Start » Podróże po Niemczech: Co zobaczyć? Gdzie spać? Jak to zaplanować? » Rowerem i pieszo przez Szwajcarię Saksońską

Rowerem i pieszo przez Szwajcarię Saksońską

Na urlop do naszych zachodnich sąsiadów? W zasięgu paru godzin samochodem od Warszawy, Krakowa czy Poznania, a rzut beretem od Wrocławia, Gorzowa czy Zielonej Góry? Szwajcaria Saksońska kusi nie tylko swoimi malowniczymi krajobrazami!

Gdy jadę do jakiegoś kraju prywatnie, to przede wszystkim chcę zobaczyć wioski i miasteczka. To one najlepiej pokazują, jaki jest dany kraj i jak wygląda w nim życie zwykłych ludzi. Duże miasta, a stolice szczególnie, to często tzw. „bąble społeczne”, które rozwijają się odrębnie od reszty kraju, a szczególnie prowincji i wsi. Skoro tak chętnie jeżdżę na prowincję w Birmie, Chinach, Tadżykistanie czy na Białorusi, to dlaczego nie pojechać też na niemiecką prowincję? Dlaczego skupiać się na Dreźnie czy Miśni, do których i tak wszyscy trafią, bo to duże centra komunikacyjne w regionie?

Drezno – panorama znad Łaby

Oczywiście swoją podróż zacząłem od Drezna, a jakże! Tym bardziej, że czekał tam na mnie mój rower, który samochodem z Polski przywiozła dwa dni wcześniej Alicja. Ona już pomykała sobie szlakami rowerowymi wzdłuż Łaby, a ja dopiero zakładałem sakwy, aby ruszyć wzdłuż rzeki Wild Weißeritz w stronę miasteczka Tharandt, gdzie miałem spędzić pierwszą noc.

Kultura jazdy na drogach

Pierwsza moja obserwacja z tej podróży to wcale nie zabytki, czy kontakt ze spotkanymi ludźmi, ale kultura jazdy na niemieckich drogach. Zjeździłem rowerem nieprzyzwoicie dużo kilometrów w wielu krajach odmiennych od siebie kulturowo. Z ręką na sercu stwierdzam, że w moim prywatnym rankingu Niemcy zajmują drugie miejsce ex aequo ze Szwajcarią, a tuż za Japonią, jeśli chodzi o podejście do rowerzysty w ruchu drogowym.

Willkommen in Deutschland – tutaj większość kierowców naprawdę przestrzega przepisów i jak jest 50km/h to jadą 48 km/h, a nie 65 jak w PL!

Brak używania klaksonów, cierpliwe oczekiwanie samochodu jadącego za mną na dogodny moment by wyprzedzić to standard. Zawsze, ale to zawsze dostawałem duży margines od samochodu. Sporo jeździłem po wąskich drogach bez ścieżek rowerowych, co mnie na początku trochę stresowało, ale po kilku kilometrach już w ogóle o tym nie myślałem. Dlaczego więc Japonia wygrała z Niemcami? Za infrastrukturę rowerową, która jest tak fantastycznie przemyślana, a ścieżki poprowadzone w taki sposób, że dla rowerzystów są nawet wydrążone specjalne tunele, abyśmy nie musieli zjeżdżać do tego samego, co jadą samochody! Wracając jednak na niemieckie drogi…

 

Saksońskie miasteczka

Tharandt, w którym spędziłem pierwszą noc w Saksonii okazało się być strzałem w 10! Na miejsce dotarłem dość późno i nikogo już w moim… młynie nie było. Tak, spałem w starym młynie przerobionym na pensjonat/AirBNB :) Po wykonaniu jednego telefonu do właścicieli, znalazłem klucze i chwilę później padłem ze zmęczenia. Rano śniadanko, kawka – wszystko w cenie noclegu i przygotowanie sprzętu, żeby ruszyć na saksońskie drogi…

Klippermuhle w Tharandt – stary młyn przerobiony na noclegi AirBNB

Plan był taki, aby cieszyć się niemiecką prowincją, zatrzymując się w miasteczkach, zjeść wurst, napić się kawy i dalej w drogę. Okolica jest tak malownicza, że ciągle się zatrzymywałem. Nawet nie planujcie tej trasy na jeden dzień, bo i tak się nie wyrobicie. Jadąc przez te wszystkie wsie najbardziej polubiłem ten niemiecki „Ordnung” – wszystko jest przemyślane, porządnie zrobione i nie ma bylejakości.

Centrum Tharandt

Moją trasę z tej części podróży możesz zobaczyć pod tym linkiem lub na poniższej mapce: od Tharandt przez Rabenauer Grund, Paulsdorf, Schmiedeberg do Altenberg, gdzie zaczynają się piękne widokowo tereny, ale też i kończy się jechanie w dolinie, więc jest trochę lekkich podjazdów z kulminacyjnym punktem na szczycie Geisingberg, który koniecznie chciałem zobaczyć. Dalej Liebstadt, Bad Gottleuba-Berggießhübel, Struppen i Königstein aż do pięknego miasteczka Bad Schandau, które jest już po drugiej stronie Łaby i jest naturalną bazą wypadową do Parku Narodowego Szwajcarii Saksońskiej.

 

Pierwsze kilometry za Tharandt i pierwszy odpoczynek na selfie z drona ;-)

Pod budynkiem tego żółtego domu siedzi sobie zrelaksowany starszy Pan – tak sobie wyobrażałem tutejszą prowincję
Saksonia krajobrazy w okolicy Geisingberg
Podjazd na Geisingberg
Malownicze miasteczko Altenberg – tutaj główny plac w centrum.

O Bad Schandau przeczytasz więcej w tekście Alicji, bo to jej część trasy wzdłuż Łaby. Ja tutaj tylko nadmienię, że fajną opcją noclegową w okolicy jest malutka i ustronna wioska tuż nad Bad Schandau, która nazywa się Ostrau, gdzie znacząco zmęczony dojechałem i marzyłem o odpoczynku od rowera. Przerzuciłem się na wycieczki piesze.

Podziwiam sobie Talsperre Malter tuż przy Paulsdorfie

Ważne! Gdybyście chcieli powtarzać tę trasę, to pamiętajcie o jednym – podzielcie sobie ją na dwa dni! Z mapy wychodziło mi, że to tylko niecałe 100 kilometrów, ale teren jest poprzecinany przez liczne strumienie i rzeki, co tworzy go bardziej górzystym i miejscami trzeba depnąć pedał mocniej.

Most na Łabie w okolicy Bad Schandau

 

Piękne wzgórza i niesamowite Landszafty!

Nie będę ukrywał, że z formą rowerową było u mnie średnio, bo to początek sezonu, ale stwierdziłem, że dobrym pomysłem będzie odłożenie rowera na dwa dni i zrobienie sobie paru wycieczek pieszych. Na tapetę poszły trzy miejsca, które szczególnie mnie ciekawiły. Pierwszym było Kleiner Bärenstein, na który najprościej jest się dostać z miejscowości Thürmsdorf. Jeśli będziecie w tym miasteczku w ciągu dnia, to polecam bardzo to miejsce – ADORATIO Schokoladenkunst. Tylko uczciwie ostrzegam, że ciężko jest wybrać, a jeszcze trudniej powstrzymać się i poprzestać na jednej czekoladzie!

Wracając jednak do trekkingu… z Thürmsdorf na Kleiner Bärenstein wiedzie początkowo dość łatwy szlak przez las. Później robi się trochę bardziej stromo i kręto, ale uważnie obserwując oznaczenia szlaku umieszczone na drzewach i wpierając się Google Maps na pewno sobie poradzisz. Po niecałej godzinie niespiesznego marszu i ciągłego wyciągania aparatu w końcu wdrapuję się na skałę znajdującą się na samej górze i napawam się widokiem.

Szlak prowadzący z Thürmsdorf na Kleiner_Barenstein
Szlak prowadzący z Thürmsdorf na Kleiner Barenstein
Widok z Kleiner Barenstein na Grosser Bärenstein
Widok z Kleiner Barenstein na Grosser Bärenstein

Ze szczytu widać bliźniacze skałki Grosser Bärenstein, słynną Twierdzę Königstein i Lilienstein – bardzo charakterystyczne wzgórze, które dla wszystkich jest punktem orientacyjnym w terenie. Gdy zdecydujesz się wejść na Kleiner Bärenstein radzę, aby zrobić to wcześnie rano, bo wtedy pięknie oświetlone jest wzgórze twierdzy, a jeśli będziesz mieć dużo szczęścia, to możesz trafić na poranne mgły, które unoszą się nad Doliną Łaby mniej więcej do połowy wzgórza Lilienstein. Ja tego szczęścia mimo, iż następnego dnia zerwałem się około 6 rano z łóżka i wróciłem na Kleiner Bärenstein jeszcze raz, ale mgieł było za mało.

Widok z Kleiner Barenstein na Twierdzę Konigstein – o wschodzie słońca
Widok z Kleiner Barenstein na Lilienstein. Żeby tak mgieł było więcej to byłby czad! Zdjęcie zrobione o wschodzie słońca…
Wracając ze wschodu słońca moim oczom ukazał się takie widok. Charakterystyczny stożek Lilienstein osnuty mgłami unoszącymi się nad Łabą

Z tych wszystkich wzgórz najbardziej intrygowało mnie od początku to najbardziej charakterystyczne – Lilienstein. Zostawiłem sobie je na późne popołudnie, aby na szczycie wzgórza trafić na czas, kiedy będzie złota godzina i powiem Ci, że był to strzał w dziesiątkę. Samo wejście na szczyt to bardzo dobrze oznakowany szlak, które w prawie całości składa się ze stopni.

Znaki na szczycie Lilienstein

Po dojściu na szczyt można pójść na prawo w stronę schroniska i epickiego punktu widokowego z „samotnym drzewem” i widokiem Bad Schandau, most na Łabie oraz w tle, wyglądające jak monumentalne organy gotyckie, piękne skały Schrammsteine będące bramą do Parku Narodowego Szwajcarii Saksońskiej.

Epicki widok z (“prawej strony”) Lilienstein na Bad Schandau i most na Łabie – to teraz wyobraźcie sobie to zdjęcie w “złotej godzinie”!!

Miejsce z drzewkiem, które powyżej zamieszczam jest idealną miejscówką na zachód słońca, który całym sercem polecam. Szczególnie zadowoli tych, którzy lubią sobie zrobić foto w wersji “chillout z widokiem” ;-)

Chillout z widokiem!
Na Lilienstein można się też powspinać

Gdy cofniemy się na rozstaj szlaków i wybierzemy drogę na lewo przez skałki, to dotrzemy do punktu widokowego z szerokim widokiem na zakole Łaby w okolicy miasteczka Rathen oraz Most Bastion. To wręcz symbol tej części Saksonii i nie bez powodu przyciąga tysiące turystów.

 

Bastei Bridge – kultowa miejscówka w Parku Narodowym Szwajcarii Saksońskiej

Sam też nie mogłem sobie odmówić wizyty w tym miejscu, a że jeszcze mieliśmy z Alicją przeznaczony jeden dzień na wspólne „szwendanie się” po okolicy.

To jest takie miejsce, gdzie chce się robić cały czas zdjęcia, a potem się dziwimy, ale jak to!?!

Bestei Bridge należy do Parku Narodowego Szwajcarii Saksońskiej i jest pozostałością po Zamku Neurathen z XII wieku.  Niestety do dziś zachowały się tylko ruiny ścian zamku. Most, który widzisz poniżej to już późniejsze dzieje, gdyż wcześniej w jego miejscu znajdował się most drewniany.

Most Bastei – jakikolwiek komentarz jest tutaj zbędny…

W kompleksie są też przygotowane platformy widokowe, które pozwalają podziwiać widok na rzekę Łabę z jednej strony, a z drugiej na fantastyczne pionowe „słupy skał”.

Widoki z Bastei Bridge

Przyznam się szczerze, że nie przepadam za  turystycznymi miejscami, a podczas tej podróży było to najbardziej tłoczne miejsce ze wszystkich, które zobaczyłem. Jednak spektakularność Bestei Bridge oraz widoki, które rozpościerają się na okolicę sprawiły, że spora ilość turystów jakoś mi nie przeszkadzała i szczerze wszystkim wizytę tam polecam!

Zakole Łaby widziane z Mostu Bridge

Park Narodowy Szwajcarii Saksońskiej

Zupełnie innym rozdziałem w mojej podróży po Saksonii były piękne trasy rowerowe poprowadzone w samym Parku Narodowym Szwajcarii Saksońskiej. Malownicza okolica poprzecinana jest dobrze utrzymanymi ścieżkami rowerowymi, które nadają się nie tylko dla rowerów trekingowych ale też na kolarki.

Trasa rowerowa wiodąca przez Park Narodowy Szwajcarii Saksońskiej – z Raumicht do Bad Schandau
Lichtenhainer Wasserfall - mało znana atrakcja w Parku Narodowym, a jednak urokliwa
Lichtenhainer Wasserfall – mało znana atrakcja w Parku Narodowym, a jednak urokliwa

W sumie najlepsza opcją na rower w Parku Narodowym jest ta, którą zamieszczam poniżej. Pamiętaj tylko, że nie jest to trasa całkowicie po płaskim i między Raumicht – Sebnitz – Rathmannsdorf jest trochę górek i podjazdów. Wysiłek jednak wart jest widoków. Po zatoczeniu pętli do Bad Schandau, polecam przejechać mostem na drugą stronę Łaby, bo stamtąd rozpościera się piękny widok na słynne, zabytkowe “domki z Bad Schandau”. Tą stroną Łaby możesz jechać aż do Schmilki, gdzie jest przeprawa promowa i za 2,5 euro z rowerem przepłyniesz na drugą stronę rzeki. Alternatywą do tej pierwszej trasy jest ta krótsza, ale tutaj kolarką już nie da rady, bo miejscami jedzie się po bitej drodze, która biegnie przez las i na cienkim kole łatwo sobie tam wybić zęby.

Zapewniam Cię, że rozczarowania tą trasą nie będzie – zaskakuje różnorodnością. Część przez Park Narodowy jest cała w lesie, więc nie ma podmuchów wiatru, co dla rowerzystów jak wiemy nie jest obojętne! Na koniec dnia bardzo można podejść do Hotelu zur Muhle w Shmilce, gdzie warzą lokalne piwo – poproś o tego ciemnego lagera (Dunkel Lager)  – ja się w nim zakochałem!

Team LosWiaheros w Hotelu zur Mühle – warto uczcić takie spotkanie kuflem niemieckiego piwa, czyż nie?

Bardzo polecam przed wyjazdem do Saksonii spenetrować tę stronę, gdzie zaznaczonych jest jeszcze więcej szlaków i tras rowerowych.

Na wyjazd do Szwajcarii Saksońskiej wybrałem się na początku kwietnia z Alicją na zaproszenie Niemieckiej Organizacji Turystycznej. Podczas wyjazdu kręciliśmy też reklamę, która jest oficjalnym spotem Saksonii na ten rok w kontekście wycieczek rowerowych. Było sporo stresu, duża odpowiedzialność, ale z efektu końcowego Klient był zadowolony, co dla nas jest największą nagrodą! Spot możesz obejrzeć poniżej.

Sam fakt, że wróciłem tam dwa tygodnie poźniej (już zupełnie prywatnie) na weekend majowy jest chyba najlepszą reklamą dla tego regionu. Krótka jest lista miejsc, do których wracam, a jeszcze krótsza takich, do których wracam tak szybko.

PS: Poza tym tekstem powstały jeszcze 4 kolejne, które napisała Alicja ze swojej trasy rowerowej nad Łabą – od Miśni przez Drezno, Pillinz, Pirnę, Rathen aż do Bad Schandau i Schmilki na granicy z Czechami. To zupełnie inne teksty z większą ilością historii opowiadanych przez ludzi, których spotkała po drodze, jednak są świetnym uzupełnieniem moich, trochę bardziej “górskich” tras :)

Teksty Alicji:
Miśnia i jej atrakcje oraz winnice wzdłuż Łaby;
Rowerem wzdłuż Łaby na chilloucie;
Od Pałacu Pillnitz przez winnice Weingut Zimmerling do urokliwej Pirny;
Od Twierdzy Konigstein przez Thurmsdorf po Bad Schandau i Schmilkę;
Rowerem wzdłuż Łaby – porady praktyczne.

O autorze: Andrzej Budnik

Alternatywny podróżnik, zapalony bloger i geek technologiczny. Połączenie tych dziedzin sprawia, że w podróż przez australijski interior czy nowozelandzkie góry zabiera do plecaka drona, który pozwala mu przywieźć niepublikowane nigdzie wcześniej zdjęcia i oryginalne ujęcia wideo. Swoją duszę zaprzedał górom w północnym Pakistanie i tadżyckim Pamirze, które odkrywał podczas 4-letniej podróży lądowej przez Azję i Australię. Od wielu lat zaangażowany w aktywizację polskiego środowiska podróżniczego. Założyciel i obecnie współautor najstarszego, aktywnego bloga podróżniczego w Polsce – LosWiaheros.pl. Nominowany do Travelerów 2010 i Kolosów 2013. Zwycięzca konkursu Blog Roku w kategorii Podróże i Szeroki Świat w 2007 roku. Zawodowo licencjonowany pilot drona w firmie CrazyCopter.pl specjalizującej się w fotografii lotniczej i wideo z drona. Łącząc od lat pracę zdalną i podróże stara się promować styl życia określany Cyfrowym Nomadyzmem.

Podobny tekst

Rowerem i pieszo przez Zielone Płuca Polski

Pojechałam na wschodni skraj województwa kujawsko-pomorskiego. Miejsce szaleńczo piękne i zapomniane. Nostalgia i klimat małego miasteczka połączone z bujną …

2 komentarze

  1. Spora dawka pomocnych informacji i fotorelacja, która zachęca do odwiedzenia tego miejsca. Pozdrawiamy!

  2. Przepiękne zdjęcia. Widać, że aparat masz w małym palcu :) Ja na aż tak dalekie trasy bym się jeszcze nie zdecydował, niemniej zwiedzam mnóstwo miejsc w mojej okolicy :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *