Start » Prywatnie » O nas » O tym, co mnie wkurza…

O tym, co mnie wkurza…

Podróż ta zdecydowanie nauczyła mnie kilku rzeczy. Jedną z nich jest to, że nie warto przejmować się tym, co o Tobie mówią lub piszą w Internecie. Czytanie komentarzy pod swoimi tekstami na innych portalach już dawno zarzuciliśmy, bo większość w ogóle poziomu nie trzyma, za to poziom jadu i jakiejś niepojętej dla mnie zazdrości w ogóle nie mieści mi się w głowie. Żeby to jeszcze była konstruktywna krytyka? Ale nie, zje… wszystko w czambuł i najlepiej powiedzieć, że jest źle i się nie da! No i o ile komentarze można omijać to co zrobić, kiedy stek bzdur ląduje w Twojej skrzynce mailowej? Musisz przynajmniej przejrzeć, żeby wiedzieć o czym jest, a potem czytasz i czasem człowieka dosłownie krew zalewa…

Właśnie siedziałem nad tekstem “Da się tanio po Australii – cz.2”, gdy chyba z braku weny kliknąłem sobie w przycisk: Odbierz pocztę. Mój nietoperz zakomunikował, że jest jedna odebrana wiadomość, więc z chęcią zostawiłem tekst – zdecydowanie mi nie szło. Zaczynam czytać maila i już czuję, że się wkurzę… no i stało się!

To jest taki mail z kategorii: “Zazdroszczę wam, że możecie podróżować – mnie na to nie stać. Siedzę na bezrobociu, a w Polsce nie ma perspektyw. Ble, ble, ble…” Nie doczytałem do końca – wrzuciłem do folderu pt. nieudacznicy życiowi, który założyłem tuż przed wyjazdem z kraju.

Zawsze staram się na maile odpisywać, bo to miło, gdy ktoś pyta o namiary na dobrego przewodnika w Nepalu, albo o to, co zrobić, żeby go nie obrabowali doszczętnie w Ameryce Południowej, gdy jedzie tam pierwszy raz. Po przyjeździe ten ktoś znów pisze i dziękuje, że fajnie, że się udało, że ładna pogoda była i zdjęcia dobre wyszły etc. To cieszy, bo człowiek czuje, że dzieląc się wiedzą komuś pomaga. Ale jak można pomóc komuś, kto nie wierzy w siebie i wszystko z góry neguje?

Szlak mnie jasny trafia też wtedy, gdy ktoś mi mówi, że my to pewnie mamy bogatych rodziców i nam tę podróż zafundowali! Takich też jest wielu! No więc wszem i wobec Wam mówię, że nasi rodzice żyją z takich samych emerytur, jak zdecydowana większość emerytów w naszym kraju i nikt nam za nic nie płaci. Nie mieliśmy też spadku i nie wygraliśmy w Lotto. Nie mamy też sponsorów, bo nazwiska nie wystarczająco medialne, więc nie pozostało nam nic innego, jak te pieniądze zarobić. Dzięki temu mamy z tej podróży jeszcze więcej frajdy, bo się sprawdzamy w różnych sytuacjach, uczymy się maksymalnej zaradności i co najważniejsze, nie jesteśmy nikomu nic winni – nie ma sponsorów, nie ma zobowiązań, nie ma wymuszonych tekstów przesiąkniętych pochwałami dla plecaka marki xx albo butów marki yy. Po prostu jesteśmy wolni… i niezależni.

Alicja ogląda birmańskie kyaty.
Alicja ogląda birmańskie kyaty.

Sami sobie umiemy zarobić, tylko kurka wodna trzeba chcieć i ruszyć dupe, a przestać narzekać na to, że źle…

W moim folderze nieudacznicy życiowi jest dokładnie 87 maili zebranych od maja 2009. Dużo, nie dużo? Nie wiem. Nie wiem też, po co je trzymam, może jakoś je w przyszłości wykorzystam, ale są, tkwią tam i mnie wkurzają za każdym razem, jak przychodzi kolejny z serii… Wkurzają mnie, bo sam nie wierzę w coś takiego jak: “NIE DA SIĘ”. Generalnie dotyczy, to każdego aspektu życia, podróży też, tylko trzeba sobie w życiu ustawić jako najwyższy priorytet właśnie podróże, mieć trochę samodyscypliny i nauczyć się kilku kwestii z zakresu ekonomii i finansów.

Ne chciałbym tym tekstem urazić wszystkich tych, którzy wybrali inną ścieżkę życia, czy to przez przypadek, czy dobrowolnie i wychowują dzieci, zajmują się kalekim rodzeństwem czy schorowanymi rodzicami – to inna kwestia. Taka karma i na to wiele nie poradzisz. Co jednak z resztą? Nie uwierzę, że wszyscy którzy narzekają mają wspomniane obowiązki? Skąd tylu życiowych maruderów, którzy chyba godzinami siedzą w Internecie i szukają kolejnej okazji, aby napisać, że się nie da, że jest źle, że temu to dobrze…

Tak patrze na te 87 maili i trochę mi szkoda tych maruderów życiowych, bo to też ludzie. Tak sobie wczoraj policzyłem, że jeśli tylko do mnie przyszło takich maili 87, to przy założeniu, że tylko 1% maruderów wchodzących na naszą stronę do mnie pisze, to w sumie od lipca było tych zbłąkanych dusz już 8700. Sporo, nie? Kurde, oni też marzą o podróżach, tylko nie potrafią się zorganizować? Boją się postawić wszystko na jedną kartę? Szukają wymówek? My też się baliśmy i też było więcej znaków zapytania niż rzeczy wiadomych.

Nie chcieliśmy poruszać tutaj (na blogu) kwestii finansowania tej podróży, bo co to kogo obchodzi. Jest to prywatna sprawa, ale z drugiej strony to też nie jakaś wielka tajemnica. Jeśli więc przez kilka rad, uda nam się uszczęśliwić choć kilka osób, to chyba warto. Przynajmniej nie będę mieć wyrzutów sumienia, że na maile nie odpisałem…

Przy okazji może zatkam w końcu jadaczki tym, którzy pieprzą o bogatych rodzicach, spadkach i sponsorach… i uwierzą, że dwie ręce, dwie nogi, głowa na karku wystarczą do tego, aby życie było bardziej przyjemne, niż do tej pory.

O autorze: Andrzej Budnik

Alternatywny podróżnik, zapalony bloger i geek technologiczny. Połączenie tych dziedzin sprawia, że w podróż przez australijski interior czy nowozelandzkie góry zabiera do plecaka drona, który pozwala mu przywieźć niepublikowane nigdzie wcześniej zdjęcia i oryginalne ujęcia wideo. Swoją duszę zaprzedał górom w północnym Pakistanie i tadżyckim Pamirze, które odkrywał podczas 4-letniej podróży lądowej przez Azję i Australię. Od wielu lat zaangażowany w aktywizację polskiego środowiska podróżniczego. Założyciel i obecnie współautor najstarszego, aktywnego bloga podróżniczego w Polsce – LosWiaheros.pl. Nominowany do Travelerów 2010 i Kolosów 2013. Zwycięzca konkursu Blog Roku w kategorii Podróże i Szeroki Świat w 2007 roku. Zawodowo licencjonowany pilot drona w firmie CrazyCopter.pl specjalizującej się w fotografii lotniczej i wideo z drona. Łącząc od lat pracę zdalną i podróże stara się promować styl życia określany Cyfrowym Nomadyzmem.

Podobny tekst

Podróż w duecie, czyli “a teraz moja kolej”

Nasza podróż do Australii jest inna od tej ostatniej pod wieloma względami. To oczywiste, bo zmieniamy się my sami, nasze …

37 komentarzy

  1. traveloholic- sam jestem pozytywnie zakręcony staram się nie narzekać, a coraz częściej szukać rozwiązań choć nie ukrywam że narzekanie nie “mamy we krwi” jak to większość mówi tylko tak nas wychowali, niestety musimy żyć z tym brzemieniem ale dzięki nowym pokoleniom dzięki ludziom wyzwolonym takim jak LosWiaheros nabieramy wiatru i optymizmu. Sam staram się podróżować staram się osiągnąć jakiś zbędny status społeczny, mam nadzieje że przez powolne dojrzewanie dojdę do takiej drogi jak założyciele tej strony, i praca nie będzie droga do która mi pomaga osiągnąć cel i spełniać marzenia tylko moja praca będzie moim marzeniem albo jeszcze lepiej będę mógł spełniać marzenia bez niepotrzebnej pracy i bez niepotrzebnego nadmiaru.
    Pozdrawiam was i spadam pakować plecak na nurkowanie w Chorwacji(ahhh musiałem się pochwalić) aha no i biorę sobie rade powolnego podróżowania chociaż mam ADHD;]

  2. @google-a46743c80a2e349ee27a5fd421b46741:disqus  – widzę, że się zarejestrowałeś i przeczytałeś tekst o powolnym podróżowaniu. Pisząc go nie przewidziałem osób z ADHD, więc moje rady mogą się nie sprawdzić :P Dobrej zabawy na nurkach! :)

  3. Witaj!
    Myślę, że jak się dobrze urządzi życie, to nie trzeba wybierać spośród ważnych rzeczy. Można po prostu mieć wszystko i do tego trzeba dążyć. Mamy z mężem piękne mieszkanie (choć w bloku), troje dobrze wykształconych dzieci, dwie wnuczki i zwiedziliśmy prawie cały świat (oprócz Australii). W ciągu ostatnich dwóch lat spędziliśmy po miesiącu na Kubie, w Wenezueli, a w grudniu lecimy do Wietnamu i Kambodży (zawsze z plecakami i bez żadnego biura podróży). Mamy tylko jedną wadę: jesteśmy grubo po 60-tce i boimy się, że nie zdążymy zobaczyć wszystkiego. Z naszych domów wynieśliśmy po jednej łyżce, widelcu i nożu i ani jednego metra kwadratowego powierzchni na własność. Angielskiego nauczyłam się sama, bo nigdy nie było mnie stać na jakąkolwiek lekcję prywatną.
    Ważne, aby miało się u boku właściwego człowieka i chciało się żyć, czego wszystkim życzę.
    GraT

  4. chciałabym spotkać na swojej drodze ludzi takich jak wy, komentujący..(czy ja już narzekam?:P)
    póki co podróżuję sama, co nawet w połowie nie jest tak przyjemne jak z jakąś bratnią duszą, ale cóż..taka karma;)
    mam wrażenie, że wkoło mnie sami zazdrośnicy, mówiący “chciał(a)bym, ale mnie nie stać, mam pracę/studia. Ty to co innego”. Jak to ja to co innego? Studia-fakt-kiedyś ten papierek może i się przyda (choć nie sądzę..), więc poczekałam do ich zakończenia. Pracę miałam, ale rzuciłam. Na wyjazd zarobiłam od początku do końca sama i kosztowało mnie to trochę wyrzeczeń. Jak kasiorki zabraknie, popracuję gdzieś po drodze. Czemu ci ludzie uważają, że ja mogłam rzucić wszystko i podróżować, a oni nie?

    przy okazji pozwolę sobie się zareklamować- emionherway.wordpress.com. podróż dopiero zaczynam, więc dopiero kilka wpisów, ale obiecuję się rozkręcić:)

  5. Podróżujemy z mężem od 2000 roku i aby uniknąć wszelkich uszczypliwych uwag znajomych, koleżnek i kolegów z pracy po prostu nikomu nie opowiadamy o swoich poczynaniach.
    Na wyjazdy zarabiamy sami, nikt nas nie sponsoruje.
    Pozdrawiam.
                    Bolivia

    • Wierzę, że takie mogę być reakcje znajomych i wcale Wam się nie dziwię, że zostawiacie to dla siebie. Ten tekst był strzałem w dziesiątkę, bo życiowi maruderzy przestali do nas pisać, choć nie… dwa razy się zdarzyło. W odpowiedzi wysłaliśmy maila z linkiem do tego tekstu. Straszny brak empatii z naszej strony, straszny ;)

      Podróże są wypadkową naszych wyborów i ustawienia priorytetów życiowych. Nic więcej.

      Powodzenia dla Ciebie i Męża :)

      • Tylko jak wytłumaczyć innym, że mamy prawo wybrać odmienny styl życia, inne priorytety, niż powszechnie uznane za właściwe? Ja wielokrotnie próbowałam, ale i tak jestem “wygodną egoistką”, bo wolę podróże od pieluch

  6. Silvia Szymczyk

    Wrocilam z Egiptu tydzien temu.. i jest tam o wiele wiecej niz kilka kamieni, hoteli i podwodnego swiata. Wystarczy odrobina checi i dobry przewodnik, ktory wyjasni historie tych kamieni i pokaze Egipt taki, jakim jest naprawde. Osobiscie nie mam nic do osob spedzajacych czas w wioskach turystycznych w Sharm, Hughardzie czy innym Mars Alam ale to dal mnia NIE JEST Egipt;)

  7. Czesc Wam.

    Nie zazdroszcze Wam, chociaz troszke. Tez sie wlocze, mieszkam na stale w Chinach, ale usiadlem – rodzina, biznesy, trzymaja mnie jak na smyczy. Ale juz mysle jak sie urwac, tylko troszke inaczej.
    Przerabiam skuter 3-kolowke na materac na kolkach, taki 1-2 osobowy kamper, bede za 2$ na 100 km jezdzil po Chinach, spanie za darmo. Zagladnij niekiedy na bialego chinczyka.

    Jan

  8. Myślę, że Ci narzekacze w dużej części po prostu boją się życia. I gdy widzą ludzi, którzy się nie boją stawić czoła temu życiu (jak np. wspaniali Los Wiaheros), to muszą znaleźć coś co usprawiedliwia ich bierność, coś co jest niezależne od nich jak mniemają, czyli np pieniądze, których nie mają. Szkoda mi tych ludzi. Znam wielu ludzi z pasją, sam się do takich zaliczam i wiem, że jeżeli napędza nas pasja, to i środki się znajdą i sposoby, by tych środków było mniej potrzeba do realizacji pasji (np. podróże z plecakiem). Odnośnie typów, którzy mają kasę (mieszkania, samochody za setki tysięcy etc.) ale i tak kij próbują wsadzić nam w szprychy, nie mam żadnego współczucia. Tak wybrali, to niech korzystają z tych wszystkich luksusów, których im nie zazdroszczę ;) Ale co im do życiowych wyborów tych, którzy patrzą na życie mniej sztampowo. To zwykłe zazdrośnictwo i tyle. Być może chcieli by mieć i być, a nie potrafią.
    Pozdrawiam wszystkich uśmiechających się rano do Pani sklepowej.

  9. Czy w trakcie podróżowania spotkaliście na swojej drodze podróżujących rodziców z dziećmi? Czy planujecie podróżować jak pojawią się dzieci ;-) ?
    Pytam z ciekawości, bez pesymizmu własnej sytuacji, mam trójkę pociech ;-).

  10. Tomek z wteiwewtamte.pl

    To już chyba taka polska specyfika narodowa. My kombinujemy jak możemy, ciułamy gdzie się da, na pierwsze podróże zarobiliśmy całkiem sami, a jak niekiedy pada komentarz pod naszym adresem to niewiadomo czy śmiać się czy płakać ;) Najbardziej lubię pytanie – ”a ile to kosztuje?”, bo ostatnio odpowiadam: ”fynfnaście w hihaho” i konsternacja na twarzy jest bezbłędna. Pozdrawiam !

    • No niestety tak to bywa! Te pytania zawsze były i będą, ale zadają je ludzie, którzy po prostu nie są do końca gotowi na takie podróżowania. Pieniądze na podróż po prostu się zarabia – czy to na zmywaku w Anglii podczas wakacji od studiów, czy to pracując ciężko w Polsce, biorąc zlecenia po godzinach, poza etatem pracujać w Polsce! One nie spadaja z nieba, a przynajmniej nam nigdy nie spadły!

  11. Czesc, a czy Sony i ECCO (i innych) to reklamujesz charytatywnie? Nie mam nic do sponsorow i nie obchodzi mnie skad bierzesz pieniadze (jak masz sponsorow to tez dobrze), ale zastanawia mnie jak sie to ma do twojego tekstu. Dzieki za odpowiedz.

    • Spoko. Ale czy ECCO, Sony i inni to sponsorzy? To, że chcą podjąć z nami współpracę oznacza mniej więcej tyle, że musimy wykonać dla nich jakaś pracę. Nie dostajemy pieniędzy za darmo, nikt nam nie płaci za nabijanie kilometrów na licznik. Po prostu robisz robotę, dostajesz za to pieniądze. Poza tym, zerknij proszę na datę tego wpisu. Został on napisany wtedy, gdy o współpracy pomiędzy marką a blogerami podróżniczymi jeszcze się nawet nie mówiło. Miłego dnia!

      • Andrzej, dzięki za odpowiedź! Zgadzam się z Tobą i masz 100% racji. Fajnie, że doszliście (sami!) do takiego etapu, że możecie połączyć przyjemne z pożytecznym i realizować przy tym siebie. Szczerze, życzę wam wielu udanych podróży i tego żebyście nie zatracili ducha waszego podróżowania i abyście byli w 100% wiarygodni w tym co robicie (IYKWIM), bo naprawdę fajnie czyta się wasz blog. Pozdrawiam i również, życzę miłego dnia.

        • Nie ma sprawy :) Tobie też życzę jak najlepiej i abyś czerpał z podróży jak najwięcej przyjemności, bo przecież o to chodzi… cieszmy się tym światem.

  12. Aż dziwię się, że dopiero w tym tygodniu odkryłam Waszego bloga, a stało się to podczas poszukiwań informacji o Peru (dzisiaj wylatujemy!!!). Czytając Twój wpis przypomniałam sobie komentarz mojej znajomej, po tym jak wróciliśmy z miesięcznego stopa po Australii: “ale tobie to dobrze bo mama sponsoruje…”. Doznałam szoku. Przez pół roku zasuwałam w Mac’u na frytkach (czego szczerze nienawidziłam) by uzbierać na podróż, podczas gdy ona co najmniej trzy razy w tygodniu imprezowała, nie wspominając o ilości dziennie wypitych browarów. W samej Australii jeździliśmy na stopa, spaliśmy na plażach lub dworcach oszczędzając na wszystkim (nawet na jedzeniu) ale dało się! Także tym wszystkim zazdrośnikom i leniom życzę by jak najszybciej się ogarnęli.

  13. Haha,m te teksty, że na pewno masz bogatych rodzicow albo ze na pewno ktos ci placi za to zebys podrozowal – teraz to widze – so wybitnie latynoamerykanskie. Oni zwykle wymyslaja w swoich pytaniach tysiac powodow na to w jaki sposob pieniadze spadly ci z nieba, ale jeszcze nikt nie wpadl na to, ze mogles je po prostu zarobic ; )

  14. cudny wpis. Mi też nie było łatwo żeby pojechać tam gdzie pojechałam, nikomu nie życzę tego co przeszłam w niewolniczej niemal pracy, ale wiedziałam po co i dlaczego. W podroży też nie jest łatwo, często jeść jeden posiłek dziennie, chleb z pasztetem, wpraszać się do ludzi na spanie, prosić się o stopa itd (to oczywiście jest super, zaznaczam że sa jednak sytuacje kiedy nie zawsze jest kolorowo, ma się dosyć a na droższe rozwiązania nie ma), nie jest miło słyszeć wyrazy ubolewania na tadżyckim bazarze, że się tak mało zarabia i że oni z pietruszki mają więcej, i stwierdzić w Kazachstanie, że nie stać na chusteczki do nosa, ale można i mimo to, a może własnie dlatego warto, trzeba tylko wiedzieć czego się chce i nie narzekać! Pozdrawiam!

  15. Z dziećmi tez się da. Jest ciut drożej bo musimy szukać trzyosobowych pokoi. I jest trochę kłopotów z rodziną bo przecież my to my ale dlaczego łamiemy życie dziecku? Jest ciut trudniej pracować bo wifi nie zawsze jest super ale wystarczy chcieć. Nie mam tak spokojnego charakteru jak wy więc raczej gardzę niż współczuję ludziom którzy oddają życie za meblościankę czy kredyt na samochód. Podróże to jedna z dróg poznawania świata ale ważne żeby ciągle poznawać, ciągle uczyć się czegoś nowego bo inaczej to … nie warto powietrza marnować. I też bez idealizowania- są przypadki jak z rosyjskiego przysłowia “smotrisz w knigu widzisz figu”. Czasami aż mnie zabija jak głupi potrafi być człowiek który pół świata zjeździł- ale jednak zazwyczaj nie zjeździł go z plecakiem tylko się po nim woził. I może to jest różnica??

    • Niestety z tym ostatnim muszę się wyjątkowo zgodzić…

    • Nie do końca się zgadzam z Arkiem, bo czy pogarda ze względu na to że ktoś wybrał meblościankę lub kredyt na samochód nie jest równe z takim samym ocenianiem ludzi którzy poświęcili wiele wybierając podróże. Ja na ten przykład jak to mówią wżeniłem się na wieś, nie narzekam, robię to co lubię. Parę razy na swej drodze życiowej spotkałem ludzi z pozoru tzw. szare myszki które wybrały jak to ujął Arek ” meblościanki” ale poznając bliżej te osoby okazało się że te osoby realizują się w innych zainteresowaniach i jest im z tym dobrze.

  16. cudo blok i świetna praca :) jest tu tyle informacji, a ja mam jeszcze 2 tygodnie, żeby się ogarnąć przed swoim pierwszym wyjazdem.

    Bo tak apropos….mi ten wszyscy głowe trują, że gdzie Ty, że sama, że niebezpiecznie i w ogóle, wogóle, bleee.

    A ja pierwszy raz w życiu poczułam, że muszę coś zrobić, gdzieś ruszyć, zobaczyć, poczuć, być.I boję się i cieszę
    Pieniądze, które zaoszczędziłam w zasadzie na dom, przeznaczam na swoją wyprawę po Azji-Malezja i Indonesia. Rzuciłam pracę, mieszkanie wynajełam na 3 miesiące i pełna wiary spełniam swoje marzenia.
    I miło się czyta te wasze wpisy, bo chcieć to móc :)

    Pozdrawiam
    Marta.

    • O rety! No to trzymam mocno kciuki! Gdybyś czegoś potrzebowała, miała jakieś pytania – śmiało pisz!
      Wszystkiego dobrego na nowej drodze przed Tobą! Indonezja szczególnie jest fantastyczna! Każda wyspa z innej bajki… tam można spędzić lata, a i język prostu do nauki. Kup sobie podręczny słownieczek angielsko-bahasa indonesia, albo nawet jeszcze w Polsce może trafisz polsko-indonezyjski. Bardzo pomaga :)
      Uściski!
      Andrzej

  17. Nie ukrywam że podoba mi się ten blog, Ale jeżeli chodzi o jad sączący się w internecie wydaje mi się że jesteśmy skażeni nim genetycznie po prostu łatwiej jest oceniać drugich niż podejmować decyzję i brać za nie odpowiedzialność. Podziwiam ludzi za to że robią coś co lubią lecz również z podniesionym czołem ponoszą konsekwencję własnych wyborów nie szukając winnych za swoje niepowodzenia tylko starają się te niepowodzenia przezwyciężyć. Jak w przysłowiu “Każdy jest kowalem swego losu”.

    Panie Andrzeju życzę jeszcze wielu udanych podróży,

    Pozdrawiam
    Paweł

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *