| Tureckie Vany i wcale nie chodzi o ciężarówki |
| Sobota, 29 Sierpień 2009 11:44 | |||
|
We wtorek udało nam się dotrzeć do miasta Van, które słynie z 3 rzeczy: ruin zamku- Koty Van żyły kiedyś dziko w okolicach jeziora Van i stąd ich nazwa. Jeśli jednak zagłębimy się w literaturę dotyczącą tych niesamowitych kotów, okazuje się, że pierwotnie nazywane były Kurdyjskimi Vanami, z racji tego, że wschodnia część Turcji należała kiedyś do Kurdów, co mamy nadzieję pewnie znów niedługo nastąpi. Od 1969 roku koty Van uznane zostały oficjalnie za odrębną rasę i od tamtego momentu są kotami hodowlanymi i nie można ich spotkać w środowisku naturalnym. Na czym polega niezwykłość tych kotów? Dla mnie wystarczy, że są po prostu kotami :) Ale rzeczywiście rasa ta jest znana z tego, że ich oczy są różnego koloru, tzn. jedno oko jest niebieskie a drugie bursztynowe, a białe, mięciutkie futro nadaje im elegancji. Inną cechą charakterystyczną jest to, że Tureckie, czy raczej Kurdyjskie Vany potrafią pływać! Podobno między „palcami” mają dodatkową fałdę skóry i kiedy kot jest w wodzie i rozczapierza łapkę, fałda skóry pełni rolę błony (jak u żaby), która ułatwia kotu pływanie, a nawet nurkowanie. Vany wykształciły tę zdolność na przestrzeni lat dzięki temu, że polowały na ryby w jeziorze Van. Wobec powyższego, za główny cel wizyty w mieście Van postawiłam sobie zobaczenie kota tej rasy. To wszystko było możliwe, dzięki gościnności naszych hostów z CouchSurfing, czyli Ufuka i Tugby, którzy gościli nas w swoim ogromnym mieszkaniu przez dwa dni. Ufuk jest bardzo zapracowanym człowiekiem i czas spędzaliśmy głównie w towarzystwie jego partnerki Tugby (przyp. Andrzej – i wcale tego nie żałujemy ;)), która jest kobietą piękną, inteligentną, zdolną, ma świetne poczucie humoru, a jej pasją jest wspinaczka górska. Jest też bardzo odważna i świetnie gotuje. Ideał. Skoro jednak mowa o kobietach, to trzeba wspomnieć o naszej rodaczce – Agnieszce. Spotkaliśmy ją Nasz pobyt w mieście Van przedłużył się nieco. Nie sposób było oprzeć się gościnności naszego hosta Ufuka i urokowi jego partnerki Następnego wieczora już nie musieliśmy nic gotować, ale postanowiliśmy, że rano musimy wreszcie ruszyć w stronę granicy turecko-irańskiej. Oczywiście nie mogło pójść wszystko zgodnie z planem. Zbyt łatwo by przecież było...
|
|||
| Zmieniony ( Piątek, 28 Sierpień 2009 22:21 ) |

