Start » Mobilne życie » Czy warto było stracić przyjaciół i wyjechać w długą podróż?

Czy warto było stracić przyjaciół i wyjechać w długą podróż?

Mija właśnie sześć lat od momentu, w którym wraz z Alicją postawiliśmy nasze życie na głowie. W tym czasie zdążyliśmy spędzić kilka lat w podróży, odkryć dla siebie i innych kawał świata oraz upewnić się w tym, jak chcemy prowadzić nasze dalsze życie. Po powrocie do Polski czekało na nas najtrudniejsze zadanie – jak odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Minęło właśnie półtora roku od powrotu i najwyższy czas, żeby znów coś zmienić, ale najpierw długie podsumowanie…

Zwykle podsumowania z podróży, a szczególnie tych długich, pisze się zaraz po powrocie. Znaleźć w nich można kolorowe obrazki, spełnione marzenia, uśmiechy swoje i spotkanych ludzi z egzotycznych miejsc na świecie – to wszystko moglibyśmy Wam tutaj pokazać. Wyglądałoby to mnie więcej tak 🙂

birma-inle-lake_DSC_0453

Dzieci afgańskich nomadów.

Najwyższy budek chin, a na jego szczycie najlepsza toaleta.

Australijski jacht naszych znajomych

Jest to jednak, tylko jedna strona medalu. Po podróży, czy to długiej czy krótkiej, przychodzi taki moment, że trzeba zmierzyć się z tym, co nieuniknione. Z rzeczywistością. Normalną? Szarą? Nudną? Pracowitą? Tych przymiotników każdy może znaleźć dla siebie ile chce, ale jedno je łączy – ta klasyczna podróż się kończy, ale zaczyna się inna…

Niespieszno ludziom do tego, aby opowiadać, jak po powrocie z podróży zaczęli znów funkcjonować, czy układać swoje życie. Często słyszę w odpowiedzi na tak postawione pytanie: – A co tu opowiadać? Leci po staremu.

Jeszcze przed wyjazdem w lipcu 2009, to właśnie powrót z podróży był dla mnie największą niewiadomą jaka mnie trapiła. Stwierdziłem w końcu, że nie mogę o tym tyle myśleć, bo i tak zmieni się pewnie wszystko i cokolwiek sobie zaplanuję, to tylko się potem rozczaruję. Podczas wywiadu w radiowej Trójce, dwa dni przed wyruszeniem w podróż, Tomek Michniewicz zapytał nas o to samo: – Co będzie robić, gdy wrócicie? Przecież to szmat czasu – powiedział.
Jedźmy już – pomyślałem. Będziemy zaczynać od zera.

1407 dni w podróży to jest na tyle długi okres, że:
– my się bardzo zdążyliśmy zmienić pod wpływem odwiedzonych miejsc i spotkanych ludzi,
– Polska bardzo się zmieniała,
– nasi znajomi poszli w swoją stronę i z wieloma z nich straciliśmy kontakt,
– branże, w których pracowaliśmy nie były już takie, jak kiedyś.

Po powrocie do Polski zaczynaliśmy wszystko od zera z balansem na koncie +/-2000 zł. Wystarczyło, aby utrzymać się we dwójkę w Polsce przez lekko ponad miesiąc. Nie było czasu na smęcenie, jakie powroty są ciężkie. Nie było czasu na bujanie w obłokach i wspominanie tych przemiłych chwil. Ostro wzięliśmy się do roboty i zaczęliśmy wdrażać plan, który urodził nam się gdzieś w namiocie, w Azji Wschodniej. Chcieliśmy szybko stanąć na nogi. Nie przewidzieliśmy tylko jednego – nieoczekiwanego, ale realnego zainteresowania naszymi osobami, co było miejscami kompletnie wybijające z normalnego funkcjonowania. To co miało być szare i nudne po powrocie, było dynamiczne, kolorowe i pełne nowych znajomości. Zaczęliśmy o podróży opowiadać i przez to co rusz podładowywaliśmy sobie wewnętrzne akumulatory.

Spotkania, slajdy, festiwale
Jedna z kwestii, której  kompletnie nie braliśmy pod uwagę przed wyjazdem, to fala zainteresowania podróżami, która przeszła przez Polskę na przestrzeni 2013-2015 roku. Za tym poszły spotkania podróżnicze w formie slajdów i przeróżnych festiwali, które momentami działy się co weekend, a my wpadliśmy w sam środek tego szaleństwa! Trochę z ciekawości, trochę z chęci poznania innych ludzi podróżujących, a trochę (nie ukrywajmy tego!) z takiej wewnętrznej przyjemności i dreszczyku emocji, który czujemy, gdy bierzemy mikrofon do ręki i zaczynamy opowiadać o podróżach, a wszyscy patrzą na ekran, gdzie wyświetlają się nasze zdjęcia. Uczucie to jest niesamowite i ma się wtedy wrażenie, że można góry przenosić, że to co robiło się przez kilka lat, interesuje też innych i że nie był to czas zmarnowany.

Dla nas te wszystkie spotkania to była odskocznia, kolorowa trampolina od codziennego życia. Nie dość, że mogliśmy się podzielić światem z ludźmi, którzy często po spotkaniu zaskakiwali nas pytaniami o jakieś szczegóły w podróży, których już nie pamiętaliśmy, a były opisane na blogu, to jeszcze miałem wrażenie, że oni tę podróż znają lepiej niż my. Pewne szczegóły umykają, bo były pisane na gorąco, a posty na blogu zostają.. Wtedy właśnie też zdałem sobie sprawę, że nie piszemy w próżnię, że to co pojawiało się tutaj, faktycznie jakoś na innych wpływa.

Blog
Element naszej podróży, wobec którego mieliśmy duże plany na początku, ale później życie w drodze to wszystko zweryfikowało. Co więcej miejscami stał się on dla nas ciężarem i tworzył jedyne poczucie obowiązku, jakie w tej podróży mieliśmy. Mogliśmy tę wirtualną nitkę przeciąć i całkowicie się uwolnić lub sprawić, aby była dla nas kotwicą – czymś, co będzie nas hamowało przed całkowitym odrealnieniem i wyizolowaniem z pędzącego świata. Długo nie potrafiliśmy tego zrobić, ale w Australii przyszedł taki moment, że się na to zdecydowaliśmy. To było piękne i mieliśmy wrażenie (potęgowane przez australijskie bezludzia), że jesteśmy tylko my i natura dookoła. Czuliśmy się jak na bezludnej wyspie, ale po kilku miesiącach w takim miejscu też zaczęliśmy się zastanawiać, no i co dalej? Czego my w ogóle od życia chcemy? Tam, w Australii, dokładnie nad Kanionem Królewskim, po raz pierwszy pomyślałem sobie – jakby to pięknie było zobaczyć to miejsce z powietrza?

W Azji czy Australii działy się naprawdę ciekawsze rzeczy i najprościej byłoby pewnie w ogóle tego bloga olać, ale mobilizowaliśmy się wzajemnie i staraliśmy się też światem z Wami dzielić. Nie zdawaliśmy sobie jednak sprawy, jak wielki będzie wpływ bloga na nas, po powrocie do Polski.

Z biegiem czasu blog stawał się dla nas platformą do porozumiewania się z innymi, tak samo wkręconymi w podróże jak my. Zaczęliśmy zauważać, że coraz więcej wyjeżdżających w podróż osób, zaczyna zakładać swoje blogi i mogliśmy w ten sposób śledzić ich podróże. Dziś, to właśnie te osoby, które już ze swoich podróży wróciły,  są dla nas jednymi z najbliższych i z którymi utrzymujemy najczęstszy kontakt. Są to osoby, które mają podobne priorytety, pasje, marzenia i wartości. W życiu bym nie pomyślał, że to właśnie blog pozwoli mi tych ludzi odnaleźć, a oni później staną się tymi, którzy ubarwią i nadadzą sens naszej rzeczywistości w Polsce.

To sprawiło, że zamiast się izolować i odcinać polską pępowinę, zaczęliśmy poznawać coraz więcej podobnych do nas osób. Do tego zaczęła tworzyć się społeczność, której można się było poradzić, ale też wyżalić, gdy przychodziły momenty trudne. Można się też było podzielić szczęściem z miejsca lub chwili, którą była szczególna! Blog pisany z drogi, mniej lub bardziej regularnie sprawił, że po powrocie do Polski wpasowaliśmy się przypadkiem w trend, który zapanował w Polsce – rozwijającą się prężnie blogosferę.

Dziś na blogi patrzy się zupełnie inaczej niż, gdy wyjeżdżaliśmy. Wtedy były one po prostu pamiętnikami. Gdy wróciliśmy końcem 2013 roku, polska blogosfera skupiała ludzi profesjonalnie patrzących na swoje biznesy. To zdecydowanie było dla nas nowe, a nawet obce. Stanęliśmy przed sporym znakiem zapytania – którędy teraz pójść? Co zrobić? Jak się zachować? Obserwowałem z ciekawością, w którą stronę to wszystko zmierza i czy jest sposób na to, aby blogować jakościowo, a przy tym móc na tej pasji zarabiać. W końcu trafiłem na blog Michała i utwierdziłem się w przekonaniu, że jest to możliwe, tylko trzeba zmienić swoje nastawienie, z biernego czekania, na aktywne działanie. Do bardziej komercyjnego patrzenia na bloga zaczęliśmy się skłaniać wtedy, gdy zrozumieliśmy, że przez zarobione w ten sposób pieniądze, możemy inwestować w samego bloga, w dodatki, wtyczki, nowy sprzęt foto i wideo oraz inne narzędzia, które sprawiają, że nasza praca jest dużo bardziej efektywna, a czytelnikom możemy pomagać rozwiązywać ich problemy dzieląc się naszym doświadczeniem.

Książka
Poza modą na festiwale i spotkania podróżnicze, w Polsce też zapanowała moda na wydawanie książek. Szczerze przyznam, że rozważaliśmy trzy propozycje od wydawnictw, ale z żadnym z nich nie byliśmy w stanie dojść do porozumienia. Co prawda z każdą jedną rozmową, propozycje były coraz ciekawsze, ale dla wydawnictw byliśmy po prostu kolejną historią, którą można opakować, położyć na półce i sprzedać – treść, która dla nas jest najważniejsza, dla nich była kwestią drugorzędną.

Oboje z Alicją jesteśmy przeświadczeni, że napisanie książki zobowiązuje i jest czymś wyjątkowym. Możecie powiedzieć, że jesteśmy dziwni, albo jacyś staroświeccy, bo czasy się zmieniają, ale tutaj nie ustąpimy 🙂 Książka, którą kiedyś wydamy będzie czymś specjalnym. Czymś o czym z dumą będziemy mogli powiedzieć – zrobiliśmy to najlepiej, jak w danej chwili mogliśmy! Chciałbym bez wyrzutu sumienia też podejść do niej biznesowo i  być pewnym, że te 40-50 zł, które ktoś za nią zapłaci, jest warte swojej ceny.

Wychowaliśmy się na porządnych książkach, które wnosiły zawsze coś nowego do naszego życia. Mimo, iż pokusa była spora, to właśnie taką też książkę chcielibyśmy napisać. W związku z tym, że nie ma na to jeszcze klimatu, temat ten jest przeniesiony do poczekalni 🙂 Zupełnie inną kwestią jest też fakt, że nie było nas na wydanie tej książki stać. Musieliśmy pracować, a nie zamknąć się na pół roku gdzieś w głuszy, żeby ją napisać. Niestety, ale żeby zrobić to dobrze, potrzebny jest komfort finansowy, który pozwoli nam się przez te kilka miesięcy utrzymać.

Podróże to nie wszystko
Podróże wypełniają moją rzeczywistość dość szczelnie, jednak odzywają się we mnie też inne pasje.  W pewnym momencie (jakieś pół roku przed końcem podróży) poczułem, że czegoś mi brakuje. Że brakuje mi tworzenia czegoś namacalnego. Czegoś, co by zostawało, a nie było kolejną stroną, którą komuś wypozycjonowałem. Fakt, z tego nienamacalnego Internetu w podróży się utrzymywaliśmy, ale to było tak bardzo ulotne, że przestało mnie to po prostu bawić. Zacząłem szukać sposobu na to, aby znów móc dalej pracować w drodze, ale tworząc coś, co też będę mógł pokazać innym, zainspirować, rzucić inne spojrzenie na znane rzeczy i miejsca.

Nowe technologie, Internet, fotografia i szukanie nowej perspektywy sprawiło, że gdy wyszedłem w Hong Kongu ze sklepu z modelami latającymi, już wiedziałem czym chcę się zajmować po powrocie do Polski. Ujęcia z lotu ptaka – marzenie wielu fotografów i amatorów lotnictwa.

Żeby jakoś z tym wystartować w Polsce, potrzebowaliśmy oczywiście kasy. Nie chcieliśmy wyjeżdżać na saksy, chcieliśmy zmierzyć się z Polską. Wyszliśmy z założenia, że skoro raz nam się udało po studiach, to i teraz się uda. Znów wróciłem do robienia stron internetowych. Zlecenia przychodziły same, bo zwykle, gdy po slajdach ktoś pytał, skąd mieliśmy kasę na podróże, to padała odpowiedź – z Internetu, ze stron internetowych. To sprawiało, że prawie po każdym spotkaniu, w dość naturalny sposób, znajdował się kolejny klient, który chciał, żeby mu zrobić jakąś stronę. Czy mogłem sobie to lepiej wymyślić?

Wiele godzin przed komputerem, ale był cel – życie mobilne, życie w podróży z narzędziem, które pozwoli nam dalej podróżować i nie przywiąże nas do jednego miejsca. Po podróży wiemy na pewno jedno – nie nadajemy się na stacjonarne etaty. Jeśli ciągle coś się nie zmienia w naszym życiu, to zaczyna brakować nam tlenu.

Polska
Nasz kraj ma tę ogromną przewagę nad wszystkimi innymi, w których byliśmy, że wiemy dokładnie, jak tutaj się odnaleźć. Nie jesteśmy obcy i mówimy w tym samym języku, co wszyscy. Wiem, że to banalnie brzmi, ale jest to fakt przez wiele osób w ogóle niezauważany. Zaczynamy go dostrzegać dopiero po powrocie.

Nie chcę Polski idealizować, bo do tego jej daleko, ale nie popadajmy też w drugą skrajność. Szlag mnie trafia, jak czasem włączę media i słyszę, jak przesrane jest w naszym kraju i jak nic się od lat nie zmieniło. Chciałbym wtedy takiego jednego z drugim wyrwać z Polski za fraki i rzucić gdzieś do Indonezji, Kambodży, albo innego Timoru Wschodniego i pokazać, jak bardzo może być gorzej. Właśnie to w nas się bardzo zmieniło – podejście do życia. Dziś już nie patrzymy na problemy przez pryzmat zawalidrogi, która rozwala nasze plany, ale jako coś z czym sobie trzeba poradzić. Nie dyskutuję z marudami i ciągłymi narzekaczami, bo mi szkoda na to czasu i energii – wolę go poświęcić na tworzenie, popychanie tego naszego wózka, zwanego życiem, do przodu. Po prostu.

Podróż na pewno nauczyła nas takiego… hmm… przewidywania sytuacji oraz rozgryzania ludzi i ich zamiarów. To jest szalenie pomocne nie tylko w Polsce, ale w ogóle w życiu, bo niestety ale poza ogromną rzeszą wspaniałych i pomocnych ludzi, trafiamy na swojej drodze też na szuje i ludzi, którzy chcą nas po prostu wykorzystać. Ocieraliśmy się o to kilka razy po powrocie do Polski, ale na szczęście mamy siebie nawzajem i jak jedno jest mniej czujne, to drugie reaguje i na odwrót. Tak samo ze wsparciem. Gdyby nie Alicja, która motywowała mnie w temacie dronowym, to nigdy nie bylibyśmy tutaj, gdzie jesteśmy. Niestety był to ryzykowny ruch, bo pieniądze zarabiane przez nas oboje w całości poszły na narzędzie, które miało zmienić naszą przyszłość. Miało, ale nie musiało – to zależało tylko od nas.

Razem
W sumie ten tekst piszę w osobie pojedynczej, ale wcale by się to tak nie potoczyło, gdyby nie Alicja. To razem mamy wspólny plan na życie. To razem postanowiliśmy wyjechać w długą podróż. To razem wszystko zaczęliśmy od zera. To razem teraz chcemy zacząć inny rozdział w naszym życiu. Gdy na ostatnim Wachlarzu w Poznaniu słuchałem o podróżowaniu solo i o tym jak wiele taka podróż daje, ale też jak wiele może zabrać, to zdałem sobie sprawę, że przeżywanie życia, podróży wspólnie to jest, to co chcę robić. Co prawda, oboje bardzo się różnimy, naprawdę bardzo. Mamy inne zainteresowania i umiejętności, ale to właśnie sprawia, że się lepiej uzupełniamy. O tym jeszcze kiedyś napiszę, ale teraz chciałbym zwrócić uwagę na fakt, że od początku właśnie razem mieliśmy wspólne, duże cele.

Bo trzeba mieć cel
Po ponad dwóch latach od momentu, gdy w Hong Kongu wymyśliłem robienie zdjęć z lotu ptaka, w końcu się to ziściło. Zaczęły pojawiać się pieniądze i szansa na to, że możemy się temu całkowicie poświęcić. To by się jednak nie stało, gdybyśmy sobie nie postawili jasno i wyraźnie wspólnego celu – chcemy być w drodze, robiąc wymarzone rzeczy, wszędzie tam, gdzie akurat będzie to potrzebne. Nie chcemy podchodzić do zleceń, jak do kolejnych krótkich wyjazdów. Jeśli już gdzieś jedziemy, to nasz mobilny dom, który sobie właśnie tworzymy, będzie  pozwalał nam pracować zupełnie zdalnie i to bez konieczności szukania hotelu. Po prostu chcemy w tym naszym mobilnym domu zamieszkać i stać się… cyfrowymi nomadami.

W sumie taką mobilną pracę uprawialiśmy też w długiej podróży, ale wtedy właśnie były to rzeczy czysto internetowe, nienamacalne. Rzeczy, których nie dało się pokazać. Pozycjonowanie można robić z każdego miejsca na ziemi, ale brakowało mi w tym kreatywności i możliwości bawienia się formą. Teraz będzie trochę inaczej.

Wtedy w tym sklepie modelarskim, gdy zobaczyłem pierwszego drona wydawało mi się, że on będzie leciał za nami i filmował to jak jedziemy sobie rowerami przez Chiny. Taki był pierwszy koncept, jakże daleki od tego, co przyniosła rzeczywistość. Ciągle jest to dla nas fascynujące, gdyż jest jeszcze masa miejsc w Polsce, które nigdy nie były pokazane z lotu ptaka! Niedługo będziecie mogli je zobaczyć 🙂

Co z blogiem?
Długo się zastanawialiśmy, jak to wszystko połączyć i kombinowaliśmy tak, aby praca łączyła nam się z podróżami, z nowymi miejscami, które tutaj możemy pokazywać. Blog więc będzie dalej, ale w troszkę innej formie, jak dotychczas. Pojawią się nowe działy i nowe tematy do tej pory rzadko poruszane w blogosferze podróżniczej. Pewne jednak jest jedno – blog jest zbyt ważnym dla nas elementem, aby z niego zrezygnować. Ostatnio zresztą bardzo dużo czasu poświęciliśmy na dopracowywanie detali, których na pierwszy rzut oka nie widać, ale które bardzo wpływają na odczucia wizualne. Tutaj ogromna zasługa Małgosi Wójcickiej – niesamowitej specjalistki od czcionek, kolorów i logotypów, która wszystko pomogła nam połączyć w spójną całość.

Czyli co teraz?
Pisząc ten tekst jestem na 99% przekonany, że w kolejną 4-letnią podróż już nie pojadę. Powody są co najmniej trzy:
1) wiem już jak to smakuje,
2) nie chcę zaczynać swojego życia po raz trzeci od zera,
3) poza podróżami mamy też inne pasje.

Podróże są esencją naszego życia i tutaj wiele się nie zmieni. Teraz jednak chcemy popróbować ich w trochę zmienionej formie. Za chwilę wsiadamy w samochód, który udało nam się kupić właśnie dzięki dronowi. Trochę go zmodernizowaliśmy w środku, założyliśmy drugi akumulator i napięcie 220V potrzebne do ładowania różnych sprzętów i ruszamy przed siebie. Dokąd? Na razie na Pomorze, potem na wschód kraju, a potem… dalej, ale o tym już innym razem 🙂

Pewne jest jedno – czujemy podobne podekscytowanie dzisiaj, jak to które towarzyszyło nam 6 lat temu, gdy wyjeżdżaliśmy w naszą długą podróż. Zmienia się na pewno forma, ale ciągle z tą samą ciekawością świata ruszamy przed siebie!

Ku przygodzie!

PS: Gdyby ktoś był ciekaw, co dzieje się u nas tu i teraz, to zapraszamy do aplikacji Snapchat, gdzie wyszukując „loswiaheros” znajdziecie, aktywne przez 24h krótkie urywki z tego, co akurat się dzieje.

O autorze: Andrzej Budnik

Alternatywny podróżnik, zapalony bloger i geek technologiczny. Połączenie tych dziedzin sprawia, że w podróż przez australijski interior czy nowozelandzkie góry zabiera do plecaka drona, który pozwala mu przywieźć niepublikowane nigdzie wcześniej zdjęcia i oryginalne ujęcia wideo. Swoją duszę zaprzedał górom w północnym Pakistanie i tadżyckim Pamirze, które odkrywał podczas 4-letniej podróży lądowej przez Azję i Australię. Od wielu lat zaangażowany w aktywizację polskiego środowiska podróżniczego. Założyciel i obecnie współautor najstarszego, aktywnego bloga podróżniczego w Polsce – LosWiaheros.pl. Nominowany do Travelerów 2010 i Kolosów 2013. Zwycięzca konkursu Blog Roku w kategorii Podróże i Szeroki Świat w 2007 roku. Zawodowo licencjonowany pilot drona w firmie CrazyCopter.pl specjalizującej się w fotografii lotniczej i wideo z drona.

Podobny tekst

Samochód mobilnym domem – jak wybieraliśmy?

W sierpniu zaczęliśmy nowy etap w naszym życiu. „Przeprowadziliśmy się” do samochodu i zaczęliśmy w …

82 komentarze

  1. Coś tak czułem, że będzie jakiś kamper (van? 😉 + dron. No macie państwo fantazję, nie ma co 😉

  2. LosWiaheros w busie teraz będzie przemierzać świat ? 🙂

  3. Ciekawe podsumowanie. Jaki to samochód?

  4. Przez chwilę myślałem, że to będzie jacht

  5. Przeczytałam. Bardzo prawdziwe 😉

  6. mam nadzieję że ta książka kiedyś jednak powstanie 🙂 Czekam na nią 🙂 a co do fotografii lotniczej.. jak się jest samemu tam na górze i patrzy się na świat własnymi oczami z takiej perspektywy, to dopiero jest czad.. polecam 🙂 wiesz o czym piszę 😉

  7. nie wiem czemu, ale uwielbiam ten wpis!

  8. Czytam, czytam i wciąż towarzyszy mi myśl jak bardzo Was podziwiam i jaką wielką jesteście inspiracją dla mnie i pewnie dla wielu innych osób 🙂 Życzę Wam udanego zadomowiania się w Waszym nowym domu na czterech kółkach i żeby ta nowa podróż była równie interesująca i pełna wrażeń jak te poprzednie 🙂

  9. Na szlaku wszystko się bowiem zdarzyć może. 😛

  10. Miło sie czyta:). Czekam na książkę i cd. bloga.

  11. No dobrze tylko ja dalej z tego nie wiem czy warto było stracić przyjaciół 🙂

  12. Przeczytałam od deski do deski bo ciekawy bardzo list. Zazdroszczę zawsze i podziwiam wszystkich kto pisze relacje, sprawozdania z minionych dni. Mało spotkać takich ludzi. Bo ludzie zazwyczaj leniwi pisania, choć często mają wiele ciekawych historii do opowiedzenia. Niestety słowo pisane jest trudniejsze od mówionego. I tu trzeba wysiłku umysłowego budowania zdań, dobierania słów, itd.

  13. Super, życzę Wam wszystkiego najlepszego w nowej podróży 😉

  14. Strasznie dobrze napisane

  15. Nie wiem czy trzeba mieć cel, ale zapewne jest z nim łatwiej, choć wcale nie zawsze łatwo o niego …

  16. Hej! Bardzo dobry tekst 🙂 Super podsumowanie. Baardzo prwadziwe 🙂 Powodzenia życzę i będę Was dalej śledził 🙂

  17. Hej Andrzej,

    Dzięki wielkie za ten wpis. Cieszę się, że gdzieś tam się nasze szlaki przecięły.

    Dzisiaj to Wy jesteście moją inspiracją. Szczególnie w tym fragmencie o „nie narzekaniu” i innym spojrzeniu na życie. Przeczytałem przed chwilą po kolejnym dniu w którym spędzam kilkanaście godzin nad moją książką i psioczę już pod nosem na cały świat 😉 i zadaję sobie pytanie „po cholerę Ci to”. Sęk w tym, że wiem po co. Wszystko co ważne w życiu rodzi się w bólach…

    Podziwiam Wasz wysiłek, determinację i choroba cieszę się, że jesteśmy teraz tak blisko siebie. Siedzę sobie w Istebnej z kocem na głowie na tarasie, słucham świerszczy… i właśnie wyłączam komputer.

    W normalnych warunkach bym do Was podjechał, ale obiecałem sobie, że stanę na uszach żeby tę cholerną, rok opóźnioną książkę, napisać do końca lipca. Jeśli się nie uda, to przynajmniej będę wiedział, że zrobiłem wszystko co w mojej mocy żeby się udało…

    Rozpisałem się. Miłego wieczoru i dobranoc 🙂

    • No cześć!

      Pisz, pisz… całkowicie rozumiem, że potrzebujesz spokoju i odizolowania, bo też inaczej pisania książki ja sobie nie wyobrażam. Bardzo jestem ciekaw #ninjabook !
      Zaś co do spotkania, to wiedziałem z Periscope’a że jedziesz w góry, ale nie podejrzewałem, że tak blisko! Świat jest mały jednak 🙂

      Dużo wytrwałości Michał!

  18. Jesteście niezwykłymi ludźmi, szczerymi, prawdziwymi i inspirującymi. Macie w sobie pasję. I za to was podziwiam 🙂 Dziękuję!
    Powodzenia we wszystkim!

  19. Polatalibyście na Australią 🙂 A tak serio – jak zawsze kibicuję i trzymam kciuki (z nadzieję, że wreszcie, kiedyś, gdzieś, się spotkamy)!

  20. Switnie napisane podsumowanie….wiec ksiazka moze byc jeszcze lepsza…pomyslnych wiatrow I niekonczacego sie pozytywizmu…

  21. Czytam… i zastanawiam się czy sama dałabym radę ruszyć w dłuższą podróż. Przecież w głębi duszy tego pragnę. Ale dlaczego? Czy to znak, że przed czymś chcemy uciec? Ciągle zadaje sobie to pytanie…

    Podziwiam Was i życzę powodzenia 🙂

  22. cudownie! gratuluje pomysłu, pięknego postu i powodzenia 🙂

  23. Zuzanna Maria? Przeczytaj, proszę;)

  24. Bardzo podoba mi się Wasze podejście do książki, i kompletnie dzielę ten pogląd. Ja też jestem wychowany w taki sposób, że książka to pewna (jakkolwiek to brzmi) świętość, która coś wnosi w życie. Z uporem maniaka czytam drukowane książki, nie na czytniku, i raczej tak pozostanie. W ostatnim czasie nastąpił jakiś totalny wysyp książek. Każdy je pisze, nawet gdy był gdzieś trzy tygodnie. Ale cóż, popyt dyktuje podaż! W każdym bądź razie, jestem pewien, że gdy napiszecie książkę, będzie to przemyślana i solidna robota! Powodzenia ze wszystkim!

  25. trzymam za Was kciuki i życzę pomyślnych wiatrów…jesteście cudowną inspiracją..pozdrawiam aga k

  26. dziękuję. tekst dał mi moc i czuję się jakoś lepiej:)

  27. Ha! Wiedziałam, że drony i zdjęcia z powietrza. No zresztą, nie trudno było się domyślić 🙂

    Życzę powodzenia i jak najwięcej klientów, żebyście mogli za to wyjeżdżać w kolejne podróże i je dla nas opisywać. Jakbym kiedyś potrzebowała takich zdjęć to macie we mnie klientkę. A może chcecie wpaść do Londynu? Tylko nie wiem jak tu z pozwoleniami, bo ostatnio jak dwa drony latały to zaraz przyleciał helikopter wojskowy i następnego dnia pisali o tym w gazetach.

    Pozdrawiam ciepło z Londynu i jeszcze tylko czekam na książkę 🙂

  28. Zawsze się zastanawiałam co następuje „po”. Bo jednak mało blogów o tym pisze. Super że wam się udało pozbierać po powrocie, i to nie na pół gwizdka, a tak na 100%, bo możliwość dalszego podróżowania a przy okazji realizowania pasji, to najlepsze co mogło się wam przytrafić.

  29. „Chciałbym wtedy takiego jednego z drugim wyrwać z Polski za fraki i rzucić gdzieś do Indonezji, Kambodży, albo innego Timoru Wschodniego i pokazać, jak bardzo może być gorzej.” – czuję dokładnie to samo! I też stwierdziłam, że nie ma sensu tracić energii na tego typu osoby. Najbardziej mnie smuci, że często narzekają ludzie młodzi, którzy dość często podróżują i mają całkiem fajne życie.
    Bardzo mądry i szczery tekst. Na tyle lat co Wy chyba nie odważyłabym się wyjechać. I też boję się powrotu do „normalności”, który czeka mnie w październiku. Ale będzie dobrze, nowe cele już mam, a właściwie mamy i to jest najpiękniejsze 🙂
    Powodzenia w dronowym projekcie, czekam z niecierpliwością na efekty!

  30. Powodzenia! Trzymamy kciuki:) Ciekawe tylko czy/kiedy wyjedziecie tym samochodem i dronem poza granice naszego kraju;)

  31. Geniusz starzy znajomi dalej pamiętają i regularnie sprawdzają co tam u Was słychać 🙂

  32. Powodzenia. Każdy ma swoją receptę na życie i tak trzymać.

  33. Trzymamy kciuki! Podróże zmieniają życie, ale to powroty do rzeczywistości są bardziej wartościowe. Koniecznie napiszcie dobrą książkę, będziecie później dumni ze swojego „drukowanego dziecka” 🙂

  34. Akurat wracam z mojej spontanicznej podróży po Bałkanach wjelosipjetem i lepiej na ten wpis nie mogłem trafić. Pomimo że to niby tylko, a może nawet aż 3 tygodnie to mam podobne przemyślenia . Czuję że coś się zmieni ale co zobaczymy :). Pamiętam jak z Serkiem ( Twarog )spotkałem was w Krakowie pod Adasiem i już wtedy zaczęło coś się w moim berecie ukladc, potem wasze slajdowiska i wszystko złożyło się na to że ruszyłem zadek,a raczej posadziłem go na siodełku :p Dzięki!!! Wasz wierny kibic 🙂

    • Pamiętam to jak dziś Robert! To w ogóle było mega zaskakujące, bo rzuciliśmy od tak, że będziemy na Rynku a tu nagle przyszły osoby, których nie znaliśmy 🙂 To było dokładnie to o czym piszę w tekście – po raz kolejny poczuliśmy, że nie piszemy w próżnię i że realnie coś zmieniamy blogiem. Przedziwne uczucie, gdy się to odkrywa! noo, a dziś się znamy, piwko co jakiś czas można wychylić 🙂 Powodzenia i bardzo się cieszę, że zdecydowałeś się na ten rower! Pozdro!

  35. Super czytało się całość, a najbardziej podoba mi się ten fragment:
    „Czyli co teraz?
    Pisząc ten tekst jestem na 99% przekonany, że w kolejną 4-letnią podróż już nie pojadę. Powody są co najmniej trzy:
    1) wiem już jak to smakuje,
    2) nie chcę zaczynać swojego życia po raz trzeci od zera,
    3) poza podróżami mamy też inne pasje.”

    W odróżnieniu od krzyków płynących z nowych blogów podróżniczych pełnych haseł motywacyjnych, o tym jak wszystko rzucić, to jest takie dobre spojrzenie z dystansu, charakterystyczne dla ludzi którzy już swoje w życiu zobaczyli/przejechali/poświęcili podróżom jakiś dłuższy kawałek życia.

  36. Czytam Waszego Bloga od 3-4 lat. Jestem sześćdziesięcio kilku letnią emerytką z małego wielkopolskiego miasteczka. Od 16 lat spełniam swoje marzenia i jeżdżę po świecie z biurami trampingowymi , ….:) jeszcze z plecakiem.Nie śmiem nawet nazywać się turystką, bo mam szacunek do słowa i jego treści. Was natomiast uważam za Turystów Wielkiego Formatu. Blog bardzo ciekawie pisany, wiele informacji o świecie w którym byłam, lub może będę,…i nagle informacja – zostawiacie bagaże gdzieś w Azji , wracacie do Krakowa bo tata chory w szpitalu!! Mój pierwszy szacun dla Was.(widziałam później zdjęcie taty z Santiago de Compostela :))Potem spotkanie w Warszawie i opowieść o Australii…nie jedziecie do Aborygenów, bo szacunek dla tego ludu macie większy niż zaspokojenie „prozaicznej” ciekawości. Po raz pierwszy zadałam sobie pytanie „Czy ja też bym tak potrafiła zrobić?” A teraz informacja na temat pisania książki! Szacunek dla czytelnika!- w dobie kiedy więcej ludzi pisze niż czyta!. Alicjo i Andrzeju, jesteście PIEKNYMI ludżmi i turystami o niespotykanej kulturze. Wasze pisanie, opowiadanie zmusza do myślenia.
    …acha! ..nie mam problemu z powrotami :), zawsze rzucam się na pracę by zarobić na następny wyjazd :):)

  37. No to czekamy. Strasznie jestem ciekaw pojazdu 🙂

  38. Życzę Wam powodzenia w podróży ! Gratuluję również dobrego tekstu.

    Swoja drogą mam bardzo podobne odczucia odnośnie Polski po powrocie z krótkiego ( 2 tygodnie) pobytu w Kostaryce i Panamie. Już wcześnie ceniłem sobie naszą Ojczyznę (choć nie opływam z luksusy, a pieniądze na wyjazd miałem ze sprzedaży rzeczy nazbieranych przez lata) , jednak dopiero po powrocie z Ameryki Sr. uświadomiłem sobie – że powinniśmy być dumni z Polski i jej : państwowości, standardów życia/czystości i całej reszty, której człowiek na co dzień nie dostrzega. Część ludzi powie pewno, że należy się porównywać tylko do tych co mają lepiej, jednak ,,kryminałem” jest nie dostrzegać pozytywów jakie mamy w naszym kraju.

  39. każdy chciałby żyć pięknie, mądrze i ciekawie…może Wam sie to uda? obyście mieli po temu szanse, obyście je wykorzystali! serdecznie Wam tego życzę…do zobaczenia gdzieś w drodze….do grudnia błąkam się po australijskich 🙂

  40. Wspaniale że pogodziliście swoją pasję z pracą i jeszcze macie z tego dobre pieniądze! Szczere gratulacje!

  41. Tym bardziej podziwiam Waszą odwagę.
    To się nazywa życie. Jesteś wzorem do naśladowania!

  42. Los Wiaheros – no nie bądźcie wujami 🙂

    Zdradźcie personalia czterokołowca, z którym teraz zdobywacie swoje marzenia.

    PLIIIZ.

    Szukam różnych info dla znalezienia pojazdu na swoje życie.

    🙂

  43. Zapomniałem dodać – gratuluję Wam waszej podróży. Jesteście de beściaki.

  44. Zapraszam na mojego bloga Eat Travel Sleep Repeat, gdzie znajdziesz najlepsze porady i wskazówki podróżnicze 🙂 https://www.facebook.com/livelovetravelpl

  45. Jesteście jednymi z najbardziej pozytywnych ludzi w polskiej blogosferze podróżniczej 🙂
    Podoba mi się wasz spojrzenie na świat i docenianie Polski.
    Powodzenia w realizacji kolejnych celów!

  46. Dziękuję za piekny tekst. Wlasnie tego samego sie obawiam, bo planujemy z mezem dluga, dluga podroz za granice cy nawet kilkadziesiat granic… 🙂 On uwaza ze nie bedzie problemu, ze prawdziwi przyjaciele to i po wielu latach beda dalej przyjaciolmi. Jednak jakos o te relacje trzeba dbac, prawda?

    • Przepraszam, umknął mi ten komentarz.
      Tak, dbać trzeba, jednak to od nas samych dość dużo zależy. My mamy kilkoro bardzo dobrych przyjaciół i mam nadzieję, żę na dobre i na złe..
      Powodzenia w podróży!

  47. Niesamowicie szczery tekst i trafiony w punkt, jak zwykle zresztą 🙂 Czytam Was od dawna i wiem, że cokolwiek wymyślicie, na pewno zainspirujecie mnóstwo ludzi. My mamy dzieci, kredyt, dom i psa, a i tak udaje nam się konsekwentnie realizować swoje podróżnicze marzenia. Pozdrawiam! I trzymam kciuki za nowe plany!

  48. Dziekuje wam bardzo za ten piekny wpis, nie widzialam jeszcze tak szczerej wypowiedzi na temat powrotu z podrozy, kazdy tylko opisuje dalekie wojaze albo zycie zagranica a nie dzieli sie tym jak bylo potem. Ja rowniez spedzilam sporo czasu za granica, przez 2 lata mieszkalam najpierw na Zachodzie a potem w Azji. Po powrocie do Warszawy bylo ciezko, wspomnienia z egzotycznych miejsc szybko zaczely blednac w obliczu szarej codziennosci, trudno bylo mi sie przyzwyczaic przede wszystkim do ludzi w Polsce. Dzieki podrozom nabralam niesamowitego optymizmu do zycia i mam teraz poczucie, ze wlasciwie wszystko jest mozliwe, wszystko jest do zrobienia! Trudno jest mi rozmawiac z ludzmi ktorzy bez przerwy narzekaja, w kazdej kwestii, a robi to wiekszosc osob w naszym kraju. Na kazdy temat narzekaja, a jesli ja sie usmiecham i mowie ze to nie jest problem albo nawet moze dobrze ze tak sie stalo, to patrza na mnie podejrzliwie albo mysla ze jestem niezbyt rozgarnieta lub naiwna. Dlatego czesto z wieloma osobami nie chce mi sie rozmawiac, bo i po co 🙂 Ja rowniez uwazam ze Polska nie jest zla, to oczywiscie nie Zachod ale w dzisiejszych czasach ma to nawet swoje plusy 🙂 Zamiast porownywac sie z Niemcami czy UK popatrzmy na wiele innych biednych krajow. Ja teraz tez pracuje, kazdy dzien jest podobny do poprzedniego, ale zeby troche ubarwic sobie zycie staram sie uprawiac sport, wyjezdzac czesciej na krotsze wycieczki, a motywuje mnie najbardziej to, ze za rok chce rzucic to wszystko i wyjechac na kilka miesiecy w podroz, no i ze tez mam przy sobie kogos szalonego kto chce to zrobic razem ze mna 🙂
    Wiec jeszcze raz – DZIEKUJE wam za wasze wpisy, zycze wam szczescia i zeby cale wasze wspolne zycie bylo tak niesamowite i pelne pasji jak dotychczas. Pozdrawiam, Marta.

  49. nie wiem czy zima wystarczy, by wyczytać wszystko czym chcieliście sie podzielić ze światem. Jestem zaskoczona, zdumiona i zachwycona urodą tego jak to robicie. Od lat wierzę w to ,że nic nie zdarza się przypadkiem , więc spotkanie Ciebie Andrzeju w naszej podróży to znowu palec boży. Mimo, że jesteście tacy młodzi, tacy kosmopolityczni to tak gdzieś w Was widać Kraków, tę różową szybkę .Dla mnie najważniejsi są ludzie i takie szczere rozmowy ( nie ekshibicjonizm) to unikat.Ale tak tylko dodam,że pierwsze wrażenie było… ponury służbista:))))))) pozdrawiam Ave

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *