Start » Polska » Polski Steve Jobs… z Gorlic

Polski Steve Jobs… z Gorlic

Wyjeżdżam z Warszawy wczesnym popołudniem. Na miejsce dotrę, przy dobrych wiatrach, za około sześć godzin. Moi znajomi już pewnie zaczęli podchodzić szlakiem z Gorlic pod Schronisko na Magurze Małastowskiej i trochę mi żal, że nie uda mi się z nimi przejść tej trasy, ale cóż… czasem praca jest bezlitosna. Wydzieram się powoli z warszawskich korków, wpadam na wylotówkę ze stolicy i włączam audiobooka, którego akurat miałem do skończenia. Biografia Steva Jobsa, pozostały czas słuchania…. 6h 20 minut… idealnie się składa!

Dwa dni później.

W drodze z Gorlic do okolicznych lasów, które kryją czarne złoto…

Chodzimy w grupie znajomych po lesie w Beskidzie Niskim. Niczym szczególnym się on nie wyróżnia od innych polskich lasów. Typowy las gospodarczy – myślę sobie trochę rozczarowany i po 15 minutach wręcz znudzony. Oglądamy odtworzone historycznie okopy, które są pozostałością po I Wojnie Światowej. Na wzgórzach w Beskidzie Niskim w okolicach Gorlic była granica pomiędzy rosyjskim i austro-węgierskim frontem. No fajne, ale jakoś bardzo mnie to nie fascynuje… zaczyna wręcz mi się włączać stan lekkiej irytacji i poczucie marnowania czasu, ale nagle…

Kopanka w lasach Beskidu Niskiego

…podchodzimy do jakiejś dziury… gdzieś tam w tle usłyszałem słowo „kopanka”, które mnie zaintrygowało i podszedłem bliżej naszego przewodnika, aby dowiedzieć się, o co tu chodzi.

Instagramowe złoto

Początkowo myślałem, że kopanka to był jakiś prymitywny schron wojenny, ale okazało się, że jest to dość prymitywny odpowiednik dzisiejszego szybu naftowego. Wspomnienia szybko uciekły mi do Iranu i Iraku, gdzie po raz pierwszy zobaczyłem ogromne szyby naftowe, które płoną ogniem i ciągle zasysają czarne złoto z wnętrza ziemi.

Do moich uszu dotarło kolejne zdanie, które szybko wyrwało mnie ze wspomnień podróżniczych, a przy okazji całkowicie zaskoczyło: „To tutaj, w okolicach Gorlic rozpoczęło się coś, co można nazwać rewolucją naftową. To na tych ziemiach w XIX wieku zainicjowano rozwój branży wydobywczej i zaczęto wytwarzać naftę.”

Moje zainteresowanie rośnie z każdą minutą. Najpierw oglądamy jakąś suchą dziurę głęboką na kilkanaście metrów. Idąc dalej lasem, znajdujemy podobną, ale zalaną wodą pomieszaną z „rozciągłą” mazią. Kolejna kopanka ukazuje nam najprawdziwszą ropę naftową.

Czy to naprawdę ropa naftowa? Sprawdźmy to!

Ja jednak jestem trochę jak niewierny Tomasz i nie uwierzę, dopóki nie dotknę. Większość grupy odchodzi za przewodnikiem, a ja szukam jakiegoś badyla albo gałęzi. Schodzę ostrożnie ku krawędzi kopanki, zanurzam gałąź z liśćmi w czarnej czeluści… głębiej i głębiej… a jak już dalej nie mogę sięgnąć, to ciągnę ku górze. Czuję spory opór i po kilku chwilach już nie mogę nie wierzyć… to najprawdziwsza ropa naftowa! Ciągnąca się maź spada na złocące się liście, a dziewczyny z grupy nie mogą się doczekać, żeby sobie zrobić z moim upapranym liściem zdjęcie. Myślę sobie…. „Oj, Ignacy, Ignacy, tyś się o 150 lat za wcześnie urodził, bo dziś byłbyś sławny na Instagramie!”

Odkrywca z Beskidu Niskiego

Gdy wróciliśmy do Gorlic, przewodnik przybliżył nam postać Ignacego Łukasiewicza, który swoją pierwszą pracę (praktykę) w aptece zaczął już w wieku 14 lat. To właśnie tam poznawał tajniki fizyki i chemii. Po odbyciu praktyki, zdaniu egzaminów państwowych i skończonych studiach aptekarskich w Krakowie, a później Wiedniu, Łukasiewicz zajął się „olejem skalnym”. Tak właśnie określano wtedy ropę naftową, która wypływała z wnętrza ziemi, a której właściwości i przeznaczenia jeszcze nikt nie znał. Ropa naftowa początkowo miała być stosowana… jako lek.

W Muzeum PTTK w Gorlicach można zobaczyć w jaki sposób Łukasiewicz wynalazł naftę

Ten jednak się nie przyjął, a Łukasiewicz wraz ze swoim kolegą po raz pierwszy na świecie oczyścili ropę naftową do nafty i 500 litrów nieznanego do tej pory płynu sprzedał do lwowskiego szpitala. To właśnie tam, w 1853 roku zapłonęła pierwsza lampa naftowa podczas operacji prowadzonej w środku nocy.

Replika pierwszej na świecie, ulicznej lampy naftowej w Gorlicach

Rok później, po przeprowadzce ze Lwowa do Gorlic, Łukasiewicz zapalił na gorlickim skrzyżowaniu pierwszą na świecie uliczną latarnia naftową i od tego momentu możemy mówić o światowym przemyśle naftowym, który nie rozpoczął się w USA czy Zatoce Perskiej, ale właśnie w Mieście Światła – Gorlicach.

Polski Steve Jobs

Słuchając tej historii myśli uciekają mi do biografii Steva Jobsa, którą skończyłem słuchać jadąc samochodem z Warszawy do Gorlic. Ich historie są bardzo podobne z tą różnicą, że Jobs nie był filantropem i wynalazcą jak Łukasiewicz. Jobs był przede wszystkim biznesmenem, a dopiero potem wynalazcą w innowacyjnej branży IT. Obaj jednak chcieli pomagać ludziom i dawać im nowe narzędzia ułatwiające życie i pracę. Łukasiewicz swoje wynalazki był w stanie oddać za darmo dla idei, a Jobs swoje patenty ściśle strzegł i zarabiał na nich grube pieniądze.

Selfie ze Stevem… ekhem Ignacym na gorlickim Rynku

Łukasiewicz jak na owe czasy w Polsce też biedny nie był, ale zamiast wykorzystywać ludzi do granic możliwości jak robił to Jobs, dawał im najlepsze pensje w okolicy, a dla osób pracujących ciężko fizycznie przy wydobyciu ropy naftowej stworzył coś na kształt dzisiejszego ubezpieczenia. Od każdego zarobionego guldena pobierane były 3 centy na wypadek gdyby podczas pracy stracili zdrowie lub życie. Łukasiewicz zdawał sobie sprawę, że kaleka po wypadku nie utrzyma swojej rodziny, a jeśli straci życie, ta bez niego tym bardziej się nie utrzyma. Tak właśnie przy kopalniach zaczęły powstawać pierwsze ubezpieczalnie, które funkcjonują do dziś.

Miasto Światła a Dolina Krzemowa

Pisząc te słowa czuję trochę smutek, że Polska nie jest dziś potęgą naftową, a swoje patenty i odkrycia Łukasiewicz oddał światu za darmo. Z drugiej strony jednak czuję dumę, że dla niego idea była ważniejsza niż pieniądze. Sam jestem ideowcem i czytając biografię Steva Jobsa, byłem pełen podziwu dla jego charyzmy, nowatorskiego myślenia i intelektu, ale czułem też ogromny niesmak i rozczarowanie, gdy dowiadywałem się o kolejnych kłótniach ze swoimi partnerami biznesowymi i sposobie w jaki traktował swoich pracowników.

Firmy ogłaszające swoje usługi i towary z branży naftowej

Najbardziej jednak żałuję tego, że Gorlice i okoliczne lasy nie są znane na całym świecie, jako Miasto Światła, w którym zapłonęła pierwsza, uliczna latarnia naftowa i zaczął się rodzić przemysł naftowy. Dolina Krzemowa jest za to znana każdemu, ale może właśnie takie akcje promocyjne jak ta, choć trochę przybliżą najpierw nam, Polakom, historię tego przemysłu, a dopiero potem, podróżując po krajach Zatoki Perskiej będziemy mogli z dumą zapytać naszych gospodarzy, czy wiedzą, gdzie zaczęła się historia branży, która dziś napędza gospodarki całego świata.

Kreatywność ciągle na topie

Schodząc trochę na ziemię, chciałbym Wam polecić jeszcze jedno miejsce związane z naftą i Ignacym Łukasiewiczem – Escape Room w Gorlicach. W niedzielne przedpołudnie, wraz z czwórką innych blogerów daliśmy się zamknąć w pracowni chemicznej Ignacego, a naszym celem było odnalezienie jego tajnej receptury, nad którą pracował.

Zabawa była pełna emocji, bo poza nami był jeszcze jeden zespół i oczywiście chcieliśmy z nimi wygrać rywalizację. Przede wszystkim jako blogerzy w swoim zespole musieliśmy ze sobą współpracować, a przecież nie od dziś wiadomo, że blogerzy to chodzące indywidua, które wiedzą wszystko najlepiej. Mając jednak już okiełznaną tę wiedzę z poziomu psychologii i zarządzania zasobami, zaczęliśmy szukać tajemnych kodów, ukrytych haseł, liczb i wzorów, które doprowadzić nas miały do wykradzenia tajemnej receptury i wyjścia z Escape Roomu.

Po zdobyciu cennej receptury Ignacego był czas na świętowanie!

Według mnie, był to najlepiej spędzony czas, bo zagadki były trudne i powiem, szczerze, gdyby nie kilka dni słuchania o Ignacym i ropie naftowej, pewnie nie poradzilibyśmy sobie z zadaniem tak szybko! Sprawdzając ranking escape roomów w Polsce, ten gorlicki Time Out okazał się być w czołówce najlepiej ocenianych i najtrudniejszych zarazem, więc czapki z głów za taki genialny pomysł i realizację wpisującą się w historię miasta. Uwielbiam spotykać na swojej drodze ludzi kreatywnych, pełnych pasji i chcących działać lokalnie i choć różne mamy wszyscy charaktery (jak Jobs i Łukasiewicz), prawdą jest, że to właśnie takie wybitne jednostki przyciągają innych do siebie, a przez to kreują inną, lepszą rzeczywistość.

Pełną relację “na żywo” z odkrywania tajemnic Beskidu Niskiego możesz obejrzeć ciągle na moim Insta Stories, które znajdziesz tutaj.

 

O autorze: Andrzej Budnik

Alternatywny podróżnik, zapalony bloger i geek technologiczny. Połączenie tych dziedzin sprawia, że w podróż przez australijski interior czy nowozelandzkie góry zabiera do plecaka drona, który pozwala mu przywieźć niepublikowane nigdzie wcześniej zdjęcia i oryginalne ujęcia wideo. Swoją duszę zaprzedał górom w północnym Pakistanie i tadżyckim Pamirze, które odkrywał podczas 4-letniej podróży lądowej przez Azję i Australię. Od wielu lat zaangażowany w aktywizację polskiego środowiska podróżniczego. Założyciel i obecnie współautor najstarszego, aktywnego bloga podróżniczego w Polsce – LosWiaheros.pl. Nominowany do Travelerów 2010 i Kolosów 2013. Zwycięzca konkursu Blog Roku w kategorii Podróże i Szeroki Świat w 2007 roku. Zawodowo licencjonowany pilot drona w firmie CrazyCopter.pl specjalizującej się w fotografii lotniczej i wideo z drona. Łącząc od lat pracę zdalną i podróże stara się promować styl życia określany Cyfrowym Nomadyzmem.

6 komentarzy

  1. Nigdy o tym nie słyszałam…. Niestety wiele jest polskich odkryć, które potem giną w mroku dziejów, bo zostały sprzedane za grosze lub zwyczajnie odrzucone przez wrogie grono naukowe. Równie ciekawa jest postać Stanisława Tołpy i jego preparatu torfowego, którego patent, lata po jego śmierci został zakupiony przez firmę z USA. A czy obecnie coś z tymi kopankami robi? Jakoś to wykorzystuje? Czy po prostu ot tak sobie jest, zapomniane?

    • Pamiętam, że o Łukasiewiczu uczyłem się w szkole, ale to było tak dawno temu, że zdołałem o tym zapomnieć. Dopiero teraz słuchając tych historii w lasach Beskidu Niskiego przypomniało mi się, że to ten sam koleś 🙂
      Z tymi kopankami jest jakiś problem, bo to teraz Lasów Państwowych i Gmina Gorlice nie może zrobić trasy turystycznej inwestując w infrastrukturę, która nie leży na ich ziemi. Ponoć mają się zamienić z LP na inne tereny i wtedy będą mogli ruszyć z tematem jako atrakcją turystyczną.
      Kopanki same w sobie mają za mało ropy, aby opłacało się to wydobywać. Po prostu sobie są i można się nad nimi pochylić, tudzież w nich ubabrać 🙂

  2. “Pamiętam, jak to kiedyś o Łukasiewiczu uczon mnie w szkole, ale to było tak dawno temu, że niemal zdołałem o tym zapomnieć…”?

    • Ale, że co? Nielogiczne? No właśnie bardzo logiczne… Uczyłem się o tym w szkole i zapomniałem. Gdy przyjechałem do Gorlic, opowieści przewodników sprawiły, że zaczęło mi coś świtać, że był takie temat w szkole.

  3. Polecam będąc w okolicy zwiedzić skansen przemysłu naftowego w Bóbrce 🙂

  4. Pamiętam jak będąc jeszcze w podstawówce kilkanaście lat temu byłem właśnie w tamtej okolicy, dzięki za przypomnienie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *