Start » Podróże rowerowe » Forsmark – bajkowe miasteczko w cieniu elektrowni jądrowej

Forsmark – bajkowe miasteczko w cieniu elektrowni jądrowej

Pierwszy region wokół elektrowni jądrowej w Szwecji zlustrowany. Czego się tam dowiedziałem? Jak wygląda on pod kątem turystyki? Co zobaczyłem, gdy dojechałem do miejsca, gdzie pracują reaktory atomowe? Zapraszam na pierwszy wpis z cyklu „Świadomie o atomie”.

Wyjeżdżając rowerem ze Sztokholmu nie mogłem się już doczekać Forsmark – małej miejscowości na wschodnim wybrzeżu Szwecji. To tam znajduje się pierwsza na mojej trasie elektrownia jądrowa, którą mam zobaczyć. Żeby jednak lepiej nasiąknąć krajem i poczuć jaki on jest w wydaniu prowincjonalnym, postanowiłem całość trasy pokonać rowerem – to miało mi dać perspektywę i ewentualnie pokazać czym lub czy w ogóle Forsmark różni się od tych spotkanych po drodze.

Pierwsze kilkadziesiąt kilometrów za stolicą Szwecji, to małe wioski z kilkudziesięcioma domami oraz jeszcze mniejsze z kościołem na wzgórzu i kilkoma domostwami lub farmami wokół. Pomiędzy nimi był głównie las, las i jeszcze raz las, no i trochę pastwisk. Jechało się bardzo przyjemnie, bo tak sobie ustaliłem trasę, aby omijać wszystkie główne drogi, a turlać się powoli tymi szutrowymi lub nawet ścieżkami zamkniętymi dla samochodów.

Czas ruszyć w drogę, ku elektrowni jądrowej w Forsmark.
Czas ruszyć w drogę, ku elektrowni jądrowej w Forsmark.
Klasyczny widoczek na szwedzkiej wsi - pagórek, kręta droga i czerwono białe domki.
Klasyczny widoczek na szwedzkiej wsi – pagórek, kręta droga i czerwono białe domki.
Droga. Rower. Cisza i spokój.
Droga. Rower. Cisza i spokój.

W końcu mogłem odpocząć od miasta i zanurzyć się w naturze, którą uwielbiam. Cisza. Spokój. Rower. No i myśli które biegną zupełnie inaczej, gdy nic wokół nie rozprasza. W telefonie wyłączyłem wszystkie powiadomienia, „pushe” i inne cuda, a tylko od czasu do czasu kontrolowałem trasę, czy aby dobrze jadę, bo znaków oczywiście nie było żadnych… na leśnych drogach zwykle ich nie ma 🙂 W Szwecji też.

Szwecja trochę bardziej rolnicza.
Szwecja trochę bardziej rolnicza.
Płaskie, bardziej nudne tereny bliżej wschodniego wybrzeża Szwecji.
Płaskie, bardziej nudne tereny bliżej wschodniego wybrzeża Szwecji.

Po dwóch dniach krajobraz zaczął się zmieniać. Było mniej lasu, a więcej pastwisk i pól uprawnych. Jeśli pojawiał się las, to był jakiś taki wycięty, albo zupełnie nowo posadzony. Dość smutno i ponuro to wyglądało, ale dalej było cicho i spokojnie. W końcu trzeciego dnia dostrzegłem pierwsze zwiastuny elektrowni jądrowej – ogromne trakcje elektryczne pod którymi przejechałem chyba ze dwa razy. Podniecenie narastało, bo faktycznie byłem już blisko Forsmark, które było prawie jak wisienka na torcie.

Pierwsze oznaki elektrowni jądrowej w Forsmark.
Pierwsze oznaki elektrowni jądrowej w Forsmark.
Drugie spojrzenie na więcej linii.
Drugie spojrzenie na więcej linii.
Zachód słońca tuż przed Forsmark.
Zachód słońca tuż przed Forsmark.
Pobudka! Rower już czeka. Ostatnie pięć kilometrów i...
Pobudka! Rower już czeka. Ostatnie pięć kilometrów i…
...wita mnie Forsmark.
…wita mnie Forsmark.

Wyspałem się w namiocie, pewnie 5-6 km od miasteczka i rano ruszyłem pełny werwy w stronę celu. Pierwsze moje odczucia po dotarciu do tej miejscowości  to ogromny szok! Nagle z zupełnie nudnej i wręcz miejscami brzydkiej okolicy rolniczej, która roztaczała się przez ostatnie 30-40 km, trafiłem do wymuskanego miasteczka z nietypową zabudową. Przyznam się bez bicia – nie chciałem nawet o nim przed wyjazdem czytać, ani oglądać go na zdjęciach, żeby nie mieć oczekiwań ani żadnych wyobrażeń. Do odkrywania tego miejsca podszedłem zupełnie na spontanie i tak jak bym trafił tam przez przypadek.

Pierwsze spojrzenie na Forsmark Bruk.
Pierwsze spojrzenie na Forsmark Bruk.
Coraz większy szok - jak oni to dopieścili?!
Coraz większy szok – jak oni to dopieścili?!

Pierwszy szok i zauroczenie ustąpiło mojemu kolejnemu zdziwieniu – przecież tutaj nikt chyba nie mieszka! Pusto jakoś. Co prawda trochę samochodów jest gdzieniegdzie zaparkowanych, ale czy to aby nie jest jakiś skansen? O co tutaj chodzi? Nawet nie było kogo zapytać, więc zacząłem krążyć i szukać ludzi. Jeśli kogoś wypatrzyłem, to gdy tylko zdążyłem podjechać do niego rowerem, już ten ktoś siedział w samochodzie i odjeżdżał. Tyle było z moich rozmów. – – – Trochę będzie słabo – pomyślałem sobie – jeśli dalej tak to będzie wyglądać.

Prawie jak skansen, ale jednak nie skansen.
Prawie jak skansen, ale jednak nie skansen.

Starym wyuczonym już zwyczajem, aby dowiedzieć się czegoś o danym miejscu, poszedłem na… cmentarz. Pochodziłem pomiędzy grobami i stwierdziłem, że daty są dość świeże – czyli jednak ludzie tu mieszkają – pomyślałem. Usiadłem przed kościołem i zacząłem się zastanawiać co robić dalej. Logiczna myśl, która mnie zaatakowała – może poszukam w końcu tej elektrowni, bo tam będzie na pewno sporo ludzi, których nie ma w miasteczku.

Ni stąd ni zowąd wyłoniła się na horyzoncie starsza Pani. Podszedłem więc do niej i zapytałem o sklep, bo trochę zgłodniałem, a chleb mi się skończył. Haa… no i worek opowieści się rozwiązał… Okazało się, że ta Pani przez wiele lat tutaj mieszkała, a ludzie obecnie żyjący w Formark to w większości pracownicy elektrowni jądrowej, stąd tak mało do południa było ludzi w miasteczku! Dowiedziałem się też, że bardzo rozległy teren wokół elektrowni wykupiła firma nią zarządzająca. Ona też odrestaurowała zabytkowe, walońskie (!) domy w Forsmark. Faktycznie patrząc na to jak miasteczko wygląda i jak pięknie jest utrzymane, można się było spodziewać, że ogromne pieniądze zostały w Forsmark zainwestowane. Mostki, kanały i budynki pochodzące nawet z XVIII wieku – to wszystko bardzo przyjemnie się ogląda i miło można spędzić tutaj dzień, ale zacząłem się zastanawiać, kto tutaj przyjeżdża, bo okolica i wybrzeże jakoś atrakcyjne nie jest. Tego dowiedziałem się dopiero następnego dnia…

Moja rozmówczyni wręcz paliła się do opowieści. Wychowała się tu jej babcia, mama i teraz odwiedza je na cmentarzu, choć sama mieszka już w Sztokholmie. Poopowiadała mi trochę o historii miasteczka – o tym, że to właśnie tutaj przyjechali do Szwecji aż z Walonii pierwsi kowale. Że miejsce to było bardzo strategiczne dla kraju, bo tutaj powstawały zbroje dla szwedzkiej armii. Zapytałem też o jakieś atrakcje w okolicy, ale niczego nie umiała mi polecić mówiąc – no wokół to tylko las.

Na do widzenia zapytała mnie, czy wiem, że w okolicy jest elektrownia jądrowa. Zgodnie z prawdą, odpowiedziałem, że tak, ale nie byłem w stanie jej jeszcze namierzyć. Uśmiechnęła się i pokazała ręką kierunek, w którym powinienem się udać.

Zacząłem więc szukać drogi do elektrowni. Z pomocą przyszła mi w końcu aplikacja Google Earth, bo gdyby nie widok satelitarny, to elektrowni tej bym raczej szybko nie znalazł. Mylnie spodziewałem się, że elektrownię zobaczę z dużej odległości. Okazało się, że jest schowana za lasem, a wybudowana została tuż na brzegu Morza Bałtyckiego. Ujechałem kilka kilometrów od miastecka i zobaczyłem w końcu ponad koronami sporego lasu, dwie charakterystyczne konstrukcje – to muszą być Forsmark 1 i jej bliźniacza siostra Forsmark 2 – pomyślałem. Dwa pierwsze reaktory, które powstały w ramach tej elektrowni. Zbliżałem się coraz bardziej, aż nagle wyrósł przede mną ogromny wybetonowany plac, trochę jak dojazd do punktu poboru opłat na autostradzie. Wiele linii i znaki kierujące poszczególne samochody na odpowiednie tory jazdy. Dojechałem szlakiem rowerowym do szlabanu, przy którym stał strażnik z krótkofalówką i tutaj moja radość się zakończyła. Dalej nie miałem wstępu.

Widać nad lasem fragmenty reaktorów Forsmark 1 i Forsmark 2.
Widać nad lasem fragmenty reaktorów Forsmark 1 i Forsmark 2.

Niestety potwierdziły się informację, do których dotarłem doszukałem się wcześniej – szwedzkich elektrowni nie da się zwiedzać. Pytając dlaczego i przekonując strażnika, że ja w dobrej woli i po prostu chciałbym się im przyjrzeć z bliska, żeby zrozumieć jak działają, dowiedziałem się, że od kiedy Greenpeace zrobił akcje desantowe i jego aktywiści wdarli się na teren obiektu forsując niewielki płot, podniesiono poziom zabezpieczeń i teraz osoby postronne w ogóle nie mogą tam wjeżdżać. Odesłano mnie też do punktu informacyjnego w Forsmark, gdzie można się więcej dowiedzieć o reaktorach i elektrowni jądrowej, ale to wszystko w czym mogą mi tutaj pomóc. Trochę wkurzony, zacząłem wracać do miasteczka i starałem się zrozumieć, dlaczego Greenpeace to robi. Czy to miał być pokaz dla władz, że miejsce jest nie wystarczająco chronione, a uważane za strategiczne? No więc w efekcie końcowym zostało zamknięte całkowicie dla osób jego ciekawych… Szczerze? Cholera wie czy dobrze, bo z jednej strony zamknęli mi drogę, aby poznać to miejsce i dowiedzieć się więcej o jego działaniu i przez to uświadomić, a z drugiej strony, to obiekt mocno strategiczny – może faktycznie nie każdy powinien mieć łatwy dostęp? Trochę z zazdrością myślałem o Alicji, która będzie mogła do elektrowni wejść we Francji… tam elektrownie są swego rodzaju atrakcjami turystycznymi. Elektrownia w Forsmark niestety takie możliwości nie zapewnia.

Szlaban i kontrola - dalej nie pojadę.
Szlaban i kontrola – dalej nie pojadę.

Tak to więc wygląda z miejsca, do którego można dotrzeć – elektrownia jądrowa w Forsmark jest otoczona lasem i zobaczyć można tylko małe jej fragmenty. Pewnie gdybym miał łódź i dostęp od strony morza, to zobaczyłbym z łatwością całość, ale taką opcją nie dysponowałem. Na koniec strzeliłem sobie selfie na tle Forsmark 1 i Forsmark 2 wystającymi ponad koronami drzew. Ot tak, skończyło się moje poznawanie elektrowni „od środka”.

Wróciłem do miasteczka. Mijała 16, więc ludzie faktycznie zaczęli wracać z pracy. Miejsce, które zacząłem podejrzewać, że jest skansenem, zaczęło ożywać, co mnie bardzo ucieszyło. W końcu odezwał się telefon, a w nim SMS: „Andrew, jestem już w domu. Przyjeżdżaj.”

Przed przyjazdem do Forsmark znalazłem kilka osób, które podejrzewałem, że mogą pracować w elektrowni. Tutaj trafiłem na chłopaka, który rok temu sprowadził się do Forsmark i odpowiada za bezpieczeństwo pracy reaktorów. No, to w końcu robi się ciekawie – pomyślałem. Pojechaliśmy razem do sklepu w pobliskim mieście Östhammar, zjedliśmy obiad, wróciliśmy do domu i wypiliśmy kilka piw ciągle swobodnie sobie rozmawiając. Co rusz tematy schodziły na elektrownie jądrową, w której mój rozmówca pracuje. Zauważył oczywiście, że temat mnie bardzo ciekawi. Ja z kolei nie ukrywałem, że poznać kogoś, kto widzi na co dzień, jak to wszystko działa od środka, było dla mnie kompletną abstrakcją.

Bardzo dziwne uczucie, aby spać w tak starym domu...
Bardzo dziwne uczucie, aby spać w tak starym domu…
Faktyczne muzeum w Forsmark.
Faktyczne muzeum w Forsmark.

Będąc w domu, który ma kilkaset lat oraz wyglądając przez okno, przez które na sąsiednich budynkach widziałem na przykład datę 1870 albo 1823 , miałem nieodparte wrażenie, że serio jesteśmy w jakimś skansenie. Pytam go w końcu, czy się trochę tak tutaj nie czuje? Odpowiadając na moje pytanie, zadał mi swoje: – Byliśmy na zakupach w Östhammar. Podobało Ci się tam?
– Hmm… no nie, raczej nie chciałbym tam mieszkać.
– No widzisz. Ja też tam nie chce mieszkać, choć mógłbym zupełnie za darmo, bo tam jest mój rodzinny dom. Tata też pracuje w elektrowni, ale tutaj jest po prostu ładniej i bardzo spokojnie zarazem. My, Szwedzi lubimy takie miejsca. Jesteśmy indywidualistami i nawet ten mężczyzna, który podszedł do nas, gdy wychodziliśmy z samochodu, choć wiem, że pracuje w elektrowni i ma dostęp do pomieszczeń kontrolnych, jest moim sąsiadem od roku, to nic więcej poza tym o nim nie wiem. Dom wynajmuję. On też. Nikt jednak nie wnika w czyjeś życie prywatne, jeśli nie ma ku temu powodów. Prawie wszystkie osoby mieszkające w Forsmark, pracują w elektrowni, więc raczej szukamy znajomych spoza, żeby nie gadać ciągle o pracy – tłumaczy.
– Wiesz, byłem dziś niedaleko elektrowni. Chciałem ją zobaczyć z bliska, ale mnie nie wpuszczono – zaczynam powoli.
– Tak, Greenpeace. Kupili kilka lat temu podobno jakiś stary samochód strażacki i przełożyli drabinę ponad płot i po niej wskoczyli na teren elektrowni. Od tego czasu dostęp jest bardzo utrudniony – odpowiedział, jakby przygotowany na moją historię.
– Nie wkurzą was ci aktywiści? Elektrownia działa i przecież nikt jej nie zamknie od tak. Okoliczni mieszkańcy mają dzięki niej pracę, więc i poparcie społeczne podejrzewam dla niej jest wystarczająco duże, a ja na przykład przez tę ich akcję nie mogę dowiedzieć się więcej, zobaczyć z bliska. W sumie mogłaby to być spora atrakcja turystyczna – sugeruję lekko poirytowany.
– I tak i nie. Z jednej strony faktycznie utrudniają nam sprawę, ale z drugiej strony… hmm… chyba nie powinienem tego mówić, ale dzięki nim, czujemy że nie da się pójść na skróty w sprawie środowiska, bo zaraz to zostanie wyłapane i nagłośnione, więc w sumie to robią dla nas dobrą robotę – tłumaczy mozolnie te trudne relacje – my robimy swoje, oni robią swoje. Turystyka industrialna faktycznie przez to nie ma racji bytu tutaj, ale jeśli ktoś chce może pochodzić sobie po Forsmark, które pewnie i Tobie się początkowo spodobało, przyznaj – kończy czekając na moją reakcję.
– Tak było. Nie da się ukryć, że miejscowość ta się mocno wyróżnia – stwierdzam fakt.

Nasze rozmowy toczą się tak do prawie trzeciej w nocy. Rano, gdy się żegnaliśmy usłyszałem takie słowa:
– Ogromną abstrakcją jest dla mnie przejechać rowerem z Bangkoku do Polski. Pierwszy raz poznałem kogoś takiego – oznajmił z uśmiechem na twarzy.
– Wiesz, ja mogę powiedzieć dokładnie to samo o Tobie. Za pół godziny będziesz sprawdzał, czy reaktor działa poprawnie, czy nie ma przecieków, czy zawory trzymają. Abstrakcją jest dla mnie tak cholernie odpowiedzialna praca – odparłem z uznaniem.
– Jasne. Wchodząc do pracy muszę mieć w 100% „czystą głową” i skupić się tylko na tym, co tam robię, mimo iż moje ruchy sprawdza po mnie kolejna osoba, a później jeszcze jedna – odparł i pożegnał się ciepło.

Autokary przy punkcie informacyjnym w Forsmark.
Autokary przy punkcie informacyjnym w Forsmark.

Pojechałem w stronę punktu informacyjnego. Chciałem dowiedzieć się czegoś więcej o elektrowni, ale ten był niestety znów zamknięty. W zamian na parkingu spotkałem znudzonego kierowcę autokaru, którzy powiedział, że informacja jest otwarta tylko w wakacje, bo tutaj poza sezonem to mało kto przyjeżdża.
– No a Ty to na kogo czekasz, bo widzę, że autobus pusty – pytam.
– A dziś mam kurs z Uppsali z ludźmi z Japonii i USA, którzy zajmują się energetyką atomową – zostawiłem ich tam pod opieką osób z elektrowni i muszę po nich wrócić za pół godziny – odparł Adam.
– No dobrze, w takim razie można zwiedzać tę elektrownię czy nie, bo słyszałem, że nie – dopytuję poirytowany.
– Nie można. Oni tylko troszkę bliżej mogą podjechać, ale nie całkiem do środka. Mieliśmy tutaj jakiś czas temu ludzi z Greenpeace i…
– Tak. Tak. Wiem. – uciąłem dość szybko – a turystów to tutaj dużo przyjeżdża? – zmieniam temat.
– Raczej mało. Tylko przejazdem. Przyjdą, pochodzą, czasem zjedzą obiad w tej o tam restauracji i jadą dalej. Tutaj w okolicy nie ma nic ciekawego. Tyko las, ale w Ringhals pod Goeteborgiem – tam więcej turystów odwiedza elektrownię – dodał nagle.
– Więcej? A to dlaczego? Czym one się różnią? – pytam zaskoczony.
– No różnią się bardzo. Ulokowaniem przede wszystkim. Tam są ścieżki rowerowe od samego Goeteborga aż po Malmo. Przebiegają koło samej elektrowni, a i przy niej działa informacja edukacyjna, gdzie można dużo się dowiedzieć. Poza tym elektrownia ulokowana jest bardzo blisko domów, więc jest też dużo łatwiej dostępna niż tutaj. Zachodnie wybrzeże, a szczególnie południe Szwecji jest też dużo ładniejsze niż tutejsze okolice, gdzie są bardziej tereny uprawne i lasy. Nie ma nic ciekawego – tłumaczy zawzięcie widząc moje zainteresowanie tematem.

Wypiliśmy kawę, pogadaliśmy o dronach, bo pytał czym się zajmuję i pojechał, po ludzi pod elektrownię, a ja poszedłem w stronę kamperwana, który w trakcie naszej rozmowy, akurat wjechał na parking.
– Dzień dobry. A czy może Państwo wiedzą, czy w okolicy jest coś ciekawego do zobaczenia? Nie mam mapy i nie wiem, w którą stronę jechać – podpuszczam trochę starsze małżeństwo raczej na emeryturze.
– Nic tutaj nie ma. Tylko las i pola. Mniej zamożni ludzie przyjeżdżają ze Sztokholmu i kupują letnie domki, jak nasi znajomi, do których właśnie jedziemy. Jest elektrownia jądrowa no i to śliczne miasteczko, takie historyczne miasteczko bardziej. Walonii tutaj przyjechali… – zaczęli opowiadać historię, którą już znalem.
– …tak i zaczęli kuć żelazo i produkować zbroje, słyszałem – przerwałem szybko.
– No własnie, właśnie… – odparli z uśmiechem – dopijemy kawę i też zaraz sobie pochodzimy po okolicy.

Forsmark... czas mija szybko, czas ruszać na zachodnie wybrzeże Szwecji.
Forsmark… czas mija szybko, czas ruszać na zachodnie wybrzeże Szwecji.

Szczerze? Ale tak naprawdę szczerze? Opuszczałem Forsmark w stronę Östhammar z nadzieją, że jakieś widoki jeszcze wyrwą mnie z kapci. Wcześniej widziałem Alicji zdjęcia znad Loary i krew mnie trochę zalewała, bo było tam bez porównania piękniej. Z drugiej jednak strony, widzę teraz ile wyzwań stoi przed zarządzającymi elektrownią. Jak skomplikowany jest to temat. Ile osób, tyle opinii, które jakoś trzeba pogodzić. Z jednej strony elektrownia jądrowa może przyciągać uwagę turystów, ale z drugiej strony jej bezpieczeństwo funkcjonowania jest najważniejsze. Ciekaw jestem bardzo teraz elektrowni w Ringhals, bo tam ponoć turystyka działa lepiej. Największym plusem przyjazdu na wschodnie wybrzeże było spędzenie kilku dni w pięknym Forsmark, gdzie nie mogłem się opędzić od wrażenia, że jestem trochę jak w jakiejś bajkowej krainie… Super dziwne uczucie.

Teraz u mnie kilka dni przerwy, bo muszę przeturlać się przez całą szerokość Szwecji na jej drugie wybrzeże, gdzie będę przyglądał się okolicom elektrowni jądrowej w Ringhals, a w między czasie zobaczymy, co słychać u Alicji w tej jej Francji-Elegancji 😉

O autorze: Andrzej Budnik

Alternatywny podróżnik, zapalony bloger i geek technologiczny. Połączenie tych dziedzin sprawia, że w podróż przez australijski interior czy nowozelandzkie góry zabiera do plecaka drona, który pozwala mu przywieźć niepublikowane nigdzie wcześniej zdjęcia i oryginalne ujęcia wideo. Swoją duszę zaprzedał górom w północnym Pakistanie i tadżyckim Pamirze, które odkrywał podczas 4-letniej podróży lądowej przez Azję i Australię. Od wielu lat zaangażowany w aktywizację polskiego środowiska podróżniczego. Założyciel i obecnie współautor najstarszego, aktywnego bloga podróżniczego w Polsce – LosWiaheros.pl. Nominowany do Travelerów 2010 i Kolosów 2013. Zwycięzca konkursu Blog Roku w kategorii Podróże i Szeroki Świat w 2007 roku. Zawodowo licencjonowany pilot drona w firmie CrazyCopter.pl specjalizującej się w fotografii lotniczej i wideo z drona. Łącząc od lat pracę zdalną i podróże stara się promować styl życia określany Cyfrowym Nomadyzmem.

Podobny tekst

Rowerem przez Szwecję, czyli jak dotrzeć do nieśmiałych Szwedów?

Wyjeżdżając z Forsmark miałem potworny niedosyt. Niby wiedziałem, że nie będzie łatwo w Szwecji. Niby czułem, …

30 komentarzy

  1. Kapitalnie się to czyta i fotki super oddają klimat tak trzymać!

    • Szczerze? Super trudno mi się pisało ten tekst. Za dużo informacji przez ten tydzień wpadło mi do głowy, a Alicja będzie miała jeszcze ciężej, bo w Francji o temacie mówi się bez skrępowania i poprawności politycznej, więc sam jestem ciekaw, jak jej się uda to wszystko poskładać… Mimo wszystko fajnie, że się podoba!

    • potwierdzam – czytało się naprawdę dobrze. Bardzo literacko 🙂

  2. Dokladnie fotki oddaja klimat 🙂

  3. Przeczytałam ten tekst i chciałabym coś napisać jednak nie wiem co. Mam małe pojęcie o tym temacie poza Czarnobylem i tym że chce się w Polsce wybudować elektrownię atomową. Turystyka na pewno jest ważna i rozumiem, dlaczego akurat o tym piszecie, jednak może jest szansa, aby wytłumaczyć temat trochę od podstaw bez wdawania się w to czy jest to słuszna droga czy nie? Wlasnie takie swiadome podejscie by sie przydalo…
    Ściskam mocno!

    • Wiola, rozumiem Cię doskonale. Temat jest super skomplikowany i też nie chcemy zarzucić Was masa informacji na raz. Faktycznie turystyka interesuje nas najbardziej, ale też tych wpisów będzie kilka i w każdym coś innego się będzie w tle pojawiać.
      Na koniec tez planujemy taki post bardziej zbierający temat w całość.

  4. Ja bym była jeszcze ciekawa w jakim klimacie ta elektrownia powstawała… Czy ludzie byli „za” czy „przeciw” i dlaczego… Dlaczego w miasteczku mieszkają tylko/głównie pracownicy elektrowni? Dlaczego Greenpeace robi akcje? Co konkretnie ma do zarzucenia?

    • Alicja, w Forsmark mieszkają głównie pracownicy elektrowni, bo to największy zakład pracy w regionie i daje pracę ludziom wokół, ale też przyciąga specjalistów z całego świata, którzy po prostu chcą mieszkać blisko. Drugi powód jest taki, że elektrownia włożyła masę pieniędzy w tę miejscowość na przestrzeni lat i generalnie po prostu mieszka się tam dobrze i w ładnym miejscu.

      Opinia społeczna w Szwecji jest tak samo zmienna, jak wszędzie indziej. Początkowo nastawienie pozytywne, potem przyszedł Czarnobyl, więc poparcie spadło, potem znów się uspokoiło i temat zszedł z pierwszych stron gazet, Wrócił znów ostatnio po katastrofie w Fukushimie i jest wałkowany do dziś.

      Żeby dojść do powodów budowy elektrowni jądrowych w Szwecji trzeba się cofnął do II Wojny Światowej, do momentu, gdy kraj był całkowicie wyizolowany, zaczęto więc stawiać po wojnie na politykę – musimy być samowystarczalni. Najpierw elektrownie wodne, później przyszła technologia jądrowo, więc ją wykorzystano, bo ciągle brakowało prądu. Dziś mówi się przede wszystkim o dywersyfikacji i uniezależnieniu się od jednej technologii.

      Ja tutaj jednak widzę w Szwecji przede wszystkim to, że ludzie znają temat, są wyedukowani i jeszcze nigdy nie zdarzyło mi się, aby ktoś w temacie elektrowni nie miał pojęcia – no pewnie poza dziećmi, ale to wiadomo. Tego mi bardzo brakuje w Polsce, ale też nie ukrywam, że pół roku temu miałem jakiekolwiek pojęcie o elektrowniach atomowych – nie miałem.

      W Forsmark akcja Greenpeace była związana z tym, żę podobno elektrownia była niewystarczająco dobrze zabezpieczona i można było łatwo wejść na jej teren, ale o tym przecież pisałem 🙂

  5. Uwielbiam te typowo skandynawskie domki, jak te na pierwszych zdjęciach 🙂

  6. Andrzej, jestem po wrażeniem Twojej odpowiedzi. Dzięki! Zdałam sobie sprawę że moja wiedza jest na tyle minimalna że najżywsze skojarzenie wiedzie mnie do Czarnobyla. A skoro tak to oczywiste jest że spodziewałabym sie protestów przeciw powstaniu/istnieniu, akcji Greenpeace z powodów poważniejszych niż zbyt słabe zabezpieczenia… i generalnie jakoś za mało mi było grozy w Twojej opowieści. Jak widać, przez brak wiedzy.

  7. Michał Kitkowski

    Jest temat do kolejnych pytań o zamkniecie reaktorów w Szwecji i brak opłacalności:

    http://www.wnp.pl/wiadomosci/249271.html

    • Michał, no właśnie tak wygląda prasa. Każdy pisze , co chce. Byłem w Ringhals. Rozmawiałem na temat zamknięcia JEDNEGO reaktora, choć nawet szwedzkie media podały, że zamknięta ma być cała elektrownia. Każdy mówi i pisze co innego, a mediom szczególnie to jak TAK WIEŻĘ, jak stąd do Fukushimy 😉

    • Michał, no właśnie tak wygląda prasa. Każdy pisze , co chce. Byłem w Ringhals. Rozmawiałem na temat zamknięcia, bo szwedzkie media to info podały, ale że zamknięta ma być cała elektrownia. Każdy mówi i pisze co innego, a mediom szczególnie to ja TAK WIERZĘ, jak stąd do Fukushimy 😉
      Problem w Ringhals jest taki, że tam jest bardzo stara, eksperymentalna wręcz technologia w R1 i R2 i to było nieuniknione, że reaktory będą wygaszane. Będziemy tych newsów słyszeć coraz więcej, bo zaczyna dobijać najstarszym rektorom wiek, w którym ich przydatność i bezpieczeństwo spada i trzeba je zamykać.
      Media jednak wolą ograć to po swojemu.

  8. Z wielkim zainteresowaniem przeczytałam ten tekst, wstyd się przyznać, ale jedyne skojarzenia jakie mam z energią jądrową, to Czarnobyl i Fukushima. A tu napisane i pokazane z zupełniej innej strony. Zaciekawiło mnie czego właściwie chcieli aktywiści Greenpeace, weszli tam i co?… Planujesz spotkanie z jakimś po drodze?
    No i nie wiem, czemu się czepiasz widoków – lasy, pola i czerwone domki, ja bym się zamieniła 😉
    Szerokiej drogi!
    Anka

    • Ania, już odpisuję…
      Tak, weszli na teren elektrowni i nic. Zrobili sobie zdjęcia i puścili w świat informację, że elektrownie są niewystarczająco chronione. To było w Forsmark. W ringhals zaś byli też kilka razy,, ale nigdy nie weszli dalej niż teren wokół elektrowni. Raz zaczęli wyświetlać filmy z wielkiego rzutnika na ścianach elektrowni, co też sfotografowali i puścili w media – no tak to trochę wygląda…

      Co do spotkań, chciałbym bardzo po powrocie do Polski porozmawiać z nimi na ten temat. Postaram się dotrzeć do osób decyzyjnych.
      Oj, jest pięknie w Szwecji, ale dziś już wiem, że zachodnie wybrzeże Szwecji podoba mi się bardziej!
      Za chwilę druga odsłona z Francji, a tam Alicja troszkę więcej tematów podstawowych poruszy i właśnie tych skojarzeń, o których sama wspominasz.
      Pozdrawiam!

  9. dzien dobry,

    trzeba bylo sie zameldowac jak pan juz byl w ringhals!

    swiat j maly i pracuja tutaj polacy, co powinna panu opowiedziec na przyklad ann-sofi w infocenter

    dzisiaj ladna pogoda – powinny wyjsc zdjecia. polecam zwlaszcza widok z rezerwatu na cyplu

    pozdr \ m

    • O rety, niestety z Ringhals już wyjechałem. Jak mnie Pani tutaj znalazła, poprzez Gostę czy Marię z Baserback?
      W Varbergu też się na chwilę zatrzymałem! 🙂
      Pozdrawiam!

      • Witaj!
        Jestem również Polakiem, który pracuje w Ringhals.
        Mój polski jest niestety słaby, ale miałem nadzieję z panem pogadac.
        Pracuję jako operator reaktora w Ringhals 4, mialem nadzieje panu pomóc w drobnych kwestiach technicznych bez ujawienia ewentualnych tajemnic firmowych.
        Mam nadzieję, że sie kiedys spotkamy!

  10. Jakiej wielkości worek na tylni bagażnik polecasz? Widzę że masz ‚duży’ 🙂 w ogóle strasznie zapakowany masz ten rower.

  11. No mam sporo, to prawda 🙂 ale też przednie sakwy nie są do końca pełne, a i pozwoliłem sobie na taki luksus jak 2 litrowy termos w taszczony w tylnej sakwie 🙂
    Ten worek z tyłu to ten: http://crosso.pl/pl/produkt/expert-bag/

    BTW, w nadchodzącym tygodniu będzie tekst o tym, co wziąłem ze sobą na rower. Punk po punkcie, więc zapraszam wtedy.

  12. Niesamowita energia. Dużo sił i woli sięgnięcia celów. 🙂 Pełen szacun 🙂
    Jak to jest, jak to znosisz, kiedy zamykają Ci drzwi przed nosem, kiedy tyle trudu Cię to kosztowało?
    Jak ( tak naprawdę) radzisz sobie z porażką?
    Nie raz na naszej drodze tak bywało, że nastawieni dążyliśmy do celu, a na samym końcu okazywało się, ze nic z tego 🙁

  13. Właśnie moja bratowa jedzie wybrzeżem z Londynu do Polski z przyjacielem, ściskam za nich kciuki, a jednocześnie śledzę Twoje poczynania. Powodzenia!

  14. Wydaje mi się, że technologia jądrowa jest bezpieczna. Wszystko zależy od odpowiedniego nadzoru nad nią.

  15. Zazdroszczę – rewelacyjna wycieczka. A co do energii jądrowej to akurat jestem zwolennikiem. Uważam, że w dzisiejszych czasach jest to konieczność i nie jest to niebezpiecczne.

  16. Hej.przedzieraj sie szybko na drugie wybrzeze bo ja czekam juz na CDN…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *