Start » Japonia » W japońskim domu
Pokój dzienny służący też jako jadalnia.

W japońskim domu

Siedzę chyba w najbardziej tradycyjnym japońskim domu do jakiego mogliśmy wejść. Cały z drewna, ręczne rzeźbienia, przesuwane drzwi, w środku słomiane tatami, a ściany poszczególnych pomieszczeń oddzielają papierowe drzwi i ekrany. O czym więc mógłbym napisać, jeśli nie o tym, jak się w takim domu zachowywać.

Gdy wchodzi się do japońskiego mieszkania buty zostawia się tuż za głównymi drzwiami. Strefę tę po japońsku nazywa się “genkan”. Jest ona trochę niżej położona od reszty domu.

W zależności od tego, do jakiego domu wchodzimy, różne reguły się tam przyjmuje. My spotkalismy się z trzema rodzajami. W bardzo tradycyjnym japońskim domu dostaliśmy specjalne klapki do chodzenia po ogólnej części mieszkania pokrytej wykładziną, płytkami lub zwykłą drewnianą podłogą. Jeśli zaś będziemy wchodzić do pomieszczeń, gdzie na podłodze rozłożone jest “tatami”, to wtedy bezwzględnie klapki ściągamy. Po tatami chodzi się boso lub w skarpetkach.

Genkan - miejsce, gdzie zostawiamy buty.
Genkan – miejsce, gdzie zostawiamy buty.

W nowoczesnych mieszkaniach, w których nie ma tatami, zwykle chodzi się boso lub w skarpetach.

Wyjątkiem jest w obu przypadkach łazienka, gdzie czekają na nas jeszcze inne klapki, które używa się tylko w łazience/toalecie. Należy je włożyć i nie zapomnieć, aby je ściągnąć gdy wychodzimy. Fo pa jest wejście w łazienkowych klapkach do części wspólnej domu.

Skomplikowane? Jeszcze nie… 🙂 Buty lub klapki ustawia się też w odpowiedni sposób i tak:

Wchodząc “z pola” do domu lub mieszkania, swoje buty ustawia się w genkan w sposób taki, aby noski zwrócone były w stronę wyjścia. Jeśli tego nie zrobimy i tak gospodarz obróci nam buty w odpowiedni do japońskich zasad sposób – łatwiej nam będzie opuścić dom i nie zasiedzimy się za bardzo? Gdy wchodzimy do pomieszczenia, gdzie przychodzi dużo osób np. muzeum, buty odstawiamy do getabako, czyli do specjalnej szafki na buty. Znów, gdy muzeum ma na podłodze tradycyjne tatami, chodzimy boso, gdy jest to podłoga drewniana lub jest na niej dywan – dostajemy specjalne klapki.

Gdy wchodzimy do łazienki, klapki tam na nas czekające też są ustawione w taki sposób, aby łatwiej je można było ubrać. Należy pamiętać, aby wychodząc zostawić je w takim samym ustawieniu.

Pokój dzienny służący też jako jadalnia.
Pokój dzienny służący też jako jadalnia.

Jemy

W tradycyjnym japońskim domu je się siedząc na tatami. Potrawy podane są na małym stoliku. Siada się zwykle z nogami zgiętymi w pół i stopami schowanymi pod pośladkami. Nie jest to jednak wygodne na dłuższą metę i nasi gospodarze nie mają nic przeciwko, gdy Alicja siada jakby bokiem, a ja po turecku.

Oczywiście w ruch idą pałeczki, ale zwykle jesteśmy pytani czy chcemy łyżkę lub widelec. Pałeczek nie można wbijać w potrawę lub nimi czegoś wskazywać. Nie zostawia się też ich na brzegu swojej miski lecz stawia się na specjalnej podpórce. Gdy takiej na stole nie ma, wtedy kładziemy je obok naszej miski.

Co ciekawe w Chinach, gdy sięga się po jedzenie, które jest we wspólnych miskach, to bierze się zwykle tzw. neutralne pałeczki, którymi nakłada się jedzenie – nikt nimi nie je. W Japonii zaś można też obrócić swoje pałeczki i sięgnąć po potrawy stroną, która nie miała kontaktu z naszymi ustami. Bardzo często jednak upraszcza się sprawę i do nabierania dania ze wspólnych misek używa się specjalnie do tego przeznaczonej łyżki.

Obiad w stylu japońskim.
Obiad w stylu japońskim.

Tylko raz zdarzyło nam się, aby gospodarz domu składał ręce przed i po posiłku. Jest to bardzo tradycyjny sposób dziękowania za pokarm. Przed i po jedzeniu składa się ręce (jak u nas do modlitwy) i mówi się odpowiednio itadakimasu oraz gochisosama deshita.

 

Śpimy

Jeszcze w żadnym domu w Japonii nie spaliśmy na łóżku. Nawet na promie spaliśmy wprost na tatami, na którym rozkładało się futon – japoński materac. Tak samo było w domach, w których gościliśmy do tej pory. Japończycy zawsze pytają nas, czy nie sprawi nam to kłopotu i przepraszają za niewygodę.Chcą być mili, ale nie ma to zwykle żadnego znaczenia – i tak nie ma opcji łóżka, od którego nota bene mocno już odwykliśmy. Futon przy naszym namiocie to luksus sam w sobie, a tradycyjne japońskie poduszki wypełnione malutkimi rurkami, która zastępuje dawniej używane ziarna gryki, idealnie dopasowują się do każdego rozmiaru głowy i kształtu szyi. Śpi się więc wybornie.

W rogu zwinięty futon - japoński materac.
W rogu zwinięty futon – japoński materac.

Prawda czy fałsz?

Zapytacie pewnie, czy Japończycy faktycznie tak sobie “utrudniają życie”? Różne rodzaje klapków, ceregile przy stole i z pałeczkami etc. etc. Sami byliśmy ciekawi i obserwowaliśmy. Kobiety siadają po turecku. Pałeczki kładzie się na brzgu miski, a zdarza się, że i sami Japończycy jedzą sztudźcami. Wszyscy sobie upraszają życie, ale wtedy gdy są w gronie prywatnym. W sytuacjach formalnych podobno jest pełna etykieta i przestrega się bezwzględnie zasad.

Domy tradycyjne ustępują też tym drewnianym, na podłogach widzi się gumolit, bo życie jest łatwiejsze, a i nikt nie chce przecież marznąć w zimie w nieszczelnym domu z papierowymi drzwiami, prawda? Jest jedna reguła, od której nie ma odstępstwa – buty ściąga się zawsze i warto o tym pamiętać tutaj przyjeżdżając.

O autorze: Andrzej Budnik

Alternatywny podróżnik, zapalony bloger i geek technologiczny. Połączenie tych dziedzin sprawia, że w podróż przez australijski interior czy nowozelandzkie góry zabiera do plecaka drona, który pozwala mu przywieźć niepublikowane nigdzie wcześniej zdjęcia i oryginalne ujęcia wideo. Swoją duszę zaprzedał górom w północnym Pakistanie i tadżyckim Pamirze, które odkrywał podczas 4-letniej podróży lądowej przez Azję i Australię. Od wielu lat zaangażowany w aktywizację polskiego środowiska podróżniczego. Założyciel i obecnie współautor najstarszego, aktywnego bloga podróżniczego w Polsce – LosWiaheros.pl. Nominowany do Travelerów 2010 i Kolosów 2013. Zwycięzca konkursu Blog Roku w kategorii Podróże i Szeroki Świat w 2007 roku. Zawodowo licencjonowany pilot drona w firmie CrazyCopter.pl specjalizującej się w fotografii lotniczej i wideo z drona. Łącząc od lat pracę zdalną i podróże stara się promować styl życia określany Cyfrowym Nomadyzmem.

Podobny tekst

Gdyby nie było pieniędzy, czyli zakupy w Afganistanie

Scenariusz jest prosty: idziesz do sklepu, wkładasz do koszyka wybrane produkty, idziesz do kasy, wyjmujesz …

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *