| Kilka dni w Kapadocji |
| Piątek, 17 Lipiec 2009 11:04 | |||||||
|
Pierwsze promienie słońca przedzierają się przez krzaki, w których spędzamy noc. Ale to nie słońce nas budzi, a dziwny szum słyszany co jakiś czas. Jesteśmy lekko zdezorientowani – co to jest. Patrzymy w górę i już wszystko jasne. Nad naszymi głowami unosi się sześć balonów... Fajnie by było przelecieć się takim balonem, ale zdecydowanie nie jest to na naszą kieszeń. Około 110 euro za ponad godzinny lot, to zdecydowanie za dużo. Nic to. Zwijamy noclegownię i szukamy jakiejś mety, a potem mały rekonesans po Goreme. Dla mnie jako osoby kształconej w kierunku turystycznym było to o tyle ważne, iż o karawanserajach uczyłem się na studiach i maglował nas z nich mój promotor dr Alejziak. Karawanseraje można określić jako prymitywne formy dzisiejszych hoteli. Rozlokowane były głównie wzdłuż Jedwabnego Szlaku, którym wędrowali kupcy.
Rano, jeszcze zanim zjechały się autokary z turystami, poszliśmy do podziemnego miasta. Powiem krótko – nie powaliło Dzieci z Derinkuyu nie bardzo rozumiały skąd przybywamy dokąd zmierzamy i w ogóle kim jesteśmy, a były tego bardzo ciekawe. Turyści kojarzyli się tym dzieciom raczej z zatłoczonymi autokarami, z których wysiadali ludzie, zwiedzali podziemne miasto, kupowali pamiątki na pobliskich straganach i z powrotem pakowali się do autokarów, ale chyba rzadko kto zagłębiał się w to senne miasteczko. Byliśmy dla tych dzieciaków taką ciekawostką, tak samo jak one dla nas. Jeden z chłopców, co ciekawe największy łobuz, przyniósł z domu atlas historyczny Turcji na tle Europy i Azji. W ten sposób łatwiej było im zrozumieć skąd do nich przybyliśmy. Chyba udało nam się nawiązać z nimi nić porozumienia i trochę się zakolegować, czego dowodem były ciastka domowej roboty przyniesione w garści przez najmniejszego i najbrudniejszego chłopca. Po drodze kilka ciastek upadło mu na ziemię, ale szybko je pozbierał i poczęstował nas nimi okraszając wszystko najszczerszym na śwecie uśmiechem, nad którym połyskiwał świeży gilek. "Wszytskie dzieci nasze są!"
P.S. Wracając do tematu Kayseri, jest to duże miasto omijane przez turystów, bo nie ma tam zbyt wielu atrakcji, ale nie znaczy to wcale, że nie jest interesujące. W samym centrum miasta znajduje się ogromny bazar na który oczywiście się wybrałam w celu zakupienia chusty na głowę i jakiejś tuniki. W Turcji bazary bardzo się różnią od naszych polskich - są to po prostu ogromne, parterowe budynki z szeregiem sklepików, ułożonych tematycznie. Wszystko ma swoje miejsce, ale też łatwo się zgubić, bo jest to prawdziwy labirynt! Zadanie jakie sobie postawiłam, czyli zakupy było o tryle trudniejsze, że nikt na bazarze nie mówił w innym języku niż po turecku, a sprzedawcy patrzyli na mnie jak na kosmitę. Po czwartym lub piątym sklepiku miałam trochę dość tłumaczenia na migi tej samej rzeczy: tunika, długa z długim rękawem, nie wspomnę już o określaniu koloru i rozmiaru. Ciekawą rzeczą jest to, że w każdym sklepiku zawsze byłam obsługiwana przez kobietę, mimo, że w sklepie był też sprzedawca to nawet nie kiwnął palcem. Na targu odniosłam połowiczny sukces, bo udało mi się upolować tylko chustkę na głowę - to akurat nie było aż takie trudne. Postanowiłyśmy z Martą przejść się też po sklepach z ciuchami. W jednym z nich próbowałyśmy sprzedawczyni wytłumaczyć na migi co nas interesuje, ale jakoś nie mogłyśmy się z nią dogadać. Sprzedawczyni zawołała koleżankę, ale skutek był podobny, więc przyszła nastepna sprzedawczyni i tak po 10 min stałyśmy z Martą otoczone wianuszkiem ekspedientek, które patrzyły na nas z zainteresowaniem a my jak te małpki wymachiwałyśmy rękami i czym się tylko dało, żeby nawiązać choć wątłą nic porozumienia. Nasze strania nie poszły na marne: Marta wyszła ze sklepu z niebieską tuniką. To było bardzo ciekawe i pouczające doświadczenie i tak naprawdę to świetnie się przy tym bawiłam, choć po wszystki byłam wykończona. Komentarze (7)
![]()
maccarrena
said:
|
|
... Hej, na razie zdążyłam obejrzeć tylko zdjęcia (niestety szybki kurs hiszpańskiego zobowiązuje...) ale fotki są świetne i widzę, że wszystko ok życzę dalszego powodzenia i mam nadzieję, że wkrótce znajdę czas żeby poczytać :) jeszcze raz powodzenia :) pozdrowienia z dzisiaj nawet ciepłej polski |
|
| < Poprzednia | Następna > |
|---|
|
• Singapore is a FINE city mam pytanie, czy jest możliwość zamówienia w intern... |
| ablka |
|
• Dziewczyna z parku świetny artykuł, byłam w Singapurze w zeszłym roku.... |
| oliffi |
|
• Dziewczyna z parku Polecam wam ten wykład Zimbardo: http://www.youtube.co... |
| Maciek |
|
• Singapore is a FINE city a gdzie spaliście w Singapurze? bo rozumiem, że namio... |
| stefek |
|
• Dziewczyna z parku Hm. Piękna opowieść, która wywołała u mnie chwil... |
| arica |
|
• Rozmowy polsko-chińskie Ten hostel na wyspie Shamian to Guangzhou Youth Hostel,... |
| Andrzej |
|
• Denga w Tajlandii, Malezji, Si... Dzięki Agata za poprawki
Nurtuje mnie jedna kwestia...
|
| Andrzej |
|
• Dziewczyna z parku Od korzeni się nie ucieknie. My ludzie północy, oni ... |
| Zbig |