mapa europy
English French German Russian Spanish
Strona Główna Turcja Pokój z widokiem na Ararat, czyli opuszczamy Turcję
Pokój z widokiem na Ararat, czyli opuszczamy Turcję
Wtorek, 01 Wrzesień 2009 21:22

Następnego dnia szybciutko się zebraliśmy, pożegnaliśmy z naszymi gospodarzami i ruszyliśmy w drogę. Ararat - swieta gora Trochę się nagimanstykowaliśmy, żeby dotrzeć na wylotówkę na Dogubayazit, ale udało się i jak to zwykle bywało, zaczęliśmy łapać stopa. Miejscówkę mieliśmy przy sklepiku z piwem i innymi alkoholami, który był cały oblepiony rozmaitymi reklamami schłodzonego złocistego napoju marki Efes. Reklamy te skutecznie odwracały uwagę Andrzeja od pracy, czyli łapania stopa. W końcu nie wytrzymał, dał się złamać, skierował swoje kroki ku sklepikowi i zaginął.

Nie wychodził z tej budki dość długo, aż w końcu pojawił się zadowolony z dwiema puszkami zimnego piwa. Podobno wybór rodzajów piw był tam tak duży, że Andrzej, nie mógł się zdecydować i dlatego zajęło mu to tyle czasu... Wybór padł na Efes Dark, które pierwszy raz napotkaliśmy w podróży po Turcji. Ale teraz nie ma czasu na przyjemności, trzeba dostać się jak najszybciej do Dogubayazit! Piwo do plecaka i kciuk do góry!

Długo nie trzeba było czekać, bo zatrzymał się kierowca jadący takim półciężarowym samochodem aż za Muradie, czyli ponad 100 km w naszą stronę. Idealnie. Jedziemy, z głośniczków sączy się kurdyjska muzyka, dobrze nam idzie i można się zdrzemnąć. Szybko docieramy do miejscowości, w której kierowca kończył swoją podróż. Podjechał do centrum miasteczka i zatrzymał się przy jakimś sklepiku, gdzie stało dużo mężczyzn. Przez otwartą szybę nasz kierowca krzyknął coś do tych mężczyzn, zamachał do nich ręką a do nas zaczął coś mówić o tureckich lirach... Głupi jakiś?

Zebraliśmy się więc szybko z samochodu, ale okazało się, że zawołał sobie właśnie pomocników w postaci dziadków stojących przy sklepie, którzy zaczęli coś do nas krzyczeć i wymachiwać rękami. Rozumieliśmy tylko słowo-klucz ”turkisz lira”. Nic sobie z tego jednak nie robiliśmy i udaliśmy się w stronę bagażnika po nasze plecaki. W tym samym czasie nasz kierowca zamknął bagażnik, uniemożliwiając nam zabranie naszych rzeczy. Żarty się skończyły! Zaczęliśmy sugestywnie tłumaczyć kierowcy, że jeździmy autostopem i nie płacimy za przejazd, a poza tym, ani słowem wcześniej nie wspomniał, że chce od nas pieniądze. Facet twardo cały czas obstawał przy swoim, a my oczywiście przy swoim. Nawet zrobiły się dwie grupy kibiców: dziadkowie byli za kierowcą, a młodsi próbowali mu tłumaczyć, że jesteśmy z Europy i że tam jest coś takiego jak „autostop” i żeby zapomniał o kasie od nas za ten przejazd. Kierowca trochę zmiękł i opuścił cenę, ale my nie mieliśmy zamiaru mu zapłacić nawet ćwierć liry. Sytuacja stała się trochę groteskowa, ale już za długo to wszystko trwało. Andrzej, jako męska reprezentacja naszej ekipy, zdecydowanym (oj baaaardzo zdecydowanym) tonem zaczął się domagać otwarcia bagażnika, ale argumentem, który w końcu przemówił kierowcy do rozsądku było to, że nie miał żadnych taksówkowych oznaczeń na samochodzie i jeżeli żąda od nas pieniędzy to jest to wbrew prawu i pójdziemy na policję. Jednocześnie ostentacyjnie spisaliśmy numery jego rejestracji i kierowca zmiękł na dobre, otworzył bagażnik i oddał nasze plecaki. Starzy grozili nam paluszkiem, a młodzi się śmiali i machali nam przyjaźnie.

Po tym wydarzeniu postanowiliśmy jak najszybciej oddalić się od miejsca konfliktu i poszliśmy na rogatki miasteczka. Położyliśmy plecaki pod jakimś murkiem, a kiedy wyprostowaliśmy się, po drugiej stronie murka oczom naszym ukazał się zafrasowany żołnierz z karabinem w dłoni. Zrobiło nam się trochę nieswojo i zrozumieliśmy powagę sytuacji, już zaczęliśmy przygotowania do odwrotu, gdy żołnierz zagadał do nas przyjacielskim tonem. Stał akurat na warcie, a my byliśmy jego jedyną rozrywką.

Naszą sympatyczną pogawędkę przez drut kolczasty, ukrócił jakiś starszy stopniem żołnierz, który Ararat - swieta gora kazał naszemu rozmówcy wracać do pracy, czyli stania na warcie. Poza tym akurat zatrzymał się nam jakiś elegancki samochód, więc pożegnaliśmy się z zaprzyjaźnionym wartownikiem. Nastroje po wcześniejszej awanturze z Turkiem poprawiły się, kiedy okazało się, że kierowca zawiezie nas do samego centrum Dogubayazit, a kiedy kupił nam jeszcze po ciastku to już w ogóle humorek się poprawił, a już pełnię szczęścia osiągnęliśmy, gdy nagle oczom naszym ukazał się szczyt góry Ararat, jedyny ośnieżony w tym regionie (Machoney – miałeś rację! Przepiękny!).

W Dogubayazit po dłuższych poszukiwaniach znaleźliśmy bardzo tani hotel, z przytulnymi pokoikami z łazienką, darmowym Internetem wi-fi i widokiem na Ararat. Siedząc sobie przy oknie i popijając chłodny Efes Dark, snuliśmy marzenia o wejściu  na tę niesamowitą górę. Na razie nie jest to możliwe, choćby dlatego, że kończy nam się wiza turecka... a i trochę ciekawsze trekingi w perspektywie.

Samo miasteczko Dogubayazit  nie jest specjalnie interesujące, ma główny deptak, przy którym znajdują się czajownie, knajpki, Ishak Pasa Saray Tarihcesi sklepy spożywcze, pasaże handlowe ze wszystkim a naganiacze próbują sprzedawać jakieś jednodniowe wycieczki za bajońskie sumy. Atrakcją tego miejsca jest oddalony od miasteczka o 5 km Ishak Pasha Sarayi. Ponieważ byliśmy juz trochę zmęczeni podróżą, a poza tym było juz późno, postanowiliśmy wybrać się do tego pałacu nazajutrz. W naszym przewodniku opisany jest jako pałac z baśni 1001 nocy. Uważam, że jest to jak najbardziej trafne określenie. Pałac położony jest malowniczo na wzgórzu i z daleka wygląda bardzo tajemniczo. Widać, że Ishak Pasha Sarayi był mocno zaniedbany, ale właśnie jest przywracany do swojej dawnej świetności. Chętnie wrócilibyśmy tam, kiedy remont będzie już zakończony.

Nieopodal pałacu jest też bardzo ładnie położony meczet, który niestety był zamknięty i ni jak nie można było się do niego dostać. Odpuściliśmy więc, bo już czekał na nas Iran, a dokładniej targana powyborczymi emocjami Islamska Republika Iranu...

Dodaj do:

Deli.cio.us    Digg    reddit    Facebook    Wykop    Gwar
Komentarze (5)add comment

joanna said:

...
Spaliśmy miesiąc temu w tym samym pokoju w Dogubayazit, ba, nawet w tym samym łóżku :)). Pozdrawiam i życzę dobrej drogi :)
 
wrzesień 02, 2009
Głosy: +0

maccarrena said:

...
Niesamowity widok z okna...
dużo szczęścia w dalszej podróży życzę, chociaż widzę, że macie niesamowitą zdolność pokonywania wszelkich przeszkód i problemów, gratulacje. ;)
 
wrzesień 06, 2009
Głosy: +0

Andrzej said:

...
Ale tego, że spaliśmy w tym samym łóżku nie musiałaś dodawać :P
 
wrzesień 23, 2009
Głosy: +0

kasia said:

...
własnie wybieram sie w treny wschodniej turcji czy mozesz podac mi dokladnie co to był za hotel/hostel???
byłabym ogromnie wdzięczna:)
 
kwiecień 06, 2010
Głosy: +0

Andrzej said:

...
Hotel nazywał się Yayla i znajduje się przy deptaku w Dogubayazit. Polecam, bo tanio i widok niesamowity :)
 
kwiecień 07, 2010
Głosy: +0

Dodasz coś od siebie? :)
mniejsze okno | większe okno

security image
Poniżej Wpisz Kod bezpieczeństwa


busy
Zmieniony ( Poniedziałek, 31 Sierpień 2009 08:52 )
 

Najnowsze wpisy

Świat jest pełen wspaniałych ludzi! „Malaysia truly Asia” (Malezja prawdziwa Azja) to hasło...
 
Polska sałatka na krańcu Azji Po czystym relaksie na bajecznej wyspie,  wracamy z...
 
Smak raju Kojarzycie taka starą reklamę batonów Bounty, kt...
 
Malezyjskie Krupówki Prawdę mówiąc to nie zamierzaliśmy w ogóle jech...
 
Ja się pytom, gdzie jest pyton? My babies are gone! (Moje dziecinki zniknęły!) – krzykn...
 

Ostatnio komentowane

Singapore is a FINE city
mam pytanie, czy jest możliwość zamówienia w intern...
ablka

Dziewczyna z parku
świetny artykuł, byłam w Singapurze w zeszłym roku....
oliffi

Dziewczyna z parku
Polecam wam ten wykład Zimbardo: http://www.youtube.co...
Maciek

Singapore is a FINE city
a gdzie spaliście w Singapurze? bo rozumiem, że namio...
stefek

Dziewczyna z parku
Hm. Piękna opowieść, która wywołała u mnie chwil...
arica

Rozmowy polsko-chińskie
Ten hostel na wyspie Shamian to Guangzhou Youth Hostel,...
Andrzej

Denga w Tajlandii, Malezji, Si...
Dzięki Agata za poprawki Nurtuje mnie jedna kwestia...
Andrzej

Dziewczyna z parku
Od korzeni się nie ucieknie. My ludzie północy, oni ...
Zbig

W drodze od: