mapa europy
Polacz z Facebook
Strona Główna Turcja Diyarbakir, czyli jak Kurdowie walczą o swoją niepodległość oraz męskie łzy w oczach
Diyarbakir, czyli jak Kurdowie walczą o swoją niepodległość oraz męskie łzy w oczach
Sobota, 22 Sierpień 2009 08:36
Kiedy docieramy do domu Mehmeta okazuje się, że jest tam spora grupka dzieci Z Mehmetem w Diyarbakir i kilkoro dorosłych, ale niektórzy przyszli tylko w odwiedziny. Prowadzimy dość proste rozmowy po angielsku, bo Mehmet uczy się tego języka zupełnie sam i jeszcze nie do końca swobodnie się czuje w konwersacji. Właśnie odwiedzający go ludzie z Hospitality Club, czyli np. my, są właściwie jedyną okazją, żeby mógł poćwiczyć swój angielski – cieszymy się, że możemy pomóc! Dla Kurdów wszystko :)
Trochę też na migi i przez „słowa-klucze” dogadujemy się z siostrami Mehmeta. Oczywiście od razu zostaliśmy ugoszczeni pyszną i obfitą kolacją, nasi gospodarze to Kurdowie, więc inaczej być nie może.

Mehmet opowiedział nam ciekawą i trochę dramatyczną historię jego rodziny, ale z szacunku do tego człowieka, który się przed nami otworzył, nie będziemy jej tu opowiadać. Rodzina jest liczna, bo Mehmet ma dziewięcioro rodzeństwa, przy czym trójka z nich, jest z pierwszego małżeństwa ojca. Mama Mehmeta urodziła więc siódemkę dzieci, ale wcale tego po niej nie widać. Wygląda młodo jak na swój wiek, jest szczupła i bardzo sprawna a do tego próbuje porozumieć się z nami, ale mówi tylko w j. kurdyjskim, którego my nie znamy, poza podstawowymi wyrażeniami. Cały czas przyglądała nam się z ciekawością, tak samo jak my jej.

Ciekawą osobą okazuje się najmłodsza (24 lata) siostra Mehmeta, która działa w partii socjaldemokratycznej i aktywnie uczestniczy w ruchu feministycznym. Próbowała nam trochę opowiedzieć o kobietach działających w PKK, ale trudno było nam cokolwiek zrozumieć, w każdym razie domyślamy się wielu rzeczy, w końcu działanie w tajnej organizacji nie jest Polakom obce... i zaczęły się nocne Kurdów i Polaków rozmowy, które zostały przerwane ogarniającym nas snem i zmęczeniem po ciężkim i długim dniu podróży z irackiego Kurdystanu.

Następnego dnia po pysznym śniadaniu przygotowanym przez mamę Mehmeta i pożegnaniu z żeńską częścią rodziny, wybraliśmy się na zwiedzanie miasta. Diyarbakir - stolica tureckiego Kurdystanu Jednak najpierw nasz sympatyczny host musiał załatwić pewną sprawę, a mianowicie okazało się, że użycza swojego głosu postaciom w filmach, czyli robi dubbing. Mieliśmy więc okazję zobaczyć profesjonalne studio, w którym nagrywa się dubbingi w języku kurdyjskim do filmów fabularnych z całego świata, a nawet do kreskówek. Mogliśmy też przez chwilę poobserwować naszego Mehmeta przy pracy: zgodnie stwierdziliśmy, że ma do tego talent i dobry głos :) Chwilę jeszcze posiedzieliśmy w studio przy herbatce w towarzystwie jego pracowników, którzy opowiadali nam o czasach, gdy nagrywanie dubbingu w języku kurdyjskim było zabronione. Na szczęście dziś mogą wykonywać swoją pracę legalnie, a robią to z zapałem wkładając w to dużo serca. Mają też świadomość tego, że robią coś dobrego i pożytecznego dla kurdyjskiej kultury oraz dla samych Kurdów mieszkających na terenie Turcji.

Po tym niesamowitym spotkaniu udajemy się na zwiedzanie Diyarbakir. Diyarbakir - byle wiezienie rezimu tureckiego - kto to trafial nie wychodzil zywy Chodzimy więc po murach obronnych okalających starą część miasta, które mają 6km długości. Następnie zwiedzamy zniszczony pałac, który jest w trakcie renowacji, a strażnik dzięki pomocy Mehmeta, który wszystko tłumaczy nam na angielski, opowiada mrożące w żyłach krew historie o niewoli Kurdów i ich maltretowaniu, właśnie w tym miejscu. To niesamowite ile przeszedł ten naród, a mimo to ludzie są bardzo przyjaźni, życzliwi i gościnni.

W zadumie opuszczamy mury zrujnowanego pałacu, który za rok, po remoncie, będzie pewnie wyglądał atrakcyjnie. Diyarbakir Potem udajemy się do meczetu, a raczej na plac przed meczetem, bo nie możemy wejść do środka z racji naszych niewłaściwych ubrań. Na pomoc przybył znajomy Mehmeta - Erkan, który przekonał nas, że meczet ten w środku nie jest atrakcyjny. Uwierzyliśmy mu i odpuściliśmy sobie walkę o wejście do środka. Erkan jest artystą (który jeździ ze swoimi pracami na wystawy do Europy, m.in. Mediolan, Barcelona) i gadułą, po krótkim spacerze po bazarze zaprosił nas na herbatkę do knajpki znajdującej się na piętrze dawnego karavanseraju. Tak dobrze nam się rozmawiało, że nie zauważyliśmy późnej godziny, a trzeba dziś jeszcze dojechać do Tatvan!
 
Mehmet podwozi nas na wylotówkę na Tatvan, a pożegnanie z nim okazuje się wzruszającym przeżyciem. Wymieniamy ciepłe słowa i nagle Mehmet mówi, że musi już jechać, bo się zaraz rozpłacze... jego drżący głos i mokre oczy potwierdzały tę zapowiedź, więc nie przedłużaliśmy pożegnania, żeby nie stawiać siebie i jego w głupiej sytuacji. Mehmet to gościnny Kurd, ale też wrażliwy i ciepły człowiek.

Na drodze staliśmy może 3 minuty, bo udało nam się złapać stopa do samego Tatvan. Podróż okazała się ciężka, może nie tyle dla nas co dla kierowcy. Ostatnie 100km to droga przez góry, która w kilku odcinkach była zniszczona przez osuwiska. To był prawdziwy plac budowy i jechaliśmy ok 20-30km/h. Poza tym było już kompletnie ciemno, a w dodatku w powietrzu unosiły się tabunu kurzu, które utrudniały widoczność. Wreszcie dotarliśmy do upragnionego Tatvan około północy. W ciemności znaleźliśmy wymarzone (teoretycznie ustronne) miejsce na biwak - następnego ranka zobaczyliśmy jednak, gdzie tak naprawdę spaliśmy...




Zmieniony ( Piątek, 28 Sierpień 2009 22:22 )
 

Reklama

Chcesz zamieścić tutaj swoją reklamę
- poznaj statystyki bloga

Profesjonalne tłumaczenia użytkowe.
Bilety Lotnicze

Śledź bloga poprzez:

Kanał RSS   iGoogle

lub wpisz swój email, aby otrzymywać powiadomienia na swoją skrzynkę:

Czy to jest bezpieczne?
Tak, przeczytaj więcej na ten temat.

Ostatnio komentowane

Nasze wspomnienia z 2011

W drodze od:

noclegi pobierowo - oferty noclegów z całej Polski. Znajdź coś dla siebie.