Start » Mobilne życie » Bezpieczne przechowywanie zdjęć (nie tylko) w podróży

Bezpieczne przechowywanie zdjęć (nie tylko) w podróży

Problem, który pojawia się przed każdą moją podróżą. Ile zrobię zdjęć tym razem? Ile nagram wideo no i gdzie ja to pomieszczę? A jak się coś stanie i wszystkie wspomnienia stracę? Przypadki typowego paranoika cyfrowego – zapraszam… 🙂

Tak, tak, tak. Wiem, że to nie jest koniec świata, gdy stracimy swoje zdjęcia czy wspomnienia wideo, ale czy jest to miłe? Przecież nie bez powodu inwestujemy w coraz lepszy sprzęt foto. Nie bez powodu uczymy się lepiej kadrować zdjęcia, szukać lepszego światła, odkrywać kolejne sekrety fotografii…

Dane w podróży straciłem trzy razy. Raz, bezpowrotnie. Za drugim razem po kilku miesiącach walki, udało mi się je odzyskać. Ostatnim razem poradziłem sobie z problemem dość szybko, co też opisałem tutaj.

Pierwszy przypadek jest beznadziejny i najbardziej feralny, jaki mi się mógł przytrafić. O tym NIE CHCECIE czytać, ale takie rzeczy się czasem zdarzają. To właśnie m.in. przez tę niewątpliwie traumatyczną przygodę mój poziom zabezpieczeń wzrósł dwukrotnie. Po prostu serce mi krwawi, gdy sobie pomyśle o tych wszystkich pięknych miejscach w Ameryce Południowej, z których zdjęć nie mam prawie wcale.

Za drugim razem, wypadł mi z rąk (nie pytajcie jak!) cały laptop i roztrzaskał się o podłogę. Oczywiście działo się to akurat wtedy, gdy szedłem po dysk zewnętrzny, aby zrobić kopię zapasową! Prawo Murphiego, czy co? Oczywiście, jak kretyn sformatowałem kartę przed zgraniem danych na dysk zewnętrzny!

Za trzecim razem, poszło dość sprawnie i dzięki fajnemu programowi do odzyskiwania danych, wszystko wróciło po całym dniu walki, do stanu wyjściowego. W końcu zaczęło mi się nasuwać pytanie:

Czy można się zabezpieczyć w 100%?

Ostatnie dwa lata od powrotu do Polski kombinuję i testuję różne rozwiązania, aby w kolejnej dłuższej podróży nie stracić ani jednego zdjęcia czy pliku wideo. Jako jeden z celów postawiłem też sobie zbudowanie takiego workflow, aby wszystko ładnie się archiwizowało i nie było sytuacji, że coś przez przypadek skasowałem lub zapomniałem zgrać, a była to jedyna kopia danych. Przez te 10 lat, od kiedy zacząłem aktywnie i daleko podróżować, technologia poszła niesamowicie do przodu i nie widzę żadnych przeciwwskazań w tym, aby jej nie wykorzystywać w 100%, tylko trzeba to wszystko jakoś ogarnąć. Sęk w tym, że możliwości mamy aż za dużo, a reklamy i rekomendacje produktów/usług w kontekście domowym i/lub biznesowym często nie działają w podróży.

Najczęściej dane tracimy jeszcze przed zrobieniem kopii zapasowej zdjęć. Wysiada karta SD w aparacie lub dysk w komputerze, na który wszystko zgrywaliśmy z karty. Zacznijmy więc od podstaw bezpieczeństwa.

Co zrobić, aby danych nie tracić?

1. Zawsze trzymaj minimum dwie kopie swoich danych.
Największym błędem i najczęściej prowadzącym do nieszczęścia jest fakt, że mamy tylko jedną kopię danych. Nie ma rozwiązań idealnych i nawet najdroższy dysk przenośny czy najlepsza karta SD może się zepsuć. Po prostu tak jest i nic z tym nie zrobimy. Co z tego, że sprzęt jest na gwarancji, jeśli przez jego awarię tracimy dane? Nic. Dbaj więc o to, aby mieć przynajmniej dwie kopie.

2. Dbaj o swoje karty SD i dyski zewnętrzne.
Po przeanalizowaniu kilkuset przypadków utraty danych na kartach SD, z którymi zwrócili się do mnie czytelnicy naszego bloga, wniosek który nasuwa się sam jest taki, że to my sami jesteśmy winni błędom kart SD. Powodów jest kilka, a najczęstsze to:

  • Wyłączamy aparat zanim sprzęt zdąży zapisać zdjęcie (serię zdjęć) na karcie.
  • Podczas robienia zdjęcia lub nagrywania wideo pada nam bateria w aparacie/kamerze/telefonie co powoduje zwarcie podczas zapisu i uszkodzenia karty.
  • Wysuwamy kartę SD z laptopa lub adaptera USB, gdy komputer jeszcze tej karty używa.
  • Wysuwamy kartę SD z aparatu, gdy ten jest włączony (możliwe zwarcie).
  • Co się wiąże z punktem powyżej – nie korzystamy z funkcji bezpiecznego odłączania kart SD (i w ogóle urządzeń przenośnych), tylko wyciągamy kartę ot tak lub wypinamy adapter USB. To samo dotyczy zewnętrznych dysków twardych, które wypinamy bez bezpiecznego odłączenia.
  • Trzymamy karty SD lub dyski zewnętrzne koło źródła pola magnetycznego. Takim mogą być m.in. telewizor, zestaw audio-wideo, wieża stereo, telefon komórkowy czy domowy telefon przenośny i każde jedno urządzenie, które ma jakikolwiek głośnik lub głośniczek – w środku są magnesy, a te są pierwszym wrogiem naszych kart i dysków! Jeśli trzymacie nośnik danych blisko głośników od komputera, albo blisko laptopa w miejscu gdzie ten ma głośniki, to też nie dziwcie się, żę dysk „nagle” przestanie działać. Tak, do Ciebie mówię! 🙂 Wielokrotnie widziałem, jak moi znajomi kładą wyciągniętą z aparatu kartę SD na laptopie w miejscu gdzie jest głośniczek. Heloł! Nie robimy tak 🙂
  • Nie dotykaj styków karty SD palcami, tylko chwytaj za plastikowe części. Nasze palce są zwykle tłuste i jeśli spocone to słone, a to szkodzi stykom. Karty przechowuj w plastikowych pokrowcach.
  • Dysk twardy może znieść wiele, szczególnie jeśli jest o dysk SSD. Zwykle jednak nasze dyski zewnętrzne to tańsze dyski talerzowe i jeśli z nimi podróżujesz, woź je w miękkich opakowania, które chronią przed wstrząsami i wilgocią.

Ktoś teraz pewnie powie, ale poza kartami SD, na których trzymamy dane robocze oraz poza dyskami zewnętrznymi, gdzie trzymamy swoje kopie danych w domu/pracy są jeszcze „internetowe chmury”, które pozwalają nam zapomnieć o problemie przechowywania danych. Słusznie – to jest trop, którym też zaczałem podążąć. Problem tylko w tym, co wybrać? Który lepszy i bardziej nada się w podróży, bo poza tym, że jest to rozwiązanie bardzo bezpieczne i dla nas wygodne, to pojawia się inny problem – musimy te dane do Internetu jakoś wgrać! A z tym, że Internet w podróży nie jest zawsze łatwo dostępny spotkali sie wszyscy Ci, którzy podróżują trochę inaczej niż od hostelu do hostelu, czyli pewnie większość naszych czytelników.

Chmury w Internecie

Wydawałoby się, że jest to rozwiązanie idealne. Nie zamoknie, nie ukradną, nie spadnie na podłogę. Jedyne co nas ogranicza to konieczność dostępu do Internetu, aby te dane wgrać. Sami pewnie mieliście nie raz taką sytuację, że podróżowaliście przez tydzień lub dwa po miejscach, w których Internet działa bardzo wolno, a jeśli jest to nie sposób wysłać „do chmury” kilka GB zdjęć. Musimy wrócić do miasta, podpiąć się ze sprzętem do WiFi albo LTE i wtedy dopiero załadować nasze zbiory do sieci. To samo działa w drugą stronę. Aby coś ściągnąć musimy mieć dostęp do Internetu. Poza tym jest to dla mnie rozwiązanie prawie idealne.

Dla wymagających po kilku miesiącach w podróży pojawi się jednak kolejne ograniczenie – pojemność takiej chmury. Wraz z Alicją tworzymy w podróży około 3-4GB danych na dzień (już po wstępnej selekcji). Ja robię foto z ręki i dronowe ujęcia, a Alicja wideo. Są oczywiście dni przerwy, ale są też takie dni, gdzie tych danych tworzymy 2 lub 3 razy więcej, bo trafi się jakiś hit. Uśredniając jednak jadąc w miesięczną podróż przywieziemy około 150GB danych. Jadąc w 3-miesieczną podróż liczymy na okrągło 500 GB danych. Oczywiste jest więc, że bierzemy ze sobą dysk zewnętrzny, na który zgrywamy na bieżąco dane, ale mimo wszystko chciałbym mieć też backup gdzieś w chmurze.

Pewnie wiecie do czego zmierzam. Mało która chmura da nam możliwość gromadzenia takich danych za darmo i musimy szukać rozwiązań komercyjnych. Dropbox, BOX, iCloud, OneDrive czy Amazon Cloud oferują konta darmowe, jak i płatne, ale czy warto w to inwestować, a jeśli tak, to w które?

Pierwszą chmurą, której zacząłem używać już kilka lat temu był Dropbox. Sprytny programik, który tworzył osobny folder na dysku komputera i wszystko co tam wrzuciłem samo wysyłało się do sieci. Dropboxa bardzo lubię, jednak mam wrażenie, że mocno zatrzymał się w rozwoju, a przede wszystkim w pojemności, jaką oferuje. Używam go do synchronizacji dokumentów, plików roboczych nad którymi wspólnie pracujemy z Alicją – na więcej nie starcza. Dropbox ma fatalną aplikację mobilną. Nie znoszę jej i był to drugi powód, aby się zacząć rozglądać za inną usługą tego typu.

Nawigowanie po aplikacji BOX.com jest banalnie proste i intuicyjne.
Nawigowanie po aplikacji BOX.com jest banalnie proste i intuicyjne.

BOX.com to odkrycie tego lata. Wszystko zaczęło się w sumie od zdjęć lotniczych i wideo z drona, które po prostu przestały nam się mieścić na dyskach zewnętrznych, a kopie musimy trzymać, gdyby klient kiedyś wrócił i chciał coś innego ze zrobionego materiału. Tak też powstał pomysł, aby wszystkie zdjęcia oraz wideo, które robimy dronem, a projekt jest rozliczony, wysyłać na chmurę internetową i zwalniać miejsca na dyskach zewnętrznych na bieżące potrzeby. Często takie projekty ważą po 40-50GB i to puchnie w zastraszającym tempie.

BOXa najpierw używałem w wersji darmowej, a gdy mi się skończyła przestrzeń przeszedłem na wersję komercyjną bez limitu. Płacę 8 euro miesięcznie, mam super zaprojektowaną aplikację na iOS i Androida, poprzez którą jestem w stanie wyszukiwać oraz udostępniać wybrane foldery lub pliki. Wybrane foldery BOXa mam też zsynchronizowane z laptopem, czyli dopóki na danych plikach pracuje, dopóty mam do nich błyskawiczny dostęp. Później przesuwam je tylko do chmury i tam sobie leżakują jako jedyna kopia. Kropka.

Amazon Cloud – zacząłem z nim eksperymentować jeszcze przed poznaniem BOXa. Wybrałem sobie kiedyś dwutygodniowy okres próbny w wersji bez limitu i… zapomniałem odłączyć karty kredytowej. Po upływie 14 dni, Amazon automatycznie ściągnął mi kilkadziesiąt dolarów na cały rok w opcji bez limitu i lekko krew mnie zalała, bo nie polubiłem tej usługi. Jej główną wadą jest aplikacja, która ciągle się zawiesza przy wysyłaniu plików na serwer. Szczególnie dotyczy to dużych plików wideo ważących po kilkaset MB. Głownie z tego powodu zacząłem szukać innej usługi i zdecydowanie tą polecaną jest BOX, choć trzymam kciuki za programistów Amazona, bo mają tańszą usługę 🙂

Chmury domowe 

W końcu dotarliśmy do ostatniego punktu tego tekstu. Coś co łączy karty pamięci i dyski zewnętrzne z chmurami internetowymi.

Od dawna miałem ochotę z takiego urządzenia skorzystać. Brakowało mi metody archiwizacji, która po wysłaniu danych do domu, pozwalałaby bezpiecznie podróżować bez martwienia się o zdjęcia i wideo po powrocie do domu. Podczas naszej czteroletniej podróży nagrywałem płyty DVD i wysyłałem je do Polski – czy to pocztą, czy to znajomymi, których akurat gdzieś w świecie spotkałem i wracali do Krakowa, gdzie płyty przekazywali mojej siostrze. Ta zaś chowała je w szufladzie swojej komody. Po czterech latach takiego nagrywania, wręczyła mi pewnego dnia cały stos płytek… Nawet nie wiedziałem jak się za to zabrać. Mam je do tej pory gdzieś w szafie, ale nigdy z nich nie skorzystałem, bo ogarnąć ileśset płyt DVD mimo, że są podpisane, zajmuje niewspółmiernie dużo więcej czasu, niż przeszukać dysk twardy, który mamy wpięty do komputera. No właśnie…

Tutaj wychodzi największa zaleta chmur domowych – mamy do nich dostęp w podróży, jako urządzeń zdalnych, a po powrocie do domu (niektóre) możemy po prostu podłączyć do komputera. No właśnie, niektóre. Jak już sobie odłożyłem, po którymś większym zleceniu dronowym, na WD MyCloud to się okazało, że to pudełko działa tylko poprzez sieć internetową i nie da się wyciągnąć ze środka dysku (sic!). Mimo wszystko ze dwa dni sprawiała mi frajdę sama świadomość, że mam takie coś, na co sobie mogę wrzucić dane będąć gdzieś daleko i że one czekają na mnie w domu, ale.. co dalej? W sumie nic. Dalej mam do nich raczej powolny dostęp, tak samo jak przez chmury internetowe, więc de facto wydanie 600 zł mógłbym przeznaczyć na zapłacenie za usługę chmury wirtualnej w BOX.com! Dziś w WD MyCloud trzymam kopię systemu Windows mojego komputera stacjonarnego, TimeMachine Maca oraz wszystkie kopie zdjęć i filmików, które robię telefonem. Dostęp do tych danych mam w domu, mamy też będąc w drodze, zarówno na laptopie Alicji, jak i moim.

Dwie chmury domowe podłączone do routera.
WD MyCloud Ex2 od środka.

Później jednak zacząłem grzebać w necie i znalazłem jeszcze urządzenia typu NAS. To są też takie chmury domowe, ale jednak bardziej zaawansowane i pozwalające się konfigurować pod potrzeby użytkownika. Po pierwsze mają one większą pojemność (4/6/8/12/16TB), dyski można wyciągać i wpinać do komputera stacjonarnego no i co najważniejsze taki np. WD MyCloud Ex2 można ustawić tak, że na jednym dysku mamy dane, a na drugim automatycznie bez naszej ingerencji tworzy się backup tych danych, co sprawia, że nawet jeśli gdyby któryś z dysków trafił szlag (prawo Murphiego), to na drugim mamy wszystko zapisane.

WD MyCloud Ex2, który stoi teraz w moim pokoju nawet sam wysyła do mnie e-mail jeśli coś chce mi powiedzieć – powiadamia mnie o nowych aktualizacjach oprogramowania,  o tym, że jest mu za gorąco lub mam nadzieję nigdy nie dostać takiej informacji, że jeden z dysków przestaje działać. Wczoraj, gdy go odłączyłem od prądu, nawet wysłał mi e-mail, że dysk nie działa z powodu awarii zasilacza. Oczywiście, zasilacz nie uległ awarii, ale serwer wdc.com odczytał wyciągnięcie wtyczki z gniazdka, jako awaria zasilania – słusznie. W podróży byłby to dla mnie sygnał, że muszę kogoś z rodziny poprosić, aby sprawdził, co się dzieje z urządzeniem. Dla mnie bomba! Różnica pomiędzy tym wcześniejszym WD MyCloud (białym na zdjęciu powyżej) jest też taka, że Ex2 jest super szybki i gdy chce się z nim połączyć czy to przez smartfona czy to przez laptopa, to trwa to dosłownie 2-3 sekundy, gdyż musi się wybudzić ze stanu czuwania, w który przechodzi, gdy długo się go nie używa.

Moja domowa chmura pisze do mnie e-maile :D
Moja domowa chmura pisze do mnie e-maile 😀

WD MyCloud Ex2 mogę otworzyć, wyciągnąć z niego jeden z dysków, który za pomocą zwykłego kabla SATA można podpiąć do PCta. Działa wtedy jak zwykły dysk twardy w komputerze, a ja mogę sobie na nim zrobić błyskawicznie porządki i to jest funkcja, której nie da mi żadna chmura internetowa. Oczywiście, ktoś może powiedzieć, że: może uderzyć piorun i spalić nasze urządzenie, że może zepsuć nam się Internet i nie będziemy mieć dostępu do domowej chmury będąc w podróży i że coś jeszcze. Jasne, tak się może zdarzyć, ale na pioruny używam listwy z bezpiecznikami, a na niedziałający Internet rada jest taka, żeby na czas wyjazdu urządzenie zostawiać u kogoś z rodziny lub zaufanych znajomych, którzy mogą na niego mieć baczne oko, a ja jestem z nimi w kontakcie mailowym. Nie ma jednak rocznych opłat i takie Ex2 można rozbudować o większe dyski. Można też sobie zafundować Ex4, do którego da się włożyć aż 4 dyski, co z biegiem czasu można rozbudowywać i w sumie stworzyć aż 16TB urządzenie.

WD MyPassport Wireless, który sam zgrywa dane z karty SD / microSD.
WD MyPassport Wireless, który sam zgrywa dane z karty SD / microSD.


Jak wygląda mój workflow?

Teraz zbierzemy te wszystkie informacje do kupy i pokażę Ci, jak to działa u mnie w praktyce.

  1. Urządzenia, z których korzystamy to Sony a6000 do robienia zdjęć i wideo oraz dron, którym robimy zdjęcia lotnicze oraz wideo z lotu ptaka. Do tego różne przypadkowe i spontaniczne zdjęcia/wideo robione telefonem.
  2. Po każdym dniu w trasie, z obu urządzeń zgrywamy materiał na WD MyPassport Wireless 2T, który ma funkcję autokopiowania danych. 10GB filmów i zdjęć zgrywa się z karty SD w około 11 minut, czyli nie za szybko, ale ciągle spoko. W związku z tym, że nie potrzebuję do autokopiowania laptopa, mogę włożyć kartę zaraz po zakończeniu zdjęć i jeszcze w drodze do domu je roboczo zarchiwizować. Po takiej czynności karta SD wraca do aparatu, a dysk zewnętrzny ląduje w innym plecaku lub torbie Alicji. Dane są w dwóch różnych miejscach.
  3. Gdy chcemy wieczorem od razu działać na fotkach zrobionych danego dnia podpinamy WD Wireless do laptopa i szukamy interesujące nas zdjęcia, a przy okazji porządkujemy dane w foldery wg dat i lokalizacji oraz dzieląc pliki na foto i wideo. Foty finalnie trafiają do mnie, a wideo do Alicji.
  4. Gdy jedna z kart z drona lub aparatu całkowicie zapełnia się w ciągu dnia, wkładamy kartę na wymianę, a cały materiał z zapełnionej karty zgrywamy na WD Wireless, jak opisane w punkcie powyżej. Po segregacji zdjęć i wideo, ładnie ułożone foldery lądują na drugim dysku zewnętrznym. Gdy mamy pewność, że dwie kopie na dwóch dyskach zewnętrznych są identyczne, formatujemy zapełnioną kartę SD i odkładamy ją na wymianę.
  5. Gdy mamy dobry internet pod ręką (hotel, hostel, u kogoś w domu) ładujemy całość zebranego materiału z drugiego dysku zewnętrznego na WD MyCloud EX2, który sobie stoi w domu. W ten sposób tworzy nam się trzecia kopia zapasowa naszych danych, a w sumie to i czwarta bo Ex2 ma autobackup, o którym wyżej wspominałem. Gdy mamy WiFi „pod ręką” synchronizuje się też telefon z WD MyCloud i wszystko trafia do domu. Nawet gdyby, któreś z urządzeń zalała woda, nadgryzła wilgoć, albo po prostu gdyby jakiś złodziej nas przechytrzył, to dane nam już nie zginą, bo są w Polsce.
  6. Po powrocie do domu robimy podział na zdjęcia i wideo, które jest nasze i powinno być zawsze pod ręką oraz na to dla klientów, które po skończeniu pracy nad projektem, jest wgrywane na chmurę internetową w BOX.com, gdzie sobie leżakuje już kilkaset GB danych i czeka na wszelki wypadek.
  7. Mimo, iż często po całym dniu w trasie jestem bardzo zmęczony, ale jeśli mam cenne zdjęcia lub ujęcia wideo, to zawsze je zgrywam.  Nie wiem, co by się musiało stać, abym przy tym stopniu zabezpieczenia stracił jeszcze kiedyś dane. Jedyną opcją jest zrezygnowanie z mozolnej rutyny kopiowania danych na bieżąco, ale na to nikt jeszcze backupu nie znalazł.

Zdaję sobie sprawę, że nie każdy potrzebuje tak rozbudowanej ochrony danych i wystarczy, że trzymasz jedną kopie zdjęć na komputerze, a drugą na dysku zewnętrznym. To ciągle lepiej, niż większość ludzi, którzy w ogóle nie robią kopii zapasowych. Dla nas, pracujących na danych cyfrowych każdego dnia, po prostu taka rutyna stała się  koniecznością, aby zabezpieczać się maksymalnie jak się da, stąd też tak bardzo rozbudowany post mi wyszedł. W razie pytań, lub jakichś kwestii, które nie są jasne – pytaj. Chętnie odpowiem. A jeśli Ty masz jakiś swój patent, którego tutaj nie opisałem, to daj znać – chętnie przetestuję 🙂

O autorze: Andrzej Budnik

Alternatywny podróżnik, zapalony bloger i geek technologiczny. Połączenie tych dziedzin sprawia, że w podróż przez australijski interior czy nowozelandzkie góry zabiera do plecaka drona, który pozwala mu przywieźć niepublikowane nigdzie wcześniej zdjęcia i oryginalne ujęcia wideo. Swoją duszę zaprzedał górom w północnym Pakistanie i tadżyckim Pamirze, które odkrywał podczas 4-letniej podróży lądowej przez Azję i Australię. Od wielu lat zaangażowany w aktywizację polskiego środowiska podróżniczego. Założyciel i obecnie współautor najstarszego, aktywnego bloga podróżniczego w Polsce – LosWiaheros.pl. Nominowany do Travelerów 2010 i Kolosów 2013. Zwycięzca konkursu Blog Roku w kategorii Podróże i Szeroki Świat w 2007 roku. Zawodowo licencjonowany pilot drona w firmie CrazyCopter.pl specjalizującej się w fotografii lotniczej i wideo z drona.

Podobny tekst

Jak odzyskać zdjęcia i filmy z uszkodzonej lub sformatowanej karty pamięci?

Czy zdarzyło Ci się stracić zdjęcia z karty pamięci? Przez przypadek „sformatowała się” (sama, a …

59 komentarzy

  1. Uwielbiam te Wasze rozkminy technologiczne w podróży. Widać, że macie to bardzo przemyślane i poparte doświadczeniem w podróży.
    Powinno się pojawiać takich tekstów zdecydowanie więcej, bo wg mnie za mało piszecie.

    • Sezon dronowy nam się powoli kończy, więc wrócimy tutaj już niedługo. W to lato wydarzyło się tak dużo, że po prostu nie byliśmy w stanie działać równolegle w Internecie i realu. Po prostu żal nie wykorzystać tego na co pracowaliśmy tak ciężko, jak pojawiają się zlecenia i do ego ta praca sprawi nam masę frajdy 🙂 Masz jednak rację, że ja bardzo lubię takie technologiczne rozkminy i zastanawiam się, czy tego nie pociągnąć bardziej 🙂

  2. Właśnie szukałam informacji o tych internetowych chmurach i nic z tego nie wiedziałam, a tu proszę nie dość, że nowy tekst u was to jeszcze taki pożyteczny. Zielonego pojęcia nie miałam, że istnieją takie domowe chmury… Trochę mnie te urządzenia przerażają i chyba ja nie potrzebuję aż takiego zabezpieczania swoich zdjęć z podróży, ale dobrze wiedzieć, że taka możliwość też jest. Powiem o tym bratu, będzie zachwycony!
    I super są te porady gdzie nie kłaść karty sd. Też tego nie wiedziałam.

  3. Andrzej, przecież to pół życia można spędzić na tych bakapach? Jak Alicja to znosi, bo nie wieżę, że jej to sprawia przyjemność?

  4. Proponowane rozwiazania sa mega drogie dla zwyklego pstrykacza.
    Nie chce sie pakowac w stale koszta, wtedy zostaje tylko amazon glacier, albo co ja zrobilem: kupilem dysk ssd zgralem wszystkie zdjecia i zostawilem u rodziny.

    • Spoko, ale na pewnym etapie kosztów się nie uniknie niestety. Rozumiem, jeśli tylko pstrykasz foty od tak, w podróży. Tutaj masz zarówno darmowe i proste rozwiązania, jak i komercyjne z dużymi możliwościami magazynowania danych.
      Dla mnie mega drogo to jest zapłacić 500-1000 zł za profesjonalne odzyskiwanie danych 🙂 Raz taki koszt poniosłem w Chinach i wolę tego nie powtarzać.

  5. Witaj,. No dobra, zdjęcia zgrane ale nie powiesz chyba, że każde z nich jest tak dobre że nic nie poprawiasz 🙂 Wiem, że to temat na inny blog ale w czym ew. taką ilość zdjęć przejrzeć i dobrze obrobić ?

    • To faktycznie temat na inny wpis, ale pokrótce… Gdy jesteśmy przy pkt 3. i przeglądamy zdjęcia oznaczam sobie te najlepsze kolorem czerwonym, te mniej udane pomarańczowym, a te które mogą się nadać żółtym. Robię to raz i zwykle do tych, które nie są w żaden sposób oznaczone już później nie wracam, ale też ich nie usuwam chyba, że są nieostre lub bardzo źle skadrowane. To samo dotyczy filmów.
      Gdy zaczynam pracę nad zdjęciem otwieram folder, gdzie mam te oznaczenia i importuję do Lightrooma tylko te pliki, które są oznaczone. Reszta nie trafia do biblioteki LR. Wygląda to mniej więcej tak: http://www.loswiaheros.pl/zdjecia/workflow_zdjecia_oznaczanie.png

      • A tak z ciekawości, nie wygodniej byłoby dokonac selekcji juz w LR? Ja raczej wgrywam wszystko do LR i potem ew. wywalam z niego (mozna albo w ogóle skasowac z dysku albo tylko z biblioteki) – plusem jest ze IMO wygodniej, a poza tym czasem mozna zrobic jakis quick fix ustawien zeby ocenic czy zdjecie w ogóle sie nadaje do odratowania/obróbki czy nie

        • Robiłem tak kiedyś, ale zmieniłem nawyki od kiedy przeniosłem się na Maca i mogę sobie oznaczać pliki kolorami. LR też działa płynniej, jesli ma mniejsze biblioteki. No i samo usuwanie zdjęć z biblioteki LR nie jest super szybkie imho. Wolę to zrobić na poziomie folderu z plikami.

          • No też używam MAca, ale nie mogę w Finderze ustawić miniaturek jakiegos sensownego rozmiaru.

            Ale fakt ze nie robię aż tyle zdjęc i jakos LR daje radę póki co ;).

  6. a dałoby się te EX2 spiąć tak żeby jeden robil kopie drugiego? tzn. jeden EX2 siedzi u mnie w mieszkaniu, a drugi w mieszkaniu moich rodziców. Upload robie tylko na tego w moim mieszkaniu ale automatycznie kopie lecą kablem do innej lokalizacji?

  7. dzięki!

    Znajomy fotograf trzyma backup zdjęć u znajomej w sejfie. ale chyba lepiej kosztowo wyjdzie box.com niż dwie osobiste chmury .
    Super sprawa, ten box.com szczególnie kusi. Jedyny minus box.com to ograniczenie wielkosci pliku do 5GB.

    Ja koniec końców skuszę sie na NAS od firmy QNAP.

  8. Bardzo ważny wpis! Nam dysk zewnętrzny i chmura uratowały zdjęcia z kilku miesięcy podróży, gdy zrabowali nam plecak. Gdyby nie to, załamka byłaby już totalna.

    • Kasia, no znam ten ból! Z podróży po Ameryce Południowej ostały mi się tylko te zdjęcia, które wrzuciłem na bloga. I były to zmneijszone zdjęcia. Wiem, że dziś działam jak paranoik, ale nie zamierzam już nigdy tej rozpaczy przeżyć. Z błędów wyciąga się wnioski. Wam gratuluję przezorności i dobrze, że wszystko się w miarę pomyślnie skończyło 🙂

    • Dokładnie tak! Ja straciłam zdjęcia z kilku dni w Bogocie tylko, ale po tej historii jestem przezorna jak nigdy wcześniej. Fajnie, że o tym napisałeś 🙂

  9. Wyjątkowo syfna strona, która co moment atakuje wyskakującym komunikatem. Zniechęciło mnie to do czytania.

  10. Bardzo dobry pomysł na wpis! Coś dla mnie, mało uwagi poświęcam temu, jak przechowywać zdjęcia.
    Więc wielkie dzięki! 🙂

  11. „Oczywiście, jak kretyn sformatowałem kartę przed przed zgraniem danych na dysk zewnętrzny!” Zwykłe sformatowanie karty w rzeczywistości nie usuwa z niej żadnych danych. Po prostu oznacza dane sektory jako „wolne do zapisu”. Żeby faktycznie coś usunąć z karty to trzeba ją nadpisać nowymi danymi lub przy pomocy specjalnych programów.

  12. to ja jeszcze poproszę o wpis poświęcony katalogowaniu zdjęć i folderów, w sensie sensownym organizowaniu ich w folderach. jestem pewien, że macie na to jakiś system, a mnie to wciąż spędza sen z powiek 😉
    no i dzięki za ten tekst.

    • Spoko, ale to są już takie bardzo techniczne rzeczy i czy ja wiem, czy kogoś faktycznie to będzie interesować?
      Może w mailu Ci to opiszę?

      • My też się nad tym głowimy, zainteresowanych może być więcej:) Pliki oryginalne, obrobione, ze znakiem wodnym na bloga i przygotowane do wywołania – trochę tego jest, a nie ma sensu duplikować niepotrzebnie plików. I też się zastanawiamy czy wtedy robić backup całości czy tylko np. plików oryginalnych. W każdym razie dzięki za ten wpis! Po powrocie będziemy musieli uporządkować cały zgromadzony materiał filmowy i zdjęciowy i na pewno zajrzymy tu ponownie.

        • No dobrze. Pomyśle o tym tekście tylko nie bardzo chce główny nurt bloga wokół takich technikaliów prowadzić.
          Pliki ze znakiem wodnym wgrywasz na serwer / blog i tam je trzymasz. Po co Ci dodatkowy ich backup?

  13. *zdjęć i filmów, miało być 😉

  14. Chciałbym zapytać jak wam sprawował sie ten dysk twardy My Passport, jak dlugo wytrzymywal akumulator i jak szybko szczytywal karty Sd. Pozdrawiam

    • WD MyPassport Wirelless to fajny bajer, gdy nie masz komputera ze sbą w podróży lub jeśli nie masz czasu danego dnia, aby porządnie posegregować zdjęcia. Dawniej go nie miałem i sobie radziłęm, bo zawsze mam ze sobą laptopa. Prawda jest tak, że ten dysk jest wolny przy zgrywaniu. Tak jak pisałem w tekście 10 GB danych to około 10 minut.
      Nie mierzyłem jednak, ile wytrzymuje bateria, gdyż nie miałem potrzeby. Teraz jak o to pytasz, to specjalnie się temu przyjrzę i powiem, ile razy uda mi się zgrać zdjęcia na jednym ładowaniu akumulatora. Dam znać.

  15. A jak się sprawa ma do wstępnej selekcji zdjęć w czasie podróży? Maciej ze sobą laptopa?

    Może coś się zmieniło ale z tego co wiem to WD MyPassport Wireless nie posiada podglądu RAW no chyba ze używacie tylko JPG?

    • Tak, zawsze podróżowaliśmy i podróżujemy z laptopem – praca, blog, kontakt z klientami.
      MyPassport Wireless jest pewnego rodzaju ułątwieniem, które pozwala mi oszczędząć czas podczas zgrywania danych, ale nie jest dla mnie wystarczająco dobrym urządzeniem, abym za nim płakał, gdybym go nie miał. Spokojnie dałbym sobie rady bez niego, tak jak dawniej ze zwykłym dyskiem WD MyPassport.
      Oczywiście to też zależy jaki jest charakter Twojej podróży – jeśli góry, na długo i bez dostępu do prądu na długo to faktycznie MyPassport Wirelless jest fajny, ale jeśli jeździsz bardziej po miejscach, gdzie jest prąd i waga nie gra roli, to dla mnie jest to zbędne urządzenie.

  16. fajny i bardzo wazny wpis – popieram przedmowcow 🙂 by byl bardziej kompletny nie powinniscie sie skupiac tylko na kartach sd, a popatrzec rownierz na cf.

  17. Bardzo dobry artykuł. Nic dodać nic ująć.

  18. Fajny wpis! Co prawda na nasze 2-3 tygodniowe wyjazdy wystarczyłoby kilka kart plus ich zgrywanie na jakiś dysk zewn, ale w Waszej sytuacji cały ten proces jak najbardziej uzasadniony 🙂
    Aby dopełnić automatyzacji „backupowania” na wszystkich ogniwach tego łańcucha możecie się przyjrzeć kartom sd z wifi – a dokładniej adapterom micro sd z funkcją wifi. To by oszczędziło Tobie tasowania kartami z aparatu i innych urządzeń do czytnika tylko działo się w tle 😉
    Pozdrawiam serdecznie!

  19. Fajne to WD MyPassport Wireless, kiedyś szukałem podobnej zabawki i nie znalazłem w całym zalewie najróżniejszych dysków. Tak więc dzięki! Co do NAS i prywatnej chmury – też mam i użytkuję od roku, ale konkurencyjnej firmy. Pojemność na 4 HDD, z czego 2 kieszenie już zapełnione 😀 za jakiś czas popiszę u siebie na blogu o automatyzacji, backupach (także na zewnętrzną chmurę, w przypadku np. włamania do mieszkania i kradzieży NAS) i innych fajnych możliwościach, bo to mega przydatne.

    • A z ciekawości zapytam, jakiego NASa używasz? I dlaczego akurat tak ustawiłeś RAID, żeby wykorzystywać całość powierzchni dyskowej?

      • Synology DS415+. Źle się wyraziłem – NAS ma 4 kieszenie na dyski, a ja dopiero do 2 dorzuciłem dyski, bo więcej nie potrzebuję jeszcze. Ale inna sprawa to że i tak operuję całą powierzchnią NAS – zrobiłem wolumin typu SHR (https://www.synology.com/pl-pl/knowledgebase/tutorials/492). Backupuje aplikacją Time Backup, która ma trochę więcej opcji od lustrzanego odbicia z np. RAID 1 i jest prostsze dla administacyjno-hardwarowego laika (np. nie wszystko chcę backupować, dla niektórych plików chcę mieć historię edycji, etc).

        • Przyznam się szczerze, że miałem przez kilka tygodni otwarte strony Synology z różnymi opcjami. Jedną z nich właśnie był ten model, który posiadasz. Bez dwóch zdań jest to bardziej zaawansowany system niż WD, bo oni tez się w temacie od dawna specjalizują.
          No ja mam chwilowo ustawiony RAID 1 i dwa takie same dyski 2TB włożone do obu kieszenie, więc nie ma mowy o niewykorzystanej powierzchni dyskowej, ale bardzo mi się podoba ta opcja, którą zalinkowałeś. Ma to sens!
          Właśnie dzisiaj zabrałem się za ustawianie backupu tego bloga na domowej chmurze, co rozwiąże mój kolejny problem – max 2 dni w backupie dostarczanym przez dostawcę hostingu. Zawsze mnie to stresowało w podróży, jak na dłużej się odłączałem, bo gdyby coś sie wysypało w bazie i nie było mnie w necie, to generalnie sprawa jest niedoodzyskania, a tak robi mi się prywatny backup. Ciekaw jestem tylko, ile GB waży już ten blog 🙂

          • Fajna sprawa z tym backupem serwer -> NAS. Mu używamy pluginu do WordPressa „WordPress Backup to Dropbox”, ale przy dużej ilości zdjęć dość szybko kończy się miejsce w ramach darmowego konta.

  20. Jakies zrodlo co do tego ze magnesy maja jakikolwiek wplyw na pamiec flash? 😉 Z tego co wiem nie i klasc karty na glosnikach mozna do woli

  21. Chyba jednak warto będzie zainwestować w lepszej jakości karty SD do aparatu i jakiś dobry dysk zewnętrzny. Co prawda jeszcze mi się nie zdarzyło utracić dane, jednak jak sobie poczytam i pomyślę ile pięknych zdjęć z pięknych miejsc mógłbym stracić, to jednak wyłożę nieco grosza. Zastanawiam się nawet nad zakup większej ilości kart, żeby starczyło na cały wyjazd, w sensie nie formatowania kart przed powrotem do domu.

  22. Jakiej karty SD używasz? Ja mam wersję 1TB i zgrywanie zdjęć z karty 16GB (Sandisk Extreme 48MB/s) trwa u mnie znacznie dłużej . Bywało, że zgrywała się ponad godzinę. Czasami jest całkiem szybko. Wydaje mi się jednak, że im dysk jest bardziej zapełniony tym czas zgrywania rośnie. Dla mnie to jest czasem bardzo irytujące, myślałem, że urządzenie podziała lepiej

    • Różnych używam:
      – SanDisk SDHC I Extreme Pro 32 GB
      – Sony SDXC I 64GB
      – Sony Micro HC 32GB
      – SanDisk Ultra Micro HC 16GB

      Faktycznie najwolniej zgrywa z tej ostatniej.
      Nie zapełniłem jeszcze nigdy tego dysku, więc ciężko mi coś na ten temat powiedzieć.

  23. Sprawdzałam ostatnio Box.com i koszt unlimited to 12euro. zdrożało? czy nie na tą wersje patrzę co trzeba ? 🙂
    aha i minimalna liczba użytkowników to 3 …

  24. Polecicie jakąś dobrą i w miarę pewną chmurę na zdjęcia?

  25. Andrzeju – super text, dużo mi rozjaśnił 🙂 Nie wiem jak mogłem go wcześniej przeoczyć 🙂
    Czy masz może jakiś update na dzień dzisiejszy? Czy workflow niezmienne macie jw.?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *