mapa europy
English French German Russian Spanish
Strona Główna Wietnam Podróż niskobudżetowa po polsku
Podróż niskobudżetowa po polsku
Wpisał Andrzej Budnik   
Niedziela, 09 Maj 2010 05:55
Spis treści
Podróż niskobudżetowa po polsku
Samotnie przez wyspę
Kradzież
Wszystkie strony

Wietnamki Gdybym pisał ten artykuł dokładnie w momencie, gdy zaczynaliśmy 6 kilometr naszego mozolnego marszu przez cholerną wyspę Cat Ba, w cholernym północnym Wietnamie, wkurzeni maksymalnie na wszystkich Wietnamczyków w promieniu 40 km, pewnie nazwałbym go tak: „Nie będzie Wietnamczyk pluł mi w twarz”. Jednak teraz, gdy emocje już opadły, nabrałem do tego dystansu i wyjechałem już z Wietnamu stwierdziłem, że byłoby to nie fair w stosunku do ogółu populacji Wietnamczyków.

Wszystko zaczęło się w autobusie nocnym z Hue do Hanoi. Zupełnie nie rusza mnie to, że na autobus czekamy prawie dwie godziny. Nie rusza mnie też to, że na mojej leżance (akurat był to autobus sypialny) siedzi troje Wietnamczyków i zajadają jakieś kurze łapy. Trochę drażni mnie fakt, że gdy pokazuję im bilet, to oni mnie odsyłają gdzie indziej, ale Chiny dały dobrą lekcję, jak sobie radzić w takiej sytuacji. Na ich miejscu pewnie też grałbym va banque – przecież nie mają nic do stracenia. Nie irytuje mnie to, że leżanka jest za krótka i nogi dyndają mi swobodnie i drętwieją w nocy. Za to trochę irytuje mnie fakt, jak Wietnamczyk przeskakuje nade mną pięć razy tam i z powrotem w środku nocy, za każdym razem nadeptując moje kolano...

Dojeżdżamy do Hanoi i czuję, że walka zacznie się na całego. Północny Wietnam przecież już obrósł legendami. Bierzemy autobus do Halong City tzn. na przedmieścia, bo oczywiście okazuje się, że autobus nie wjeżdża do miasta, a wyrzuca nas na obwodnicy i trzeba podjechać taksówką 5 km. Drobnostka... na szczęście nam przynajmniej nie ginie bagaż w tym autobusie, jak jednemu z Wietnamczyków. Chłopak zaczął się wykłócać, ale zakrzyczany przez kierowcę i jego pomagiera odpuszcza. No halo! Ginie bagaż i nikt sobie z tego nic nie robi? Zapowiada się naprawdę ciekawie...

Zdecydowaliśmy się na wariant: Halong City => przepłynięcie statkiem przez zatokę do jaskini i dalej na wyspę Catba => przejazd busem z przystani do Catba City => nocleg => zwiedzanie wyspy => drugi nocleg => przepłynięcie do Hai Phongu => przejazd do Hanoi. Standard, ale ambitnie zdecydowaliśmy się nie na wycieczkę pakietową, a na rozwiązanie kombinowane, w 100% na własną rękę, tzw. niskobudżetowe. Niskobudżetowe było, ale czy warte zachodu i nerwów?

Halong Bay

W Halong City napada nas pierwsza grupa naganiaczy wycieczkowych. My jednak szukamy hotelu, więc tylko sprawdzamy orientacyjnie ceny. „Wycieczki w kosmos chyba sprzedają” – mówię do Alicji. Gdy mamy już hotel za 5$ :) idziemy w kierunku przystani, aby rozeznać się w temacie łódek. Maszerujemy 2 km, bo taksówki mają jakąś obłędną cenę i nikt się tu nie chce targować. Na przystani kolejni naciągacze – obiecują, zachwalą, zapewniają. Każdy podaje inną cenę = wszyscy kłamią. To najbezpieczniejsze założenie w tym momencie. Po półgodzinnym krążeniu znajdujemy w końcu oficjalne kasy biletowe, które niestety są już nieczynne, ale... jeden z zaradnych Wietnamczyków twierdzi, że je otworzy. Ale niby jak zastanawiam się od razu, choć Azja nauczyła mnie już nie raz, że niemożliwe staje się szybko możliwe... Prowadzi nas drugim wejściem, które jest otwarte, wchodzi za ladę i wyciąga swoją teczkę z ofertami. Dość szybko temu panu podziękowaliśmy uprzednio pytając o cenę. Też wycieczka w kosmos.

Wracamy zrezygnowani do hotelu przy akompaniamencie klaksonów i wołania z motorków – to nasi sprzedawcy, którzy próbują swoich ostatnich szans złowienia nas na haczyk. W hotelu narada – co robić. Efekt – idziemy około 10 rano dnia następnego do portu i będziemy uderzać do oficjalnego okienka. Na pewno będą jakieś statki na wyspę Catba. Muszą być!

Kolacja, śniadanie, przemarsz z plecakami do portu, bo znów taksówki sprzedają wycieczki w kosmos... Wchodzimy do przystani, a tam tabuny turystów. Za głowę się chwyciłem, ile tego tutaj najechało. Zrozumiałem więc też, dlaczego liczba naganiaczy jest tak duża w tym mieście – jest wprost-proporcjonalna do liczby turystów tutaj przybywających. Być w Wietnamie i nie widzieć sławnej zatoki Halong? Zagryzamy zęby. Idziemy do kas. Wita nas uśmiech i bilet w normalnej cenie!  Udało się? Tak prosto? Gdzie haczyk? Nie ma!? Pytamy kiedy płyniemy? Pani w kasie z uśmiechem na twarzy: „Jak się coś znajdzie.” Jak się coś znajdzie? Hmm? Tu jest haczyk? Co się okazuje, tak uparci i skąpi jak my tutaj chyba nie docierają. Oficjalny przewoźnik nie ma swojego transportu i zostajemy odesłani na statek z wycieczką zorganizowaną. Ręce nam opadły... ale dobra... podziwiajmy, bez nerwów. To tylko Azja przecież. Nie możemy mierzyć tych ludzi naszą europejską miarą. Bądźmy otwarci i tolerancyjni... takie mamy postanowienie. Tak też czynimy.

Wsiadamy na łódź wraz z pakietowcami i od razu czmychamy na górny pokład. Rozkładamy się na leżakach i podziwiamy Halong Bay. Jest ładnie, słoneczko zaczyna się przedzierać przez chmury. Robią się błękitny plamy na niebie... może nawet jakieś zdjęcie wyjdzie. Docieramy do małej zatoczki, gdzie następuje zwiedzanie jaskiń. Wszystko by było ok, gdyby nie fakt, iż jaskinia jest podświetlona wszystkimi kolorami tęczy. Nie mogę skupić wzroku, bo jak się przyzwyczaję do jaskrawo żółtego, to za chwilę wali w oczy jaskrawo zielony, a potem niebieski, różowy i krwiście czerwony. Mimo tego, staramy się wykrzesać dla siebie jak najwięcej. Znów stajemy się tolerancyjni dla innej kultury. Czy my naprawdę dużo wymagamy?

Wsiadamy z powrotem na statek i płyniemy juz powoli w stronę wyspy Catba. Jest późne popołudnie. Gdy przepływamy koło Walczących Kurczaków przewodnik wyciąga swój megafon i obwieszcza całej grupie, trzymając w ręce jakiś banknot, że te skały to symbol Wietnamu. Szukam po kieszeni – no faktycznie są. Takie same Walczące Kurczaki mam w kieszeni, a po drugiej stornie nominału poczciwy Ho Chi Minh.

Halong Bay

Gdy zbliżamy się do wyspy, podchodzi do nas przewodnik i oznajmia, że powoli dopływamy do wyspy. Pyta też, czy chcemy, aby załatwił nam transport z północnej przystani do miasta. Pytamy za ile. Odpowiada, że za 50 tys. dongów. Mówię, że cena to 15 tys. (1$=18 tys.) i tyle możemy zapłacić. Uśmiecha się i odchodzi. Czuję, że chyba robię błąd, ale z drugiej strony to trzy razy więcej niż stawka, o której mówili nam w Halong City. Pytaliśmy 4 osoby i wszystkie podawały tę samą cenę, więc uznaliśmy, że wszyscy mówili prawdę.Dopływamy do przystani, wysiadamy i widząc już z daleka tylko jeden minibus idziemy pośpiesznie przed pakietowcami, aby zając sobie miejsca. Chcę wejść do środka, ale kierowca pyta czy jestem z grupą. Odpowiadam, że nie. Bilet 200 tys. dongów! CO?? Miało być 15 tysięcy! Zaczynam śmiać się głośno. Jest niewzruszony. Przyjmujemy strategię na przeczekanie, bo przecież w Azji każda ilość osób wejdzie do minibusa, więc nie ma strachu, że się nie zmieścimy.
Kiedy wszyscy uczestnicy wycieczki załadowali się do busa, pytam o cenę jeszcze raz – pada odpowiedź: 150 tys. Już lepiej myślę, wciąż to jednak 1000% ceny podstawowej. Nie zapłacę im tyle, nie ma mowy. Bus rusza. Innego nie ma. Jesteśmy 25 km od miasta. Po drodze żadnych domostw (tak przynajmniej myśleliśmy) tylko my, góry i dzicz. Wjeżdżając na drogę bus jeszcze zatrzymuje się, a pomagier kierowcy krzyczy 100 tys. Odpowiadam: 25 tys. Pluje mi pod nogi i odjeżdżają.

Zostaliśmy sami.

 



 

Najnowsze wpisy

Co ma wspólnego gekon z Misiem Uszatkiem? Czasami, w nieoczekiwany sposób, los rzuca nas w miejsca, k...
 
O pięknej Jawajce Smukła sylwetka, delikatne rysy twarzy, długie i z...
 
Noc na porodówce wśród tarasów ryżowych Wieczorem dzwoni telefon – numer nieznany. W słuc...
 
Szukamy jachtu z Indonezji do Australii Dziś zupełnie niechronologicznie, ale powoli zaczynamy si...
 
Jawa mniej znana Po trzech dniach spędzonych w Dżakarcie zapragnęliśmy uc...
 

Ostatnio komentowane

Denga w Tajlandii, Malezji, Si...
Agata Wielke dzięki za odpowiedż... Zobaczymy zatem j...
Magda

Co ma wspólnego gekon z Misie...
Cześć, jakiego telefonu używacie w podróży? jakis ...
Piotr

Co ma wspólnego gekon z Misie...
Tęskonota... ładnie to opisałaś
Karola

Co ma wspólnego gekon z Misie...
Hej Ah niestety za późno trafilam na Wasza strone ;...
Agata

Jawa mniej znana
Super podróż, fajne się czyta. Pozdrawiam ! Ja wyrus...
Bożena

Denga w Tajlandii, Malezji, Si...
HEj jak najbardziej nalezy poddac sie diagnostyce, obja...
Agata

O pięknej Jawajce
Alicjo - już się cieszę, jak kiedyś będziesz to op...
Dorota

O pięknej Jawajce
Bardzo dobry artykuł!Idealny do jakiejś gazety.Pozdra...
Balbina

W drodze od: