Start » Hiszpania » La Gomera – tutaj czas płynie inaczej

La Gomera – tutaj czas płynie inaczej

Najbliższa sąsiadka Teneryfy jest trochę mniej znana i doceniana wśród turystów. Na szlakach górskich, których jest tu około 600 km, nie spotka się wielu osób a senne miasteczka w dolinach są przyjemnym przystankiem po dniu spędzonym na wędrówce. Wyspa La Gomera zauroczyła mnie różnorodnością krajobrazów i przyrodą, która co chwilę maluje nowe niespodzianki.

La Gomera jest małą wyspą, jej powierzchnia to zaledwie 370km kwadratowych, a można by tu spędzić kilka miesięcy na poznawaniu roślin, przyglądaniu się lokalnym tradycjom i kontemplowaniu tych przedziwnych pejzaży. Wyspa wygląda z góry jak wystająca z morza połówka obranej pomarańczy, której ktoś lekko porozrywał cząstki. Pocięta głębokimi wąwozami, porośnięta zielonymi lasami laurowymi jest idealnym domem dla roślin endemicznych. Na malutkiej Gomerze jest ich więcej niż w Niemczech.

Wyspy Kanaryjskie, La Gomera, sosna kanaryjska
Jednym z najważniejszych gatunków endemicznych na La Gomerze jest sosna kanaryjska

Laurisilva, czyli tam gdzie zaczynają się tajemnice

Jeśli chcesz znaleźć się w samym środku tajemniczej baśni wystarczy wejść do lasu laurowego. Nie dochodzi tu wiele światła, bo konary niskich drzew plączą się jak długie ramiona stworów rodem ze snu. Stoją niemo i tylko czekają aż obrócisz się do nich plecami, żeby… Nie, nie… Spokojnie, przecież laurowe stwory nie żywią się turystami. Ich ramiona porośnięte mchem wbijają się w gęstą mgłę a liście łapczywie wchłaniają wodę. Ile się tylko da. Reszta wilgoci opada spokojnie na porowate wulkaniczne skały i skrapla się w drobnych szczelinach. Woda znajduje sobie ujście, mozolnie żłobi korytarze żeby się wreszcie uwolnić i wytrysnąć ze skał z pełną siłą.

Wyspy Kanaryjskie, La Gomera, las laurowy
Czy te konary drzew lasu laurowego nie przypominają baśniowych stworów?

Liści z lasu laurowego nie polecam zbierać do zupy. Po pierwsze to teren parku narodowego, ale chodzi tu o to, że tak naprawdę to jest las wawrzynolistny, a nie faktycznie laurowy. Listki, które uważamy za przyprawę, rosną na krzewach i można je znaleźć na La Gomerze, ale na pewno nie ma co ich szukać na drzewach.

wyspy Kanaryjskie, La Gomera, las laurowy
Część Parku Narodowego Garajonay, która nie spłonęła w 2012r.

Wzgórze, na którym miłość się kończy

Najwyższy szczyt wyspy wiąże się z legendą o tragicznej miłości, a jego nazwa Garajonay pochodzi od imion nieszczęśliwych kochanków. Tę legendę zna każdy mieszkaniec wyspy.

Dawno, dawno temu, jeszcze przed najazdem hiszpańskim, mieszkała na La Gomerze księżniczka Gara, oczywiście piękna księżniczka. Pech chciał, że zakochała się w prostym pasterzu z Teneryfy, oczywiście z wzajemnością, jak to w legendach bywa. Oszalały z miłości Jonay każdego dnia przypływał na Gomerę, żeby spotkać się z księżniczką. Jak można się domyślić ich miłość została przeklęta. W dniu, w którym przyrzekli sobie dozgonną miłość i postanowili się pobrać, zadziałało przekleństwo i spełniła się zła przepowiednia: na Teneryfie zatrzęsła się ziemia, a wulkan Teide zaczął pluć ogniem. Przerażona rodzina księżniczki odesłała osłupiałego amanta na jego wyspę, żeby złe przepowiednie przestały się spełniać.

Jonay jednak wrócił na La Gomerę po swoją miłość życia. Wdrapali się na najwyższy szczyt i włócznią uciosaną w laurowym lesie, w uścisku przebili razem swoje serca. Jakby tragedii było mało niektórzy jeszcze dopowiadają, że Gara i Jonay rzucili się ze skały złączeni tą włócznią.

Stojąc na szczycie wzgórza i patrząc na szczyt Wulkanu Teide sąsiedniej Teneryfy, nie sposób nie pomyśleć o losie tych biedaków, którzy zakończyli swój żywot tak smutno i zastanowić się skąd pomysł na tak tragiczną legendę. Czy inspiracja przyszła z tych baśniowych lasów laurowych, które setki lat temu były o wiele gęstsze, bujniejsze i jeszcze bardziej działały na wyobraźnię?

Wyspy Kanaryjskie, La Gomera, Garajonay
Widok ze szczytu Garajonay (1487m) na najwyższy szczyt Hiszpanii El Teide

Góra Garajonay jest dziś symbolem i częścią Parku Narodowego o tej samej nazwie. Ze względu na dużą ilość endemitów i dobrze zachowanych lasów laurowych został wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Niestety w 2012 roku prawie 20% lasów spłonęło w pożarze. Nie wiadomo do końca czy to był pożar naturalny czy ogień został zaprószony przez człowieka. Uschnięte kikuty drzew tworzą dziś dość smutny krajobraz, ale widać pomiędzy nimi gęsto rosnące krzewy wrzośców i innych charakterystycznych dla tego miejsca roślin.

Palma żywicielka

Wesołym akcentem w górskim krajobrazie wyspy są palmy kanaryjskie, czyli fachowo mówiąc daktylowiec kanaryjski. Z ich owoców nie da się za bardzo skorzystać, są co prawda jadalne, ale smak mają bardzo nieciekawy. Jeśli się ich używa to raczej jako pasza dla zwierząt. Można za to wykorzystać młode listki do sałatki, jednak to co jest najlepsze w palmie kanaryjskiej to zdecydowanie jej sok. Wyspa La Gomera słynie nawet z tego, że wytwarza się tu miód palmowy, czyli nic innego jak gęsty i słodki syrop z palmowego soku.

Dlaczego palmy to wesoły akcent? Mają w sobie coś komicznego – zielone rozłożyste pióropusze liści na czubku wysokiego i relatywnie cienkiego pnia. Poruszane wiatrem wyglądają jakby mocno gestykulowały, coś opowiadały z pasją. A skoro są rozdzielnopłciowe, czyli mamy palmy – panie i palmy – panów, to na pewno toczą się między nimi jakieś ciekawe dyskusje. Jak to w życiu.

Wyspy Kanaryjskie, La Gomera, Valle Gran Rey, palma kanaryjska
Palmy kanaryjskie

Gwizdanie? Bez tego trudno przeżyć!

Góry pocięte głębokimi wąwozami o urwistych, stromych zboczach były największym utrudnieniem w przemieszczaniu i porozumiewaniu się mieszkających tu ludzi. Tak wymagający teren nie zachęcał do osiedlania się i dlatego La Gomera nie była nigdy mocno zaludniona w odróżnieniu choćby od swojej sąsiadki Teneryfy.

Jednak pasterze i rolnicy, którzy tu żyli, musieli sobie w tych trudnych warunkach jakoś radzić. Podobno najlepsze wynalazki powstały z lenistwa… Pasterze, gdy chcieli z kimś pogadać musieli wspinać się po stromych zboczach. Wiadomo, że to duży wysiłek i często nie chciało im się wspinać na przełęcz tylko po to, żeby znów schodzić w dół. Trzeba było komunikację międzypasterską jakoś usprawnić. Od krzyczenia boli gardło i też jest to zbyt forsowne. To może gwizdanie? Jasne! Wymyślili więc język gwizdany – el silbo. Gwizdane przez pasterzy słowa słychać nawet 7-8 km dalej.

Dziś, gdy zbocza La Gomery przecinają wijące się wstążki dróg i łatwo można się przemieszczać, sens gwizdanego języka już zginął. Od kilku lat próbuje się jednak tę tradycję odnowić, ucząc dzieci prostych wyrazów w szkole. Rzadko jednak można spotkać kogoś, kto płynnie potrafi posługiwać się el silbo.

Trudno opisać jak to wygląda i w jaki sposób wydobywa się dźwięk. Polecam krótki film o el silbo, zrealizowany przez dziennikarzy Time’a.

Dobrze. Język już mamy, ale jednak mimo wszystko warto sobie jeszcze ułatwić przemieszczanie po górskim terenie. Na to też znalazł się sposób! Atrybutem pasterza jest przecież kij tak pomocny w pracy. Na La Gomerze i innych Wyspach Kanaryjskich pasterze wpadli na pomysł, żeby te kije wydłużyć i dodać na końcu metalowe ostrze. Dzięki tym ponad 2-metrowym kijom zwanym “regatón” sprawnie pokonują trudny teren i zgrabnie przeskakują nad urwiskami. Wygląda to trochę jak skoki o tyczce, ale takie seryjne i jeszcze bardziej akrobatyczne. Podobnie jak w przypadku el silbo ta metoda została nieco zapomniana, ale dziś zyskuje znów na popularności jako sport.

Tym razem temat podjęła niezastąpiona “żółta ramka” 😉

Co trzeba jeść, aby móc tak skakać?

Oprócz wspomnianego już syropu palmowego, niewiele dawna La Gomera miała do zaoferowania. Tradycyjne potrawy pochodzące z czasów, gdy mieszkała tu jeszcze rdzenna ludność, czyli Guanczowie. Były przyrządzane na bazie gofio – mąki z kłączy paproci lub prażonych ziaren jęczmienia. Dziś do produkcji gofio używa się głównie ziaren zbóż i kukurydzy.

Najlepsze gofio, jakie jadłam było przyrządzone w domu pani Efigenii w górskiej wiosce Las Hayas. Efigenia, która ma już ponad 70 lat, wraz synem prowadzi coś w rodzaju gospodarstwa agroturystycznego. Jeśli ktoś zamierza zostać w okolicy na dłużej, może tu wynająć pokój, ale przede wszystkim warto się tu na chwilę zatrzymać podczas wędrówki, żeby zjeść tradycyjny obiad. Nie ma tu karty z daniami, każdy dostaje to samo. Na początek almogrotte – serek z aromatycznymi przyprawami, a potem gofio z jarzynami gotowanymi, sałatka ze świeżych warzyw a na deser flan migdałowy polany miodem palmowym. No i mała kawka.

Mimo, że Casa Efigenia jest dość popularna wśród turystów, nie zatraciła swojej domowej, kameralnej atmosfery, a sama gospodyni i jej syn są bardzo serdeczni. To takie miejsce gdzie można zdrowo się posilić, ale też dusza ma się czym nakarmić, bo okolica piękna a rozmowa z Efigenią to czysta radość.

Wyspy Kanaryjskie, La Gomera, Chipude, Fortaleza
Niektóre szlaki na Gomerze są dość wymagające. Przydałby się tu kijek pasterski…

W kontrze do pędzącego świata

Rybacka wioska Valle Gran Rey, wciśnięta między strome zbocza wąwozu na zachodzie wyspy, wydaje się idealnym miejscem na odpoczynek od zgiełku tego świata. Trudno się dziwić, że w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku stała się celem wędrówki hippisów ze Stanów Zjednoczonych. Młodzi ludzie uciekający przed wcieleniem do armii wysyłanej na wojnę w Wietnamie, znajdowali tu swój dom.

Dotarcie do samej La Gomery było wtedy zacznie trudniejsze niż dzisiaj. Można było dostać się tu statkiem pocztowym, który płynął z Teneryfy kilka godzin, dziś to zaledwie godzinna podróż promem.W dodatku odizolowana od pędzącego świata osada rybacka wydawała się końcem świata i idealnym miejscem dla hippisowskiego stylu życia.

W ślad za Amerykanami, na wyspę zaczęli ściągać hippisi z Wielkiej Brytanii i Niemiec. Niektórzy z nich wciąż żyją na wyspie. Można ich spotkać na plaży, gdy muzyką i tańcem żegnają zachodzące słońce. O zmroku młodsze pokolenie hippisów zaprasza na krótkie spektakle i popisy sztuki miotania ogniem. Tańczą w rytm bębnów i wprawiają w ruch zawieszone na łańcuchach kule ognia. Sprzedają też drobne, wykonane własnoręcznie pamiątki.

Wyspy Kanaryjskie, La Gomera, Valle Gran Rey
Spektakl na plaży w Valle Gran Rey jest miłym zakończeniem dnia

Wyspa mozaika

Wulkaniczne pochodzenie wyspy powoduje, że trudno się tu nudzić. Nie tylko górskie widoki, morskie pejzaże i gęste lasy laurowe są powodem, dla którego chciałbym tu jeszcze wrócić. Natura przygotowała na La Gomerze dziwne połączenia kolorów. Wystarczy przejść się z Centrum Informacji Juego de Bolas szlakiem w stronę położonej na klifie miejscowości Agulo, żeby poczuć się trochę jak w Australii. Rdzawe skały kontrastują z soczystą zielenią krzewów.

Wyspy Kanaryjskie, La Gomera, Agulo
W drodze do Agulo

Ciekawym miejscem, które zaintrygowało mnie najbardziej jest Fortaleza. Samotna płaska jak stół góra, która kształtem przypomina fortecę. Dla Guanczów było to miejsce święte i prawdopodobnie odprawiali na niej magiczne rytuały. Fotraleza jest dziś ważnym stanowiskiem archeologicznym dla hiszpańskich naukowców.

Wyspy Kanaryjskie, La Gomera, Chipude, Fortaleza
Fortaleza była ważną górą dla Guanczów. Na jej szczycie znaleziono kręgi ułożone z kamieni.

Na La Gomerę chciałam się wybrać od dawna i poznać jej najdziksze zakamarki. Wyspa działa na mnie jak magnes i wciąż tu wracam z przyjemnością, chociażby jako przewodnik wycieczki po krętych i zielonych szlakach La Gomery.

Szczegóły dotyczące wycieczek na Wyspy Kanaryjskie można sprawdzić na stronie Horyzontów.

O autorze: Alicja Rapsiewicz

Z zamiłowania i wykształcenia aktor-lalkarz. Pracowała przez 8 lat na różnych scenach w kraju i za granicą grając rozmaite role (od Krowy przez Anioła na Świętej skończywszy). Kilka zwrotów akcji w jej życiu i ciężki, ale ciekawy żywot wędrownego artysty, zaowocowały pomysłem aby objechać świat dookoła.
Podróżowanie to jej największa pasja. Spędziła 4 lata w drodze przemieszczając się pieszo, autostopem, rowerem i jachtem.
Odwiedzając rozmaite zakątki świata lubi przyglądać się codziennemu życiu mieszkańców i ich zwyczajom. Nie lubi się spieszyć.
Nie wierzy w zdanie “nie da się”, zdecydowanie jest zwolennikiem myśli “lepiej żałować, że coś się zrobiło, niż żałować, że się w ogóle nie spróbowało.”

Podobny tekst

Rakietnica oraz biały nabój hukowy. Czerwony to flara sygnałowa. Po prawo naboje do Mausera.

O czym trzeba pamiętać wybierając się na trekking w Arktyce?

Wydawałoby się, że tygodniowy trekking nie wymaga zabierania jakiegoś specjalnego sprzętu. Jednak jeśli to trekking …

75 komentarzy

  1. Ja bym wlasnie chciala uciec na te mniej znane wyspy kanaryjskie. Tak na przekór

  2. a czy oprócz marca jakeś inne terminy przewidziane? 🙂

  3. Podpisuje sie pod tym, kocham Lanzarote!

  4. Teneryfa tez jest super i jest wiele przestrzeni bez turystów 🙂

    • Mam kilka ulubionych miejsc na Teneryfie i to takich, że jak ktoś by postawił mi tam chatkę i kazał mieszkać to bym nie protestowała. I wcale to nie są miejsca nad samym morzem 😀

  5. Warto sprawdzić Lanzarote i Fuerteventura 😉 mniej turystów i więcej fajnych plaż do spania pod gołym niebem.

  6. Zazdroszczę takiej pracy. Mam nadzieję, że turyści nie będą upierdliwi 😉 Powiedz, co to za szlak z tą skałą? ( że niby wymagający) W Valle Gran Rey można się zaszyć i odpocząć, bardzo tam spokojnie.

  7. Hej, dziękuje za odczarowanie Gomery 🙂 Teneryfę odwiedziliśmy dwa razy, ale jakoś zawsze brakowało nam czasu na Gomere. Może przez to, że na Teneryfie jest tyle ciekawych miejsc, a może przez to, że wydawało mi się że niczym szczególnym po Teneryfie nas nie zaskoczy. Widząc zdjęcia u Was zdecydowanie też tam chce. Na grupę z Alicją pewnie się nie załapiemy, ale może uda się na własną rękę 🙂 Pozdrawiam, radosnego oprowadzania życzę i mało kłopotliwych turystów 🙂

    • Na Teneryfie jest mnóstwo ciekawych miejsc i można spędzić tu dużo czasu a codziennie widzieć coś innego. La Gomera jest inna, klimat jest inny, pejzaże, ale trzeba mieć kilka dni żeby wejść w najciekawsze zakątki. Może następnym razem uda Wam się dotrzeć na La Gomerę chociażby po to, żeby zobaczyć najwyższy szczyt Teneryfy z daleka 🙂

      • 🙂 To ostatnie akurat się nam udało – z Gran Canarii widzieliśmy Teneryfe codziennie z naszej malutkiej mieścinki Sardine 😉 Pozdrawiam!

    • Bo na Teneryfie jest co robić! Siedzimy tu już trzeci miesiąc i zaczynam się powoli bać, że nie zobaczymy wszystkiego. Dziś wróciliśmy z północno-zachodnie części, którą jesteśmy O-CZA-RO-WA-NI! Myślałem, że już mnie nie zaskoczy, a jednak… Szczególnie trasa TF-82 z miejscowości Garachico w stronę Santiago del Teide!

      • To jeszcze dopiszcie wizytę w Playa de San Roque. Polecam – można pospacerować po kamienistej plaży i jest skała wbijająca się w ocean jak dziób statku. Jednak najmilsze wspomnienia z tego miejsca mam kulinarne – obiadek zjedliśmy w Barze Casa Africa. To była przepyszna ryba, typowe dla Wysp Kanaryjskich ziemniaczki i sos czosnkowo-paprykowy. Tylko przy zamawianiu było trochę trudno – nie mają tam menu, a pani która nas obsługiwała mówiła tylko po hiszpańsku. Wybór na migi jednak był strzałem w dziesiątkę! Ryba była tak pyszna, że miałam ochotę zjeść nawet ości! Na koniec poprosiłam pana żeby napisał nam jak się nazywa – el abadejo… albo też rdzawiec. 🙂 Cudownego pobytu życzę i jeszcze wielu zachwytów 🙂

      • W grudniu mieliśmy domek w Chio i TF-82 jeździliśmy do Garachico na lunch. Fajnie było 😀. Albo z Santiago del Teide do Masca i potem do Buenavista del Norte. Droga do Masca też jest fajna. Ale najlepsza jest droga na skróty do muzeum etnograficznego w La Orotavie. Następnym razem bierzemy żyroksop, żeby sprawdzić nachylenie 😆. A z drugiej strony wyspy polecam miasteczko Chinamada w górach Anaga. Cisza, spokój i kapuśniak na obiad😉.

        • Pamięttttaaaam tę drogę do La Orotavy! Jechaliśmy w 4-osoby małym samochodem i siedzący z tyłu zamarli w pewnym momencie, a później mówili, że mieli wrażenie, że leżą z nogami do góry! Ja byłem tak zestresowany, że ledwo co pamiętam i tylko czekałem aż mi samochód wybuchnie, bo żyłowałem na jedynce przez dobrą minutę! Szaleństwo!!
          TF-82 też uwielbiam, ech, ech… a mogliśmy tam jeszcze zostać i ten cały syf za oknem pominąć 😉

  8. Jeeeeny, jak tam pięknie <3 bardzo zaintrygowalo mnie to gofio, trudno jest mi sobie wyobrazic ten smak.
    Moze powinnam jechac tam na jakies wakacje, moze w koncu ktos nauczylby mnie gwizdac?;)

    • Z gofio można robić różne rzeczy. W wersji podstawowej to taka trochę paciaja, ale smaczna paciaja, którą je się z warzywami. Gofio to po prostu mąka, tylko że z prażonych ziaren, więc można z niej przyrządzić nawet deser. Miałam okazję spróbować słodki mus zrobiony z gofio. Ciekawy smak, choć dość słodki.
      La Gomerę polecam. Wiele tam niespodzianek i zaskoczeń, aż żal pisać o tym na blogu, żeby nie zdradzać tak wszystkiego 😉

  9. Lece czytac na La Gomerze bylam 5 lat temu i bardzo milo wspominam te wysepke

  10. Przepiękne widoki! Marzę o podróży w to miejsce. Mam nadzieję , że w najbliższym czasie się tam wybiorę.

  11. Ta technika i króciutki dokument o salto del pastor są wspaniałe jak całe wyspy Kanaryjskie, mam nadzieję że poruszanie się na długim kijku nie odejdzie do lamusa w ciągu najbliższych lat

  12. Fascynujące. Mam coraz większą ochotę zobaczyć te wyspy na własne oczy. Myślę, że na przełomie tego i następnego roku uda mi się to zrobić. Dzięki za tyle inspirujących szczegółów.

  13. No nic….Widzę że nie długo tenerife zamieni się na Polskę co raz więcej Polaków przybywa na wyspę…..:)

  14. A języka gwizdanego się uczyłaś na Gomerze ?;)

  15. Piękne widoki, piękne miejsce…

  16. Aga | worlderingaround.com

    Jak pieknie! Wyspy kanaryjskie nigdy mnie jakos specjalnie nie przyciagaly z powodu ich dosyc turystycznego rozglosu, ale juz kilka razy widzialam, ze te mniejsze,a takze mniej odwiedzane miejsca na tych bardziej popularnych wysepkach sa zdecydowanie warte zobaczenia, wiec moze czas sie w koncu wybrac (ale raczej i tak bede celowac poza sezon ;))
    Pozdrawiam,
    Aga

  17. Chciałbym móc wyjechać w tego typu miejsce i zwiedzić takie zakątki ale niestety w chwili obecnej muszę się zadowolić Polską 🙂

  18. zacisze.mielno.pl

    Jejku, niesamowite że są tak cudowne miejsca na ziemi. Po takiej fotorelacji chyba moim marzeniem jest odwiedzić takie lub choćby w części podobne miejsce. Zazdroszczę niesamowitych doznań. Pozdrawiam Gorąco!

  19. Piękne miejsce. Marzę o zobaczeniu na własne oczy.

  20. Piękne miejsce na pewno je odwiedzę 🙂

  21. Już sam pomysł spędzenia zimy w cieplejszym klimacie wydaje mi się – stworowi ciepłolubnemu – wyjątkowo pociągający. Z przyjemnością przeczytałam Wasze teksty o Teneryfie, La Gomerze i wulkanie Teide – wygląda to niezwykle zachęcająco, zwłaszcza, że najlepiej odpoczywa mi się… idąc. Póki co Wyspy Kanaryjskie pozostają w sferze marzeń, ale… kolejny cel na listę został wpisany 🙂 Pozdrawiam ciepło i czekam z niecierpliwością na kolejne magiczne opowieści 🙂

  22. Przepiękne krajobrazy 🙂

  23. Krajobrazy przepiękne – aż chce się podróżować! Niestety nie miałam okazji być nigdy na wyspach kanaryjskich, ale wszystko przede mną!
    Pozdrawiam!

  24. Byliśmy tylko jeden dzień na La Gomerze, ale następnym razem planujemy 2 albo 3 dni. Ciężko się zdecydować, która wyspa jest moją ulubioną, ale La Gomera wysuwa się na prowadzenie 😀. Jeszcze tylko na El Hierro nie dotarliśmy. Uwielbiam te wyspy, pomijając typowo komercyjne miejscówki 😉.

  25. zdjęcie z lasu laurowego to iście baśniowa sceneria. Wyspy Kanaryjskie wciąż przede mną.

  26. Ile dni miej więcej dni waszym zdaniem potrzeba, żeby sobie obejść la Gomere?

  27. Post wyczerpał temat całkowicie 🙂 Krajobrazy są zachwycające.

  28. Piękne krajobrazy 🙂 aż dech zapiera.

  29. Bogusława Pawłowska

    Niesamowite miejsce. Szukam już jednym okiem fascynującego miejsca do zaślubin, te jest wyjątkowo enigmatyczne 😀

  30. Paweł Mąka

    Wspaniałe zdjęcia! Jestem pod wrażeniem tego, jak wspaniale i dokładnie wszystko opisujecie. Super!

  31. Wiktor Jagielski

    Już nawet jak patrzy się na przygotowane przez Was zdjęcia to ma się wrażenie, że jest się w zupełnie innym świecie, a czas totalnie zwalnia

  32. Teneryfa tez jest super i jest wiele przestrzeni bez turystów!

  33. Zakochana w Lanzarocie, wracam najczęściej jak się da…we wrześniu La Palma, i już nie mogę się doczekać wawrzynowych lasów i “oceanu chmur”…Teneryfa będzie kolejna do odkrycia…Lanzarote jest magiczna…skrada serce…w powiązaniu z La Graciose tworzy klimat który ciężko opisać słowami…i w całkiem prosty sposób można omijać lezakowe wysypy turystów cieszac oczy i duszę z przyjemności obcowania z naturą…:)…cudnie przeniosłam się dzięki Wam na kolejną z Kanaryjskich wysp…bezapelacyjnie do odwiedzenia:)

    • Nie byliśmy co prawda na Lanzarote, ale wiele osób, które odwiedziły ją i Gomerę, mówiły że maja bardzo podobny klimat.
      Mi skradła serce Gran Canaria i jej serpentyny w południowo-zachodniej części wyspy! Ge-nial-ne!

  34. A czy możecie polecić jakieś dobre miejsce do zamieszkania na Gomerze, np. w styczniu, z dzieckiem?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *