mapa europy
Polacz z Facebook
Strona Główna Prywatnie o... O nas O tym, co mnie wkurza...
O tym, co mnie wkurza...
Autor Andrzej Budnik   

Podróż ta zdecydowanie nauczyła mnie kilku rzeczy. Jedną z nich jest to, że nie warto przejmować się tym, co o Tobie mówią lub piszą w Internecie. Czytanie komentarzy pod swoimi tekstami na innych portalach już dawno zarzuciliśmy, bo większość w ogóle poziomu nie trzyma, za to poziom jadu i jakiejś niepojętej dla mnie zazdrości w ogóle nie mieści mi się w głowie. Żeby to jeszcze była konstruktywna krytyka? Ale nie, zje... wszystko w czambuł i najlepiej powiedzieć, że jest źle i się nie da! No i o ile komentarze można omijać to co zrobić, kiedy stek bzdur ląduje w Twojej skrzynce mailowej? Musisz przynajmniej przejrzeć, żeby wiedzieć o czym jest, a potem czytasz i czasem człowieka dosłownie krew zalewa...

Właśnie siedziałem nad tekstem "Da się tanio po Australii - cz.2", gdy chyba z braku weny kliknąłem sobie w przycisk: Odbierz pocztę. Mój nietoperz zakomunikował, że jest jedna odebrana wiadomość, więc z chęcią zostawiłem tekst - zdecydowanie mi nie szło. Zaczynam czytać maila i już czuję, że się wkurzę... no i stało się!

To jest taki mail z kategorii: "Zazdroszczę wam, że możecie podróżować - mnie na to nie stać. Siedzę na bezrobociu, a w Polsce nie ma perspektyw. Ble, ble, ble..." Nie doczytałem do końca - wrzuciłem do folderu pt. nieudacznicy życiowi, który założyłem tuż przed wyjazdem z kraju.

Zawsze staram się na maile odpisywać, bo to miło, gdy ktoś pyta o namiary na dobrego przewodnika w Nepalu, albo o to, co zrobić, żeby go nie obrabowali doszczętnie w Ameryce Południowej, gdy jedzie tam pierwszy raz. Po przyjeździe ten ktoś znów pisze i dziękuje, że fajnie, że się udało, że ładna pogoda była i zdjęcia dobre wyszły etc. To cieszy, bo człowiek czuje, że dzieląc się wiedzą komuś pomaga. Ale jak można pomóc komuś, kto nie wierzy w siebie i wszystko z góry neguje?

Szlak mnie jasny trafia też wtedy, gdy ktoś mi mówi, że my to pewnie mamy bogatych rodziców i nam tę podróż zafundowali! Takich też jest wielu! No więc wszem i wobec Wam mówię, że nasi rodzice żyją z takich samych emerytur, jak zdecydowana większość emerytów w naszym kraju i nikt nam za nic nie płaci. Nie mieliśmy też spadku i nie wygraliśmy w Lotto. Nie mamy też sponsorów, bo nazwiska nie wystarczająco medialne, więc nie pozostało nam nic innego, jak te pieniądze zarobić. Dzięki temu mamy z tej podróży jeszcze więcej frajdy, bo się sprawdzamy w różnych sytuacjach, uczymy się maksymalnej zaradności i co najważniejsze, nie jesteśmy nikomu nic winni - nie ma sponsorów, nie ma zobowiązań, nie ma wymuszonych tekstów przesiąkniętych pochwałami dla plecaka marki xx albo butów marki yy. Po prostu jesteśmy wolni... i niezależni.

Sami sobie umiemy zarobić, tylko kurka wodna trzeba chcieć i ruszyć tyłek, a przestać narzekać na to, że źle...

W moim folderze nieudacznicy życiowi jest dokładnie 87 maili zebranych od maja 2009. Dużo, nie dużo? Nie wiem. Nie wiem też, po co je trzymam, może jakoś je w przyszłości wykorzystam, ale są, tkwią tam i mnie wkurzają za każdym razem, jak przychodzi kolejny z serii... Wkurzają mnie, bo sam nie wierzę w coś takiego jak: "NIE DA SIĘ". Generalnie dotyczy, to każdego aspektu życia, podróży też, tylko trzeba sobie w życiu ustawić jako najwyższy priorytet właśnie podróże, mieć trochę samodyscypliny i nauczyć się kilku kwestii z zakresu ekonomii i finansów.

Ne chciałbym tym tekstem urazić wszystkich tych, którzy wybrali inną ścieżkę życia, czy to przez przypadek, czy dobrowolnie i wychowują dzieci, zajmują się kalekim rodzeństwem czy schorowanymi rodzicami - to inna kwestia. Taka karma i na to wiele nie poradzisz. Co jednak z resztą? Nie uwierzę, że wszyscy którzy narzekają mają wspomniane obowiązki? Skąd tylu życiowych maruderów, którzy chyba godzinami siedzą w Internecie i szukają kolejnej okazji, aby napisać, że się nie da, że jest źle, że temu to dobrze... 

Tak patrze na te 87 maili i trochę mi szkoda tych maruderów życiowych, bo to też ludzie. Tak sobie wczoraj policzyłem, że jeśli tylko do mnie przyszło takich maili 87, to przy założeniu, że tylko 1% maruderów wchodzących na naszą stronę do mnie pisze, to w sumie od lipca było tych zbłąkanych dusz już 8700. Sporo, nie? Kurde, oni też marzą o podróżach, tylko nie potrafią się zorganizować? Boją się postawić wszystko na jedną kartę? Szukają wymówek? My też się baliśmy i też było więcej znaków zapytania niż rzeczy wiadomych.

Nie chcieliśmy poruszać tutaj (na blogu) kwestii finansowania tej podróży, bo co to kogo obchodzi. Jest to prywatna sprawa, ale z drugiej strony to też nie jakaś wielka tajemnica. Jeśli więc przez kilka rad, uda nam się uszczęśliwić choć kilka osób, to chyba warto. Przynajmniej nie będę mieć wyrzutów sumienia, że na maile nie odpisałem...

Przy okazji może zatkam w końcu jadaczki tym, którzy pieprzą o bogatych rodzicach, spadkach i sponsorach... i uwierzą, że dwie ręce, dwie nogi, głowa na karku wystarczą do tego, aby życie było bardziej przyjemne, niż do tej pory.

Szukajcie niedługo tekstu: prywatnie o... pieniądzach! (tutaj kanał RSS, jak ktoś nie lubi powiadomień na maila). See you!





 


Reklama

Profesjonalne tłumaczenia użytkowe.
Bilety Lotnicze

Powiadamiacz

Nie piszemy na blogu regularnie i szanujemy Twój czas. Zamiast sprawdzać, czy pojawiło się tutaj coś nowego wpisz poniżej swój e-mail i dodaj do powiadamiacza. Od tej pory, gdy tylko coś napiszemy, będziesz o tym wiedzieć.

Możesz też śledzić bloga poprzez:
Kanał RSS   iGoogle

Ostatnio komentowane

Wyszukiwarka

Nasze wspomnienia z 2011

W drodze od:



agroturystyka podlasie - z nami w bardzo prosty sposób odnajdziesz swoje upragnione miejsce.