Start » Peru » Kurczakarnie i inne “restauracje” specjalistyne

Kurczakarnie i inne “restauracje” specjalistyne

Jak juz mniej wiecej zorientowalismy sie w nazwach roznych rodzajow miesiwa wystepujacego w Peru, wiedzielismy co dostaniemy po zamowieniu konkretnej rzeczy. Bardzo praktyczna i pomocna wiedza :) Wiedzielismy tez w jakie miejsca chodzic, zeby dostac to, na co akurat mamy ochote. A wszystko dzieli temu, ze lokale w swoich nazwach maja to, co serwuja.
Najwiecej jest czegos, co luzno na polski mozna przetlumaczyc jako “kurczakarnia”, czyli polleria (pojerija), [pollo (pojo) = kurczak]. W zaleznosci od tego jak bardzo bylo sie glodnym mozna bylo wziac sobie 1/8, 1/4, 1/2 lub calego kurczaka. Ceny symetrycznie szly w gore razy 2. A podawany taki kurczak byl z ryzem, frytkami i salatka. Zajadalismy sie tym na kazdy obiad i kolacje, az doszlo do tego, ze mielismy kurczaka dosc. I zaczelismy sie rozgladac za czyms innym.

Wybor padl na lomo saltado. Nie mam zielonego pojecia jak to przetlumaczyc :) Byly to kawalki miesa w formie sosu z czerwona cebula, papryka, frytkami i podawane z ryzem. Posmakowalo nam bardzo, a bylo to podawane w czym co nazywalo sie picanteria. Na szczescie wbrew sugestiom nazwy lomo nie bylo za bardzo pikantne.

Kolejna rzecz: cuyerie. Czyli miesca, w ktorym podaje sie pieczone swinki morskie. Na polnocy Peru nie bylo ich wcale, ale gdy zjechalismy na poludnie – zaczelo sie. Z Arequipy do Cuzco jechalismy autobusem, ktory przy okazji sluzyl do przewozu towarow. Zreszta kazdy autobus tutaj sluzy do przewozu towarow. Widzielismy jeden z zaladowanymi na dachu 3 wersalkami i 2 fotelami – czego to ci Peruwianczycy nie wymysla… Ale wracajac do tematu. W owym wspomnianym wczesniej autobusie przewozone byly swinki morskie. Kilka skrzynek z zapakowanymi w nie malymi futrzastymi stworzonkami. W pewnym momencie autobus zjechal na pobocze, a na budynku, pod ktory podjechal, przeczytalam napis: cuyeria.

Wszystko jasne. Tutaj podaja pieczone swinki morskie, a te ktore dowiezlismy, to po prostu dostawa miesa, ktore niedlugo wyladuje na patelni. A tak przy okazji… Na jakims targu widzielismy, jak sie te swinki przyzadza. Samego momentu zabicia ich nie widzielismy, ale obrywanie futerka juz tak. Wyglada to zupelnie tak samo, jak pozbawianie pierza kure. Zadnego opalania czy czegos, po prostu wyrywanie siersci… Potem chlopaczek otrzepal sobie rece, otrzepal sobie ubranie, otrzepal swinke i wrzucil do gara… A na koniec wszystko ladnie pozamiatal.

Na tym samym targu widzielismy kobiete handlujaca drobiem i swinkami. One na prawde sa w Peru traktowane na rowni z kurami. Niczym sie od nich nie roznia. Sa najwyklej w swiecie: miechem na obiad. Z ta tylko roznica, ze kurczaki sa znacznie tansze i bardziej pozywne. I mieso latwiej od kosci odchodzi. :)

Kolejna potrawa narodowa Peru (obok swinek morskich) jest ceviche. Z tego co sie zorientowalismy jest to zarcie zrobione z owocow morza. Ci, ktorzy poprobowali zachwycaja sie tym. My jednak nie zdobylismy sie na ten krok. Glownie ze zwgledu na to, ze zadne z nas za owocami morza nie przepada… W kazdym razie podawane jest to w cevicheriach.

Sprytne jest to nazywanie “restauracji” od nazwy serwowanej potrawy. Przynajmniej wchodzac do srodka wiedzielismy, czego mozemy sie tutaj spodziewac. I wchodzilismy tu, na co akurat mielismy ochote.

O autorze: Andrzej Budnik

Alternatywny podróżnik, zapalony bloger i geek technologiczny. Połączenie tych dziedzin sprawia, że w podróż przez australijski interior czy nowozelandzkie góry zabiera do plecaka drona, który pozwala mu przywieźć niepublikowane nigdzie wcześniej zdjęcia i oryginalne ujęcia wideo. Swoją duszę zaprzedał górom w północnym Pakistanie i tadżyckim Pamirze, które odkrywał podczas 4-letniej podróży lądowej przez Azję i Australię. Od wielu lat zaangażowany w aktywizację polskiego środowiska podróżniczego. Założyciel i obecnie współautor najstarszego, aktywnego bloga podróżniczego w Polsce – LosWiaheros.pl. Nominowany do Travelerów 2010 i Kolosów 2013. Zwycięzca konkursu Blog Roku w kategorii Podróże i Szeroki Świat w 2007 roku. Zawodowo licencjonowany pilot drona w firmie CrazyCopter.pl specjalizującej się w fotografii lotniczej i wideo z drona. Łącząc od lat pracę zdalną i podróże stara się promować styl życia określany Cyfrowym Nomadyzmem.

Podobny tekst

Rowerem wzdłuż Łaby na chilloucie – porady praktyczne

Jak zaplanować trasę, jak wygląda ścieżka rowerowa, co warto zobaczyć, gdzie spać i ile czasu przeznaczyć …

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *