwaniu świetnych ujęć, a zupełnie nie docenia okolicy. To przecież swoją okolicę znamy najlepiej, wiemy jak układa się światło i czego spodziewać się po danej porze dnia.”
Czy można się z nim nie zgodzić?

Puszcza Białowieska w mroźny, zimowy dzień.
Puszcza Białowieska w mroźny, zimowy dzień.
Ambona do podglądania ptaków i zwierząt w Puszczy Białowieskiej.
Ambona do podglądania ptaków i zwierząt w Puszczy Białowieskiej.

Tylko jak dostrzec „to coś” w okolicy? Ja tego nie potrafię, a jeśli akurat jesteś mi w stanie coś podpowiedzieć, to chętnie posłucham. Nie tak dawno pisałem o tym, że kumpel z Poznania uświadomił mi jaką mam perłę pod nosem – no właśnie, ale to był ktoś wyciągnięty z kontekstu. Ktoś, kto nie był tu nigdy i był właśnie „w drodze”. On w jakiś sposób zwiedzał, spoglądał na dane miejsce ze świeżym umysłem. Może po prostu warto jeździć trochę dalej od swojego domu? Kilkanaście, kilkadziesiąt kilometrów? Wjeżdżać w boczne dróżki, szukać szlaków, które nie są oczywiste? Może to jest sposób?

Białowieża żegna! Najwyższy czas, aby wybrać się do Puszczy Białowieskiej tez latem.
Białowieża żegna! Najwyższy czas, aby wybrać się do Puszczy Białowieskiej też latem.

Teraz, już z poziomu biurka i pisanego kolejnego wpisu, dochodzę do wniosku, że ten wyjazd do Puszczy Białowieskiej to był strzał w dziesiątkę. W sumie to dokładnie w tym samym czasie mieliśmy być w Szwecji. Bilety były już dawno temu kupione. Przepadło nam całe 2×20 zł wydany na upolowane w promocji bilety oraz możliwość zobaczenia Sztokholmu i okolic, ale czy żałuję?! Ani trochę! Po prostu, gdy skończyliśmy pokaz z Pamiru w Kinie Luna i zebraliśmy myśli na nowo, to zachciało nam się jechać pod namiot, w zimne i odludne! Przez kilka godzin w sobotę tylko trochę głupio się czułem, bo właśnie odlatywał z Modlina nasz Ryanair do Szwecji, ale te kilka dni na łonie natury w ciszy, spokoju i w prawdziwej polskiej zimie dało nam to, czego wtedy potrzebowaliśmy najbardziej. Wyciszenia i zebrania myśli przed kolejnymi projektami, które już czekały na nas w Warszawie. A Puszczy Białowieskiem chyba polecać nikomu nie musimy? Jest po prostu bombowa!

O autorze: Andrzej Budnik

Alternatywny podróżnik, zapalony bloger i geek technologiczny. Połączenie tych dziedzin sprawia, że w podróż przez australijski interior czy nowozelandzkie góry zabiera do plecaka drona, który pozwala mu przywieźć niepublikowane nigdzie wcześniej zdjęcia i oryginalne ujęcia wideo. Swoją duszę zaprzedał górom w północnym Pakistanie i tadżyckim Pamirze, które odkrywał podczas 4-letniej podróży lądowej przez Azję i Australię. Od wielu lat zaangażowany w aktywizację polskiego środowiska podróżniczego. Założyciel i obecnie współautor najstarszego, aktywnego bloga podróżniczego w Polsce – LosWiaheros.pl. Nominowany do Travelerów 2010 i Kolosów 2013. Zwycięzca konkursu Blog Roku w kategorii Podróże i Szeroki Świat w 2007 roku. Zawodowo licencjonowany pilot drona w firmie CrazyCopter.pl specjalizującej się w fotografii lotniczej i wideo z drona. Łącząc od lat pracę zdalną i podróże stara się promować styl życia określany Cyfrowym Nomadyzmem.

Podobny tekst

Austriackie miasteczko Made in China!

Gdy po raz pierwszy dowiedziałem się o jego istnieniu, to pomyślałem, że albo jakiś dziennikarz …

26 komentarzy

  1. Podoba mi się ilość znaków zapytania w tym tekście.

  2. Hmm, nie wiem jakby to wytłumaczyć. Może trzeba choć na chwilę zapomnieć, że to, na co patrzymy, znamy od tak bardzo dawna, tak dobrze i pozwolić się temu zachwycić, tak jakby się to widziało pierwszy raz?
    Od zawsze lubiłam spacerować w okolicach domu z aparatem w ręku i z zamiarem poszukiwania nowych rzeczy. W moich albumach gdzieś mam zdjęcia zamarzniętego Jeziora Goczałkowickiego, zaledwie rzut beretem od mojego rodzinnego domu. Dziś natomiast byłam na Jarmarku Świątecznym w pobliskim porcie w mieście, w którym obecnie mieszkam – Gloucester. Zaś rano przeglądałam niedawno nakręcone filmiki z jednej ze ścieżek pieszych i z tego samego portu. Po przeczytaniu Twojego wpisu uświadomiłam sobie, że ja tak na prawdę cały czas jestem w drodze 🙂 czy to u rodziców, czy to u siebie, czy też gdzieś indziej. I to pomimo osiadłego trybu życia. Niestety są też tego minusy. Jak do tej pory nigdzie nie poczułam się „na swoim miejscu”. No może poza gronem kolegów po fachu – pilotów wycieczek 😉
    Masz rację – Polska jest bardzo pięknym krajem i tak też staram się nasz kraj reklamować na obczyźnie 😀 Ojojoj chyba czas wyruszyć z plecakiem w trasę!

    • A widzisz, to już kolejna kwestia. Bycie non stop w drodze – wydaje mi się, że to taki trochę znak czasu. Wiele rzeczy się pozmieniało, granice się otworzyły, przyszły tanie linie i korzystamy z tego. Jesteśmy w drodze, bo możemy. Moja mama, gdy wyjeżdżaliśmy w 2009 roku powiedziała tak: – Będę tęsknić, ale na Twoim miejscu zrobiłabym dokładnie to samo.
      Co tu dodać?
      Pozdrowienia!

      • Andrzej, chodziło mi raczej o mentalne bycie „w drodze” niż fizyczne. U mnie objawia się to tym, że mimo iż prowadzę stacjonarny (przynajmniej jak na razie) tryb życia, to nie potrafię zagrzać miejsca, cały czas mam wrażenie, że powinnam być już gdzieś indziej, gdzieś dalej. Mam wrażenie czasem, że jestem w niewłaściwym miejscu, chociaż zdaję sobie sprawę, że i to ma cel. Może jak dotrę do mojej ukochanej Australii, to poczuję się jak w domu 😉

        • OK, nie zrozumiałem w takim razie do końca, o co Ci chodziło.
          Do Australii to i ja bym się przeniósł nawet dziś. Gdyby nie tematy, które pozaczynaliśmy przez te kilka miesięcy, to już by mnie tu nie było.

  3. OD dluzszego czasu czytam twoj portal jestem pod wielkim wrazeniem gratulacje! tak trzymaj

  4. Super relacja z Białowiezy. Mialam wilkiego usmiecha kiedy zobaczylam ze wlasnie to miejsce odwiedziliscie. Ja takze mialam zawitac do niego latem, ale plany w drodze sie troche zmienily. Jednak ciagle BIalowieza pozostaje moim marzeniem, ktore napewno spelnie.
    Dzieki!

  5. Nie dziwię się, że zamieniliście Szwecję na taką ładną zimową Polskę Wschodnią 🙂 Maciej pakuj się !!! 🙂

  6. Najpierw zobaczyłam zdjęcia na facebooku. Pomyślałam „Fuuuu zima, śnieg i zimno. W końcu czegoś nie zazdroszczę”.
    Wczoraj przeczytałam ten tekst. Myśl była podobna 🙂
    A potem szłam do pracy, wyobraziłam sobie okolicę przykrytą śniegiem i chyba pierwszy raz w życiu zaczęło brakować mi białego krajobrazu i chrzęstu śniegu pod butami.

    Co do niedoceniania swoich okolic. Jednym z moich ukochanych miejsc jest nikomu nieznany rezerwat przyrody Skały w Krynkach. Zwłaszcza wiosną, kiedy w lesie robi się fioletowo od kwitnących przylaszczek 🙂

    • Marzena – Twoja rozbrajająca szczerość mnie urzekła. Poważnie. Jasne sprawa, że nie każdy lubi zimę. My się po prostu bardzo za nią stęskniliśmy, bo chyba fajne czasu z dzieciństwa nam się przypominają… nie wiem.
      Zaś co do Twojego ukochanego miejsca, to zdajesz sobie sprawę z tego, że już go wygooglałem. Właśnie Kamil z Białegostoku, u którego też się zatrzymaliśmy w drodze powrotnej wspominał o puszczy Knyszyńskiej jako jeszcze ciekawszej do takich eskapad, ale powoli… to już w przyszłym roku, może wiosną właśnie 🙂

      • Właśnie widzisz stało się coś niesamowitego – przez ten wpis zatęskniłam za zimą. Pierwszy raz w życiu 🙂 Normalnie czary. Nawet zaczęłam myśleć, że taki zimowy nocleg to coś ciekawego.

        Co do Skałek… ostrzegam to malutkie miejsce 🙂
        Ostatnio zaczęłam żałować, że tak słabo znam świętokrzyskie. Tragedii nie ma, mama zawsze woziła nas po lasach świętokrzyskich, ale niedosyt jest. Teraz próbuję się nie powtarzać tego błędu i w wolne, słoneczne weekendy i staram się zwiedzać Dolny Śląsk. Czasem też myślę, że wakacje mogłabym spędzić w Polsce i poszukać żubrów (też jeszcze poza zoo), wilków na Roztoczu i w Bieszczadach, ale na razie wciąż goni mnie gdzieś dalej 😉

        • Ja już lepiej się nie będę przyznawał, jak znam słabo Polskę. Po prostu mi wstyd, ale nadrabiam. Chyba wyrosłem trochę też z jeżdżenia na 2-3 dni tanimi liniami gdzieś po Europie, bo nie gorsze mamy pod nosem.
          Dobra, to o Skałkach nic nie będziemy pisać. Obiecuję! No i jaka praca u podstaw – zatęskniłaś za zimą!? Ta dam! Działa 🙂

          • Ja jeszcze nie wyrosłam, ale i jestem młodsza (nikomu nie wypominam wieku :D) i doświadczenie podróżnicze mam jak przedszkolak 🙂

  7. W tym roku to z tą zimą rzeczywiście kiepsko. Planowaliśmy z żoną narty w Polsce, ale w ostatniej chwili zdecydoiwaliśmy się n Francję. W tym roku mamy nowy sprzęt, panowie w adventure sports elegancko doradzili sprawdzone rossignole, ale śniegu jak nie było, tak nie ma 🙁 Może do świąt coś się jeszcze zmieni…

    • To sa znów poważne żarty! Tutaj w górach pada deszcz i jest +10 stopni! Hello, mamy połowę grudnia za pasem i nic? Chyba zostają tylko sztucznie naśnieżane stoki, bo w normalne opady śniegu już nie wierzę! Opcją Alpy, Dolomity – taki klimat, kurde… 😉

  8. No właśnie gdzie ta zima? Przydałoby się troszkę białego puchu 😉

  9. wydaje mi sie, ze po prostu to co nowe/inne wyostrza nam zmysly. ze dopiero w nowym otoczeniu wlacza nam sie archetypiczny lowco-zbieracz, ktore umysl pragnie czegos nowego chce isc naprzod.
    Ja mam tak, ze niemal w ogole nie robie zdjec kiedy nie podrozuje. zadza sie, ze aparat wyciag tylko te 2 razy do roku kiedy uda mi sie wyrwac na urlop. mimo,ze dookola mam mnostow ciekawych miejsc i tematow, przez to, ze je juz dobrze znam, jakos nie chce mi sie lazic i focic.
    w te wakacje bedac w moim rodzinnym Jasle, dopiero teraz ruszylem sie ogladac opuszczone wioski Beskidu Niskiego. mimo, ze od dziecka z Ojcem lazilem po okolicznych lasach i gorach, to dopiero teraz chcialo mi sie poszukac tych zapomnianych cmentarzy i zakurzonych drog. teraz gdy w rodzinne strony mam tak daleko, to wlasnie one staly sie tym nowym/innym.

  10. Ja doznałam lekkiego szoku gdy ludzie poznani podczas podróży pokazywali nam zdjęcia z ich zwiedzania Polski. Oglądaliśmy babuszki na targowiskach, ogromne słoneczniki, „dziwne dziwactwa” których nie dostrzegamy, piękne miasta np Toruń – kurde nie wiedziałam że tak ładnie, nigdy tam nie byłam :P. Ogólnie to im więcej podróżujemy tym większy nasz zachwyt Polską.

  11. Uwielbiamy żubry, to nasze ulubione zwierzaki. Kiedyś w okolicach Białowieży ze 100km zrobiłam rowerem po puszczy, żeby spotkać jakiegoś i nic.. Poza wpadnięciem w stado dzików – nie wiem kto się bardziej wystraszył 😉 A żubry poczciwe wyszły sobie pod wioskę na wieczorną przekąskę i wcale nie trzeba było ich szukać.
    Piękne zdjęcia! Pozdrawiamy!
    Ania i Piotr

  12. Dla zmarzluchów to lepiej, że zimy w ostatnich latach są łagodne, chociaż raz w roku dobrze jest znaleźć się w chłodniejszym klimacie, gdzie zamiast szarości jest śnieg.

  13. Nie podróżuję. Z różnych względów choć o podróżach czytać lubię i marzyć po cichu, że kiedyś i ja… Może właśnie dlatego staram się widzieć i doceniać to co mam „pod nosem”? Nie wstając nawet z łóżka zachwycam się przelatującymi samolotami, sikorkami obrabiającymi namiętnie matę na moim balkonie czy wróblem, którego widziałam pierwszy raz od niewiadomo kiedy. Uwielbiam patrzeć nocą w niebo na gwiazdy a rankiem jak jadę do pracy obserwować wschodzące słońce. Tego typu rzeczy jest cała masa. Staram się traktować dzień jak coś podarowanego,
    ulotnego. Bo przecież dana chwila już się nie powtórzy. Pozdrawiam cieplutko. Anka

  14. Ale fajnieeeee! Tak sobie ostatnio myślałam o Białowieży z drugiego końca świata. Tak się składa, że będę w Polsce w styczniu i lutym i się zastanawiałam nad zimowym szukaniem żubra! Wstyd się przyznać, ale też jeszcze się z nimi nie spotkałam. Odkładałam tę wizytę w czasie, ale w zeszłym tygodniu jeden z Brazylijczyków poznanych na jakieś imprezie, po tym jak dowiedział się że jestem z Polski, powiedział: ale ekstra, zazdoszczę Wam żubrów, to moje marzenie zobaczyć je na właśnie oczy! Wyobraździe sobie jakiego zonka przyjęłam…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *