| Quy Nhon - niedocenione miasto |
| Autor Andrzej Budnik | |||
| Czwartek, 29 Kwiecień 2010 08:02 | |||
|
Są miejsca na świecie, które wydawałoby się nie mają nic do zaoferowania. Takim na pierwszy rzut oka może być Quy Nhon w Wietnamie. Kto o niem słyszał? Hanoi, Sajgon, Sapa, Hoi An, Mui Ne, Dalat - TAK! 99% napotkanych turystów z dumą może powiedzieć - "Oczywiście, że tam byłem. Śliczne" Ale Quy Nhon? Jak się to w ogóle pisze? I my nie wiedzieliśmy. Nie planowaliśmy też się tam zatrzymać. Wyszło przez przypadek. Teraz jednak patrząc na Wietnam z perspektywy czasu, zgodnie stwierdzamy, że taki Wietnam, jak w Quy Nhon podoba nam się najbardziej. Dlaczego?
Gdy trochę się rozpogodziło i byłem na tyle pewien swego, że przez najbliższą godzinę nie będę musiał siadać w trybie awaryjnym na tronie, postanowiliśmy wypożyczyć rowery i zgubić się w mieście. Nie ma w nim bowiem nic oszałamiającego. Jakaś świątynia, jakiś pomnik...błądziliśmy więc bez planu po wąskich uliczkach miasta aż w końcu poczułem dziwny smród. Smród ten był na tyle intrygujący, iż zacząłem lokalizować źródło. Okazało się, iż jest nim port rybny, ale nie tylko... Zapowiadało się ciekawie, jednak ciemne chmury i dziwne ruchy moich jelit kazały kierować się w stronę naszej kwatery. Dnia następnego cel jednak był jeden - port rybny w Quy Nhon. Zanim do niego dotarliśmy, zatrzymaliśmy się jednak przy reperowanych kutrach wyciągniętych na brzeg. Później przyszedł czas na kutry już pływające po morzu. Do tego dziwne łupinki... ...w których okazało się, transportowane są ryby na brzeg... Wszystkie zdobycze obkłada się lodem, żeby się nie psuły. A skąd w porcie lód - proszę bardzo: Przyjeżdża specjalna mini-ciężarówka - lód do maszyny i już pocięty :) Tak wyglądają krewetki dopiero co wyciągnięte z wody... ...a tu coś, co mnie najbardziej zaskoczyło. Głowy dziwnych ryb, które dowodzą teorii, że Wietnamczycy wszystkiego nie jedzą!! Coś się w tym kraju jednak marnuje! Tutaj kobiety czekają na ludzi ze sklepów i restauracji, żeby jeszcze tego samego dnia sprzedać, co świeże i pachnące. Jazgot przy tym jest niesamowity... Jak już wszystko się sprzeda, to trzeba przygotować kuter na dzień następny. Podstawa to dowieźć wystarczającą ilość paliwa.. . ...i oporządzić sieci, a rano znów w morze. Na połów... Tymczasem, czas na zasłużony odpoczynek, a my idziemy do knajpy i jemy... ...pewnie krewetki z naszego portu rybnego. Koło więc się ładnie zamyka. Takie miejsca właśnie lubimy najbardziej. Za co? Za brak turystów, za przepyszną noodle soup za 60gr, za śmiesznie tani hotel z widokiem na morze, za puste plaże i uśmiechniętych Wietnamczyków. Nie ma tu oszałamiających zabytków i niezwykłych atrakcji turystycznych. Jednak jeżeli wsiądzie się na rower i zagłębi w ciasne uliczki miasta, można znaleźć miejsca pokazujące prawdziwy Wietnam – taki rzeczywisty, bez pamiątek, pocztówek i agentów turystycznych na każdym kroku... takie Wietnam zostanie w naszej pamięci. Z Quy Nhon udajemy się do Hoi An - pierwsza dla nas miejscowość na mapie turystycznej Wietnamu.
|

