mapa europy
Polacz z Facebook
Nasz pierwszy Indianin
Sobota, 03 Listopad 2007 21:30

Na wycieczke do PN Canaima musielismy wziac przewodnika. Bez zorganizowanej grupy nie bylo mozliwosci dostania sie pod wodospad Salto del Angel. A przy samym podejsciu pod wodospad nasza grupa zostala polaczona z jeszcze jedna. W ten sposob przez pewien czas mielismy dwoch przewodnikow.

 

Na poczatku kolumny szedl Jose. Byl hiszpansko I angielsko jezyczny. Czaly czas sie usmiechal, taki przyjaciel wszytkich I kazdego. Za kazdym razem, gdy nas widzial, wykrzykiwal uradowany: "Hola! My friends!" I tylko imion naszych nie potrafil zapamietac... Co innego przewodnik, ktory zamykal nasza grupe podczas podejscia pod Salto del Angel. Wlasciwie to wlasnie wtedy zwrocilam na niego uwage. Cichy I spokojny, nie pozwalal nikomu zostac za nim w lesie deszczowym. Dodatkowo wnosil 2 butelki po 3 litry wody, zebysmy mogli sie na gorze napic.

Mial ciemna karnacje - tak typowa dla wszytkich tutejszych. Ale tym, co go odroznialo od reszty, byly kruczoczarne wlosy. Czarniejszych chyba nigdy nie widzialam. I lsily przy tym srebrnym polyskiem. Wygladalo to niezwykle. Rozmowe zaczelismy banalnie. Spytalam jak sie nazywa ta rzeka, nad ktora bylismy (czyli Rio Churum). Wyjal mape I zaczal opowiadac: o wyspie, na ktorej bylismy, o obu rzekach, ktorymi plynelismy, miejscu, w ktorym sie lacza, wodospadach, ktore jeszcze zobaczymy... A potem wskazal mala wioske, gdzies na obrzezach PN Canaima.- Tutaj mieszkam. - powiedzial - Jest to piec dni drogi stad. Ale wioslujac, silnika w lodzi nigdy nie uzywam. Powiedzial nazwe swojego plemienia. Nazwe, ktorej niestety juz nie powtorze, a ktora byla podobna do nazwy wioski, lezacej niedaleko tej, z ktorej pochodzil Indinin: Karama. Dodal jeszcze, ze na codzien tak sie nie ubiera, tu pokazal na bluzeczke z logo biura podrozy. Jego plemie chodzi "normale, naturale". Za kazdym razem, kiedy mnie wolal (a robil to z takim charakterystycznym akcentem), wiedzialam, ze pokaze mi cos ciekawego. "Elisia, kolibro!" Skierowalam wzrok za jego palcem. A wiec ta przerosnieta wazka, ktora juz wczesniej widzialam, to koliber. Innym razem pokazal nam "sapito minero" - mala czarna-zolta zabke. Przed wszystkimi to stworzonko uciekalo, tylko jemu pozwolilo sie wziac na reke.

Nawet nie wiem, jak na prawde Indianin mial na imie. Kazal na siebie wolac Mathew. I pod takim imieniem go zapamietam.





 

Reklama

Chcesz zamieścić tutaj swoją reklamę
- poznaj statystyki bloga

Profesjonalne tłumaczenia użytkowe.
Bilety Lotnicze

Śledź bloga poprzez:

Kanał RSS   iGoogle

lub wpisz swój email, aby otrzymywać powiadomienia na swoją skrzynkę:

Czy to jest bezpieczne?
Tak, przeczytaj więcej na ten temat.

Ostatnio komentowane

Nasze wspomnienia z 2011

W drodze od: