| Hoi An, miasto bezpiecznego lądowania |
| Wpisał Alicja Rapsiewicz | |||
| Sobota, 01 Maj 2010 06:04 | |||
|
Z Quy Nhon do Hoi An postanawiamy dotrzeć autobusem. Jest to sprawa nieco skomplikowana, bo nie ma bezpośredniego połączenia do Hoi An. Należy dojechać do miejscowości Danang i tam się przesiąść na inny autobus, lub wysiąść na trasie gdzieś na wysokości skrzyżowania krajowej jedynki z drogą nr 608 i stamtąd złapać „coś” do Hoi An. My wybieramy tę drugą opcję. Rano stawiamy się na dworcu pół godziny przed planowanym odjazdem i szukamy naszego autobusu. Wszędzie stoją tylko stare, przerdzewiałe busy i oczywiście okazuje się, że właśnie jednym z nich będziemy jechać ok 5 godzin w stronę Hoi An. Kierowca wyjątkowo niesympatyczny, najwyraźniej dziś nie w humorze, wskazuje nam miejsca na samym końcu busa, ale my wiemy co to znaczy (ścisk, zaduch i podskoki przez całą drogę) i siadamy z przodu, ku jego wielkiemu niezadowoleniu. Jesteśmy na razie jedynymi pasażerami, ale autobus krąży jeszcze dobrą godzinę po ulicach Quy Nhon i zabiera kolejnych. Kiedy wreszcie wyjeżdżamy z miasta bus jest po prostu wypchany po brzegi. Na miejscu przeznaczonym dla trzech osób siedzi pięciu Wietnamczyków, a na ich kolanach siedzi kolejna piątka...Takiego ścisku nie widzieliśmy nawet w Pakistanie! Zastanawiam się jak oni wytrwają te 5 godzin w takich warunkach. Szybko okazuje się, że nie wytrwają, bo bus ma problem z wyciekającym płynem hamulcowym. Kierowca zatrzymuje się, grzebie coś przy aucie, a nam zapala się czerwona lampka i mamy poważne podejrzenia, że pojazd ten daleko nie ujedzie. Zastanawiamy się czy nie zrezygnować z jego usług, ale jest już za późno, kierowca odpala maszynę i jedziemy dalej. Pięć minut później bus psuje się na dobre. Zabieramy plecaki i prosimy o zwrot pieniędzy. Kierowca nawet nie słucha, odwraca się do nas plecami, mruczy coś złowieszczo pod nosem i dłubie w tym swoim zdezelowanym aucie. Wobec takiej sytuacji Andrzej bardziej dobitnie zaczyna żądać zwrotu pieniędzy, ale bez efektu. Nagle nadjeżdża inny bus, myślimy, że to pewnie jakiś zastępczy, ale okazuje się, że jest już pełny. Mimo to, połowa pasażerów z naszego nieszczęsnego busa przesiada się. Nie mam pojęcia jak oni się tam zmieścili, ale my nie mamy zamiaru jechać pięciu godzin ściśnięci jak sardynki w puszce. Nadjeżdża kolejny bus i sytuacją się powtarza. Kierowca pokazuje nam, że mamy wsiadać do tego busa, ale tam nie ma miejsca dla nas, a co dopiero dla naszych plecaków. Już zupełnie wściekli krzyczymy na kierowcę, żeby nam oddał pieniądze za bilety, bo sami sobie znajdziemy jakiś transport. Ten idzie w zaparte, zaczyna się przepychanka. W końcu facet pasuje. Dostajemy pieniądze i chwilę potem siedzimy w dużym, klimatyzowanym i komfortowym autobusie. Uff! Wsiadając do Autobusu kierowca pokazał jeszcze Andrzejowi wała i podrapał się po intymnej części swojego ciała... bez komentarza. Po kilku godzinach jazdy wysiadamy na wcześniej wspomnianym skrzyżowaniu. Od razu podjeżdżają do nas chłopcy na skuterach i proponują podwiezienie do Hoi An, za jakąś bajońską cenę. Uśmiechamy się do nich, machamy na pożegnanie i idziemy drogą z zamiarem łapania stopa. Chłopcy jednak nie odpuszczają, po 15 minutach cena schodzi do poziomu, jaki nam odpowiada i jedziemy z nimi do miasta. Gdy docieramy do celu, czujemy się jakby nam ktoś dał po twarzy: ruchliwe ulice, sklepy, restauracje, kolorowe światła i tłumy turystów, jakich już dawno nie widzieliśmy. Czujemy się nieco zagubieni i zastanawiamy się, w którą stronę w ogóle ruszyć. Nagle, widzimy, że po drugiej stronie ulicy ktoś do nas macha i szeroko się uśmiecha... O co chodzi? Dopiero po chwili rozpoznajemy, że to Kim – Koreanka, którą poznaliśmy w Luang Nam Tha, w Laosie. Bardzo nas ucieszył widok znajomej twarzy! Kim przebywa w Hoi An już od kilku dni i orientuje się co, gdzie i jak, więc pomaga nam znaleźć jakieś przyzwoite i tanie lokum. Wieczorem zaproponowała nam wspólną kolację w towarzystwie jej znajomych. Utworzyła się nawet spora grupka, bo Kim, jako osoba bardzo towarzyska zawarła już wiele znajomości. Naszej międzynarodowej grupie przewodził John – starszy Amerykanin, który znał miasto jak własną kieszeń. To właśnie on zaprowadził nas do lokalnej knajpki, skutecznie schowanej w plątaninie wąskich i krętych uliczek. Sami nigdy byśmy tam nie trafili. Tu czekała na nas miła niespodzianka, mieliśmy okazję skosztować wietnamskiej kuchni, jakiej nigdy wcześniej ani później nie spotkaliśmy. Na okrągły płat papieru ryżowego nakłada się sałatę i świeże zioła, można położyć coś w rodzaju omleta, na to siekana kiszona kapusta, następnie grillowane mięso i zawija się to wszystko w rulonik, a potem macza w orzechowym sosie... Z resztą zobaczcie sami. Jak się robi wietnamskie zawijańce-obkręcańce?
Jako jeden z najważniejszych portów na dawnym szlaku jedwabnym, Hoi An cieszył się wielką popularnością wśród kupców chińskich, japońskich a nawet europejskich, którzy osiedlali się tu na stałe. Tradycja handlu jedwabiem istnieje do dziś. Przy każdej uliczce mieści się mnóstwo zakładów krawieckich, gdzie można zamówić sobie ubranie szyte na miarę. Gotowy produkt odbiera się już następnego dnia. Mimo dużego wyboru materiałów, modeli i kolorów oraz przystępnych cen, nie zdecydowaliśmy się na taki zakup. Jedwabna suknia balowa raczej nie figuruje na mojej liście niezbędnych rzeczy, a poza tym miejsca w plecaku brak. Oglądnij całą galerię zdjęć z Hoi An Komentarze (0)
![]() Dodasz coś od siebie? :)
|
|
• Denga w Tajlandii, Malezji, Si... Agata Wielke dzięki za odpowiedż... Zobaczymy zatem j... |
| Magda |
|
• Co ma wspólnego gekon z Misie... Cześć, jakiego telefonu używacie w podróży? jakis ... |
| Piotr |
|
• Co ma wspólnego gekon z Misie... Tęskonota... ładnie to opisałaś
|
| Karola |
|
• Co ma wspólnego gekon z Misie... Hej
Ah niestety za późno trafilam na Wasza strone ;...
|
| Agata |
|
• Jawa mniej znana Super podróż, fajne się czyta. Pozdrawiam ! Ja wyrus... |
| Bożena |
|
• Denga w Tajlandii, Malezji, Si... HEj jak najbardziej nalezy poddac sie diagnostyce, obja... |
| Agata |
|
• O pięknej Jawajce Alicjo - już się cieszę, jak kiedyś będziesz to op... |
| Dorota |
|
• O pięknej Jawajce Bardzo dobry artykuł!Idealny do jakiejś gazety.Pozdra... |
| Balbina |