Start » W realu » Spotkania i slajdy » #Wachlarz 7 – subiektywne podsumowanie
Wspólne zdjęcie powachlarzowe.  Fot. www.balkanyrudej.wordpress.com
Wspólne zdjęcie powachlarzowe. Fot. www.balkanyrudej.wordpress.com

#Wachlarz 7 – subiektywne podsumowanie

Podróżniczych wystąpień kilka już za sobą mam, ale nie ukrywam, że tutaj miałem pewne obawy. Przede wszystkim były one związane nie z tym, o czym, ale do kogo trzeba będzie mówić. Warszawa mocno kojarzy mi się z konferencjami branżowymi i przekuwaniem Internetu w biznes, a my przecież wyruszając w długa podróż, zrobiliśmy coś zupełnie przeciwnego. Biznes przegrał z pasją do odkrywania świata. Czy ktoś mnie tam zrozumie?

Gdy w maju Kuba zapytał, czy będziemy 13 września w Polsce, czułem że planuje coś dużego. Gdy dowiedziałem się, że będzie kilkanaście wystąpień osób podróżujących i działających w mniejszy lub większy sposób w sieci, to zapytałem kto będzie w bloku, na który nas planował. Odpowiedź mnie trochę zmartwiła, bo opowiedz tu człowieku o podobnej podróży, do tych które wiedli moi przedmówcy. Podróże w parze przez świat i rowerem muszą doprowadzać do podobnych wniosków. Na to nie ma innej opcji. Zacząłem więc cieszyć się na spotkanie z nimi, a koncept prezentacji zostawiłem sobie zupełnie „na potem”.

Urodził się w sumie w samolocie, którym leciałem z Arktyki do Polski. Wracałem z podróży, o której marzyłem, a która była tak bardzo inna od poprzednich wyjazdów. Czułem, że wracam z pracy i tak powstał pomysł na „Podróż vs. projekt”, bo wtedy już wiedziałem na 100%, że to dwie zupełnie inne podróże.

Siłą rzeczy rozgadałem się bardziej o tym pierwszym – historie, przygody, świat poznawany spontanicznie i bez pośpiechu to jest to, co kocham.
Arktyka – choć uzależniająca i bardzo podobna do Australii pod względem bezludnej przestrzeni i otaczających nas zwierząt, jednak dostała mniej miejsca. Było to zupełnie nieplanowane, bo prezentacji, jak to mam w zwyczaju, ćwiczyć nie chciałem. Poszło na spontanie, co zobaczyć można poniżej:

Jedno wyjaśnienie: Oglądając zapis przeraziłem się na poważnie! W pewnym momencie zdawać się może, że użyłem niecenzuralnego słowa, a tak nie było. Słabo wybrzmiała różnica między literką „n” i „w”. 😉 Urażonych szczerze przepraszam. Emocje!

O Wachlarzu można powiedzieć na pewno wiele, ale cztery kwestie nasuwają mi się przede wszystkim.

Organizacja
Podrózniccy przed i podczas tej imprezy wykazali swoją wielką moc organizacyjną i logistyczną. Wszystko było zaplanowane i wykonane. Tak też odbieram od dawna ich bloga i pomysły na podróżowanie. Kuba wysyłał co rusz maile organizacyjne, a stukaniem na fejsie o 23:55, na pięć minut przed deadline na przesłanie prezentacji, osiągnął apogeum! Widać, że zależało mu bardzo!

Nigdy się z tym wcześniej nie spotkałem i szczerze przyznam, najpierw się na niego wkurzałem, walcząc z oporem czasu, ale w sobotę byłem Kubie wdzięczny, że mogę się wyspać i nie muszę myśleć do 3 w nocy, jak to ubrać, jak prezentację poskładać. Czy Wy też tak macie, że zostawiacie wszystko na ostatnią chwilę?

W tym wypadku zrobienie jednego pliku ze wszystkich prezentacji było super rozwiązaniem i zamierzam to wdrożyć w kolejne pokazy i polecać innym organizatorom. Do tematu można podejść bez stresu i przegrywania prezentacji w ostatniej chwili. To in plus.

In minus też coś znalazłem. Gdy tylko wszedłem na salę zacząłem się zastanawiać po co tyle świateł? Po zgłoszeniu uwagi Kuba powiedział, że rozumie, ale tak musi zostać. No więc, jeśli wymaga się od prelegentów zrobienia fajnej prezentacji, to chciałbym jednak nie mieć mocnych świateł skierowanych na ekran, bo foty tracą. Zawsze kładę duży nacisk na zdjęcia i wyciągam je pojedynczo w Lightroomie z RAWów (bardzo czasochłonne!). To tylko estetyczny przytyk, ale jednak trochę szkoda, bo były fantastyczne warunki ku temu, aby zarąbisty panoramiczny ekran w Kinotece PKiN, wykorzystać maksymalnie.  Rozumiem – transmisja on-line i doświetlanie prelegenta, ale niedosyt pozostał, tym bardziej, że nie pokazywaliśmy wykresów i tabelek w PowerPoint 🙂
Mimo wszystko za organizację ode mnie +5.

Orange
Kto mnie zna, ten wie, że przechodziłem co najmniej kilka prywatnych bitw z tą marką i reagowałem na nią, jak czerwona płachta na byka. W sobotę jednak sporo się zmieniło.
Po pierwsze, duży ukłon za wspieranie takich inicjatyw. Niewiele firm tak mocno angażuje się w blogopodobne projekty i tutaj widać mocny, kreatywny team działu social media Orange. Po drugie, mimo iż pomarańczowy operator był partnerem strategicznym/sponsorem tego spotkania, to nie było nachalnej reklamy. Tomek Sulewski na samym początku prawie na siłę wciągnięty na scenę powiedział dwa zdania, a na sali nie widziałem ani jednego logotypu marki. Nie było pompatycznych i sztywnych przemówień – zaskoczyło mnie mocno. Inne festiwalowe sceny wręcz się uginają od rozpraszających uwagę banerów i plakatów. Serio, trochę zmienili moje podejście do firmy. Co nie znaczy, że im wybaczam brak zasięgu w mojej wiosce! 😉

Prezentacje
Hell yeah! Często blogerów czy podróżników zamyka się w sztywne ramy określając nas po prostu np. blogerami podróżniczymi. Wszyscy jesteśmy w jednym worku i patrząc na to z zewnątrz wydawałoby się, że niczym się nie różnimy. Dopiero w sobotę na własne oczy zobaczyłem, jak różne są sposoby na podróżowanie. Jak inaczej można do tego podchodzić? Nie gorzej, nie lepiej, a inaczej. Jasne – coś nam się podoba bardziej lub mniej. Z kimś zgadzamy się bardziej lub dyskutujemy o różnicach, np. podkreślone przeze mnie piękno dzielenia się podróżą z drugą osobą. Uwielbiam to, ale szanuje, że ktoś inny podróżuje solo i tak woli.

Wachlarz to nie typowy festiwal podróżniczy. Podróże przed siebie, z dziećmi, z blogiem i vlogiem oraz z pomysłem, ładnie pokazały całą rozpiętość podróżowania. Każdy miał swoje zdanie i swój unikalny patent. Nawet w obrębie jednego panelu poświęconego podróżowaniu z dziećmi te pomysły mocno się od siebie różniły. Ktoś jeździ z gadżetami, ktoś inny bierze dzieciaka pod krzaczek. Pełen wybór! Dla mnie bomba!

Odbiór
Moje największe obawy – jak to zostanie odebrane w Warszawie? To miasto jest inne niż wszystkie i żyje się na innym tempie, a jednak relacja Ilony, Maćka i w końcu Michała – przekonały mnie, że biło od nas wszystkich pasją. Cieszy mnie to bardzo, bo czasem podróżnicy są określani jako bujające w chmurach łajzy, które nie wiedzą, czego chcą od życia. Myślę, że jednak wiemy, tylko mamy zupełnie inaczej poustawiane priorytety – nie gorzej, nie lepiej, a właśnie inaczej.

Widownia – reagująca i przeżywająca pokazy razem z prelegentami. To było mega czuć. Drobne ochy, wybuchy śmiechu, czy po prostu uśmiechy. Uwielbiam obserwować, jak ludzie reagują na to, co się mówi i odbiór był super, co nie zawsze na dużych impreazach się zdarza. Szkoda tylko, że nagrania tego nie oddają, ale przynajmniej jest argument za tym, żeby przychodzić na żywo, a nie liczyć na transmisję, bo to nie to samo 😛

Podobnie już później, na afterku w Południku. Ciągłe rozmowy i nowe osoby, które udało mi się poznać. Bez skrępowania, co rusz nowe twarze i pytania czy to o logistykę podróżniczą, czy to o sam sens prelekcji, czy o kraje, które mogą być dobre jako start na przygodę z Azją! Nie było dystansu i co ważne, też sami nie zamknęliśmy się w gronie występujących odgrodzonych stolikiem od reszty. Wręcz przeciwnie, wyszliśmy na ulicę (jak przystało na ludzi drogi) i tam na chodniku toczyły się fajne rozmowy, do których dołączyć mógł każdy. Było super i imprezę tuż przed drugą opuściliśmy jako chyba przedostatnia grupa!

Wszystkie prezentacje można obejrzeć w poniższym wideo, ale pojedyncze wystąpienia będą (ponoć) wszystkie dostępne już dziś, więc poszperajcie na Youtubie.

Ania i Kuba – gratuluję świetnej imprezy! Widać ogromną różnicę pomiędzy pierwszym, bardzo kameralnym i eksperymentalnym Wachlarzem, na którym też miałem przyjemność być, a tym teraz. Nie wiem tylko, co wymyślicie, aby dosięgnąć w Przemyślu poprzeczkę, którą tak bardzo wysoko sobie zawiesiliście? Dzięki za wszystko! Zapraszam do obejrzenia też zdjęć z Wachlarza autorstwa Agnieszki Wanat na blogu Podróżnickich.

PS: Zostawiłem w knajpie na stoliku podczas afterka aparat na 2-3 godziny. Bezcenne są zdjęcia, które znalazłem na karcie dnia następnego. Fajny patent na bilokację – polecam! 😉

PS2: Pozostałe relacje z Wachlarza innych uczestników:

O autorze: Andrzej Budnik

Alternatywny podróżnik, zapalony bloger i geek technologiczny. Połączenie tych dziedzin sprawia, że w podróż przez australijski interior czy nowozelandzkie góry zabiera do plecaka drona, który pozwala mu przywieźć niepublikowane nigdzie wcześniej zdjęcia i oryginalne ujęcia wideo. Swoją duszę zaprzedał górom w północnym Pakistanie i tadżyckim Pamirze, które odkrywał podczas 4-letniej podróży lądowej przez Azję i Australię. Od wielu lat zaangażowany w aktywizację polskiego środowiska podróżniczego. Założyciel i obecnie współautor najstarszego, aktywnego bloga podróżniczego w Polsce – LosWiaheros.pl. Nominowany do Travelerów 2010 i Kolosów 2013. Zwycięzca konkursu Blog Roku w kategorii Podróże i Szeroki Świat w 2007 roku. Zawodowo licencjonowany pilot drona w firmie CrazyCopter.pl specjalizującej się w fotografii lotniczej i wideo z drona.

Podobny tekst

Festiwal Bonawentura, fot. Małgorzata Tomica

„Boisz się o przyszłość?”, czyli refleksje po Bonawenturze

„Czy wy nie boicie się o swoją przyszłość?” – takie pytanie usłyszałem od jednej z …

20 komentarzy

  1. Heh też dzięki! Widzę, że spontanicznie przemodelowałeś na poczekaniu swoje wystąpienie po dwóch rowerowych parach, które pozdrawiamy i megafajnie, że je poznalismy 🙂
    My też mieliśmy być ostatni potem jednak pierwsi i w sumie na plus 😛

    Ale nie podoba mi się, że nie udało nam się pogadać. Zawsze tak jest. Cieszysz się, że kogoś spotkasz w końcu dla siebie ważnego a potem lawina nowych znajomości i okazuje się, że to ucieka 🙂

    • Mi też się to nie podoba! Nie podoba mi się tym bardziej, ze mieszkamy od siebie stosunkowo niedaleko i kurde ciągle coś staje na przeszkodzie… tyle tylko, ze Cię po plecach poklepałem 🙂
      Next time? When? Where? 😉

  2. a czy ci, którzy oglądali online mogą mówić, że prawie byli? 😀

  3. ha, ha „bujające w chmurach łajzy, które nie wiedzą, czego chcą od życia” 🙂
    A na poważnie, Twoja prezentacja była dla mnie bardzo cenna tak z ogólnego, blogerskiego punktu widzenia – wyjazd na projekt podróżniczy to nie wyjazd na wakacje, to praca z której trzeba przywieźć konkretne efekty. Chyba nie poruszałeś tego w prezentacji ale pojawia się też jeszcze sporny element kiedy w grupie podróżującej część jest na wakacjach, część na projekcie – nie rozumieją wtedy, że trzeba pójść na drugi koniec jeziora tylko po to, żeby zrobić ładne ujęcie 🙂

    • Dzięki Maćku. Nie poruszałem – faktycznie. Chyba tylko dlatego, że akurat na wspomnianym wyjeździe, ten problem się nie pojawił. Rzeczy, które nas interesowały, a opowiadali o nich Michał z Lilianą, były na tyle ciekawe, że słuchał każdy z zainteresowaniem. Może to specyfika miejsca, może grupy – skupionej na poznaniu, a nie tylko zaliczeniu przygody.
      Filmowanie i poniekąd spowalnianie grupy przez szukanie ujęć dla Krzyśka też nikomu nie przeszkadzało. Co więcej pomagaliśmy mu wszyscy, jeśli tylko była taka potrzeba.
      Pewnie w innych, bardziej dostępnych i mniej frapujących miejscach, problem by się pojawił, ale wtedy też nie jechalibyśmy pewnie w tak zorganizowanej grupie, nie trzeba by się było trzymać razem, bo broń nie byłaby konieczna.

  4. Na ostatnią chwilę… zawsze:)
    Szkoda, że nas nie było, ale dawkuję sobie teraz wachlarz kawałek po kawałku.

  5. Dla mnie superważne było to, że powiedziałeś szczerze o swoim odczuciu z ostatniego wyjazdu. Podróż-praca to nie to samo co podróż sama w sobie. Tyle w temacie, kto zainteresowany ten sobie przetrawi..

    • Hej Ewa!
      Na pewno nie to samo. Nie ukrywajmy tego, ale też tak jak dodałem na końcu – niech każdy robi to, co czuje. Nie nam rozsądzać za nich samych.
      Fajnie Cię było zobaczyć w Wawie, choć kurcze, no zmieniłaś się od WSPR 😉
      Pozdrowienia!

  6. Ależ nikt tu nie osądza – po prostu warto brać pod uwagę takie aspekty. Cenię szczerość.
    A gwoli szczerości właśnie – nie wszystkie prezentacje przypadły mi do gustu.
    A co do moich zmian.. hmm no oczywiście mnie zaintrygowałeś, ale to może kiedyś na privie się pogada.

    Tymczasem pozdrawiam z Korei Pd. gdzie kontynuuję rowerową przygodę ze światem.

  7. Ja bym chciała zobaczyć te zdjęcia z Twojego aparatu 🙂

  8. Było mi bardzo miło was posłuchać i zobaczyć tym razem na żywo. Mam nadzieję że do zobaczenia w Przemyślu. 🙂

    • Hej! Dzięki, że byłaś i że piszesz!
      Czy w Przemyślu będziemy – nie wiem. Akurat wtedy pewnie wypadnie od dłuższego czasu planowany wyjazd, ale to jeszcze zobaczymy…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *