| Pokój z widokiem na Ararat, czyli opuszczamy Turcję |
| Wtorek, 01 Wrzesień 2009 21:22 | |
|
Następnego dnia szybciutko się zebraliśmy, pożegnaliśmy z naszymi gospodarzami i ruszyliśmy w drogę. Długo nie trzeba było czekać, bo zatrzymał się kierowca jadący takim półciężarowym samochodem aż za Muradie, czyli ponad 100 km w naszą stronę. Idealnie. Jedziemy, z głośniczków sączy się kurdyjska muzyka, dobrze nam idzie i można się zdrzemnąć. Szybko docieramy do miejscowości, w której kierowca kończył swoją podróż. Podjechał do centrum miasteczka i zatrzymał się przy jakimś sklepiku, gdzie stało dużo mężczyzn. Przez otwartą szybę nasz kierowca krzyknął coś do tych mężczyzn, zamachał do nich ręką a do nas zaczął coś mówić o tureckich lirach... Głupi jakiś? Zebraliśmy się więc szybko z samochodu, ale okazało się, że zawołał sobie właśnie pomocników w postaci dziadków stojących przy sklepie, którzy zaczęli coś do nas krzyczeć i wymachiwać rękami. Rozumieliśmy tylko słowo-klucz ”turkisz lira”. Nic sobie z tego jednak nie robiliśmy i udaliśmy się w stronę bagażnika po nasze plecaki. W tym samym czasie nasz kierowca zamknął bagażnik, uniemożliwiając nam zabranie naszych rzeczy. Żarty się skończyły! Zaczęliśmy sugestywnie tłumaczyć kierowcy, że jeździmy autostopem i nie płacimy za przejazd, a poza tym, ani słowem wcześniej nie wspomniał, że chce od nas pieniądze. Facet twardo cały czas obstawał przy swoim, a my oczywiście przy swoim. Nawet zrobiły się dwie grupy kibiców: dziadkowie byli za kierowcą, a młodsi próbowali mu tłumaczyć, że jesteśmy z Europy i że tam jest coś takiego jak „autostop” i żeby zapomniał o kasie od nas za ten przejazd. Kierowca trochę zmiękł i opuścił cenę, ale my nie mieliśmy zamiaru mu zapłacić nawet ćwierć liry. Sytuacja stała się trochę groteskowa, ale już za długo to wszystko trwało. Andrzej, jako męska reprezentacja naszej ekipy, zdecydowanym (oj baaaardzo zdecydowanym) tonem zaczął się domagać otwarcia bagażnika, ale argumentem, który w końcu przemówił kierowcy do rozsądku było to, że nie miał żadnych taksówkowych oznaczeń na samochodzie i jeżeli żąda od nas pieniędzy to jest to wbrew prawu i pójdziemy na policję. Jednocześnie ostentacyjnie spisaliśmy numery jego rejestracji i kierowca zmiękł na dobre, otworzył bagażnik i oddał nasze plecaki. Starzy grozili nam paluszkiem, a młodzi się śmiali i machali nam przyjaźnie. Po tym wydarzeniu postanowiliśmy jak najszybciej oddalić się od miejsca konfliktu i poszliśmy na rogatki miasteczka. Położyliśmy plecaki pod jakimś murkiem, a kiedy wyprostowaliśmy się, po drugiej stronie murka oczom naszym ukazał się zafrasowany żołnierz z karabinem w dłoni. Zrobiło nam się trochę nieswojo i zrozumieliśmy powagę sytuacji, już zaczęliśmy przygotowania do odwrotu, gdy żołnierz zagadał do nas przyjacielskim tonem. Stał akurat na warcie, a my byliśmy jego jedyną rozrywką. Naszą sympatyczną pogawędkę przez drut kolczasty, ukrócił jakiś starszy stopniem żołnierz, który Komentarze (5)
![]() Dodasz coś od siebie? :)
|
|
| Zmieniony ( Poniedziałek, 31 Sierpień 2009 08:52 ) |
|
• Singapore is a FINE city mam pytanie, czy jest możliwość zamówienia w intern... |
| ablka |
|
• Dziewczyna z parku świetny artykuł, byłam w Singapurze w zeszłym roku.... |
| oliffi |
|
• Dziewczyna z parku Polecam wam ten wykład Zimbardo: http://www.youtube.co... |
| Maciek |
|
• Singapore is a FINE city a gdzie spaliście w Singapurze? bo rozumiem, że namio... |
| stefek |
|
• Dziewczyna z parku Hm. Piękna opowieść, która wywołała u mnie chwil... |
| arica |
|
• Rozmowy polsko-chińskie Ten hostel na wyspie Shamian to Guangzhou Youth Hostel,... |
| Andrzej |
|
• Denga w Tajlandii, Malezji, Si... Dzięki Agata za poprawki
Nurtuje mnie jedna kwestia...
|
| Andrzej |
|
• Dziewczyna z parku Od korzeni się nie ucieknie. My ludzie północy, oni ... |
| Zbig |